Mój czas stanął na chwilę. To bardzo rzadki dar w życiu homo sapiens. Potem
znów niby ruszył, ale wszystko dokoła - to samo. Depresja
finansowa, forma nicości w tym świecie i – dla mnie – jakby
bliższe lub dalsze, echo czasu pogardy ludzi zorganizowanych w wiedne
lub bezwiedne formy, dla „bezpartyjnego” (czytaj bez-radnego) człowieka.
Czas stanął na chwilę. To fakt. Chce się o tym milczeć i chce
się mówić, tęsknota się podwoiła. Ta cisza, po części, jest
jeszcze we mnie. Jak płomyk znicza na listopadowym wietrze. Jest
czymś bardzo pięknym i czułym. Chciałbym, by pozostała na
zawsze. Ona mi pomaga lepiej widzieć, słyszeć, rozumieć i pisać -
„jest głosów zbieraniem”(CKN).
Taka cisza jest rzeczywistym otwarciem na światy, każdy, ten i
tamten! Nie jest wytrychem, tych używają złoczyńcy. Jest, w epoce
klasy(cysty)cznej, kluczem szyfrów życia człowieka na ziemi i po
śmierci. W epoce cyfrowej - kodem wtajemniczeń spraw prawdziwych,
największych. Lecz wcale nie tajemnych – powszechnych, jak chleb.
Żyję jednak i uff! przecież w jasności objawień, w czasie Objawienia.
Do odczytywania szyfrów genetycznych potrzebne są ogromne
laboratoria, a tu - dla mnie - o dziwo, w
tej sprawie, nawet
opatrunek po wenflonie jest jak bezcenny talizman (nie róbcie tego sami w domu). Jak mam utrzymać tę
ciszę? Kogo lub co, ustawić na straży? Czy forma przyjdzie z pomocą
przeżytej treści? Symetria niebieska? - jak
w dzisiejszej Ewangelii? - w której
do Mistrza wędrownego z Galilei podszedł jeden z uczonych, bowiem
zauważył, że Mistrz dobrze odpowiedział innym pytającym - więc
i sam zapytał. Jezus – z kolei - widząc, że pytający rozsądnie
się odezwał, powiedział mu: "Nie jesteś daleko od królestwa
Bożego".
Może zatem i ja, z żywym śladem po wenflonie, choć nie
jestem za bardzo uczonym, tylko katechetą, lecz mam odwagę zadawać
pytania - jestem chociaż
już... w pół drogi do królestwa Jego. Mam
odwagę myśleć. Nawet dla tych pytań (kluczowych :-)... do Mistrza i Nauczyciela,
brr! - nie przedmiotowca jakiegoś, ale Życia!!... zaryzykować
wiele. Wszystko postawię na szalę, w dniu jakim?!
Nie jest łatwo podejść do Mistrza i postawić odważne pytanie,
gdy
brak innych pytających. Żyję w kole ludzi
śmiertelnie
zamkniętych. Takich, co boją się
na-
prawdę pytać, spotykać,
rozmawiać. Wolą stawiać kwiaty na grobach i zapalać znicze. Dobre
i to. Choć to forma, nie treść.
Od dawna, od kiedy powstał na pewno - dla potrzeb kosmicznych - tylko w Inter-necie mogę
się spotkać z tymi, którzy nie boją się pytań i odpowiedzi o
prawdę stawiania kwiatów, zapalania zniczy, dawania na „wypominki”,
patrzenia w oczy i omijania żywych. Tylko na niektórych platformach
inter, bo w mailach – ci co trzeba i powinni, bo takie wzięli p-o-w-o-ł-a-n-i-e - też nie patrzą w oczy i
omijają łukiem.
Polski ustawodawca pomylił się dwadzieścia dwa lata temu. W tak
zwanej wspólnocie lokalnej trudno jest znaleźć rozmówcę na moją
ciszę? na spotkanie w prawdzie? na szczerą wymianę mojego, z tym
drugim? Na pewno nie na liturgię ciszy. Nie na liturgię spotkania.
Nie na liturgię rozmowy.
Nie na pytanie - "Które
przykazanie jest pierwsze wśród wszystkich innych?" Co o tyle dziwne, a nawet
strasznie dziwne, bo tak zwana wspólnota lokalna obejmuje wszystkich mieszkańców, czyli nie tylko urzędy, ale i szkołę i parafię i służbę zdrowia i opiekę społeczną i wszystko, co się rusza na jakimś terenie. Co w encyklikach i listach pasterskich nazywa się "ludźmi dobrej woli" - najpiękniej brzmi w kolędzie
"hominibus bonae voluntatis".
W moim kole - niech nikt się nie czuje obrażony - myślę, że to moje koło (samorządne i katolickie) jest wielkie
, jak Polska długa i szeroka i demokratycznie pokomunistyczna - nie chcą tak pytać. Nie kryją z reszta tego, mówią otwarcie,
dorabiają nawet pseudo teorie. Wybrzydzając na umiłowanie mądrości
tworzą pseudo-filozofie. Taki czas nastał po dyktaturze
proletariatu miast i wsi, w komunizmie, który był zabójczym
wrogiem wolności, myślenia, osoby, sumienia, duszy i wiary
wszelakiej w świat ducha.
Niby bieda panuje w mojej Ojczyźnie, oznakowana jako 'bieda 2012', ale nowo-bogaccy aż - intencjonalnie! - w oczy kolą, na i obok cmentarzy. Wystarczy się rozejrzeć. Konsumpcjonizm kwitnie na jesieni około Wszystkich (Zmarłych) Świętych. O mało co zazębi się zaraz z drugą falą gorączki wirusowej, zwanej bożo-(Boże wybacz!)-narodzeniową.
Nic się nie bierze z niczego i choć od dawna
obalona jest pseudo-naukowa teoria samorództwa, to dalej się stawia ofiary z
kwiatów i całe-do-spalenia
znicze fikuśne i nawet nie-za-drogie, a za chwilę... Pseudo-religia trzyma się mocno
:-)
Starczy pisania na dzisiaj, resztę do szuflady. Bo robię się za
bardzo zgryźliwy, to sygnał ostrzegawczy. Też siebie takiego nie lubię i mówię to wprost. Tej wady jednak też nie wyszlifuję bez cienia dialogu we wspólnocie żywych. No i nie mogę męczyć
ręki po prozaicznie-tajemniczym wenflonie :-)