Stary Testament rzucił światło objawienia. Objawienie przychodzi przez naturę, ale ze sfery duchowej. Człowiek żyje w obu wymiarach.
Jezus z Nazaretu "pozwolił sobie" nawet na zmodyfikowanie naturalnego przykazania miłości. Pokazuje nową miarę - "miłujcie się, jak ja was umiłowałem".
Teologia mówi o Jezusie "Bóg-Człowiek". Zatem od Jego czasów nie można teologii uprawiać w oderwaniu od antropologii. Kiedyś więcej się mówiło o osobie w teologii, niż w antropologii. Chyba jeszcze nie osiągnęliśmy równowagi. Owszem, teraz więcej się mówi o człowieku, coraz mniej o Bogu. Huśtawka mód? Osoba może być łącznikiem.
Nie mam wątpliwości, że filozofia otwarta na duchowy wymiar człowieka (i rzeczywistości), i to nie tylko chrześcijańska, ma dobry punkt wyjścia do rozwijania nauki o człowieku-osobie. Ciekawy jestem, na ile na tym polu uwidoczni się nowość Jezusa z Nazaretu, Jego działalności i nauki.
Od Jego życia, śmierci i zmartwychwstania minęło tylko 2 tys. lat. Cóż to jest wobec prędkości światła?
Czy masowa religijność i religijność uniwersyteckich wydziałów teologicznych, to jeszcze ta sama religia? Pamiętam jaką rewelacją były dla mnie wykłady ks. prof. prof. Czesława Jakubca, Tadeusza Dajczera. Jakim rzeźkim powietrzem napełniała się sala podczas niektórych zajęć. Podobne przeżycia miałem na apologetyce ks. prof. Józefa Myśkówa i podczas lektury książek Waltera Kaspera ("Jezus Chrystus" i "Bóg Jezusa Chrystusa").
Zwykły chrześcijanin wychowany w tradycyjnej polskiej rodzinie mógł dostać zawrotów głowy słysząc o samoświadomości Jezusa i odkrywając obraz jego Boga i religijności. Bo zestawiało to Jego i nasze poszukiwania, życie, poznawanie, działania. Stawaliśmy się Jego bratem w odwiecznej drodze do Ojca. Stawaliśmy z Nim w prześwicie bytu i prześwicie samego bycia. Takiej rewolucji większość wierzących zapewne nie przeżyła. Choć wszyscy jesteśmy do tego powołani. Ale tego nie pojmuje nawet większość nauczających i kaznodziejów. Choć Sobór Watykański II mówi o powszechnym powołaniu do świętości. Przypomniał to Andrzej Madej expressis verbis w kazaniu podczas chrztu Marianny i po paru dniach (bardziej implicite) podczas pogrzebu swojego ojca.
Świętość przekracza granice między tym, co ludzkie i tym, co boskie. Świętość jest teologiczno-antropologiczna. Jest pełnią człowieczeństwa.
Dobrze, że Walter Kasper został po latach kardynałem, Karol Wojtyła papieżem, a Andrzej żyje w opinii świętości. Uff. Równie dobrze, gdyby urodzili się w innej epoce, mogliby skończyć na stosie. Za to samo - za rozumienie człowieka, świata i za życie w pełnej (osobowej) wolności religijnej.
Apologetyka - http://www.apologetyka.katolik.pl/przewodnik-po-serwisie
Samoświadomość Jezusa - Jezus z Nazaretu w swej świadomości religijnej - poznając ją, a może tylko próbując ją odgadnąć, kolejne pokolenia poszukujących Józiów będą dostawały wypieków na twarzy i z nową nadzieją i wytrwałością będą szukać dalej, do końca swoich dni i dalej, dalej...
Sprawy nie są proste i nawet Wikipedia podaje dwie definicje tej dziedziny wiedzy:
1.(prostsza)-
"Teologia fundamentalna należy do podstawowych i nieodzownych nauk teologicznych Kościoła. Nauka badająca wiarygodność chrześcijaństwa jako religii objawionej przez Boga, stanowi ogólne podstawy dla teologii, w przeszłości określana jako: apologetyka, propedeutyka, dogmatyka ogólna, teologia filozoficzna. W zakres TF wchodzą traktat o Objawieniu, o wierze, chrystologia fundamentalna, eklezjologia."
2.(trudniejsza)-
"Teologia fundamentalna jest teologiczną nauką zainteresowaną motywami i możliwościami prowadzenia konstruktywnego dialogu z rozumno-wolną aktywnością człowieka. Celem tego dialogu jest WIARY-GODNE ukazanie konieczności uwzględnienia chrześcijańskiego objawienia w poznaniu i realizacji prawdy (tożsamości) ludzkiego życia."
Mojego bloga zmieściłbym od biedy w tym drugim ujęciu, nieprawdaż?
Przydały mi się 3 lata teologii zaocznej. Musiałem poczytać, popisać na zaliczenie (m.in. "Świętość Maryii" u ks. prof. L. Baltera). Wtedy chyba najbardziej zachwyciłem się nauką soborową. Cóż ja bym wiedział np. o liturgii bez tych studiów? Itd.itp. - teologia powinna być obowiązkowymi studiami podyplomowymi magistrów filozofii. Choć dla tradycyjnie nauczanej katechezy w szkole i jedno i drugie nie jest bonusem. Nie mam nawet tzw. dyplomowania nauczycielskiego. Chromolę to, jak wszystko "stąd dotąd", ale moja rodzina nie, jest spory ubytek kasy. Ale może i moje doświadczenie katechetyczno-życiowe dołoży swoją cegiełkę do reformy nauczania religii w szkołach, w kierunku teologii fundamentalnej? Rodzina niech wdraża do tradycji, parafia daje ramy liturgii i wspólnoty braterskiej, a zreformowana katecheza niech spaja to wszystko w całość poznawczą i życiową (w granicach ekumenicznej wspólnoty lokalnej katecheta ma pełnić rolę nieodzownego wierzącego współpracownika każdego CAL - Centrum Animacji Lokalnej). Wiara i rozum potrzebują się w każdym wymiarze życia osobistego i społeczno-kulturalno-publicznego. Może ktoś kiedyś za mój twórczy (koncepcyjny) wkład wypłaci moim dzieciom rekompensatę za permanentne "niedostatki" materialne?!