1.Rano było wprowadzenie. O trudnej drodze do tożsamości lokalnej. Tego wykladu powinniśmy wysłuchać w Strachówce, albo znaleźć pieniądze i tutaj przyjechać. Problem wielki jak rzeka i nie tylko w tym zakątku Polski. Po 45 latach ideologii materialistycznego marksizmu-leninizmu PRL mało kto zastanawia się nad tożsamością (własną i lokalną). Przykład z Cyprianem Norwidem w Strachówce, Łochowie, Sulejowie itd.
Zrozumiałem, ze tutaj historia XX wieku stworzyła jakby laboratorium do "pracy u podstaw" nad dzisiejszą tożsamością Polaków. Taki pozytywizm z pomocą budżetu EU.
2. Wspaniałe były warsztaty ceramiczne. Nawet ja coś ulepiłem, nie dało się inaczej. Bogusia (od razu przeszliśmy na ty) jest kobiet sukcesu, tak pisali o niej w prasie. To nie jest łatwy sukces. Działają rodzinnie. Stworzyli fantastyczny klimat zajęć. Są mistrzami także od gościnności i nalewek. Mogliby prowadzić warsztaty dla wójtów, przewodniczących rad, komisji gminnych i wszystkich ludzi dobrej woli.
3. Wyprawa do pszczelarza i pobieranie mądrości od pszczół. I znów główną zaletą gospodarza(y) jest otwartość. I znów rodzinność. Miodów popróbowaliśmy, do domu wrócimy żonie spróbować pozwolimy, dzieciom damy. Rodzinność nakazuje, rodzinnoś zobowiązuje. Tu jestem dJ (rodzina wie, o co chodzi, ich pytajcie).
4. Powłócząc nogami wracałem, oglądałem, fotografowałem. Obiad i zaraz bębnienie. Warsztaty rytmu i rytmicznego współdziałania. Do kolacji. A po - ognisko z bębnami i Bóg wie, co jeszcze. Dlatego powtarzam, tu jest Akademia. Trudno uwierzyć, że to dopiero dwa dni.