
Pstryknięcie w ucho
Spałem. Wstałem. Łazienka zajęta, idę na dwór. Przechodząc przez kuchnię pstryknąłem Olka w ucho. Spontaniczne niby nic. A jednak poczułem/zrozumiałem, że w tym pstryknięciu było jeszcze coś. Ktoś? Bóg? Bo... wszystko przeżywam, i na wszystko patrzę sub specie aeternitatis. To wiecie, pisałem nie raz. A skoro tak, to było jedno takie pstryknięcie w wieczności. Tylko teraz i tylko moje. Mogłoby tak być i właśnie jest. Bo za ułamek chwili, ani ja, ani czas nie jest taki sam. Ale dlaczego i od razu - Bóg?
Bo w tym pstryknięciu była czułość? Było uczucie człowieka? A jeśli to było jedyne w czasie i przestrzeni ludzkiej i w ogóle w wieczności wszelkiego istnienia, to tą miłością mógł być - oprócz mnie - tylko Bóg. Zgadza się?!
Jak najlepiej opisać tę wielką wiekopomną chwilę? Ułamek chwili?
To było mgnienie, błysk. Przechodziłem przez kuchnię. Olek mi się trafił. Był pod ręką niejako. Musisz kochać rzeczywistość, wobec której jesteś (okazujesz się, zachowujesz, przejawiasz, objawiasz) człowiekiem - w gestach, decyzjach, odpowiedzialności.
Była godz. 22.30, we wtorek, 28 czerwca 2011. Jesteśmy jedyną i niepowtarzalną historią tej Ziemi. Jeśli ktoś się nauczy patrzeć sub specie aeternitatis. W perspektywie ostateczności.
Kto nigdy się na nią nie otworzy, nie złapie ułamka chwili (jako cząstki wieczności), może żyć obok ciebie całe życie i pozostać dla ciebie anonimowy. Ja nie. Ja wręcz przeciwnie - chcę być przejrzysty. Dla wieczności i dla ciebie. Tak m.in. rozumiem moją misję na ziemi. To jest wielka praca, choć niepłatna :)
"Nic dwa razy się nie zdarza". Każdy ułamek chwili "boskiego w siebie coś wziął". "Ludzkość bez boskości samą siebie zdradza".
Alternatywą jest utylitaryzm. Hence - anonimowość. Rozliczenie idzie w koszty, mówiąc współczesnym językiem biznesu. Jest się wtedy zapisem księgowym. Nie pomnym, nie baczącym na księgę wieczności. Księga Wieczności jest Księgą Życia. Hence - wiecznego! Jest Księgą Bardzo Dobrej Nowiny.
Zapisałem, ale usnąć nie było już łatwo. Posiedziałem, podumałem, pooglądałem TV. Dali smutny reportaż o tragedii. Rówieśnik zabił koleżankę z klasy. Mieli po 18 lat. Wszyscy nauczyciele, znajomi, przyjaciele zadawali sobie pytanie "jak mogło do tego dojść". Wydawał sie normalnym uczniem 3kl Technikum Gastronomicznego. Kiedy sięgali głębiej w pamięć znajdowali sygnały zła. Jako 14 latek zabójca groził katechetce. W gimnazjum przyniósł siekierę do szkoły, straszył innych, wyznaczał im daty śmierci. Miał okres fascynacji satanizmem. Niektórzy dorośli powtarzali "gdybyśmy to wszystko wiedzieli". Może by to coś zmieniło, może nie.
Poczułem wielką odpowiedzialność, wielkie zobowiązanie. Leżąc w łóżku zapisałem sobie w komórce "głoś to, co ci zostało dane i powierzone. Że jest prawda, że jest dobro". Myślałem o wielu młodych ludziach spotkanych na różnych drogach życia. Niektórzy nosili widoczną mroczność w sobie. Gdzieś, od kogoś nabytą. Wyrastającą ze strzępów półprawd, m.in. że nie ma dobra, nie ma miłości, nie ma prawdy. JEST. JEST. JEST. Czy zdążę ją przekonująco przekazać?
Dotknięcie prawdy jest dotknięciem Absolutu. Nawet pstryknięcie w ucho. "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem". Tak po prostu jest. Dziękuję. Amen. Gdy taka myśl krążyła mi po głowie, a bardziej prawdziwie po mnie całym zrobiło mi się błogo, ciepło, relaksacyjnie, aż usnąłem w pełnej szczęśliwości.
Sprawa Caritasu
Przez 16 lat Kazik Łapka mówił ludziom, że jest fajnym facetem i ludzie mu wierzyli. Większość. I wybierali go wójtem na kolejne kadencje. W grudniu 2011 zdarzył sie cud wyborczy. Większość się zmieniła. Kazik przestał być wójtem. Okazało się, że król jest nagi. Niby zwykła demokratyczna kolej rzeczy, ale... Wielu zadaje sobie pytanie, jak to było możliwe, wierzyć przez 16 lat w całkiem niefajną prawdę. Dawać się oszukiwać? Żyliśmy w społeczności "zniewolonych umysłów"? To są największe pytania po 16 latach. Nie brak infrastruktury i inwestycji. Pewne sprawy można naprawić, doinwestować, ale nie rozwiąze to naszych najgłębszych problemów. To nie wójt, lub inna władza decyduje o przetrwaniu jakiejś wspólnoty. O przetrwaniu narodu - kultura. Każda wspólnota ma siły twórcze, zapewniające żywotność, ale i siły destrukcji. Autodestrukcji. Podobnie jak każda osoba ludzka.
Caritas jest organizacją kościelną. Jest instytucją charytatywną Konferencji Episkopatu Polski. "CARITAS - to miłość bratnia, podnosząca, wspierająca, akceptująca.".
Kościół - dla ludzi wierzących - jest jedną z największych wartości. Caritas działał w Polsce przed wojną, po wojnie był zawieszony (na poziomie krajowym). Komuniści chcieli, by działał, pod ich kontrolą, by legitymizował ich władzę w oczach opinii publicznej. Prymas Tysiąclecia miał wielkie wyczucie polityczne. Nie poszedł na takie rozwiązania. Uznał, że lepiej, żeby nie działał, niż stwarzał pozory i stał się narzędziem dezorientacji ludzi. Prawda, albo fałsz. Nie ma półprawd. Caritas w Polsce został przywrócony oficjalnie w 1989 roku.
Caritas diecezji warszawsko-praskie powstał wraz z nowym podziałem administracyjnym Kościoła w Polsce w 1992 rok. Na wiosnę 1998 roku w odpowiedzi na pismo z kurii biskupiej ksiądz proboszcz Antoni Czajkowski skierował mnie na diecezjalny kurs kierowników kolonijnych. W jego następstwie zorganizowałem pierwsze kolonie dla ministrantów w Krasnobrodzie. Utrwalił się wtedy schemat organizacyjny i program kolonii. Od 13 lat działamy w oparciu o dwie instytucje: kościół i szkołę.
Celem kolonii Caritas jest radosny wypoczynek w braterskiej wspólnocie w ewangelicznym duchu. Życie na kolonii opisujemy, pokazujemy w Internecie. Chcemy się dzielić radością, pięknem i prawdą.
W trakcie kolonii codziennie łączymy się duchowo z ks. dyrektorem i pracownikami centrali diecezjalnego Caritas w Warszawie na ul. Kawęczyńskiej. A oni modlą się za nas. Takim rytmem i taką odpowiedzialnością żyje kościół.
Na zakończenie akcji letniej corocznie we wrześniu odprawiana jest w Warszawie uroczysta msza święta (przeważnie przez biskupa). Dziękujemy Bogu, dziękujemy sobie nawzajem w wielkiej wspólnocie. Kierownikom i wychowawcom (wszyscy są wolontariuszami!) wręczane są dyplomy za wkład pracy w wypoczynek dzieci i rozwój kościoła diecezjalnego. Naszym patronem jest święty brat Albert Chmielowski.
Później powstało - także z inspiracji kościoła diecezjalnego - szkolne koło Caritas. Przeżywa ono teraz okres rozkwitu pod kierunkiem Basi Janus. Dla uczniów jest szkołą odpowiedzialności za większy kawałek świata, niż własne podwórko, szkoła, wieś, gmina. Uczy jak widzieć siebie i świat sercem, rozumem i wiarą. Siebie - w rodzinie ludzkiej! Na przyszły rok Basia i koło stawia sobie cel - jeszcze większy nacisk na formację duchową.
Do pisania o historii Caritasu w naszej parafii skłonił mnie epizod sprzed niewielu dni. W kościele parafialnym usłyszeliśmy dwa ogłoszenia:
1) Szkoła (i parafia) w Strachówce organizuje w Murzasichlu koło Zakopanego, we współpracy z Caritas diecezji warszawsko-praskiej, kolonie dla dzieci w dniach 12-25 lipca. Podpisano - dyrektor szkoły (wśród wychowawców przeważają nauczyciele).
2) Stowarzyszenie Przyjaciół Strachówki organizuje wyjazd w góry dla dzieci w dniach 8-15 lipca. Główny organizator - nauczyciel szkoły w Strachówce.
Nie wiem, czy i na ile inicjatywa stowarzyszenia utrudni organizację kolonii. Nie to akurat jest w tej sprawie najważniejsze. Nie chodzi też o odsądzanie od czci i wiary organizatorów.
Chcę uzmysłowić nienormalność sytuacji. Postawmy się w sytuacji bezstronnego odbiorcy tych ogłoszeń (mogą być podane nawet na różnych mszach, tak jak mogą wisieć po dwóch stronach słupa). Jaka może być pierwsza reakcja zupełnie nieuprzedzonego słuchacza? Że coś w tej wspólnocie jest nie tak. Coś jest chore. "Żadne skłócone królestwo się nie ostoi" - przypomni sobie bardziej osłuchany w Ewangelii wierzący.
Takie epizody mogą się zdarzyć tu i tam. Są sygnałem. Są wołaniem o głęboką analizę. O dialog. Nim diabeł nie zrobi sobie w takim miejscu szabatu.
Wiążę tę sytuację z ostatnimi 16 latami historii naszej gminy. Wmawiano wtedy ludziom niestworzone rzeczy. Zatracono wrodzoną potrzebę prawdy i naturalne (zdroworozsądkowe) postrzeganie siebie i naszych wspólnych spraw (szkolnych, parafialnych, gminnych).
Kiedy kończę ten wpis, rośnie we mnie wewnętrzny spokój. Czuję, że spełniam swoją powinność. Jestem od 29 lat katechetą kościoła katolickiego. Służę Prawdzie, nauczam Prawdy. Mam jej służyć "w porę i nie w porę". Bez oglądania się na względy ludzkie. Mam wyczucie wspólnoty. Znam prawa osoby i samorządności. Przemilczana prawda stwarza miejsce dla nieporozumień (a nawet krętaczy) różnej maści.
Musimy uporać się ze strasznym dziedzictwem 16-lecia (a nie przebrzmiało jeszcze do końca dziedzictwo 45-lecia komunizmu!). Coś bardzo złego stało sie w tym czasie wśród nas. Odczułem to na własnym przykładzie i rodziny. W 1980/81 roku ludzie mówili do mnie "zapisuję się do Solidarności, bo to pan ją zakłada... zapisuję się, bo to jest z Panem Bogiem... itp". Nie byłem jeszcze wtedy katechetą! Ja się od tej pory nie zmieniłem. Zmądrzałem, dokształciłem się, zdobyłem wielkie kościelne i światowe doświadczenie.
Co sie zatem później stało? Stan wojenny, zastój lat 80-tych, I Kadencja samorządu, a po niej 16 lat rządów Kazika Łapki i jego "ustroju". Skutki są odczuwalne na każdym poziomie życia gminy. Wielu jest takich, którzy prawdę chcą zagłuszyć, zagmatwać, sprowadzić na grunt kompromisów, względności, zależności od własnych pomysłów na karierę i "rząd dusz" (swoją pozycję i obraz w społeczności lokalnej). Mówią "bo takie jest życie... trzeba było jakoś żyć... ideałami nie wykarmię rodziny... wiesz, byłem z nim związany rodziną, pracą... obiecał mi/nam to, tamto itd.
Warto by zrobić na ten temat debatę oksfordzką. Pełną elegancji, szarmanckiej uprzejmości i bezwarunkowego otwarcia na prawdę.
Nie wolno nam chować głowy w piasek i zostawić tego balastu następnemu pokoleniu. W imię odpowiedzialności i wyznawanych przekonań religijnych. Jeśli nie moglibyśmy sobie poradzić w ramach wspólnoty lokalnej (parafialnej przede wszystkim) poprośmy o pomoc jakąś komisję kościelną (z diecezji, Episkopatu...?). Nie jesteśmy bezradni. Kościół nie jest bezradny. Jest prawda. Są specjaliści i eksperci. Rzecz jest wielkiej wagi. Może mieć fatalne konsekwencje. Sprawy zaszły za daleko.
PS.
Zdjęcie zrobione oczywiście na zakończeniu akcji letniej Caritasu diecezji warszawsko-praskiej