23 stycznia 2011

Napełnijcie się radością :-)

Jestem zmęczony sobą. Cóż więc z tego? Chciałbym całkowicie być zjednoczony z najwyższym dobrem. Piszę z małej litery, żeby wykazać naturalność tego doświadczenia. Gdybym napisał z wielkiej, a jeszcze gorzej, gdybym napisał, że z Bogiem, niektórzy machnęli by ręką, że są to pobożności, albo nawet pobożne dyrdymały. Że jest to całkowicie wydumane, lub wręcz, że nie ma czegoś takiego - takich możliwości. Że moje marzenie jest z kategorii całkiem nierealnych.
Cóż mi pozostaje?
Po pierwsze, zajrzę na koniec tego wpisu do dzisiejszych czytań. Przejrzę się w słowach objawionych natchnionym autorom. Objawione natchnionym, to także chyba tautologia.

Piszę z małej litery to, co jest moim rozumowaniem. Poszukuję ciągle właściwej metody, właściwego języka. Rozum i wiara muszą iść w parze. Sądzę, że wielu młodych ludzi dystansuje się od religii, bojąc się uwłaczać niejako rozumowi. Według mnie jest to skutkiem tradycjonalistycznego pojmowania religijności. Taki obraz dominuje w polskiej katechezie szkolno-domowej i parafialno-liturgicznej. A wiara (i religia) pięknieje doświetlona rozumem. Sobór Watykański II i jego wierny realizator Jan Paweł II zachwycili miliony. Opowiadam się za ta wersją chrześcijaństwa. W moim życiu też doświadczyłem dylematów związanych z tradycjonalistyczną religijnością. Czułem, że mnie uwiera. Jakbym się wstydził chodzić w przyciasnym ubranku. To były moje wczesne lata dwudzieste. Nie zostałem jednak bez ratunku ze strony Opatrzności. Wyraziło się to symbolicznie w rozstaniu z Rodziną Rodzin i przejściu do duchowości Taize. Zostałem w Kościele. Więcej, zostałem jego katechetą. Co prawda, prowadzę odtąd stały wewnętrzny spór z pobożnością tradycjonalistyczną. Nie lubię dekoracji w kościele i chowania wszystkiego (obwijania) w dewocyjną niby-mowę.

No więc, jestem zmęczony sobą. Nijakością, lenistwem, bezradnością, niemocą, złośliwością, złością, nudziarstwem (?), brakiem perspektyw. Także materialną nędzą, rodzącą nieustanne kłopoty. Więc chciałbym połączyć się, zjednoczyć z kimś, kto jest przeciwieństwem - samą genialnością, wiecznym działaniem, największą mocą, wspaniałomyślnym altruizmem, samym dobrem, nowością ciągle odsłanianej mądrości, nieskończonością. Wszyscy pedagogowie i psycholodzy powtarzają, że warto mieć marzenia. Mam. W religii moje marzenie nazywa się zjednoczeniem (mistycznym) z Bogiem. Chcę. Marzę. Pomodlę się.
Tutaj doprowadził mnie rozum. Dalej już chyba może iść tylko wiara. Że najwyższym dobrem osobowym jest Bóg. Że jest dostępny. Że jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Że najwierniejszym Jego obrazem jest Jezus. Że Bóg daje się nam w Trójcy. W Boga Ojca Stworzyciela wierzymy. Syna - widzieliśmy (jako ród człowieczy). Ducha Świętego poznajemy w działaniu na wiele sposobów. Bez Niego nie możemy się modlić (ani napisać trzech zdań wcześniejszych):-)

Więc aż tutaj doprowadził mnie rozum. Wiara podpowiada, żeby się modlić i was prosić o modlitwę. Co byłoby i z korzyścią dla was, bo widzielibyście człowieka doprowadzonego do zjednoczenia z Bogiem i mielibyście sami w tym udział. Czyż można wymyślić lepszą matematykę? Matematykę uczestniczącą :-)

Wczoraj poprzez Internet miałem uczestnictwo w jedności i ... świętości zbawionego świata. Dzięki Kevinowi z Glasgow zwróciłem uwagę na post Rachael z Lincoln, Nebraska, USA. Napisałem jakąś "note" kliknąłem "add as friend", odpowiedź "accepted" otrzymałem natychmiast! Mój rekord na Fb. Tak szybko to tylko Duch Święty działał do tej pory:)
Nie mogę dotąd odnaleźć mojej "note", bo gubię się na Fb, a Kevin zdążył kliknąć, że "like" mój wpis. Boże, pomóż mi w tej nawigacji. Warto. Dzieją się piękne rzeczy. NA ŚWIADECTWO, ŻE DUCH TCHNIE, KĘDY CHCE, TAKŻE Z UŻYCIEM INTERNETU.

Bóg dał przedsmak zjednoczenia w małżeństwie. Które trwa pomimo nędzy małżonków. Małżeństwo nie jest dla wygody i przyjemności. Jest dla uświęcania i zbawienia. Ja uświęcam Grażynę swoja nędzą, niestety. Wolałbym oczywiście uświęcać swoją doskonałością. Spójrzcie na mnie mężowie, a napełnicie się radością. Pewnie każdy z was jest lepszy ode mnie.

Czytania przejrzałem. Chwyciły mnie fragmenty:
- upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Neftalego
- mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło
- obchodził całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
← PoprzedniZ perspektywy "wczorajszego dnia"Nastepny →K+R+J