



Wczorajszy dzień istnieje bardzo niestabilnie. Nie ma go już właściwie, jestem ja, który go przeżyłem i zapamiętałem.
Byłem na II Mazowieckim Kongresie Lokalnych Grup Działania, w Pałacu w Łochowie. Materiały przygotowane przez organizatorów, notatki, zdjęcia i skojarzenia poprowadzą moją myśl.
Wśród uczestników byli przedstawiciele grup nie tylko z Mazowsza i Polski, ale także z Litwy, Estonii, Finlandii, Hiszpanii i Portugalii. O LEADERZE nigdy dosyć dyskusji w Europie. Chodzi o rozwój terenów wiejskich, co jest problemem nie tylko u nas. Nie będę tutaj pisał sprawozdania, jest na to miejsce na stronach LGD i w biuletynie. Niech mnie prowadzi "wczorajszy dzień".
Łochów mnie zadziwia. Mam nieodległe wspomnienia ruin. Dzisiaj zadziwia mnie odrestaurowanym pałacem. Innych zadziwiają moje wspomnienia o ruinach. Nie po to jest światło, by pod korcem stało. Łochów świeci Norwidem. Pani profesor Małgorzata Szeja z miejscowego liceum ma nowsze ustalenia, co do panny Stanisławy. Pytajcie, szukajcie.
Do każdego programu konferencji w Łochowie dopisywałbym punkt: Cypriana Norwida spojrzenie na życie na wsi (PROW). Zresztą każdy program renowacji, rewitalizacji, zwłaszcza projekty próbujące odtwarzać warunki życia z dawnych epok, u Norwida mogą znaleźć najdalszą i najpełniejszą perspektywę. Aż po trzy dzielne niewiasty :-)
Nieobecność Norwida mówi o niedoskonałościach obecnego podejścią LEADER w Polsce. Chyba zrozumiałbym się w tym punkcje z prelegentem z Finlandii, Petrii Rinne, prezesem ELARD. Podkreślał on, że LRADER to bardziej metoda, niż finansowanie. U nas ciągle pieniądze wyznaczają perspektywę. A wieś może być pomocna w bardziej fundamentalnych kwestiach np. rozumienia przeszłości.
Gdyby norwidowskie spojrzenie na wieś i dzisiejszego LEADERA przeważało, pewnie zostałbym na Uroczysty Wieczór w pałacu. Pewnie było ładnie, smacznie,wesoło i kulturalnie. Jarek Supera zapowaiadał niespodziankę światowego formatu.
Mając za sobą mało-sprawny samochód, jeszcze mniej sprawny dom i nietypowy drogowy znak zapytania "czy się uda tym razem" na wiejskiej, błotnistej drodze - wróciłem na wieś, w przeszłość.
***
Przed wyjazdem do Łochowa poczyniłem notatki:
- duchowy komponent wszelkich działań (projektów, programów). Upieram się, że każde ludzkie działanie musi mieć komponent duchowy. Trzeba go tylko zdjąć z miejsc, ludzi, zwyczajów... A bez niego nie stanie się nic, z tego co się stanie
- wokół masę zagrożeń: niesprawności sprzętowe, brak pieniędzy na przejazd, na remont, albo na leczenie itp.
- poczucie bezpieczeństwa płynie tylko ze sfery duchowej, z domu i rodziny
- umiem działać tylko z ludźmi, z którymi połączą mnie wartości duchowe, np. przyjaźń :-)
- więc nie jest tak źle, tzn, że jestem jeszcze obywatelem jakiejś krainy, bo czasami już myślałem, że żadnej
- ale pożytek ze mnie niewielki - umiem tylko słuchać, patrzeć i przekazywać w refleksyjnym opakowaniu dalej
- z nieustannym niedoborem finansowym tym bardziej jesteśmy uwrażliwieni i zdani na wymiar egzystencjalny. Dobrobyt jest jak bandaż, albo balsam odgradzający od świata realnego. Zabalsamowane bywają mumie.
Co leży między Annopolem a Łochowem, że tak ciężko wyjechać, tak dobrze tam pobyć i tyle przywozi się z powrotem? To jeden z atrybutów Rzeczpospolitej Norwidowskiej.
PS.
Te same miejsca inna porą roku są tu ;-)