Grecka sentencja z czasów starożytnych "Człowiek miarą wszystkich rzeczy", której nadaje się różne interpretacje, nigdy mną nie zawładnęła. Ładna i tyle. Aż się dziwię samemu sobie, obojętności (?), brakowi wyczucia (?). Więcej miejsca dawałem później personalizmowi, fenomenologii, dialogiczności. Prawda o "człowieku-miarze" bardziej doszła do mnie w zasadzie antropicznej w kosmologii, ale też nie aż, żeby oślepiła. I dopiero w nauce Jana Pawła. W dwóch odsłonach. Najpierw na podwórku filozoficznym (etyka), później kościelnym - "Człowiek jest drogą kościoła". W sposób pełny i oślepiający w nauczaniu społecznym ("Centessimus annus"). A w nim ta prawda (droga) musiała zagościć bardzo, bardzo dawno.
"W ujęciu Karola Wojtyły, osoba jest podstawowym punktem odniesienia wszelkiej etyki, gdyż jako jedyny byt w świecie jest "kimś", podczas gdy wszystkie inne byty są "czymś" ("Miłość i odpowiedzialność", "Osoba i czyn"). Zasadę tę nazywamy normą personalistyczną.
Jak to dobrze, że był Sobór Watykański II - umocnił stopy Karola Wojtyły na drodze poznania (teorii, odkryć, doświadczeń osobistych i historyczno-eklezjalnych). A może też ubezpieczył (i np. nie został wyrzucony z kościoła). Ale jestem pewny, że w Polsce i tak daleko by mu nie dali wypłynąć. Jak to dobrze, że kardynałowie wybrali go papieżem. Teraz jego nauki są powszechnie dostępne (i obowiązujące niejako) jako encykliki. Wśród nich "Wiara i rozum". Dzięki temu i mnie nie wyklną z kościoła.
Raczej wyklną mnie z ziemskich organizacji społeczno-politycznych. Osoba jako miara, jako fundament cywilizacji współczesnej, nie pasuje przecież żadnemu władcy. Każdy rządzący (od samorządu i stowarzyszeń poczynając) chce mieć niezdefiniowany margines wolności na własne pomysły. Nawet idea partycypacji publicznej jest wielu nie w smak. I to zaledwie po dwudziestu latach wolnej Polski i reform ustrojowych (w tym samorządowej).
Nauka ma jednak jakiś wpływ i konsekwencje na polu życia społecznego. Najważniejszą jest to, że w ogóle jest prawda. W powszechnym działaniu postępujemy jednak tak, jakby jej nie było. Jakbyśmy szli po omacku i czasem tylko jakiś genialny przywódca znajduje drogę. Jest raczej tak, że to przywódcy prawdy nie znają, bo są mało na nią wyczuleni, a często jej niechętni (przykład: partycypacja). Smutna to rzeczywistość. Wystarczy włączyć telewizor, albo wziąć gazetę, żeby się o tym przekonać.
BEZ PRAWDY NIE MA WOLNOŚCI. To też z JPII. Ja tylko powtarzam za mistrzem, ale i to wystarczy, żeby mnie nie lubić. To kolejna smutna nie-prawda w rodzie Polaków w XXI wieku. Slogan "nasz ukochany papież" ciągle jest przecież u wszystkich aktywnych społeczno-politycznie na tapecie.
Jak obrzydliwie brzmi, i jaką podłą ma wymowę, forma wypowiedzi władzy (jakiej bądź, od najniższych do najwyższych stanowisk) "ja wam zrobiłem, ja wam dałem, ja...". Może tak mówić co najwyżej prezes prywatnej firmy. Nigdy zaś ktoś sprawujący władzę lub funkcję na mocy wyboru lub powierzenia.
Jaka się za tym kryje filozofia człowieka, działania itd.? Czy ich deklaratywny (a jakże) szacunek dla drugiego człowieka jest prawdziwy, czy oszukany? Ci na pewno za mną nie przepadają.
W kwestiach władzy wolę język wspólnotowy. We wspólnocie mówi się: zrobiliśmy, ja służę jak umiem, z całych sił i możliwości, moich ludzkich wartości i uzdolnień... (co zresztą każdy przed wyborami obiecuje).
Wszystko się bierze z natury człowieka. Z osoby. Trzeba opierać się nie na ideologiach, ale na prawdzie o człowieku. Trzeba mieć poprawną koncepcję osoby ludzkiej.
Najwyższą formą realizacji osoby jest "bezinteresowny dar z siebie dla innych" (K.Wojtyła). Dobrowolne oddanie się dla wytwarzania dobra, prawdy i piękna, bo wówczas dopiero prawdziwie spełnia się nasze istnienie (R.Ingarden). Człowiek w imię miłości i dobroci nie powinien dać śmierci panować nad swoimi myślami (T.Mann). Listę można wydłużać - Cyprian Norwid, Albert Schweitzer, Matka Teresa z Kalkuty, Andrzej Madej...
Posłuszeństwo prawdzie o Bogu i człowieku jest pierwszym warunkiem wolności, pozwala człowiekowi uporządkować własne potrzeby, własne pragnienia i sposoby ich zaspokajania według właściwej hierarchii. Jest prawdą obiektywną, że Kościół konsekwentnie i systematycznie przyczynia się do ubogacenia godności człowieka i pozostaje "znakiem i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej".
Nie jest to wiedza teoretyczna i spekulatywna, jak lubią to niektórzy podkreślać - aby ją zmarginalizować. Ma ogromne znaczenie praktyczne. Zdolność rozpoznawania w porę potrzeb innych ludzi oraz sposobów ich zaspokojenia jest przecież ważnym źródłem bogactwa współczesnego społeczeństwa. To są zdrowe korzenie ekonomii. Określając nowe potrzeby i nowe sposoby ich zaspokajania, koniecznie należy się kierować integralną wizją człowieka, która ogarnia wszystkie wymiary jego istnienia! Wszystkie te wymiary muszą funkcjonować i być widoczne (nie tylko deklaratywnie) w każdym z nas - ludzi władzy, nauki, największych w hierarchii społecznej i w niej najmniejszych. U wszystkich władz człowiek powinien spotkać się z pomocą w autentycznej i konkretnej realizacji swojej osobowości. Po to organizujemy się (tak lub inaczej) we wspólnoty lokalne, państwowe, stowarzyszenia, instytucje władzy i służby.
Im wyższe stanowisko, ranga - tym większa odpowiedzialność za innych. Jeśli człowiek sprawujący władzę zaniedba, albo wyrzeknie się postawy bezinteresownej, szlachetnej, wrażliwej, łatwo zmienia się w tyrana dla innych. Nie ma wtedy ani demokracji, ani zdrowej ekonomii. Nie mówiąc o turystyce. Wszystkie te dziedziny mogą być budowane tylko w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. Tylko wtedy mnie, tobie, każdemu innemu będzie dobrze we wspólnocie lokalnej. Wtedy goście będą walić do nas drzwiami i oknami.
Czyje to zdania - "Demokracja wymaga spełnienia koniecznych warunków, jakich wymaga promocja zarówno poszczególnych osób, przez wychowanie i formację w duchu prawdziwych ideałów, jak i "podmiotowości" społeczeństwa, przez tworzenie struktur uczestnictwa [partycypacja] oraz współodpowiedzialności. Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych"? Nie moje i nie ministra w kancelarii prezydenta. To - oczywiście - Jan Paweł II.
Niewygodne dla każdej władzy, nieprawdaż?!
Ale w przeciwnym razie grożą nam gorsze rzeczy - "sytuacja, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej [samorządowej] i nadająca jej kierunek, łatwo prowadzi do instrumentalizacji idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.
Totalitaryzm zawsze rodzi się z negacji obiektywnej prawdy: jeżeli nie istnieje prawda transcendentna, przez posłuszeństwo której człowiek zdobywa swą pełną tożsamość, to nie istnieje też żadna pewna zasada, gwarantująca sprawiedliwe stosunki pomiędzy ludźmi."
Żeby zrozumieć człowieka trzeba wejść na pole kultury, języka, historii. Trzeba przemyśleć postawy przyjmowane „wobec podstawowych faktów egzystencjalnych, takich jak narodziny, miłość, praca, śmierć." Trzeba pytać o sens osobistej egzystencji, o swoje jedyne i niepowtarzalne przeznaczenie. Wielką część odpowiedzi wynosi się z własnej rodziny (i przenosi je w do nowej, założonej przez siebie i do sfer życia, w których pełni sie różne role społeczne). Pierwszą i podstawową komórką "e k o l o g i i l u d z k i e j", jest rodzina. W niej człowiek otrzymuje pierwsze i decydujące wyobrażenia związane z prawdą i dobrem. W niej uczy się, co znaczy kochać i być kochanym, a więc co konkretnie znaczy być osobą."
A osią każdej kultury jest postawa człowieka wobec największej tajemnicy: tajemnicy Boga!
Kochani ludzie władzy. Samorządowcy, rządowcy, posłowie, senatorowie, dyrektorzy, nauczyciele (władza nad uczniami), rodzice (władza rodzicielska), księża (władza nad duszami) itd. itp. Ludzie sztuk wszelakich. Jeśli nie dajecie poznać swoich odpowiedzi i poszukiwań na te pytania, to jesteście szarlatanami. Oj, nie będziecie mnie lubić. Ale zauważcie, że na wiele sposobów jestem jednym z was. Wszystko to zatem odnosi się także do mnie.
A jest to nauka Jana Pawła.
Przechodząc na podwórko gminne, trzeba zastosować te same rady, jakie papież dawał krajom wychodzącym z komunizmu - "na drodze rozwoju przede wszystkim trzeba podjąć ogromny wysiłek odbudowy moralnej". Trwanie w niedomówieniach i zafałszowaniach z poprzedniej epoki kładziemy sobie sami kłody pod nogi.
Nieprawda podkopuje nasze życie i cały nasz świat. Zamykanie oczu prowadzi do zderzenia ze słupem. Kto zaprzeczy, że wypaczeniu ulegały wtedy podstawowe cnoty takie jak prawdomówność, wiarygodność, otwartość, zdolność do podmiotowego myślenia, wartościowania i podejmowania odpowiedzialności. Konieczna jest cierpliwa odbudowa materialna i moralna.
Kto zaprzeczy, że przez 16 lat gmina została wpędzona w zacofanie i jest daleko za innymi. Ale jest dziedzina - Zespół Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej - która oparła się presji i dziś rozsławia gminę w powiecie i dalej?! Czy obecna władza rozumie, ile jej wszyscy zawdzięczamy? Czy rozumie to samorząd i całe społeczeństwo? Wątpię!
Dzisiaj też zmagamy się z realnymi wyzwaniami - i chcemy im sprostać - przed którymi stoi świat XXI wieku. W globalnej gospodarce i kulturze odwoływanie się bezpośrednio do instynktów człowieka (konsumenta) i ignorowanie jego wolnej i świadomej natury osobowej prowadzi do nawyków (konsumpcyjnych) i stylów życia obiektywnie niegodziwych i szkodliwych dla fizycznego i duchowego zdrowia. Prowadzi do traktowania siebie samego i własnego życia bardziej jako „zespołu doznań, których należy doświadczyć, aniżeli dzieła, które ma wypełnić.” Stąd się wywodzi brak wolności i zagrożenia różnymi nałogami. Obserwujemy to na co dzień w swojej pracy pedagogicznej. Także jako rodzice. Dopowiem jako katecheta, dlaczego jest religia w szkole. Bo poszukując własnej tożsamości i sensu życia odkrywamy religijne korzenie kultury swych narodów, w której wychowujemy najpierw siebie, następnie dzieci i uczniów.
Przed szkoła stoją ogromne zadania. Ale dlaczego nie mamy odpowiedniego wsparcia innych struktur władzy samorządowej i państwowej? Nie ma nawet na ten temat poważnej dyskusji! To są problemy nas wszystkich!!!
TO SĄ PROBLEMY KULTUROWE I CYWILIZACYJNE XXI WIEKU.
Papież uczył, że "trzeba tworzyć takie style życia, w których szukanie prawdy, piękna i dobra, oraz wspólnota ludzi dążących do wspólnego rozwoju byłyby elementami decydującymi o wyborze jakości konsumpcji, oszczędności i inwestycji". I, że również decyzja o takiej a nie innej inwestycji, w danej dziedzinie produkcji, a nie w innej, jest zawsze wyborem moralnym i kulturowym (także wyrazem sympatii i zaufania do Opatrzności).
W wielu dziedzinach nie da się nadrobić zaległości. Przemilczanie nie pomaga ani mobilizacji do podjęcia wyzwań, ani do odbudowania jedności. Jest prawda! Jest się czym kierować, zwłaszcza w kraju nad Wisłą, w Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Ponad 1000 lat chrześcijańskiej kultury i jej zwieńczenie Jan Paweł II dają jasne wskazania. "Rozwoju nie należy pojmować w znaczeniu wyłącznie gospodarczym, ale w sensie integralnie ludzkim. Jego celem nie jest tylko zrównanie poziomu życia ale tworzenie solidarną pracą życia bardziej godnego, przyczynianie się do umocnienia godności i rozwoju uzdolnień twórczych każdej poszczególnej osoby, jej zdolności do odpowiedzi na własne powołanie. Szczytem rozwoju jest zatem możliwość korzystania z prawa/obowiązku szukania Boga, poznawania Go i życia zgodnie z tym poznaniem". Tylko, że tak trudno publicznie się do tego przyznać i powiedzieć "amen".
PS.
Usunąłem zdjęcie, bo ktoś mi zwrócił uwagę, że może nadać wydźwięk pretensjonalny, że czepiam się kogoś z imienia i nazwiska. Broń Boże. Tekst jest szalenie ogólny, o władzy wszystkich czasów. O naturze człowieka. Jak encyklika. Potrzebowałem zdjęć z jakąś reprezentacją władzy wszelakiej. Takie tylko miałem. Zostawiłem jedno, z sobą na pierwszym planie - chciałbym uczestniczyć w takich debatach publicznych. Na każdym szczeblu.
Jeśli konkret, to tylko naszej historii. Ten jest ewidentny.