"Ty wyzwoliłeś nas Pa-a-nie..."
Pewnie niektórzy mogli dziś mieć obawy, że coś nieoczekiwanie powiem w nieprzewidzianym (niewygodnym) momencie. Że znów się z czymś wyrwę.
W Strachówce Solidarność, Rzeczpospolita Norwidowska i Vademecum wyrastają z tego samego korzenia. A w Polsce? Te wydarzenia, które świętujemy jako daty narodowe.
Jako naród jesteśmy wielcy, jako społeczeństwo? Żadni. W Strachówce świętujemy już - co prawda, to prawda - Groby Powstańców z 1864 roku i Konstytucję 3 Maja, ale wszystkie najważniejsze rocznice z najnowszej historii Polski w życiu naszej gminy przeszły właściwie obok. Szkoła wspomniała i Stowarzyszenie Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
Powstała już za to w Strachówce, ze sztandarem nowym, Ochotnicza Straż Pożarna. Ma 93 lata. Wprowadziłem ją na salony Ojczyzny, przed Grób Nieznanego Żołnierza i do katedry Świętego Floriana (oni o tym też zapomnieli).
Solidarność ma tylko lat 30, więc niektórzy jeszcze żyjemy. Jakie to od 16 lat niewygodne dla wybieralnych przedstawicieli samorządu i instytucji gminnych! Tylko kłopot macie z nami. I ze swoją pamięcią!
Czy ja mogę zapomnieć? Czy mogę nie wspominać? Przecież wtedy zapisałem. Więc - BYŁO - JEST - I BĘDZIE.
"3 Maja 1981 - Jest dzień. Wstałem o godz. 4.00". Obudziłem się, a może w ogóle nie spałem? We mnie czuwała i obudziła się Polska. W starym, historycznym domu. W Annopolu, w Strachówce.
Nie chce mi się więcej pisać. Bezwstydnie zacytuję to, co napisałem 30 lat temu i to, co powiedział "nasz ukochany" Papież w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej w 1999 roku. Zestawię teksty. Może w ten sposób powiedzą coś dodatkowo. Historia - z dystansu - bywa obiektywna:
1. 3 maja 1981 - Polsko, Polsko...
"Obudziłem się o 3 rano. Akurat 3 Maja!
Po głowie zaczęły szorować myśli. Ot, tak, z niczego. Stare, powracające tematy. I stale aktualne.
Dniało w szparach okiennic. Sen nie wrócił, dałem się zaprosić do porannego wstawania. 3 Maja 1981, o czwartej rano ma wiele niespodzianek. Na dworze biało i mróz! Też coś. Ptaki jednak, jakby nigdy nic, budzą dzień. W dodatku niedzielę. Chyba też są zaspane, bo mnie ignorują, a może dla nich, to także wielka radość, wczesne wstawanie i śpiew - niezbędny akompaniament dla wschodu słońca o tej porze roku.
Dosłownie uwijają się w powietrzu i prawie na mnie siadają. Jednego się zlękłem, delikatnie jednak i tylko ze zdumienia. Że tak jest piękny.
Każdy mój gest - był wydobywany z nicości. A może tylko przypomnieniem czegoś, co już przeżyte, a wiecznie trwa. Z dzieciństwa i z tego, co wyczekiwane. W każdym geście wewnętrznego skupienia są jakoś obecni ci, co są częścią mego życia. Rodzice, siostry, powietrze i wiatr innych dni.
Parująca ziemia i podnosząca się mgła, przynoszą lekki oddech szczęścia. Nie mojego, w ogóle szczęśliwości. Podniosłem przewrócone gałązki kwitnącego kasztana i postawiłem w słoiku na stopniach figury Matki Bożej.
Tamte myśli, spisywane od stycznia, przyczaiły się. Wiedziałem, że muszę je wydobyć i zapisać.
O Polsce, o przebudzeniu się narodu. Bo teraz jest właśnie taka chwila. To nie jest nic mniejszego, choć może dla świata takie myślenie wydaje się archaiczne. Nie mogą nas zrozumieć.
Majaczy przed nami zarys państwa narodowego. W nim już jest i sens historii, i wspólnoty, i kultury. Niech się dziwią inni, później zaczną zazdrościć. To nie są nasze wymysły. Jeśli wymysły - to wymysły ojców i dziadów. Naszej historii, naszej kultury. Czy mam się bać powiedzieć: taka jest dusza narodu? Ona nie pozwala nam zginąć. Śpiewamy o tym w hymnie. Dusza każe na nowo podjąć próbę. By stać się podmiotem świadomym siebie i historii. Takie sprawy nie rodzą się z wymysłów. Ani z planów polityków. Zrodzić je mogą tylko czyny.
Jakie są czyny nasze? Czyny twoje Polsko? Rok 966, ... 1410 ... 3 Maj 1791, 1830, 1863, 1918, 1920, 1980. Teraz ci, co się dziwią, zrozumieją. Taka dusza nie powstanie z historycznego komfortu, ani z rewolucji.
Zrozumieć to, co się dzisiaj dzieje! Trzeba spojrzeć wstecz, ale i rzucić na nas okiem z góry. Widać koryta rzek, ich kierunek i dopływy. Boczny strumień nie zawraca rzeki z głównego nurtu... My znamy geografię i historię... Serca i umysły wokoło są polskie. Nie trzeba o nie walczyć. Ludzie chcą tylko zgodnie z nimi działać i żyć. I żeby to nikt z nimi nie walczył! A wtedy, może nie zawstydzimy swojej historii i powiedzie się nam wielkie, zamierzone dzieło.
Naprawa Rzeczypospolitej! Ile razy to hasło wracało. W takim wymiarze trzeba widzieć zapoczątkowane ostatnio działania. Co by kto nie mówił - tu jest Polska, i takie jest głębokie myślenie Polaka...
My, w Polsce, zaczęliśmy naprawę. Jeśli się uda, będziemy mieli społeczeństwo nad-towarzyszy, czyli zwyczajnych ludzi. Ludzi w pełnym wymiarze, o własnych sercach i umysłach. Sercach pełnych miłości. Brzmi to jak sen, ale tak być może, bo taka jest nasza dusza. Realna - potwierdzona czynami - dusza Polski."
2. Z przemówienie Jana Pawła II w polskim Sejmie (11 czerwca 1999)
"Miejsce, w którym się znajdujemy, skłania do głębokiej refleksji nad odpowiedzialnym korzystaniem w życiu publicznym z daru odzyskanej wolności oraz nad potrzebą współpracy na rzecz dobra wspólnego.
Niech nam w tej refleksji pomoże przywołanie na pamięć jakże licznych w ciągu ostatnich dwu stuleci heroicznych świadectw polskiego dążenia ku własnemu suwerennemu państwu, które dla wielu pokoleń naszych rodaków istniało jedynie w marzeniach, w przekazach rodzinnych, w modlitwie. Mam tu na myśli przede wszystkim czasy rozbiorów i związaną z nimi walkę o odzyskanie utraconej niepodległości Polski wykreślonej z mapy Europy. Brak tej podstawowej struktury politycznej kształtującej rzeczywistość społeczną był zwłaszcza podczas ostatniej wojny światowej tak dotkliwy, iż w warunkach śmiertelnego zagrożenia samego biologicznego istnienia narodu, doprowadził do powstania Polskiego Państwa Podziemnego, które nie miało analogii w całej okupowanej Europie. Zanim tu przyszedłem, poświęciłem pomnik upamiętniający to Państwo Podziemne oraz Armię Krajową. Było to dla mnie okazją do głębokiego wzruszenia.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że to dzisiejsze spotkanie w Parlamencie byłoby niemożliwe bez zdecydowanego sprzeciwu polskich robotników na wybrzeżu w pamiętnym sierpniu 1980 r. Nie byłoby możliwe bez "Solidarności", która wybrała drogę pokojowej walki o prawa człowieka i narodu. Wybrała także zasadę, jakże powszechnie wtedy akceptowaną, że "nie ma wolności bez solidarności": solidarności z drugim człowiekiem, solidarności przekraczającej różnego rodzaju bariery klasowe, światopoglądowe, kulturowe, a nawet geograficzne, czego świadectwem była pamięć o losie naszych wschodnich sąsiadów.
Konsekwencją wyboru takich właśnie pokojowych metod walki o społeczeństwo wolnych obywateli i o demokratyczne państwo, były - mimo cierpień, ofiar, upokorzeń stanu wojennego i lat następnych - wydarzenia r. 1989, które zapoczątkowały wielkie zmiany polityczne i społeczne w Polsce i Europie. Jeszcze niedawno wspominaliśmy o tym z kanclerzem Helmutem Kohlem podczas odwiedzin przy Bramie Brandenburskiej w Berlinie.
O tych wydarzeniach nie wolno nam zapominać. Przyniosły one nie tylko upragnioną wolność, ale w sposób decydujący przyczyniły się do upadku murów, które przez niemal półwiecze oddzielały od wolnego świata społeczeństwa i narody naszej części kontynentu. Te historyczne przemiany zapisały się w dziejach współczesnych jako przykład i nauka, iż w dążeniu ku wielkim celom życia zbiorowego "człowiek krocząc swym historycznym szlakiem, może wybrać drogę najwyższych aspiracji ludzkiego ducha". Może i powinien przede wszystkim wybrać postawę miłości, braterstwa i solidarności, postawę szacunku dla godności człowieka, a więc te wartości, które wtedy zadecydowały o zwycięstwie bez jakże groźnej konfrontacji atomowej.
Pamięć o moralnych przesłaniach "Solidarności", a także o naszych, jakże często tragicznych doświadczeniach historycznych, winna dziś oddziaływać w większym stopniu na jakość polskiego życia zbiorowego, na styl uprawiania polityki czy jakiejkolwiek działalności publicznej, zwłaszcza takiej, która jest sprawowana na mocy społecznego wyboru i zaufania.
Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które zabezpiecza dobro każdego obywatela. Sobór Watykański II wypowiada się na ten temat bardzo jasno: "Wspólnota polityczna istnieje (...) dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje pierwotne i sobie właściwe prawo. Dobro zaś wspólne obejmuje sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość. (...) Porządek zatem społeczny i jego rozwój winien być nastawiony nieustannie na dobro osób, ponieważ od ich porządku winien być uzależniony porządek rzeczy, a nie na odwrót. (...) Porządek ów stale trzeba rozwijać, opierać na prawdzie, budować w sprawiedliwości, ożywiać miłością; w wolności zaś powinno się odnajdywać coraz pełniej ludzką równowagę"...
W polskiej tradycji nie brakuje wzorców życia poświęconego całkowicie dobru wspólnemu naszego narodu. Te przykłady odwagi i pokory, wierności ideałom i poświęcenia wyzwalały najpiękniejsze uczucia i postawy u wielu Polaków, którzy bezinteresownie i z poświęceniem ratowali Ojczyznę, gdy była ona poddawana najcięższym próbom...
Takiej postawy, przenikniętej duchem służby wspólnemu dobru, Kościół oczekuje przede wszystkim od katolików świeckich - "Nie mogą oni rezygnować z udziału "w polityce", czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra"
✦ ✦ ✦
Dla mnie też, to czytanie i pisanie jest "okazją do głębokiego wzruszenia." I do zacytowania ukochanego, tak przeze mnie, jak i przez papieża, poety -
" Wam ja z góry
Samego siebie ruin mówię tylko,
Że z głębi serca błogosławić chciałbym,
Chciałbym... to tyle mogę... resztę nie ja,
Bo ja tam kończę się, gdzie możność moja."
PS 1.
Wróciłem z Sulejowa szczęśliwy. W Strachówce była piękna liturgia. Zamiast kazania był Teatr Wielki Gimnazjalny (dzięki ks. proboszczu, że im pozwoliłeś). W Sulejowie przyszła do nas sztuka wokalna. Dzięki Ci Sztuko. Szukałem Cię, a oto Ty przyszłaś do mnie/nas. Liturgia i sztuka są dla mnie najważniejsze. Pewnier wrócę jeszcze pod szkołę.
W kościele zdarzyło się coś niespodziewanego. Ksiądz proboszcz spytał od ambony - "gdzie jesteście solidarnościowcy?" Podniosłem obie ręce i odrzekłem - "Oto jestem." Ja postawiłbym inne pytanie - "Czemu przez 16 lat pozwalaliście, żeby rządziły tutaj inne wartości?"
Publiczne zapytanie księdza proboszcza traktuję jako znak do rozpoczęcia serio rozmowy o wartościach, które wybieramy w życiu społecznym, m.in. wrzucając kartki wyborcze do urn.
Tak, skoro wszystkim podoba się patriotyczna liturgia jedna i druga (11 Listopada) i ta z księdzem Mieczysławem Iwanickim przed 30 laty, to dlaczego przyzwoliliście nas niszczyć i tego ducha wiary i patriotyzmu, który nami włada, i któremu służymy od lat i pokoleń?
Formalnie w szkole działa Solidarność pracowników oświaty. Należymy do NSZZ Solidarność, Komisja Międzyzakładowa nr 2626, Region Mazowsze.
PYTANIE BRZMI: CO ZROBILIŚCIE ŻEBY PODZIĘKOWAĆ OJCOM, DZIADKOM, BABCIOM,WUJOM, MATKOM... KTÓRZY W 1981 ROKU MIELI ODWAGĘ WŁĄCZYĆ SIĘ W RUCH WOLNOŚCIOWY W POLSCE NA NASZYM TERENIE. Tak, wy, przedstawiciele różnych struktur i instytucji życia społecznego? Wyparliście się nas? Nie przyznajecie się, bo stanowimy małą siłę wyborczą? Bojkotujecie tylko Kapaonów, czy całą najnowszą historię Polski? Bóg z wami. Papież nam dziękował. Błogosławiony! "Ukochany"?
Częścią tej prawdy była dzisiaj obecność wójtów w Vademecum. Od początku, w pełni, do końca. Po raz pierwszy w Sulejowie był wójt Jadowa, samorządowy gospodarz miejsca. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić poprzednią sytuację? To miał być - pożal się Boże - wybieralny przedstawiciel wspólnoty lokalnej? Tak rozumiał, rozumieli (nasz były wójt był podobny), szukanie i budowanie tożsamości lokalnej z pomocą jednego z największych chrześcijańskich myślicieli Europy! Sprawy gospodarcze i inwestycje są tylko częścią obowiązków wójta. Aż wstyd 3 Maja i w okolicy tej daty tłumaczyć takie sprawy.
Darek Kokoszka - obecny wójt jadowskiej wspólnoty gminnej - powiedział, że jest zaszczycony, że jako gospodarz miejsca mógł objąć patronatem honorowym imprezę, która rozsławia powiat i obie gminy od sześciu lat. Ja też bym tak powiedział na jego miejscu. Wręczył Grażynie publicznie kwiaty w dowód uznania ogromnej pracy jaka wkłada w Vademecum. Vademecum - to "chodź za mną, chodź z nami".
Darek i Piotrek, nasz obecny wójt, zadeklarowali (publicznie), że odtąd będą wspólnie troszczyć się o kontynuację tego dumnego dzieła. Może więc wróci do nas czas sprawiedliwego (niewybiórczego) patriotyzmu i solidarności.
PS 2.
Nie wrócę jednak pod szkołę, choć rośnie przed nią Dąb Katyński. To jest jednak dla mnie zbyt wielkie święto, od dawna na niego czekałem i wyobrażałem sobie jego różne scenariusze. Wypadło w święto narodowe, myślałem "dobrze, połączą się trzy - bliskie sobie i splątane niejako - wątki". Chyba nielicznym wyjątkom się splątały. Liturgia i sztuka łączą wszystkich uczestników wydarzenia. Spotkania towarzyskie z ludźmi, którzy ni w ząb nie rozumieją co czuję (widać nigdy nie przeczytali "Ziarna Solidarności") by mi nie posłużyły. Żyjemy w różnych światach i w różnych gminach. O pogodzie mam gadać? Kiedy dusza wyje!