A
sama
uroczystość
wczorajsza,
jaka
była?
Cudowna.
Przez
program.
Układ
programu,
dobór
utworów,
kolejność.
Słowa
i
dźwięki
się
dopełniały. W całość. W Rzeczpospolitą Norwidowską? Obraz,
słowo,
dźwięk,
wystawa,
muzyka,
śpiew,
recytacja!
-
w
jednym
i
tym
samym
duchu!
Znasz
— li ten kraj, gdzie… Bo tam, gdzie spotykają się ludzie w
jednym duchu, tam jest raj. Miłość zawsze powtarza “pókiś ty
ze mną była!”. Póki jesteś z nami. Ty. Najlepszy “ty”.
Pielgrzymie nasz, ach, co się z tobą stało! I ty Polsko, Ojczyzno
moja. Gmino, powiecie! "Bo to jest moja Matka, ta ziemia. Bo to są
moi bracia i siostry".
Kompozytorzy
narodowi są po to, by nam duszę i wrażliwość urabiali,
rozszerzali. “Morel podają mi drzewa, drzewka udatne i giętkie,
zielona szata odziewa”. Mamyż-li rajskie ogrody? Mamy! Bo to jest
nasza Matka, ta ziemia. Bo to są nasi bracia i siostry.
Tęsknimy
do takiego kraju. Aby był naszym chlebem powszednim i świątecznym.
Dzisiaj koniecznie także ekologicznym, eko-etycznym. Dla większości
– chrześcijańskim, wartości prostych, jak Dobra codzienna
Nowina.
To, co nam w duszy gra - polskiej i każdej wrażliwie uczulonej - Chopin, który “który naczelnym u nas jest artystą” potrafił wygrać na fortepianie, na przykład w mazurkach.
To, co nam w duszy gra - polskiej i każdej wrażliwie uczulonej - Chopin, który “który naczelnym u nas jest artystą” potrafił wygrać na fortepianie, na przykład w mazurkach.
„Rodem
warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel”. Muzyk.
Pianista-kompozytor. Nasz nadworny i wiejsko-miejski, powiatowy,
nawet ogrodowy, kościelny i polny artysta. Zagrał nam, zagrała pani
Dorota. A Sebastian przeniósł nas do Paryża, na ulicę Chaillot i
do Lasku Bulońskiego. Towarzyszyliśmy Poecie w spotkaniu z
Kompozytorem. Szliśmy z nimi, odwiedzili w domach. W duszach? Też.
Sztuka i adoracja miłości wszystko może.
Rzadko
w programach recytacji Wieszcza stąd, z ziemi mazowieckiej, miesza
się poezję i prozę. Tym razem, na nasze szczęście i wzruszenie,
tak uczynił recytator-aktor, jeden z tercetu wykonawców. Wszyscy
młodzi i piękni. Nowe pokolenie artystów: Dorota, Maciej i
Sebastian. Niech staremu mieszkańcowi norwidowskiej Strachówki,
obywatelowi Rzeczpospolitej Norwidowskiej od pierwszego dnia jej
zaistnienia na mapie powiatu, Mazowsza, Polski i narodowej kultury(?)
będzie wybaczone mówienie po imieniu, jako i mnie zawsze mówili.
Czy
oni niezależnie układali program swoich recitali-koncertu, czy
uzgodnili?
To
-
później
– później
się może dowiem(y).
“Fryderyk
Chopin mieszkał
przy
ulicy
Chaillot,
co,
od
Pól
Elizejskich
w
górę
idąc,
w
lewym
rzędzie
domów,
na
pierwszym
piętrze,
mieszkania
ma
z
oknami
na
ogrody
i
Panteonu
kupolę,
i
cały
Paryż...
W
tym
salonie
jadał
też
Chopin
o
godzinie
piątej,
a
potem
zstępował,
jak
mógł,
po
schodach
i
do
Bulońskiego
Lasku
jeździł,
skąd
wróciwszy,
wnoszono
go
po
schodach,
iż
w
górę
sam
iść
nie
mógł.
Tak
jadałem
z
nim
i
wyjeżdżałem
po
wielekroć...
zaszedłem
razu
jednego
i
odwiedzić
go
chciałem
-
służąca
Francuzka
powiada
mi:
że
śpi;
uciszyłem
kroku,
karteczkę
zostawiłem
i
wyszedłem.
Ledwo
parę
zstąpiłem
schodów,
służąca
powraca
za
mną,
mówiąc:
iż
Chopin,
dowiedziawszy
się,
kto
był,
prosi
mię...
Wszedłem
bardzo
wdzięczny,
iż
widzieć
mię
chciał...
Siostra
artysty
siedziała
przy
nim,
dziwnie
z
profilu
doń
podobna...
On,
w
cieniu
głębokiego
łóżka
z
firankami,
na
poduszkach
oparty
i
okręcony
szalem,
piękny
był
bardzo,
tak
jak
zawsze,
w
najpowszedniejszego
życia
poruszeniach
mając
coś
skończonego,
coś
monumentalnie
zarysowanego...
coś,
co
albo
arystokracja
ateńska
za
religię
sobie
uważać
mogła
była
w
najpiękniejszej
epoce
cywilizacji
greckiej
-
albo
to,
co
genialny
artysta
dramatyczny
wygrywa...
geniusz
umie
je
unaturalnić,
uprawdopodobnić
i
rzeczywiście
uklasycznić...
Taką
to
naturalnie
apoteotyczną
skończoność
gestów
miał
Chopin,
jakkolwiek
i
kiedykolwiek
go
zastałem...
Owóż,
wyrzucać
mi
począł,
że
tak
dawno
go
nie
widziałem
-
potem
żartował
coś
i
prześladować
mię
chciał
najniewinniej
o
mistyczne
kierunki,
co,
że
mu
przyjemność
robiło,
dozwalałem...
potem
moment
nadszedł,
że
należało
go
spokojnym
zostawić,
więc
żegnałem
go,
a
on,
ścisnąwszy
mię
za
rękę,
odrzucił
sobie
włosy
z
czoła
i
rzekł:
"...Wynoszę
się!..."-
i
począł
kasłać,
co
ja,
jako
mówił,
usłyszawszy,
a
wiedząc,
iż
nerwom
jego
dobrze
się
robiło
silnie
coś
czasem
przecząc,
użyłem
onego
sztucznego
tonu
i
całując
go
w
ramię
rzekłem,
jak
się
mówi
do
osoby
silnej
i
męstwo
mającej:
"...Wynosisz
się
tak
co
rok...
a
przecież,
chwała
Bogu,
oglądamy
cię
przy
życiu."
A
Chopin
na
to,
kończąc
przerwane
mu
kaszlem
słowa,
rzekł:
"Mówię
ci,
że
wynoszę
się
z
mieszkania
tego
na
plac
Vendôme..."
To
była
moja
ostatnia
z
nim
rozmowa,
wkrótce
bowiem
przeniósł
się
na
plac
Vendôme
i
tam
umarł,
ale
już
go
więcej
po
onej
wizycie
na
ulicy
Chaillot
nie
widziałem...”.
Czarne
kwiaty? Genialnie napisane, wybrane, czytane. Pokazują ludzi
PRAWDZIWYCH. Wszystkich epok. Obywateli Rzeczpospolitej
Norwidowskiej, gdziekolwiek są, gdziekolwiek jej dochodzą i
czekają. Mistyka! Autoironia! Einfühlung! Utożsamienie? Z pełną i
szczerą (niezakłamaną) pamięcią i tożsamością - to jest
możliwe. Jest możliwa postawa miłości intelektualnej! Adekwatne
słowo, dane każdej rzeczy, sytuacji, sprawie, przeżyciu...
Polały
się łzy me czyste, rzęsiste
Na
me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na
moją młodość górną i durną,
Na
mój wiek męski, wiek klęski;
Polały
się łzy me czyste, rzęsiste...
I
Mickiewicz i Paderewski mieli powody lać łzy, pisać o nich,
komponować przez łzy, grać na klawiaturze. Ktoś z nas? Ja – nad (nie)pamięcią 3 Maja 1981 w mojej gminie, małej(?) ojczyźnie. I nad jej/naszą
tożsamością?!
“Od
jesieni 1882 Norwid leżał w łóżku, często płakał i nikomu się
nie zwierzał. Zmarł w przytułku nad ranem 23 maja 1883.”
Ale
dla mnie śmierć ożywiła uroczystość rocznicową. I przecież
także cały 130. rok od (nie)pamiętnego dnia w Domu Świętego
Kazimierza. Czy dopiero “śmierć człowieka pozwala na przekazanie
jego dorobku ludzkości”?
Rok
temu spędziłem trochę czasu nad wierszem-elegią o śmierci
bliskiej Cyprianowi osoby, a nawet Muzy-Poezji, która na jakiś czas wcieliła
się w piękną, mądrą kobietę, Zofię (Sophija) pochodzącą z naszych
okolic, za Korytnicą. Musiałem się głębiej wczytać i wczuć w
ten wiersz, bo dostała go nasza Marysia (wtedy kl.6) do nauczenia
się na recytacyjny konkurs powiatowy w norwidowskiej Dąbrówce. Doszedłem do wniosku, że pytania “Czy
to, co gaśnie, jest duch albo ciało?, nie pisze się nad
rozsypującą się książką, albo innym tworem kultury. Czytanie
Norwida w miejscach, które wiele znaczyły/znaczą w jego i naszym
życiu, także w kontekście konkursów, szkoły, własnej
rodziny.... są prze-życiem niebywałym w każdym miejscu i o każdej
porze. Mam za sobą parę wierszy i miejsc: "Do Stanisławy Hornowskiej" w Łochowie, "Sariusz" w Jadowie, do "Panny Jóżefy z Korczewa" nad jej grobem w Knychówku, a "Pani na Korczewie" w tymże pałacu...
“Ona
umarła!... są-ż smutniejsze zgony?
I jak
pogrzebać tę śliczną osobę?
Umarła
ona na ciężką chorobę,
Która
się zowie: pieniądz i bruliony.
Pamiętasz
dobrze oną straszną dobę,
Gdy
przed jej łożem stałem zamyślony,
Łzę
mając wielką w oku, co szukało,
Czy
to, co gaśnie, jest duch albo ciało?
...
Umarła
ona (Poezja), ta wielka
Niepojednanych
dwóch sfer pośrednica,
...
Odtąd
w przestronnym milczenia kościele... / Nie jej ja depcę grób...
lecz po tych dziele / Stąpam, co cmentarz wyrównali piaskiem. / Aż
się zamyślą myśli niszczyciele,
/ I grom zawołam, by uderzał z trzaskiem, / Wiedząc, iż ogień
dla bez ognia ludzi, / Choćby w krzemieniach spał, w niebie
się zbudzi”.
Dzięki
“budowniczym” Rzeczpospolitej Norwidowskiej w naszej szkole,
zespole szkół, organizatorkom konkursu powiatowego wiedzy o
Cyprianie Norwidzie, wiem i ja trochę więcej. W zeszłym roku wiedza
obejmowała okres paryski
1868
- 1870 z rozdziału “W kręgu nowych przyjaźni i nowego dramatu
serca” książki emerytowanego profesora Uniwersytetu
Warszawskiego, Zbigniewa Sudolskiego.
Z (po) uszczegółowieniem i faktografią biegnę – oczywiście – do Zosi
Dambek i wiekopomnego trzytomowego dzieła poznańskiej pracowni
norwidowskiej na UAM.
Stąd wiem, że rodzina Zofii Węgierskiej pochodziła z Górek
Borzych, które bywają na szlaku naszych norwidowskich objazdów i
są od początku na mapie Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Bywaliśmy tam z paniami
profesorkami i doktorkami. Wpatrywaliśmy się w pejzaże naszych
bohaterów, bo innych śladów nie ma, a tereny wiejskie mało się tutaj zmieniały.
Związki Sobieskich z pobliskiej Wólki Kozłowskiej, obok Tłuszcza, z Kamieńskimi z
Wólki [Wólka Borza, miejsce urodzenia Zofii z d. Kamieńskiej, zm.
1869] “musiały być zażyłe, skoro Jan Sobieski [z Wólki] został
ojcem chrzestnym Węgierskiej. “Dziad mój [ją] do Chrztu trzymał,
a z Ojcem jej, Generałem i Poetą, kampanię wielką Napoleońską
robił.” (Norwid do J.Kuczyńskiej z Korczewa, t.1, s.10).
Cyprian Norwid nazwał Zofię “Siostrą moich dziecinnych lat”, ”jedyną
dziecinnych lat moich spół-wygnanką” (tamże).
Pamiętam
ciche, jasne, złote dnie,
Co
mnie się dzisiaj cudnym zdają snem,
Bo
był otwarty raj także i mnie,
Bo
był otwarty w dzieciństwie mem.
I
czasem myślę, żem ja tylko spał,
Że
całe życie moje było snem,
Zbudzę
się, raj ten odnajdę com miał
Com
miał w dzieciństwie mem!
Poeta dopowiada poecie, kompozytor – kompozytorowi. Kazimierz
Przerwa-Tetmajer - Cyprianowi Norwidowi, Karłowicz – Chopinowi... i
nam wszystkim. Dopowiedzieli nam, zgromadzonym na powiatowym
wydarzeniu w Centrum Dziedzictwa i Twórczości.
Dlatego to było tak silne przeżycie. Dlatego wczoraj rozłożyłem
kartki
z
notatkami,
włączyłem
Claude
Debussego
“Clair
de
Lune”,
aby zebrać
myśli,
słowa,
obrazy
i
dźwięki
z
norwidowskiej
rocznicowej
uroczystości
w
Wołominie.
Nie
starczy
mi
światła
księżyca,
podłączę
Słońce
i
Bóg
wie,
co
jeszcze.
On
wie
– dużo
ducha,
najlepiej
Świętego.
Tak się składa, że słownik języka francuskiego podając
znaczenie słowa montrer
m.in. wskazuje na księżyc “montrer
la lune”.
Zajrzałem, co wskazuje przy adorer!?
Niestety,
daje tylko krótkie definicje
– oddawać
komuś, czemuś kult, czuć miłość żarliwą, bardzo kochać –
bez przykładów użycia słowa. Poradzę sobie :-)
Z
towarzyszeniem światła księżyca wsłuchuję się (wczytuję) w
słowa “Promethidiona”, o pięknie:
Czy
ja coś wiem o pięknem? Czym jest piękno?
Poeta
mówi, że “Kształtem jest Miłości”.
“Kształtem
miłości piękno jest - i tyle,
Ile
ją człowiek oglądał na świecie,
W
ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,
Na
tego Boga wystrojonym dziecię;
Tyle
o pięknem człowiek wie i głosi -
Choć
każdy w sobie cień pięknego nosi
I
każdy - każdy z nas - tym piękna pyłem.
...
Rzucając
w psalmy akordów rozumne,
Porozpowijał
jak rzecz zmartwychwstałą,
Co
się zachwyca w niebo: szłaby dusza
Tam
- tam - a płótno na dół by spadało,
Jako
jesienny liść, gdy dojrzy grusza.
*
Więc
stąd to - stąd i słuchacz, i widz jest artystą,
Lecz prymem ten,
a owy niezbędnym chórzystą;
Więc
stąd chórzysta w innej prymem jest operze,
A prym -
chórzystą-widzem w nie swej atmosferze;
I
tak się śpiewa ona pieśń miłości dawna,
Nieznana
raz, to znowu sławna i przesławna...
.
. . . . . . . . .
I
- dość: niech „słuchacz w duszy swej dośpiewa”. (podkreślenie moje, jk)
Słuchacze
my, dosłuchaliśmy dwóch utworów współczesnych: F.P. Tosti “Non
t'amo piu” i J. Galla “Dziewczę z buzią jak malina”. Między
nimi, na probierczy kamień myślenia o rzeczy-pospolitej naszej
ludzkiej, dla każdego, położyliśmy całe “Królestwo”. A z nim
przeszłość, by przejść do siebie. Osoby! Wolnej, obdarzonej
niezwykłą godnością, zdolną udźwignąć odpowiedzialność za swoje czyny. Osobę szczerą, szukającą prawdy, o sobie, świecie,
a jeśli jest człowiekiem wierzącym, to również o Bogu.
Rzeczpospolita Norwidowska – tym jest.
"Więc
nie słuchaj, co dziś o wolności
Mówią - co dziś mówią o niewoli.
Kto czyniłby to przez całe życie,
Co sam tylko dla siebie uchwalał,
Nie dopiąłby on nic należycie,
Lecz gryzłby się jak Neron, i szalał.
...
- Prawda? - nie jest przeciwieństw miksturą
...
Nie niewola ni wolność są w stanie
Uszczęśliwić cię nie! - tyś osobą:
Udziałem twym - więcej! - panowanie
Nad wszystkim na świecie, i nad sobą.
Mówią - co dziś mówią o niewoli.
Kto czyniłby to przez całe życie,
Co sam tylko dla siebie uchwalał,
Nie dopiąłby on nic należycie,
Lecz gryzłby się jak Neron, i szalał.
...
- Prawda? - nie jest przeciwieństw miksturą
...
Nie niewola ni wolność są w stanie
Uszczęśliwić cię nie! - tyś osobą:
Udziałem twym - więcej! - panowanie
Nad wszystkim na świecie, i nad sobą.
Pogodny,
zawirowany w obroty podniebne walc As-Dur op.42 mistrza Fryderyka
zakończył koncert.
…...
Czy
Rzeczpospolita Norwidowska 2013 może obejść się bez papieża?
Żadną miarą. Ani bez bł. Piusa IX, ani bł. Jana Pawła II, ani jego
poprzedników, bł. Jana XXIII, który zwołał Wielki Święty
Powszechny Sobór Watykański II, który wytyczył ścieżki
współczesności naszej i przyszłych pokoleń, Pawła VI, który go
dokończył i rozpoczął nową erę jego realizacji, ani może
Benedykta XVI teologa z Niemiec, nawiązującego imieniem do patrona Europy, który
przejdzie do historii, jako ten, który po 400 latach miał odwagę
abdykować w Kościele, w połowie Roku Wiary (i Rozumu), który sam obwołał, i
Franciszka z Argentyny, który chce odnowić oblicze kościoła na modłę
świętego z Asyżu i nie tylko.
Zgodziłby
się chyba (może) ze mną cytowany autor opowieści o Norwidzie,
który tak zadedykował swoją książkę polskiemu papieżowi -
“Jego Świątobliwości Janowi Pawłowi II, który poezję Norwida,
literaturę i kulturę polską wprowadził w krwiobieg kultury
światowej, oraz zmienił oblicze Europy, z wdzięcznością”.
I
dołożył odpowiednie (adekwatne) cytaty wspólnego, nam i
papieżowi, Mistrza:
"Przyszła nareszcie chwila ciszy uroczystej,
Stało się - między ludzi wszedł Mistrz-Wiekuisty,
I do historii, która wielkich zdarzeń czeka,
Dołączył bijografię każdego człowieka;
Do epoki - dzień każdy, każdą dnia godzinę,
A do słów umiejętnych - wnętrzną słów przyczynę,
To jest: intencję serca..."
(Rzecz o wolności słowa, IX, w. 17-23)
"Przyszła nareszcie chwila ciszy uroczystej,
Stało się - między ludzi wszedł Mistrz-Wiekuisty,
I do historii, która wielkich zdarzeń czeka,
Dołączył bijografię każdego człowieka;
Do epoki - dzień każdy, każdą dnia godzinę,
A do słów umiejętnych - wnętrzną słów przyczynę,
To jest: intencję serca..."
(Rzecz o wolności słowa, IX, w. 17-23)
„Człowiek
na to przychodzi na planetę, ażeby dał świadectwo prawdzie. […]
Jesteśmy synami narodu szlachetnego i idziemy do ojczystej Ziemi
Obiecanej, a jest ona Ziemią Obiecaną nie dlatego, że winne grona
w niej będą większe niż gdzie indziej, i że w niej mleko i miód,
płynąć będzie - ale dlatego, że zapowiedziano nam na
Golgocie, iż prawda zwyciężyła i że my przeto w sukcesję
dokonanej prawdy onej wchodzimy”.
(O Juliuszu Słowackim, lekcja IV)
(O Juliuszu Słowackim, lekcja IV)
PS.1
Jadąc
przez Polskę widzimy, jak się zmienia. Pięknieje. Wszędzie są
znaki modernizacji, inwestycji, które próbują nadrobić stracony
czas. Spotykamy – także w niedziele – tłumy (“owce bez
pasterzy”) przed sklepami, supermarketami, salami tańców,
świetlic wiejskich, OSP, klubów młodzieżowych...
Zapotrzebowanie
na inwestycje i ludyczność są wielkie. Usprawiedliwia je nasza
natura, chcemy żyć lepiej, wygodniej. Obyśmy nie zapomnieli kultury
i znaleźli dla niej godne miejsce. Oby oczekiwania “Chleba i
igrzysk!” nie zagłuszyły, nie przesłoniły potrzeb głębszych.
Sobór,
a papieże za nim, powtarzają każdej władzy, że mają (jest ich
nadrzędnym obowiązkiem) przedkładanie mieszkańcom i obywatelom tej
ziemi “motywów życia i nadziei”.
Rzeczpospolita
Norwidowska jest w tym nurcie. Mówimy “więcej myślenia” i
cytujemy naszego polskiego Mistrza i Patrona - “Pracuj(my) w pocie
swego czoła”.
PS.2
Podczas adoracji nie ma znaczenia wielkość sali, ilość uczestników-słuchaczy, obecność koronowanych głów... Najważniejsza jest miłość, "ta żebraczka niby to". I PROGRAM.
W trakcie powiatowej adoracji Norwida w Centrum Dziedzictwa i Twórczości obradowała powiatowa komisja kultury ("pieniądz i bruliony"?), poza miastem?
Może Polska mieszka dzisiaj na ulicy Chaillot? Wzgórze Chaillot było kiedyś wsią.