Wątpliwości przychodzą prawie z każdym postem. Czy nie za dużo o sobie i w ogóle po co? Egocentryzm? przesadny!
I nagle miga mi "Porta fidei", albo "Lumen gentium", albo "Centesimus annus" i
Fides et ratio" i inne takie... razem lub rozłącznie i rozpoczęta praca nad nim, nimi każdym z osobna i wszystkimi naraz i nie mam
ŻADNYCH wątpliwości, strzygę nad nimi uszami jak koń kawaleryjski, a oko mi błyska. Co ciekawe, czas zawsze wtedy ustaje, znika? - przestaje działać normalnie, jakby się zawieszał. Prawda chwyta za głowę, serce, ręce i każe/dyktuje notować, notować, notować! Rozpowiadać, świadczyć o tym miłosnym spotkaniu, uścisku, akcie, stosunku. To może być odpowiedź na zalew pornografii cielesno-mentalnej.
Rozum, ach! rozum - trzeba dobrać mu się do skóry, z przyjaźnią, wzajemnością i dzielić nim, dzielić, dzielić z całym światem. A po co innego się żyje? Z prawdy reszta wypływa, piękno i miłość też. Na początku była mądrość, słowo.
Zachęcać, dodawać odwagi i objaśniać jak to u mnie/ciebie działa, że pierwszy podmuch, skojarzenie czegoś z czymś , najczęściej?
i już!. To chwyta nas. Porta fidei, zawsze u naszych stóp, wrót, u progu. Ta
"zawszość" bardzo wiele mówi. Krzyczy?!
Rozum-Bóg-wiara-bycie-sobą-osobą jest przygodą.
Jest prawda. Ciągle to powtarzam... od jakiegoś czasu :-)
"To jest nasza podstawowa wiedza o sobie i świecie. Że jest, że jesteśmy. I że (ten fakt) jest dobry. Że Dobro, przede wszystkim i w ogóle jest. A reszta? - o ile. Tylko Dobro daje i podtrzymywać może życie i wszystko w istnieniu..." Jak to dobrze współbrzmi z przekonaniem Ojca Świętego Benedykta XVI, że "Podwoje wiary” są dla nas zawsze otwarte". Można to spointować twierdzeniem o Bożej Prostocie!
****
Rozpisuję się w tylu miejscach, na tylu adresach, że wątpię, żebym się jeszcze zmieścił w jednym miejscu.
Bardzo lubię
chleb-boski :-)
Zawsze można coś znaleźć nowego w jego komentarzach do starej jak świat Biblii :-)
Z dzisiaj - "Pytanie o życie wieczne jest najważniejszym pytaniem
człowieka wierzącego... jak dotknąć wieczności?... Chrystus wskazuje, iż bliźnim jest każdy bez wyjątku człowiek, a zwłaszcza potrzebujący
braterskiej pomocy oraz wsparcia."
A ja na to - "Niby się zgadzam ze stwierdzeniem, że "Pytanie o życie wieczne jest
najważniejszym pytaniem człowieka wierzącego", ale zaraz potem
przychodzi refleksja - gdyby tak było, to byśmy ze sobą o tym rozmawiali
(nie tylko chowali się z tym pytaniem w ciemnice naszych modlitewnych
izdebek, bo w nie wątpię, gdyby były w naszym życiu, to także - jestem
pewny - inaczej byśmy na siebie patrzyli... i ROZMAWIALI). Więc może
drugie pytanie "jak my się nawzajem traktujemy? my bliźni?" bardziej
dzisiaj sprowokuje do wymiany myśli? Też chyba nie, bo my nie rozmawiamy
o niczym ważnym, unikamy poważnego dialogu, żyjemy pozorami
chrześcijańskiej głębi?!
"On, [rozmówca Jezusa w Ewangelii też
chowa się w pozory szczerości] chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa:
"Ale kto jest moim bliźnim?"
Albo ja już odleciałem od życia moich sióstr i braci w życiu, wierze, pracy zawodowej itd. albo jest tu jakiś problem?!
Czy ten obrazek biblijny/ewangeliczny nie jest nam doskonale znany z życia - "Wystąpił jakiś znawca Prawa i wystawiając Go na próbę... on [brnąc dalej bezwstydnie w swojej hipokryzji ciągnął dalej], chcąc się usprawiedliwić..." itd. itp., dużo jest takich scen w Księdze Życia, w Słowie Bożym."
Powiem to po swojemu, ostro i mocno - hipokryci, ludzie nieszczerzy szukający każdej okazji, by złapać (zabić) bliźniego podstępnym pytaniem, pułapką, przekrętem (oby tylko słownym) byli, są i będą.
PS.
Relacja z katechez dzisiejszych, z dnia szkolnego katechety w RzN są lub wkrótce będą
na właściwej stronie.