1.
Godzina 4.00 według starego, piąta na nowy czas. Błoto wszechwładne. W państwie, wspólnocie lokalnej, za oknem, na drodze, na podłodze, w nas - wszędzie. Ta nić czarna się przedzie, ona we mnie, przede mną i w pieśni...
A jednak rozum broni wiary. Wszelkie dobro się broni. Nie potrzebuje uzasadnień. Jest uzasadnieniem - dla wszystkiego innego. Niewiara innych nie podważy mojej wiary silnie ufudowanej na rozumie. Pokażcie rozum swojej niewiary.
Jest Wielki Post - czas rekolekcji i rachunków sumienia. W Grecji poczatek tego okresu jest dniem wolnym, Dniem Oczyszczenia.
2.
Państwo służy samotnym, jedno, dwu-dzietnym, ostatnio coraz chętniej gejom i lesbijkom - karierowiczom, modnym i wygodnickim. To jest elektorat partii zwycięskich.
Dużych, zwyczajnych rodzin jest tylko 4 % w narodzie, kto by sie nimi przejmował. Lepiej się nie zajmować i nie przyznawać do takich zacofanych mniejszości. Hulaj dusza - prawdy nie ma. Można przerzucać się eko słownikiem, bez sensu i logiki. Naturalna jest - w tym kontekście - tylko rodzina i posiadanie dzieci, ale ta naturalność i normalność nie znajduje się na liście priorytetów nowomodnych ekologów. Światowych pseudo autorytetów (często autorytarnych).
Może jednak ktoś w Polsce napisze projekt przeciw wykluczeniu społecznemu dużych rodzin (na każdym szczeblu)?
3.
Pomyślicie, a cóż to zeszło mi się na taką gorycz? Nie zeszło i nie wzeszło. To pokłosie wizyty medialnej. Ekipa telewizyjna była ponad 5 godzin. Łącznie z wykopywaniem, ciągnikowym i ręcznym. Prawie do ostatniego tchu. Była ich piątka: ciepli, inteligentni, rodzinni. Byli z dziećmi. Nagadaliśmy się na temat. Wyostrzyliśmy spojrzenie. Zrozumieliśmy nawzajem więcej. No i błota nanieśliśmy. Ot, co - nie jakieś tam, gorycze. Czy i Cyprian od kwiatów też gorzki? Wiara i rozum nigdy nie pozwolą za bardzo zgoryczeć.
4.
Do Piotrka można zadzwonić w beznadziejnych sytuacjach. Dobrze, że można liczyć na niego. Przyjechał terenówką, choć udało nam się właśnie podstemplować i podnieść telewizyjny samochód, podłożyć dechę i wyjechać. "Myślisz, że widziałeś wszystko?" - Fiat Duplo miał slogan na boku. Zobaczcie, czytajcie. Oni zobaczyli normalnego wójta (szkoda, że nie ma nagrań z nienormalnym), my odetchnęliśmy. Ale nasze błoto jest małą cząstką problemów terenów i ludzi zalanych przez wodę. Choć w naszym lesie woda też próbuje się przelać wierzchem. Podobnie jest w wielu innych miejscach, na ulicy Nowej, na drodze z Sulejowa do Tłuszcza itd.
W tych okolicznościach najbardziej mnie dołuje brak wspólnoty. Tej z małej i dużej litery. Wspólnoty S(s)amorządowej, która wygrała wybory w gminie i w powiecie i... przestała istnieć. W pojedynkę, nawet najlepiej zapowiadający się wójt, sobie nie poradzi. No, a w sojuszach z jakimiś innymi, tym bardziej. Tylko świat zbudowany na prawdzie i wspólnocie się ostoi wszystkim nieszczęściom.
Przyznaję sprawiedliwie, że Komisja Budżetowa Rady Gminy już na naszej drodze była, widziała.
Ostatnia prawdziwa ponad polityczna (demokratyczna!) wspólnota w narodzie i w gminie świeciła w 1980/81 roku. Nazywała się SOLIDARNOŚĆ. Prawdziwą wspólnotą nazywam tę, która się sama nie wymyśla, ale powstaje przez dobrowolne i świadome przyjęcie i zakceptowanie daru (w tym przypadku wolności).
5.
Godzina 12.00 - papież przemawia z Watykanu. Jezus zmęczony usiadł przy studni. Mogę wziąć przykład. Jestem zmęczony. Byłem już dzisiaj w Łagiewnikach (msza o 7.00, TVP1, bonus wolnego kraju, po Solidarności). Na groby Powstańców 1863/4 w Boruczy nie pojechałem. Czasem odświętny, czasem roboczy charakter zgromadzenia bardziej mi odpowiada. Mogę już wybierać. Mogę być zmęczony.
Mam poczucie, że dużo już powiedziałem i napisałem. Kto chciał, wie. Już dużo nie muszę. Bogu dzięki.
Kiedy odwracam się wstecz, brrr, nie chciałbym tego jeszcze raz przechodzić. Kiedy rozejrzę się wokół, niewiele widzę. Kto ma tylko długi, planów nie robi. Wzrok też słabnie.
Jeśli Cyprian Norwid był dumny z przynależności do królewskiego rodu Sobieskich, to nam też wolno, z przynależności do linii Bolesława Prusa i Solidarności. Choć wielu nie może nam tego wybaczyć.
Między Ziemią a Niebem, TVP1, dyskutują o zwrocie mienia zabranego przez komunistów. Sprawa bardzo zaniedbana w Polsce. Pada ważkie stwierdzenie - "ze wsi wygnani byli nie tylko właściciele i nie tylko sprawy własnościowe nam ciążą do dzisiaj. Polska wieś pozbawiona została, w dużej mierze, inteligencji. W tej kwestii opór społeczny bywa jeszcze większy." To jedno z zagadnień omijanych w dyskusji publicznej na temat niechlubnego dziedzictwa PRL.
6.
"I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici". A my, gdzie się kłócimy?
7.
Śmierć wygląda jak błoto, ale błotem nie jest, choć w proch się obracamy. Dzisiaj nie obchodzi mnie ze względu na mnie, jeśli już, to ze względu na sens życia w ogóle i tych, co zostają. Moja matematyka sensu każe mi rozumować tak:
- skoro życie jest nierozdzielne z dobrem, miłością, sensem, które znajdują najlepsze uobecnienie w relacji z najbliższymi w rodzinie, to nie może tego unicestwić śmierć. Skoro sami rozwijamy się w stronę sensu (coraz pełniejszego), to nasz ziemski koniec nie może pozbawić sensu naszych najbliższych. Jasne?! Musi zatem być szczególnym sposobem ich objawienia. Rozum nie daje innej alternatywy, albo nic nie jest wart, co przekreślałoby rozumność naszej istoty i naszego życia - czyli odpada. Sam już to zrozumiałem w końcu i wiem. Tłumaczę młodszym Kapaonom i wszystkim, którzy tu zaglądają. Non abbiate paura. Doświadczajcie siebie, doświadczajcie życia, a co dobre - zachowujcie.
8.
Od dzisiaj piszę Parkerem, może wyszlachetnieją niektóre moje posty. Powinienem wygrawerować na nim MUK, bo UMK kojarzy się z Toruniem, a to o Łochów idzie.
W Boruczy nie byłem, i dobrze. Dwa powody ujawniły się wkrótce.
a) kości mi trzeszczały, nie służy mi praca w błocie przy wykopywaniu samochodów
b) nie chcę powierzchownych spotkań z ludżmi, z którymi powinniśmy się spotykać regularnie i dogłębnie omawiać sprawy wspólnot lokalnych bardziej, lub mniej.
Takie okazyjne spotkania kończą się na zdawkowych pytaniach - "co tam Józek u ciebie itp." i może jeszcze na jakimś poczęstunku. NIE. Dziękuję, jestem za poważny, chcę rozmawiać poważnie o dobru wspólnym. Jest wiele spraw i u nas, i w powiecie, i w zaprzyjaźnionych gminach, które wołają o rzeczowe dyskusje. "Moja wspólnota nie stąd wstawa czołem", jam z Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Żałuję tylko, że nie spotkałem się z wujem Eugeniuszem, kombatantem z Zielonki, a właściwie więźniem Dachau, który przywiózł specjalnie i bombonierkę i czekolady i wydanie swoich wierszy i przemówień z wielu lat. On jest bardzo aktywny i bardzo pozytywny. On też z rodziny Prusa.