Widzieć rzeczy z wysoka jest przywilejem pewnego wieku. Jeśli się dożyje.
Dzieci dorastają, Polska się rozwija. Stażu małżeńskiego mam tylko 23 lata, narodowego znacznie dłużej. Widziałem narodziny. Dosłownie, tylko raz. Zawsze starałem się być najbliżej, wpuszczali za drzwi, za ścianę, na koniec do sali. Marysia sprawiała niejakie kłopoty, Olek raźno wyskoczył na świat. Polska współczesna miała długi poród, może trudny, ale cudowny.
Współczesna Polska ma 31 lat. Moja współczesna gmina ma 31 lat. Liczyć trzeba od Solidarności. Wielu to kole w...
Kiedy zabieram głos na różnych konferencjach, zjazdach i forach wyróżnia mnie właśnie ta długa perspektywa. Moje rozumienie świata, Polski i gminy nie zaczyna się od danego projektu, kadencji, albo unijnego rozporządzenia. Mogę za Cyprianem Norwidem powtórzyć "ja sponad chaosu się wziąłem itd."
I mnie klucz dawidowy pomógł ukształtować wrażliwość i wyobraźnię, Rzym nazwał człowiekiem-osobą, Arystoteles uczył metafizyki.
Moją współczesność i być może poczęcie się współczesnej Polski wiążę z datą 16 października 1978 roku. Dla mnie przyjęły formę zobowiązania i poczucia wielkiej odpowiedzialności wobec całego globu, całej Ludzkości i całego czasu. Mówiąc językiem dzisiejszej polityki społecznej i demokracji - wtedy zaczęła się nasza (globalna) partycypacja.
W Augustowie miałem szczęście spotkać i usłyszeć ludzi, których życie nabierało rozpędu po jakimś spotkaniu z Papieżem. W Ełku, Drohiczynie, na jeziorach i kanale Augustowskim. W różnych miejscach i na różne sposoby. Ile dobra się wtedy rodziło nie zliczą pewnie żadne badania naukowe. Ale powinny być drobiazgowo prowadzone, żebyśmy zrozumieli "kraj nad Wisłą" i siebie samych. W rodzinach (przyjaciele ustalali datę ślubu na dzień pobyty papieża w Warszawie), gminach, regionach, nawet w Europie i za oceanem.
Wczoraj dostałem obrazek prymicyjny od Mariusza SAC. Byłem jego katechetą w 1994-98. Na obrazku jest stary schorowany papież. Mariusz przypomniał mi, że u nich na lekcjach stawiałam zapaloną świecę. Tajemnicy ciszy i światła zawsze potrzebowałem podczas katechez, zwłaszcza na początku lekcji, "na stojąco", przed krzyżem.
Widzę żyzne pole życia i ziarna, które w nie wpadły. Kiełkują, wzrastają, owocują. Nikt nie zobaczy wszystkiego. Jeden orze, drugi sieje, trzeci zbiera. Ale jeśli ziarno nie obumrze... - usłyszałem w bardzo osobistej rozmowie w Taize (1979).
Miałem się pożalić na milczenie wobec moich apeli o pamięć w Strachówce, a wyszło pogodzenie z losem i apologetyka.
Dobrze jest się godzić z wyższymi siłami, ale oni muszą odpowiedzieć: Piotrek, przewodnicząca rady, radni - jako osoby, jako sprawujący funkcje publiczne i jako instytucje. Każdy z nich może podjąć w tej sprawie inicjatywę. Pojedynczo, lub w grupie. Do licha z tytułami. Mamy być przede wszystkim ludźmi. Rodziną ludzką. Jesteśmy zdefiniowani w ustawie samorządowej i w kościele jako wspólnota, nie urzędnicy i funkcjonariusze. Oj mamy z tym kłopot w polskim życiu publicznym, zarówno świeckim, jak i kościelnym. Smieszno i straszno brzmi, gdy stary i młody urzędnik zwracają się do siebie "po tytułach". Zwłaszcza w małych wspólnotach lokalnych. W Strachówce mamy na przykład trzech (w porywach czterech) wójtów. Obecny, dwóch byłych i jeden były "wice". Czy jak się wszyscy spotkają mają się tytułować? Śmieszno!
W ten sam sposób mamy byłych i obecnych dyrektorów, przewodniczących itd. Konwencja konwencję goni. Byle dla dobra wspólnot, którym mamy służyć.
Z lotu ptaka i dinozaura widać ogromne dobro w Polsce i w gminie. Obroniło się przez złem. Zakwitło. Nie widzą tego często młodsze egzemplarze naszego gatunku i ich instytucjonalne organy centralne i pośrednie (tak świeckie, jak kościelne). Słuchają moich zachwytów z niedowierzaniem. A dobro się działo, dzieje i dziać będzie. Dobrze, jeśli je dostrzegamy i wychwalając tworzymy klimat, aby się rozrastało.
PS.1
Starzy potrzebują energii młodych (i coraz rzadziej im towarzyszącego entuzjazmu), młodzi powinni potrzebować naszej szerokiej perspektywy widzenia i doświadczenia. Wszyscy mi przytaknęli na warsztacie o partycypacji w Szklarskiej Porębie.
Pani animator partycypacyjnego projektu ("Decydujmy razem") w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego zwróciła uwagę na rolę animatorów gminnych. Że należy na nich chuchać i nosić ich (je) na rękach, bo oni są pośrednikami między mieszkańcami a władzą. Od nich zależy powodzenie projektu. Ludzie się bardzo dziwią, że gdzieś może być inaczej. Nie wolno blokować dobra! Chwała tym, którzy je "rodzą". Biada tym, którzy je ograniczają.
Kocham cały piękny świat. Najbardziej oczywiście (poza rodziną) własną gminę i ojczyznę. Niepamięć zawsze kogoś zaboli i jest słabym punktem każdej wspólnoty.
PS.2
Otwieram nową stronę na blogu - "Wierszyki". Dziś tylko parę, będzie dużo więcej. Pisałem sobie a muzom w pierwszej młodości. Wybaczcie. Czasem nazywałem je "katechezami".