19 stycznia 2011

Hej kolęda, kolęda

"Kolęda" w dzisiejszym znaczeniu, to i pieśń bożonarodzeniowa i zwyczaje. Świeckiego kolędowania i księdzowego (nie poprawiać) chodzenia po domach.
Wikipedia podaje, że "Kolęda" ma swe źródła w obchodach rzymskich calendae. Był to szczególny dla Rzymian pierwszy dzień miesiąca, ponieważ 1 stycznia, począwszy od 153 roku przed narodzinami Chrystusa, konsulowie rzymscy obejmowali swój urząd. Z czasem, od 46 roku, dekretem Juliusza Cezara 1 stycznia został oficjalnie ogłoszony jako początek roku administracyjnego. Z tej okazji w Rzymie odwiedzano się, składano sobie wzajem podarki, śpiewano pieśni. Zwyczaje te przejęło chrześcijaństwo, łącząc je z okresem Bożego Narodzenia, uważanym za początek rachuby nowego czasu.
Kolęda w swym pierwszym znaczeniu była zatem noworoczną pieśnią powitalną i pochwalną na cześć gospodarzy, przekazywała życzenia szczęścia i pomyślności".

Ja dopiszę swoje znaczenie - jest to sposób na dzielenie się wiarą i jej wyznawanie, nawet dla tych, w których wiara ledwo się tli. Zwołujmy się na wspólne kolędowanie. Rozpoznawajmy się po ilości znanych kolęd i zwrotek.

Bardzo się bałem dzisiejszych katechez. Taki dzień, może pogoda? Ale szedłem do szkoły jak Izaak, albo jego ojciec, na miejsce składania ofiary. Przecież trochę wierzę, pewnie nie więcej jednak, jak gorczyca w ziarnach, czyli nasionach. Rozjaśnienia przyszły nagle. "Muszę ich spytać wprost. Muszę sprowadzić sytuację w klasie do podobnych z Ewangelii". Ja wierzę, że to Jezus wchodzi z katechetą do klasy. Wierzę, że to Bóg prowadzi katechezę, posługując się słabym człowiekiem. Z tą prawdą muszę przekroczyć próg... nadziei, że tym razem się uda. Próg każdej klasy. Niech oni, uczniowie, zobaczą, nie we mnie, w spotkaniu katechetycznym, Jezusa nauczającego w przypowieściach. A bez przypowieści nie mówił im niczego.

Tą myślą silny wszedłem do klasy piątej. Dostali dwa zadania:
1) wyobrazić sobie Jezusa wchodzącego do klasy i opisać, jak wyglądałby, jak byłby ubrany
2) o co chcieliby Go zapytać

Co do ubioru, opowiedzieli się za strojem znanym z obrazków, czyli historycznym. Pytania powtórzyli mniej więcej za pierwszą wypowiedzią, "czy bardzo cierpiałeś na krzyżu".

Zmierzyłem ich wyobraźnię i odwagę myślenia i wynik nie był zbyt wielki. Dostali trzecie zadanie, z kategorii ratunkowych - "przypomnijcie sobie, o co prosili, pytali współcześni Jezusowi mieszkańcy Ziemi Świętej". Wymiękli. Dostali pracę domową - "do poniedziałku mają przeczytać którąś z Ewangelii. Z podpowiedzią, że Łukasza jest najprostsza, Jana najtrudniejsza.

W "zerówce" poszło fajnie. O osiołku, który tez miał ważną rolę do odegrania w historii Bożego Narodzenia. Niósł Maryję w 9-tym miesiącu ciąży, a potem Maryję z niemowlęciem w drodze przez pustynię, do Egiptu, 500 km. Niektórzy malując, rysując, śpiewali kolędy. Był mój wtręt o pisaniu ikon, o poście i modlitwie ich autorów. I o Weronice - vera icon, prawdziwym obrazie. Zdążyłem nawet porozmawiać z Mirką, o kurpiowskiej kaplicy Prymasa Tysiąclecia w Choszczówce, gdzie wisi gobelin Marysi z Wesołej o tematyce bożonarodzeniowej. Ot, takie skojarzenia katechetyczne starego katechety. Dostałem także owocową herbatę. Deo gratias!

Przed klasą 6 mam kilkadziesiąt minut na przygotowanie. Poszukałem w Internecie tekstu o Choszczówce dla Mirki i zajrzałem na konto Kevina na fb. I pomoc dostałem. Kevin zaprasza na event. Wydrukowałem i do nich poszedłem. Nie byłem sam. Miałem jakby asystenta. Niech młody człowiek, Jaśka kolega z uniwersytetu w Glasgow, czyli łańcuch ogniwa młodości, w którym jest i nasza szkoła, przemówi do nas. Niech nas wciągnie w te działania. Niech nas porwie. Jakże potrzebujemy wstrząsu. Niech przyjdzie z Glasgow, z Warszawy, z Bolonii, z Meksyku (córka koleżanki nauczycielki jest za Atlantykiem na wymianie). Niech młodzi się przebudzą. Niech wezmą odpowiedzialność za współkształtowanie naszego otoczenia kulturowego (w tym religijnego).

W klasie 6-tej słuchali. Byli dobrze usposobieni, aż dziw. Dziw miał przyczynę - pogawędkę wychowawczą Emilii. Udało się nawet przeprowadzić klasowy komponent oceny na semestr. Dobrze, że dziw wyszedł akurat przed moją lekcją. Jest się do czego odwołać - wszyscy widzieliśmy, że mogą, że możecie być OK. Odważyłem się rzucić "na odchodne" pytanie w powietrze - "a może i my zrobimy spotkanie modlitewne. Krótsze, niż w Glasgow, w kaplicy akademickiej?". Czekam na echo.

Jeszcze miałem lekcję w klasie 1-szej. Też było OK. I czmychnąłem do domu, na niespodziewaną kolędę. Grażyna mnie zastąpiła w kl.4 i 3. Kolędy zawsze są u nas niespodziewane. Przyjeżdżają księża z Jadowa, z którym związku nie mamy. Zareagowałem na telefon od sąsiadki. Był u nas, po błocie, sam dziekan.

Kevin przysłał na fb pytanie "czy jestem krewnym Janka".
JAK JA SIĘ CIESZĘ Z KAŻDEGO DOBREGO KONTAKTU Z PRZYJACIÓŁMI, KOLEGAMI, ZNAJOMYMI NASZYCH DZIECI. Czemu? Bo to jest przyczynek wzmacniający moją filozofię jedności. Jedność życia to m.in. łańcuch pokoleń. Pierwszy raz przeżyłem mocno tę prawdę przygotowując katechezę dla klasy 7 w parafii Miłosierdzia Bożego w Legionowie, 23-25 lat temu. Temat był o rodzinie, podpowiedzią któryś psalm, w którym znalazłem zdanie, że "Bóg daje z pokolenia na pokolenie". Psalm 78 też jest dobry. Pamiętam jak tłumaczyłem w salce pod starą kaplicą Miłosierdzia, że Bóg daje każdemu, nikogo nie omija, ale trzeba szukać w dłuższym okresie czasu. Z pokolenia na pokolenie. Cieszę się więc, gdy nasze dzieci odnajdują dobrych, mądrych znajomych i przyjaciół w swoim pokoleniu. I - jako ojciec - chcę im wszystkim dziękować. Wtedy, jak widzicie, i moja praca nabiera wigoru :=)

Co przeszkadza w tworzeniu się opinii publicznej w Strachówce. Zamknięcie, lęk przed publicznym ujawnieniem swoich poglądów, chyba na wszystko. Eh, kiedy nastąpi pokoleniowa zmiana warty. Ale od kogo ci młodzi mieliby się nauczyć otwartości i odwagi myślenia (na głos)? Może od Kevina?

Ciekawe, że dzisiaj i Grażyna i ja mieliśmy sen o Andrzeju Madeju. Ja organizowałem jakieś pielgrzymki do misjonarza-apostoła Azji. Widziałem we śnie jego pokój i okolice. Spotykaliśmy tam prostych, szczerych ludzi - kościół ewangeliczny, nie obciążony nadmiarem ludzkich zwyczajów, tradycji i skomplikowanych obaw ponad prostą wiarę .
← PoprzedniKatecheza w szkole, katecheci i metodologia objawieniaNastepny →Słowo na dziś