Ja-osoba
jestem literą lub kreską w mega alfabecie kultury ludzkości. Bez
tego, co jest mi dane, w moim jednostkowym, niepowtarzalnym życiu,
każdej osoby, kultura wszechczasów
jest
niepełna. Jestem literą, paragrafem, kanonem – jako OSOBA. Wolę
rozmowę ze światem Dobrą Nowiną, niż Prawem Kanonicznym. Prawo
lubię jako grę wstępną przed rozmową, jeśli jest potrzebna.
Po
każdym takim poście, jak wczoraj, mam poczucie, jakbym po to żył
(między innymi), żeby to powiedzieć. Tak, jak każde spotkanie
osób w jakiejś mierze zbawia (najkrócej mówiąc) świat, tak mój
post, dla mnie, podług mnie, według. Skąd to się bierze? Chyba
stąd, że każdy taki post nie byłby możliwy bez całego
dotychczasowego życia. Zbiera wiedzę i doświadczenie życiowe całe
jakiejś osoby, od uświadomionych początków. To jest coś. To nie
jest nic.
Czym
jest jedno zadumane życie dla świata? Różne bywaja odpowiedzi.
Miarą jest podstawowa i lokalna wspólnota: gmina, osiedle, wieś,
parafia, zakład pracy, stowarzyszenie... Oczywiście, na początku i
na końcu rodzina. Można zapatrzeć sie kosmicznie, na noosferę.
Takie
pytania stawiam sobie całe życie. Miałem szczęście żyć w
czasach, które współgrały z moimi pytaniami i ze mną :-)
16
października 1978 roku miałem 25 lat. To był moment przełomowy,
który wyznaczył i dalej współtworzy koryto rzeki mojego
istnienia. Życia. To sie stało/przyszło, nim papież powiedział
choć słowo. Zanim go ujrzałem, zanim dowiedziałem się, kim jest.
To się stało na mocy tej samej kultury. Tej samej wiary i rozumu.
Pamiętna noc dumania w jednoosobowym pokoju szpitalnym na ulicy
Uniwersyteckiej w Warszawie, niedaleko kościoła świętego Jakuba.
To, o czym dumałem, idzie krok w krok za mną. Do końca!
Przynajmniej do rozwoju demencji :-)
To
nie moje decyzje. To siła wyższa i większy reżyser. Nie na obraz
i podobieństwo żadnego z nas. Nie antropologiczny. Ponad nasze
słabości, zalety i wyobraźnię. Realna siła. Wkrótce po wielkim
wstrząsie z 16. października'78 objawiła się na placu Zwycięstwa
w Warszawie, po dziejowej chwili w Solidarności. Kolejno, na sali
katechetycznej w Legionowie, w Kodniu, w małżeństwie i rodzinie, w
wolnej Polsce, samorządzie, Caritasie, Rzeczpospolitej
Norwidowskiej.
Coraz
mniej nas będzie, tych, którzy wtedy mieli 25 lat, mniej lub trochę
więcej, którzy przeżyli ten dzień i noc świadomie i bardziej niż
świadomie (duchowo-intelektualnie). Którzy mogą dać świadectwo, jak to wydarzenie, ten
cud (wyboru Jana Pawła II), wpłynął na życie pojedyńczych osób, a
przez nich dalej, dalej, głębiej... Zadumane życie. Życie, które
się wtedy bardzo zadumało.
Ile
takich świadectw trzeba zebrać, by...? By poznać ogrom siły,
która weszła w nasze życie – jednostek i zbiorowości wielkich –
w dzieje Polski i świata 16 października 1978.
Potem,
przez cały Jego pontyfikat, to, co się objawiło/dało 16.
października, było już jakby tylko ucieleśnieniem,
egzemplifikacją. Wsłuchiwałem się prawie w każde Jego słowo,
wczytywałem, biorąc nawet Jego pierwszą encyklikę, jako lekturę,
latarnię, towarzysza drogi na autostop po Europie, jak mapę (którą
zgubiłem tuż po przekroczeniu granicy niemiecko-francuskiej).
Encykliki nie zgubiłem.
Jak
te wysłuchane/wyczytywane słowa mnie/nas kształtowały?
Ukształtowały moje/nasze życie:
“Syn
Boga żywego – jak wyznał Piotr, przyszedł, aby nas wszystkich
uczynić „królewskim kapłaństwem”. Sobór Watykański II
przypomniał nam tajemnicę tej władzy i fakt, że misja Chrystusa –
Kapłana, Proroka-Nauczyciela, Króla – trwa dalej w Kościele.
Wszyscy, cały Lud Boży uczestniczy w tej trojakiej misji... oby
cały Lud Boży był uczestnikiem tej trojakiej misji Chrystusa i
pozostawał zawsze pod władzą Pana, która bierze swój poczatek
nie z mocy tego świata, lecz od Ojca niebieskiego oraz z tajemnicy
Krzyża i Zmartwychwstania... Pomóżcie Papieżowi i wszystkim,
którzy chcą służyć Chrystusowi i przy pomocy władzy
Chrystusowej służyć człowiekowi i całej ludzkości!
Nie
lękajcie się! Otwórzcie, a nawet, otwórzcie na oścież drzwi
Chrystusowi!
Jego
zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych
i
politycznych,
szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się!
Chrystus wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie!
Dzisiaj
tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej
duszy,swego serca. Tak często jest niepewny sensu swego życia na
tej ziemi. Tak często opanowuje go zwątpienie, które przechodzi w
rozpacz. Pozwólcie zatem – proszę was, błagam was z pokorą i
ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On
ma słowa życia, tak, życia wiecznego... . Cóż [jeszcze]
powiedzieć? Wszystko, co bym mógł powiedzieć, będzie blade w
stosunku do tego, co czuje w tej chwili moje serce. A także w
stosunku do tego, co czują wasze serca. Więc oszczędźmy słów.
Niech pozostanie tylko wielkie milczenie
przed
Bogiem, które jest samą modlitwą”. (homilia na inauguracjępontyfikatu, 22.10.1978).
Słowa
papieża docierały do mnie najszybciej w polskich wydaniach
L'Osservatore Romano. To była praca księdza Adama Bonieckiego, na
prośbę papieża. Dzisiaj każą mu milczeć! Nakładają zakaz
wypowiadania się!
Na
mnie nakaz milczenia nieskutecznie nakładają moi współbracia i
współ-siostry w polskiej gminie (wierzących?). Ich dzisiejszy,
anonimowy oczywiście, przekaz brzmi tak, jak wszystkie (niezliczone
już) poprzednie:
“Dobrze
że ktoś zareagował w porę [protestując do kurii, na dwa
przypadki, kiedy przed wielu laty ks. prob. poprosił mnie, bym
sprawował funkcję nadzwyczajnego szafarza Komunii św.], bo jak
grzesznik może dotykać Hostię. Nawet jak księdzu wypadnie z ręki
w czasie komunii Św., to zwykły śmiertelnik nie może podnieść.
Człowiek bardziej godny odmówił księdzu tej możliwości, ale
J... udający świętoszka nie powstrzyma się niczego aby tylko
zaistnieć i pochwalić na blogu kim on nie był.” ANONIMOWE
WYZNANIE WIARY W KOŚCIÓŁ, JAKIEGO JUŻ NIE MA. WSTECZNICTWO 2013.
…......
Nawet
nikły płomyk rozmowy, głos na Fb lub blogu daje iskrę, oddech,
tchnienie życia. Jesteśmy wszak bytem społecznym. Homo sapiens,
homo socialis, homo religiosus. Eh! Jak my łatwo obchodzimy tę/te prawdę/y o nas samych. Wydajemy wyrok wykluczenia z życia (jakiejś
wspólnoty lokalnej i zarazem podstawowej dla każdego człowieka).
We wsi Zgon skończyli dzisiaj, przed czasem, kolonie, ze względu na
złe warunki sanitarne. Warunki mentalne, intelektualno-duchowe, są
ważniejsze.
Świadectw
z dnia śmierci papieża, 2 kwietnia 2005 powinno być niepomiernie więcej.
Zrozumiałe, więcej żyje świadków i wiemy, o czym mówimy, na
podstawie długiego pontyfikatu. Ten 16 pażdzernika wyprzedził
wszystkie nasze przewidywania. Jest to jednak wydarzenie cudowne zapoznawane w kolejnych pokoleniach. Pewnie dopiero historycy... nie tylko kościoła i duchowości.
PS.
