11 listopada 2025

Obowiązki listopadowe Polek i Polaków (stare i całkiem nowe)

- Obowiązkowe rodzinne wspominki o Marszałku Piłsudskim -

Marszalek Piłsudski w Milusinie/Sulejówku

(Ale potem był PRL. Niszczył co mógł i na ile potrafił) 

Mój obowiązek listopadowy uświadomił mi artykuł w "Wprost" o Milusinie, czyli willi Marszałka Piłsudskiego w nieodległym od nas Sulejówku. Skoro jest narodowe święto! To każda Polka i Polak mają obowiązek zbierać-gromadzić wszystko, co jest z nim związane. Nade wszystko w świadomości. Bez świadomości nic nie jest adekwatnie tym, czym jest, dla nas i dla innych. Najwyższą formą świadomości jest poznanie prawdy i jej kontemplowanie. Stajemy się wtedy jej współświątynią.

Problem z tym mam/mamy taki, że to wymaga pracy w pocie swego czoła (Norwid), któż lubi dokładać sobie wysiłku. W moim przypadku muszę sięgnąć do książek i rodzinnych zapisków, wertować je, wyszukiwać i przepisywać odpowiednie fragmenty, a oczy już nie te, i cierpliwości do ślęczenia nad książką brak - już tego nie lubię. Ale cóż – obowiązek.

Książką, w której – i z której – mam źródłową wiedzę, jest autobiografia wuja-profesora Aleksandra Jackowskiego, bratanka mojej babci Emilii Kapaonowej, oraz oczywiście Marii Królowej z Annopola. Opowiada o niej sam, w tym filmie!

Książka nosi tytuł „Na skróty” (wydana: Pogranicze, 1996). Wuj był legendą rodzinną i antropologicznym profesorem (bywał zwany papieżem polskich antropologów kultury). Miał Aleksander na pierwsze, a Bolesław na drugie – podobny zgodnie z życzeniem Prusa, wyrażonym wobec jego rodziców przed śmiercią. Kult wujka-pisarza od Lalki” był/jest w naszej rodzinie dziedziczny. Ponieważ jego ojciec też był Aleksander i dziadek również, zwano go częściej Bolkiem lub Bolem. Bywał w Annopolu od najmłodszego wieku, od pierwszego roku życia (1921/22). Andrzej Król był jego ojcem chrzestnym. BTW Brat Andrzeja Króla, Józef, był księdzem i po ukończeniu Carskiej Akademii Duchownej w Sankt Petersburgu pracował w guberni mohylewskiej, tak jak inni księża z Polski pod zaborami.  Wracali oni do macierzy, wraz z odzyskaną niepodległością. Wśród nich byli i ksiądz Ignacy Skorupka i ksiądz Józef Król z Annopola.

….

     Tekst z wuja książki jest wielo i ważko-znaczący, w sensie – wielopoziomowy i historycznie-kulturowo źródłowy. Rzuca światło na przed-wojenną i po-wojenną historię naszej serdecznie od-wiecznie rodzinnej okolicy. I Polski, Europy i świata - wuj z ojcem słyszał przemawiającego Hitlera w Norymberdze w 1937 (wysłany służbowo, zabrał syna, żeby bardziej upozorować wyjazd rodzinny), ciocia Mania słuchała koncertu Paderewskiego, i zetknęła się z przejawami faszyzmu włoskiego w Bolonii podczas pielgrzymki w 1930, poza tym spotkali, znali Prymasa Hlonda, Prymasa Wyszyńskiego... Wuj wspomina w książce, że „stryj Kazimierz – zginął w Katyniu - lubił chodzić w mundurze majora, był świetnie zorganizowany i wykształcony. Ceniony był przez Prezydenta Mościckiego, szanowany przez Piłsudskiego... Jego żoną była piękna, czarnooka Gruzinka” („Na skróty, str. 16, 17).

 W wieku 16 lat czytał muzykę z nut, lubił malować i rozprawiać o sztuce ze sławnym malarzem Józefem Czapskim, którego poznał na wczasach w Sopotach (jak wtedy mówiono). Dostał od Mistrza sztalugi, farby, pędzel... „Nikt nie dał mi tyle, co Józio. Przez trzy lata, do wybuchu wojny, tym był dla mnie, czym w „Braciach Karamazow” starzec Zosima dla Aloszy. Autorytetem, guru, przewodnikiem duchowym. To on w dużej mierze mnie ukształtował, bezlitośnie obnażając niekonsekwencje postępowania” (tamże, str. 63). Przy Mistrzu, od niego, wuj zaczął rozumieć, co to znaczy decyzja malarska, odróżniać satysfakcję estetyczną od przeżycia piękna. Trudno się nie zgodzić z wyznaniem - „To moje wielkie szczęście, że na drodze życia spotykałem ludzi tak wspaniałych...”. Prawie identyczne zdanie napisał ks. profesor Józef Tischner - „Miałem szczęście, spotkałem Romana Ingardena”. A ja – późny wnuk? W różny sposób – ich wszystkich.

    Józef Czapski wprowadził młodego Jackowskiego w krąg swoich (wielkich) przyjaciół: Adolfa Rudnickiego, Ludwika Heringa, Jerzego Stempowskiego... Czapski w 1939 roku, po agresji sowieckiej, jako oficer Wojska Polskiego został wzięty w niewolę. Jako jeden z nielicznych przeżył obóz w Starobielsku. Maisons-Laffitte - polskie emigracyjne wydawnictwo - zamajaczył nam gdzieś na horyzoncie polskich i europejskich dziejów. Józef Czapski - Jerzego Giedroycia, Zofię Hertz, Zygmunta Hertza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego - był jednym z jego założycieli. Stworzone przez nich Instytut Literacki i “Kultura” paryska „pozostają do dziś dzień symbolem niezależności, smaku, najwyższej próby literatury, solidarności i świadomości politycznej” (tutaj https://polskifr.fr/polska-we-francji/co-pozostalo-po-kulturze-paryskiej-w-maisons-laffitte/).

Ale jakby tu przejść do najważniejszej postaci historycznej polskiego święta narodowego 11 Listopada? 

Otóż… wuj Aleksander zanotował pod datą 1932, jako uczeń gimnazjalny brał udział „w akcji wysyłania kartek na Maderę do wypoczywającego tam wtedy marszałka Piłsudskiego. Akcję zorganizowano w całym kraju. I dodał wyznanie „Ja marszałka kochałem”. Dwa duże pudła jego zbiorów to były wycinki z gazet i fotografie marszałka… Póki jest marszałek, nic nam nie groz – mawiała jego mama. Zaś drugi rodzic  – Nie ma mnie dla nikogo! – nakazywał ojciec, zamykając się w gabinecie. – Chyba, żeby przyszedł marszałek Piłsudski – dodawał żartem (str. 38).

„Na Szustra [do mieszkania rodziców] przychodziłem  zawsze w czwartek... Po obiedzie często odwiedzał nasz dom Stefan Ossowiecki – chyba najbardziej znany polski jasnowidz i zarazem przyjaciel rodziny. Rodzice bardzo go lubili, ojciec wciąż uważał za dobrodzieja. Wiązało się to z wydarzeniem, które miało miejsce w końcu lat dwudziestych. Ojciec pracował w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Codziennie rano referował ministrowi prasę. Pewnego dnia, po jego wyjściu, okazało się, że zginęła z gabinetu teczka z ważnymi dokumentami dotyczącymi dyslokacji przemysłu wojskowego. Natychmiast zawiadomiono żandarmerię, zamknięto wejścia do budynku. Poszukiwania trwały d południa. Przeszukano pokoje, teczki. Podejrzenie padło przede wszystkim na ojca. On był ostatni u ministra. Ktoś wpadł na pomysł sprowadzenia inż. Ossowieckiego, był już znany, Marszałek Piłsudski przeprowadzał z nim seanse telepatyczne (także w mieszkaniu stryja Kazimierza na Pięknej).

     Ustawiono wszystkich urzędników. Ossowiecki, skupiony, przechodził powoli, doszedł do mego ojca. Spojrzał mu w twarz – to pan wziął tę teczkę. - Tato zbladł. Niech się pan nie denerwuje, uspokoił go. Widzę, jak to się stało. Miał pan zieloną teczkę. Tak – potwierdził ojciec – z wycinkami. Właśnie. Kładzie ją pan na biurko Ministra, na inną teczkę, też zieloną. Teraz bierze pan obie, odnosi do swego pokoju. Jakaś kobieta wkłada je do schowka, czy wielkiej szafy... Teczkę znaleziona. (…)

     Kiedyś, chyba w 1937 roku moja ciotka Emilia [Kapaonowa] przyszła do nas zrozpaczona. W czasie ulewy zgubiła broszkę, pamiątkę po Prusie. Ojciec pobiegł po przyjaciela. Ossowiecki zmarszczył brwi, od razu odtworzył tę sytuację. Deszcz, ciocia idzie zmoknięta ulicą, niezręczny ruch i czarna chusta odrywa broszę.

     Upływa rok, Ossowiecki stał przy okienku PKO, nagle podszedł do stojącego przed drugim okienkiem mężczyzny. Powiedział: - Pan w zeszłym roku, jesienią, znalazł podczas deszczu, na Poznańskiej ulicy złotą broszkę. - Skąd pan wie, przeraził się mężczyzna. - Jestem Ossowiecki. No – i ten pan przyszedł, zwrócił cioci broszkę” (Na skróty, ss. 88,89).

Puszczę wodze fantazji. Gdyby oni żyli, pewnie mogliby się dzisiaj odwiedzić, może z wzajemnością? Takie były czasy, taka była Polska. Skoro byli tu dwaj biskupi: Kazimierz Romaniuk i Andrzej Madej!

„Po wojnie krewni Piłsudskiego zostali z Milusina eksmitowani, a wdowa przebywała na emigracji. Willa przeszła w ręce państwa, a meble, księgozbiór, dzieła sztuki i pamiątki po Marszałku wywieziono w nieznanym kierunku. W dworku zorganizowano później szkołę wywiadu, następnie obiekt przekazano ambasadzie ZSRR, a ostatecznie urządzono w nim przedszkole”. (jw)

TOŻ TO TUŻ OBOK NAS! 

Czyż ta historia bliskiego Milusina nie jest dowodem, że PRL miał proweniencję szatańską zaiste!  Dobrze, że nasz dom i ogród w Annopolu był na uboczu i go nie u..., znaczy nie upaństwowili... czego rodzice - skądsiś jakoś pamiętam - autentycznie się obawiali! Takie dzieje nasze, znaczy i polskie i rodzinne! Po jakąś formę ludowego wykluczenia dzisiejszym samo-rządem i prawicową piss-polityką zakorzenionymi w konkretnej (po)klasowej mentalności?!

Moja mama (rocznik 1922) zaś opowiadała, że gdy była uczennicą w Tarnowie w 1935 roku zmarł marszałek Piłsudski. Trumna z Wodzem była wieziona jakby procesjonalnie do Krakowa, gdzie miała spocząć w podziemiach katedry na Wawelu. Jej szkoła zgromadziła się przy linii kolejowej by oddać hołd marszałkowi.

Ale potem był PRL. Niszczył co mógł i na ile potrafił. Zniszczył strasznie dużo. Dzisiaj musimy odbudowywać świadomość narodową i tożsamość konstytucyjną, z najmniejszych skrawków i odprysków historii. W wieku 72 lat i ja Józef Kapaon ze wsi Annopol w gminie Strachówka uświadomiłem sobie dożywotni obowiązek przemyślenia i dzielenia się tym wszystkim, co jest mi wiadome-dane w dziejach osobisto-rodzinnych. Szkoda, że jest nas tak mało

***

moja filozofia

         /mój rozdzialik książeczki o człowieku/

w wieku 73 lat się jej dorobiłem
tzn mam odwagę tak powiedzieć

nie jest to nic nadzwyczajnego
długo odwołuję się już do jej istoty
którą jest właśnie droga-prawda-życie
tyle że trzeba (mogę) dać jej apologię

trzy klocki ułożyć to proste
zobaczyć w nich pryzmat jest sztuką
trójca zaś nabiera znaczeń w teologii

droga życiowa rozumna każdemu
prawda obiegana kulturą z każdej strony
życie jakie jest każdy widzi po swojemu
ale tu nie chodzi o taką pospolitość
i filozofii aż trzeba by zrozumieć

a mówiąc serio zupełnie
drogę każda każdy jakoś rozumie
gdzieś przychodzi na świat podejmuje wybory
jest to nasze własne z każdym tak i nie
możemy ułożyć i opisać chronologicznie 

prawdy nie da się różnie definiować
jest zwykle nauką badana głoszona
wiele z nich poznajemy w szkole
każdy sam też swoich prawd dochodzi
ma je każdy i są dla nas najbardziej znaczące

najwięcej światła trzeba rzucić na życie
co przez nie rozumiemy w tej trójcy pryzmacie
co do mnie tak to rozumiem przeważnie jak niżej
że chodzi o wszystko co działo się i dzieje
za mojego życia i ma wpływ jakiś na mnie
czyli czynniki obiektywne niezależne ważne

omawiając każde z trzech oddzielnie
niedaleko zajdziemy w szukaniu sensu
filozofia każe sięgnąć głębiej
i odkrywać nieustannie współzależności

filozofia mówi że to każdej każdego absolut
poza który nikt z nas wyjść nie może
szkoda że nie każdy każda to rozkminia

absolutnie skaluje naszą bio-grafię
tylko w niej sami siebie zrozumieć możemy
szczęśliwi którzy tę prostą zasadę pojęli

kiedy wyjdziesz poza skalę gubisz się
nie wiesz co widzisz postrzegasz przeżywasz
możliwe tylko w skali twej drogi-prawdy-życia

ot taką regułę zasymilowałem i stosuję
nigdy mnie (jeszcze) nie zawiodła
wszystkim chce przekazać jako swoją filozofię
chyba mogę mówić o mojej dobrej nowinie
skoro zaczerpnąłem pomysł od Jezusa z Nazaretu
bardzo historycznej figurze w naszej kulturze
od której zależy przecież przyszłość człowieka

przecież więc itp. itd. używam dość często
bo są dla mnie jak logiczne wiązanie wynikanie
i pomyśleć że wszystko zaczyna się poczęciem
po którym następuje po 9 miesiącach narodzenie

bo życie najpierw za nas decyduje
wstawia w nurt płynący już wartko i długo
genetycznie i kulturowo jakoś lokalizowani
fizycznie w czasoprzestrzeni zakrzywionej Kosmosu

miejsca dla naszej wolnej woli kupa albo masa
decyzjami wyborami się objawia
z udziałem rozpoznawania bodźców zmysłów i rozumu
rozum zawsze wiarę bierze brać musi pod uwagę
nie znaczy wcale że religijną w systemowej tradycji
ale wiarę we wszystko co jest jakieś poza nami
czyli bez transcendowania ani kroku nie zrobimy
wierzę także w poprawność własnego myślenia
nie absolutyzując go (zawsze mylić coś mnie może)
zawsze jestem tylko i aż (o)sobą a nie doskonałością
zwłaszcza dziś myśląc o maszynach cyfrowych
czego coraz większe użycie AI przykładem
  
AI jest dobrym punktem odniesienia
możemy spróbować się porównać
co jest czego nie ma w niej albo w nas
  
na pierwszy rzut oka i rozumu nie ma biologii
samopowielającego się życia z użyciem woli
narastających procesów rozwoju i dojrzałości
jest jakby suma wiedzy z tego co publiczne
co dostępne wszystkim maszynom i algorytmom
to co jednostkowe staje się wręcz nieużyteczne
nie przez pryzmat drogi-prawdy-życia osób idzie AI
nasze doświadczenie jest zawsze podmiotowo-jednostkowe
AI jest zawsze zbiorem plików i ich przetwarzaniem
w największej możliwej skali osiągalności
no i nie wiem jak algorytmem ważyć emocje
i nieprzewidywalność działań pod ich wpływem
a przecież i takich wyborów i decyzji dokonujemy
więc chwaląc osiągnięcia nauki technologii i AI
pozostanę w swoim osobowo-podmiotowym (wszech)świecie
radując się sensem znalezionym drogą-prawdą-życiem
moim własnym Józefa K z Annopola i Legionowianina.pl  

takie są mej filozofii zręby (w bardzo późnym wieku)
a czy dalej będzie mi dane ją rozwinąć zobaczymy
nie do mnie należy czas i sprawność umysłowa
mogę co najwyżej brać leki i starać się chodzić lasem

    (poniedziałek, 10 listopada 2025, g. 11.44)

*** 

boska cząstka w nas

       /przypadkiem zdarzyło się dzisiaj/

w nas homo sapiens of course
bo szukają jej też fizycy
w materii i jej prawach
od nich pożyczam koncept

wszyscy czegoś szukają
nawet Biblia zachęca
szukajcie a znajdziecie 
a Jezus wszak się nie myli

na trop naprowadza dziś zdjęcie
kościoła bernardynów w Opatowie
skąd msza będzie transmitowana
telewizją na cały świat (globalnie)

byliśmy tam kiedyś ze szkołą
integracyjnym wyjazdem pracowników
poznawaliśmy naszą polską Ojczyznę
mieć o niej wyobrażenie i świadomość

chciałem sprawdzić a czemuż to
właśnie dzisiaj tam
i dostałem więcej nad oczekiwania
jest tam kamera internetowa (webcam) 

mnie myśl prowadzi zawsze do a czemuż
nie tylko w sprawach powierzchownych
ale istotowo i konstytutywnie do prawdy
czym jest kościół i gdzież w nim Bóg

dlaczego od zawsze budowano świątynie
co ma Bóg duchowy wspólnego z materią
i jak w tych budynkach się spotykają
poszukujący człowiek i jego/nasz Bóg

stawiam takie pytanie bogat(sz)y życiem
które sens znalazło i go kon-templuje
bez strachu lęku religijnie motywowanego
czyli wie że znalazło ową cząstkę bożą

skąd wie oczywiście pytajmy (oczekuję)
odpowiedź przybliżają współczesne badania
psycho-duchowo-fizycznego człowieka osobę
że o emocjach się nie dyskutuje po prostu są

gdybym nie doświadczył i nie był sobą
czyli przeżytą drogą-prawdą-życiem
nie pytałbym z pewnością o to
bałbym się wręcz uważając za oczywiste

nie jest oczywiste miejmy odwagę pytać
o wszystko wszystkie aspekty rzeczywistości
zaczynając hmmm o pytanie kim jestem (ja)
podmiot przeżyć poznania odpowiedzialności

skąd to się u mnie wzięło
takie przeżycie czucia rozumienia wszystkiego
co nas stanowi
człowieka samoświadomego we Wszechświecie

wszystko na mej drodze-prawdzie-życiu jest
dostępne pracą w pocie swego czoła
dla mnie z wewnątrz oczywiście najwięcej
ale i z zewnątrz może poznać kto chce

ps.
(prze)dziwnym zbiegiem okoliczności czasu
okazało połączyło polskie i globalne
czekamy na święto niepodległości
Kościół obchodzi aż święto matki kościołów

kościół bazylika katedra kolegiata fara
kto się wyuczy będzie rozróżniał
ich znaczenia w hierarchii bytów (kultury)
mnie to już dziś aż tak nie jest potrzebne
(są i bazyliki katedralne ale i ołtarze polowe)

człowiek swojego Boga spotkać może różnie
na ile szuka nie szuka potrzebuje lub nie
na ile rozumie siebie i rzeczywistość całą
jakie ma zwykłe i niezwykłe przeżycia sensu

     (niedziela, 9 listopada 2025, g. 11.35)

***

AD 2025.pl dlaczego i po co

dlaczego jeszcze żyję tu gdzieś w Kosmosie
przymuszony biologicznym potencjałem
nie wiem dalibóg
odbieram bodźce słabnącymi zmysłami
rozumem jeszcze ogarniam co się dzieje
ale to już tylko zjeżdżanie w dół (po równi)
wzwyż duch unosi drogą-prawdą-życiem

rozumienie choć wielkie mało pożyteczne
tego już świat ode mnie nie oczekuje
jakbym nigdy nie był więc po co 

prezydent coś w mediach wykrzykuje
do swoich
jemu też do niczego nie jestem potrzebny
  
(8. przed 11 Listopada 2025, g. 12.19) tu - Rok Norwidowski Zawsze_widziane ze Strachówki

← PoprzedniFRESK NAUCZYCIELSKO-WOJENNY O… nas?Nastepny →Po stronie światła — przypowieść o świadomości, albo mistyka wspó