Żeby znaleźć radość i satysfakcję w życiu, trzeba poświęcić tyleż pracy myśleniu, co krzątaninie codziennej. A przynajmniej odpowiednią ilość tej pracy ("w pocie czoła" CKN). Czy o tym mówi ONZ-towska zasada zrównoważonego rozwoju? Generalnie, myślenie chyba jest niedowartościowane. Stąd encyklika "Wiara i rozum". A kto napisze kolejną "Życie codzienne i rozum". Kevin dał dzisiaj na Fb wpis o "telewizyjnej kulturze" współczesności. Groźne. Wczoraj u o. Ludwika benedyktyna wyczytałem na szczęście, że jest też kultura nieba.
Na werandzie leży dużo kotów. Małych i dużych. Tak się porobiło. Są niby utrapieniem, ale więcej chyba dają, niż zabierają. Najedzone nie skaczą na człowieka, ani nie wdzierają się do domu za każdym otwarciem drzwi. Bywają śmieszne bardzo. Jeden tu, drugi tam, trzy małe ssą matkę, czwarty wkłębił się w Andrzeja kołdrę, wyłożoną, aby się przewietrzyła. Nasierści się i będzie kichał. Cóż? Koty trochę trapią. Kiedy tak ich dużo dokoła, a każdy z nich tak normalnie zajęty swoją pracą i rekreacja, pomyślałem - "Jak Apostołowie". Nie bardzo nadążam za własnymi skojarzeniami i obrazowaniami.
Chyba koty są częścią większej całości. Ogród w zieloności tonie, wielotonowe i tonacyjne ptaszenie podkreśla ciszę, dzieci poszły na jagody - zmotywowane prośbą sklepikarza-przyjaciela, że mu się skończyły, a letnicy jutro będa pytać.... Przyziemne i wyższe splatają się motywy. Symbioza. Taka masa normalności, naturalności. Kwintesencja zrównoważonego rozwoju i partycypacji w bycie. A ja przecież jestem ich kronikarzem. To wszystko jest jak wyjęte z tego świata, i tyleż ma z nim wspólnego, co czasy apostolskie. Żyjemy sobie. Swoim życiem, próbując je odczytywać i rozumieć w świetle mądrych objaśnień biblijnych ojca benedyktyna, który przywołuje testament patriarchy. Oto jestem. Jesteśmy.
Dzisiaj dopiero wziąłem do ręki kartkę zapisana tydzień temu. Musiało upłynąć trochę czasu. Jest to kartka A4 złożona w połowie i zapisana czterostronnie, a właściwie trójstronnie. Kartka jest stara, ma z 7 lat. Akurat mi się widać napatoczyła tamtej nocy. Po nocy nie szukam, nie robię remanentu w dziale "artykuły piśmiennicze". Biorę, co jest pod ręką, widać Grażyna za dnia robiła to samo w swoich dokumentach.
Kartkę wtedy złożyłem na pół i zapisałem. Drugą połówkę przy innej okazji, w samochodzie i w kościele. Na dokumentalnym odwrocie jest lista polskich uczestników seminarium kontaktowego w ramach Socrates-Comenius w Kromeriż, Czechy.
Zapisałem w nocy tydzień temu. Z czwartku na piątek, nad ranem. Nie mogłem spać. Sny i myśli krążyły wokół śmierci, pogrzebu i cmentarza. Mieliśmy jechać na pogrzeb śp. Jana Madeja. Andrzej chował ojca. Tajemnica trynitarna - Andrzej chował ojca, ja chowałem ojca, mnie chowały dzieci. Odwieczna pieśń. Odwieczny rytm. Normalność, naturalność, ale spróbuj ugryźć to bez wiary. Bez komponentu religijnego, odwiecznego.
Więc samo przyszło, że nie spałem przed wyjazdem. Od trzeciej? O czwartej wstałem, żeby zapisać. Rzeczywiście zapisałem i potem jeszcze pospałem.
Kartka jest równo i ładnie zapisana. Wiecznym piórem. Równomiernie wypełnione od, do, wszystkie cztery rogi i środek. Wyraźnymi literami. Pamiętam, że splótł się wtedy dzień ten i następny. Wiele wydarzeń i perspektyw - w jedno. Nie pozostaje mi nic innego, jak literalnie przepisać:
"Zamieszkać historię (zbawienia) - marketing narracyjny - największy skarb (bogactwo), które trzeba odkryć - archeologia osoby - antropologia - kognitywistyka - turystyka głębi - opowiadacze historii - opowiadacze historii i Ziemi - Rzeczpospolita Norwidowska - nasza historia (w) partycypacji (historia partycypacyjna) - rola starców w kulturze !! - istota życia - istota turystyki - istota partycypacji - byt analogiczny - DASEIN - WILKÓW i ZOFININ - ministrowie i ministerstwa - (istota małżeństwa) - Andrzeja Madeja wykład o życiu, śmierci, osobie i rodzinie !! - NIE-JA-TY - Kodeń - całe życie - co zostało mi dane"
Całe życie przelatywało mi przez głowę. Jak to bywa w literackich opisach śmierci. Utożsamiam się z Andrzejem. Podstawiam się, tam gdzie mogę i na ile mogę (analogicznie). On jest święty, ja tylko o ile. W myślach, rozumie, pragnieniach. Moje czyny, a może jeszcze bardziej ich brak, temu przeczą. Ale uczestniczę w tym wymiarze przynajmniej przez wczucie. Dasein i einfulung?
Od tygodnia wiem, że nocne przeżycie i zapis na kartce są wielkie. Dopiero teraz je przeczytałem. Nie pamiętałem jego enumeracyjno-linkującej (łąńcuchowej) formy.
Dawno, dawno temu (1988) notowałem, co się zdarzyło na każdej katechezie. Uzbierało się zapisków parę cienkich zeszytów. Zatytułowałem je "Rok katechety". Też przez wiele lat "bałem" się do nich zajrzeć. Miały ogromny ładunek emocjonalny. Obiecuję sobie, że je przepiszę, choć nie wiem, czy wszystkie przetrwały. Rok 1990 tez próbowałem tym sposobem zapisać ("Rok wójta"), ale szybko ich tok wydał mi się zbyt rzadki, zrezygnowałem. Gdzież wójtowi do głębi katechety. To znaczy, gabinetowi, do sali katechetycznej, boć osoba pozostała ta sama.
Kościół mi wskazał przed laty, że najdoskonalszym modelem wspólnoty jest wspólnota oparta o posiadanie ziemi – więc także gmina wiejska. „Nie ma człowieka, który by nie żył z płodów roli.” „Rola bowiem poddana rękom i pracy rolnika zupełnie zmienia swoją postać; z leśnego karczowiska zmienia się w żyzną, z nieurodzajnej w urodzajną. I to, w czym się stała lepszą, tak tkwi w ziemi i tak się z nią łączy, że się nie da od niej w żaden sposób oddzielić.” Tutaj tkwią korzenie kultury. Nie można badać natury ludzkiej abstrahując od spraw ziemi, na której mieszkamy.
Dzisiaj mówi się nie tylko o architekturze zieleni, o krajobrazie przyrodniczo-kulturowo-historycznym, ale nawet o eko-etyce.Na wsi rytm natury, w tym cykl siania, wzrastania, rodzenia się, życia, rozkwitu i śmierci jest nieprzerwanym i niezniekształconym theatrum philosophicum. Powinniśmy być traktowani jak laboratorium i jak oczko w głowie wszystkich wspólnot samorządowych. Kot misjonarz zaprasza do współpracy :-) !