Znów coś było "nie-tak" z wczorajszym postem. Chyba
nie sposób być autorem i własnym wydawcą. Męki towarzyszą
bardziej procesowi publikowania niż chwytaniu rzeczywistości na
gorąco.
Problem leży gdzieś w niespójnych procedurach, głównie chyba
w "wersji roboczej", która nie współgra dobrze z tym, co
już opublikowane. „Istnieją niezapisane zmiany, które zostaną
utracone” - prześladują mnie. Komunikat pokazuje się nawet,
nawet jeśli niczego nie dotknąłem, a wyjść się nie da, „anuluj”
wcale nie jest (bezpiecznym) wyjściem. Eh! - męki.
Za to gdzie indziej dzieją się cuda.
Czytania mszalne na dzisiaj zasygnalizował z rana "
chleb-boski.blogspot.com" - „Kto was słucha, Mnie
słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi,
gardzi Tym, który Mnie posłał”. To jest ogromny przyczynek do
TEOLOGII DIALOGU!
Parę dni temu zgrzytnąłem nieświadomie i zupełnie
mimowolnie (jeśli za nieświadomość i mimowolnośc uznać
świadome i absolutnie szczere w najlepszej wierze i intencjach
wyrażanie swojego zdania):
- zacytuję, bo sprawa jest wielka (w Roku Wiary w dwójnasób) -
„Na plakacie z papieżem B16 widniały słowa 'Kościół to
wspólnot a grzeszników, a nie ludzi doskonałych”. Wpisałem w
komentarzu, że „Lubię i nie lubię. Bo to źle brzmi i
nieprawdziwie, sztucznie. Doskonałych - nie, ale w wieczność
za-chwyconych (CKN) pełnych realistów. Proszę o wyrozumiałość.”
By za chwilę się dowiedzieć, że „[to są] słowa Papieża”.
Lekko się zmieszałem, ale słowo się rzekło. Dopisałem kolejne
kwestie - „nie szkodzi”, że „nie musimy każdej opinii
papieża brać jak... uroczystego nauczania Kościoła!”.
Najdłuższą w tym cyklu wypowiedzią było -
„Muszę chyba
złożyć pewne wyjaśnienie. Pierwszy komentarz wpisałem nie
wiedząc z kim się wadzę. Tak jednak uważam nadal, kiedy już
wiem, kto jest Autorem (B16). Nie jest łatwo, ani lekko mieć inne zdanie
niż papież, nawet w takiej sprawie (nie dogmatycznej, nie
podpadające pod oficjalne nauczanie). Ale może tym lepiej się
stało.
Człowiek jest droga Kościoła. I musi unieść ten ciężar
i odpowiedzialność i zobowiązanie. Mam prawo mieć własne zdanie
w sprawie tyczącej de facto opinii o moim kościele, a nie pozycji
w KKK. Żałuję papieża, nawet w pewien sposób Mu współczuję,
że musiał tak (obronnie) powiedzieć. Wiem, jak każdy wierzący,
"że kto z nas bez grzechu". Dobry jest chyba taki "spór"
u progu Roku Wiary. Nie możemy sobie - jako Kościół - pozwolić
na niedomówienia i unikanie trudniejszych kwestii. Z wielkim
poważaniem i szacunkiem, wiejski katecheta KK.”
Kiedy więc dzisiaj, przy kolejnej
lekturze „Porta fidei” znalazłem taki fragment -
"Kościół
obejmujący w łonie swoim grzeszników, święty i zarazem ciągle
potrzebujący oczyszczenia". Przecież właśnie w tym duchu sie
wypowiedziałem w swoim pierwszym, spontanicznym komentarzu do
posta-plakatu z papieżem B16. Mógłbym sobie pochlipać w rękaw,
bo ile muszę znosić chrząknięć, złych spojrzeń, a czasem
urągań, tylko dlatego, że świat mnie otaczający jest nie
oczytany i boi się samodzielnego myślenia i BYCIA NA OBRAZ I
PODOBIEŃSTWO z większym zaufaniem do Stwórcy.
Dzisiaj, nie prosząc i nie oczekując nawet, zostałem zrehabilitowany :-)
Odszukałem
oryginalną wypowiedź papieża, której plakatowa wersja była i
jest takim skrótem, że już deformacją (noszącą znamiona
manipulacji). Oto ona - „Kościół
nie jest wspólnotą doskonałych, lecz grzeszników, którzy powinni
uznać, że potrzebują miłości Boga, że potrzebują bycia
oczyszczonymi przez krzyż Jezusa Chrystusa” - na Mszy św. w
bazylice watykańskiej z okazji uroczystości św. Piotra i Pawła...
Dopisałem
więc dzisiaj, po wielu dniach od posta z plakatem, ostatni komentarz
- „ Czy na plakacie to nieszczęśliwy skrót tej papieskiej
wypowiedzi? czy była inna, brzmiąca dosłownie jak na plakacie. Dla
mnie to strasznie ważna sprawa, bo albo ja jestem zbyt szybki w
myśleniu, albo zmanipulowany takim plakatem. Jestem katechetą, to
sprawa mojej wewnętrznej pewności, że Bóg mnie prowadzi. Szczęść
Boże. Uff!
Projekt
Lincoln-Strachówka pozwolił mi dziś być na dwóch zajęciach
językowych w szkole. Więc potem i w kościele, na I Piątku
miesiąca z Różańcem Bolesnym i mszą wynagradzającą w dniu
świętej Faustyny.
Zapisałem
sobie - „wejdę do kościoła, posiedzę... i co? Jedyną
odpowiedź, jaką uważam za słuszną to...
nie-ja-Ty-Bóg-Miłość-Chrystus-Pokój-Dobro... Bo, tak naprawdę:
- nie wiem, czym jest i
powinno być życie
- nie wiem, jak powinien być
urządzony świat
- wiem, że dziękczynienie i
uwielbienie Boga jest słuszną drogą dla każdego człowieka.
Słychać
tupot stóp i głosy dzieci pod kościołem. Widać ich, słychać i
czuć. Znów!
Na
mszy świętej mogłem użyczyć swego głosu Księdze Hioba i
psalmiście. „Przenikasz i znasz mnie, Panie” (ps.139, na którym
oparł watykańskie rekolekcje dla kardynałów, kurialistów i mieszkańców Domu
Papieskiego P6 kardynał Wojtyła, 1976”.