INKULTURACJA W TRZECH AKTACH:
Wprowadzenie:
Odbyło się planowe posiedzenie Rady Pedagogicznej Zespołu Szkół
im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Porządek obrad był znany,
niektóre punkty oczekiwane od dawna (najstarsze oczekiwania
WSZYSTKICH i bomba do rozładowania czekały od 31 października).
Akt I
Informacja DyrKa o sporze z samorządowymi władzami gminy (tzw.
organem prowadzącym dla szkoły) w sprawie zasad finansowania
zastępstw za nauczycieli na zwolnieniach lekarskich (lub innych
uzasadnionych i ujętych odpowiednimi przepisami prawa).
Usłyszeliśmy liczby:
- w miesiącu rozliczeniowym (październiku) było 135 godz.
nieobecności, ale tylko 53 godz. zostały wykazane (zgłoszone) do
zapłaty, resztę „szkoła” wzięła na siebie, ale i tak
spotkało się to z zarzutami o Bóg wie co, najprościej o złą
gospodarkę, zarządzanie szkołą przez dyrektora(kę)
To tylko zajawka problemu. Rzecz nie wyczepuje się w liczbach!
Dotyk akwestii ustrojowych! Czy to jest dobra szkoła, co robi
dyrektorka i zespół nauczycieli dla rozwoju pracy szkoły i
powierzonych jej dzieci i młodzieży! W jakich programach
uczestniczy! Jak to można zmierzyć, zważyć, ocenić, także
poddając ocenie FACHOWCÓW od oświaty, a nie „księgowych”
(chodzi o podejście, o wizję i politykę oświatową i samorządową,
nie o osoby) gminnych itd.
W dyskusji padły słowa sięgające najgłębiej – o GODNOŚĆ
osób, o sprawiedliwość...
Wobec nieobecności zapowiedzianej najważniejszej osoby i gościa
WÓJTA, jedynym sensownym i uprawnionym wnioskiem było ponowne wystosowanie stosownego solemnego i serdecznego zaproszenia. Zadaliśmy sobie twórcze zadanie – jak napisać
najlepszy scenariusz takiego spotkania (i logistykę), by każdy
uczestnik poczuł się nie tylko uszanowany, ale żeby od
przekroczenia progu szkoły Rzeczpospolitej Norwidowskiej miał
pewność że jest potrzebnym ogniwem CAŁOŚCI. Jak zapewnić
poczucie nietykalności, bezpieczeństwa (także emocjonalnego),
godności, podmiotowości? Ba, skoro wszyscy przyznajemy się do
większych ideałów i wiary, to mamy sprawić, by KAŻDY gość czuł
się umiłowanym uczniem naszego patrona, naszych mistrzów i Tego
Jedynego Mistrza.
Jako katecheta znam stosowne cytaty - „Panie
uczyń nas narzędziami, sługami swojego pokoju!”
Akt II
Prezentacja-szkolenie - przez szkolnego kolegę Sebastiana - o
funkcjonalności tablicy interaktywnej. Rewelacja.
Zespół szkół "RzN" był zgłoszony do programu „Cyfrowa
Szkoła”, mieliśmy gwarancje władz gminy (wójta) o koniecznym
współfinansowaniu, ale nie zostaliśmy wylosowani. Zdecydowaliśmy?
- kto, i jak? My – szkoła? My – zespół? Tak, wszystko po
trochu, po konsultacji, dyskusji, bo wszystko u nas jest jawne, ale
ostatecznie motorem działań jest dyrektor szkoły (u nas DyrKa).
Zdecydowała, skonsultowaliśmy pozytywnie, a ona wzięła na siebie,
by zrobić cyfryzację własnymi siłami w granicach kwoty, która
została zagwarantowana i zapisana w budżecie szkoły. W
„międzyczasie” z 32 tysięcy zrobiło się 20, bo były organowi
gminy potrzebne na inne cele (w sumie poszły także na roboty
remontowe w budynku szkoły).

Pieniędzy starczyło na dwie tablice interaktywne z
oprzyrządowaniem (serwery, projektory itd.). Z innych pieniędzy w
budżecie szkoły „na materiały” lada chwila ruszy WiFi –
będzie dostęp do Internetu we wszystkich pomieszczeniach
dydaktycznych. R-E-W-O-L-U-C-J-A. Jakie dopiszemy – szczerze i
uczciwie - do niej przymiotniki?!
Nic samo się nie dziej. Ktoś musi wziąć na siebie trud (ciężar? ryzyko?) negocjacji,
przekonywania, a nawet – jak widzimy – sporów. KTOŚ musi walczyć
o realizację (wielkiej i światłej) wizji rozwojowej, o
wprowadzanie etapami kolejnej ZMIANY. Ktoś przez to się naraża i
bierze cięgi. Pytanie do powszechnego poczucia sprawiedliwości –
za co? Skoro wszyscy byliśmy dzisiaj zachwyceni - niektórzy dostali światło ducha, by to wyrazić - a nasi uczniowie
skorzystają kulturowo i cywilizacyjnie najbardziej, czyli cała i nasza (rzecz wspólna - res publika) przyszłość
gminy!
No bo niech ktoś powie, że nie był, że nie byliśmy WSZYSCY
Sebastianową prezentacją zachwyceni. Jak dzieci :-)
Nareszcie jest coś wprost i namacalnie dla nas (nie tylko do teczek rozwoju zawodowego), dla każdego, bez względu
na wiek, przedmiot nauczany, poglądy religijne, ani polityczne.
Wielkie zwycięstwo nad nami większej kultury, większej
cywilizacji. Nawet obiektyw aparatu coś zauważył i prawie oszalał.
Nareszcie, ale jak w ogóle mógł się dokonać ten cud - pytanie o
początki, motory i rozpracowane (np. przez Szkołę Liderów)
mechanizmy zmian ;-)
Akt III
„Spacer edukacyjny” - tak niewinnie brzmi plan działań na
(po)świąteczny poniedziałek. Przyjadą do nas dwie panie, dwa
goście, z CEO, nauczycielki, do pomocy w samoobserwacji i
udoskonalaniu procesu dydaktycznego.
DyrKa w tym punkcie zabrała głos, tonem powagi i prawie
wtajemniczenia:
„Technika ma czemuś służyć. Sama niczego nie dokona. Teraz
najważniejsza jest zmiana w myśleniu nas-nauczycieli. Musimy mieć
pomysły na lekcje, wtedy skorzystają wszyscy (uczniowie i my) z
techniki. Żeby nastąpiła ZMIANA (jedno z kluczowych słów
współczesności) w procesie dydaktycznym, musi najpierw dokonac się
w nas. Dlatego w poniedziałek odbędziemy „Spacer dedukacyjny”.
Tu zacytowała materiał szkoleniowy:
„
Spacer
edukacyjny to metoda służąca doskonaleniu warsztatu pracy
nauczycieli oraz dzięki współpracy między nauczycielami,
długofalowej poprawie uczenia się i nauczania w szkole. Pomaga we
wprowadzeniu w szkole zwyczaju rozmawiania wspólnym językiem o
praktyce nauczania. Dzięki temu szkoła może wypracować standardy
wzajemnej obserwacji pracy oraz wyrobić nawyk uczenia się na
podstawie analizy własnych (i cudzych) doświadczeń. Ten sposób
doskonalenia, znany m.in. z pracy lekarzy w szpitalach, jest
stosowany w najlepiej rozwiniętych systemach oświatowych na
świecie.”
Całość tekstu po "radzie" dostaliśmy
mailem.
Epilog:
Każdy działa tak, jak został przygotowany wrodzonymi talentami,
wykształceniem, życiowym doświadczeniem. Nie jestem mechanikiem,
informatykiem itd. - prawie nikim nie jestem, tylko myślącym
katechetą. Filozofującym? Tak, trochę, zgodnie z pasją i
ukończonymi studiami. Znam się tylko, umiem – obserwować
uważnie, dogłębnie, czytać fakty i rzeczywistość. Służę tym,
czym zostałem wyposażony, obdarowany, na miarę skąpych
możliwości. Głównie – do
inkulturacji naszego życia
społeczno-publicznego. W sensie – zobaczyć i umiejscowić siebie
i to, co się wśród nas dzieje w kon-tekście kultury.
W ramach
większej (Wielkiej) Całości.
Kiedy dzieją się takie rzeczy, jak w akcie drugim i trzecim,
zapominam o problemach, konfliktach, nawet w dramatycznych
kontekstach. Wygrywa Życie. Wygrywa dobro, piękno, prawda. I nic
więcej się nie liczy. Jest, ogarnia mnie, wchłania CUD ŻYCIA W
OTWARCIU NA PRAWDĘ O CAŁOŚCI. Obserwuję okiem, także przez aparat (czego ciągle wielu nie może mi wybaczyć, choć setki moich zdjęć wisi na korytarzu i ani jedno nie ośmiesza, ani wyszydza), uchem, sercem, wiarą i rozumem – całym swoim (bytem) życiem.I mówię o tym. Piszę, pokazuję. Publikuję pod własnym imieniem, obliczem, z własną wiarą rozumną.
Ile się u nas dzieje! W naszej szkole Rzeczpospolitej
Norwidowskiej - nie można NIE WOLNO odrywać imienia, ideałów,
wartości, sztandaru, hymnu i roty ślubowania od szkolnej istoty
(całości). Bez?-anty?-wartościowe anonimy, bez serc, bez ducha, bez
imienia, bez twarzy – tworzą (nam) piekło na ziemi.
W Rzeczpospolitej Norwidowskiej nie ma ani przez chwilę
stagnacji. Jest ruch idei, pracy w pocie czoła. Postęp, wręcz
parcie w przyszłość mądrą, jasną, oświeconą światłem z
wysoka. Nie ma wątpliwości nikt, kto zna się na zarządzaniu, że
siłę napędową i kierunek musi nadawać LIDER-DYREKTOR (i
piorunochron zarazem).
Przeżywamy dzięki temu (niemu, niej, u nas - DyrKa) jakby
permanentny festiwal edukacyjny. Porównanie wziąłem nie byle skąd.
Mówiło się o festiwalu Solidarności (z małej litery też będzie
festiwalem).
To nie jest jakiś postęp. Jakiś rozwój szkoły (w tym każdego z nas-nauczycieli!). Techniczno-technologiczno-administracyjno-bezosobowy. Ten rozwój jest OSOBOWY. Jest wkorzeniony! Ma źródła! I ma kierunek! Ma lidera! Ma wartości i cel. Najwyższe, najwyższy z możliwych. Oczywiście, że nie jest bezbłędny, utopijnie-idealny. Jest realistyczny i żywy. Czy takiej postawy Ktoś Kogo Uważamy Za Autorytet (a nawet jeśli my o jego nauce zapisanej i opublikowanej zapominamy, to świat pamięta) nie nazwał postawą miłości intelektualnej do człowieka, świata i Boga! Wielkie są jego rady (dla nas, i "świata całego").
PS.1
Na koniec (za)-wy-śpiewaliśmy nauczycielskie zadanie na
poniedziałkowe szkolne świętowanie (wcześniej oczywiście na
niedzielne, wspólnotowo-parafialno-bezgraniczne) - „Biały krzyż”
z repertuaru Czerwonych Gitar.
PS.2
Dzień miał jeszcze inne wielkości, ale gdzie bym to wszystko pomieścił, w jednym poście, w jednym życiu, w jednym aparacie...