Tragedia sprawiła, że to był dla mnie bardzo wielki dzień w szkole. Stąd, aż do nieba. Przez czyściec i piekło.
Dzień, który dotarł aż do dna duszy. I do sedna pracy katechetycznej i nauczycielskiej. Nie wszytko byłem w stanie zanotować na i po lekcjach, w przerwach i na korytarzu.
Do szkoły jechałem mokry od wypychania samochodu z błota. To nasza codzienność. Nadawałem się pod prysznic i do przebierki, jak mi oznajmiono. Spóźniony, schłem na pierwszej lekcji słuchając Olka opowieści o Ewangelii świętego Łukasza, którą tylko on przeczytał. Opowieść była niema na początku. Nic nie potrafił z siebie wydusić, choć za posłuszeństwo i czytelnicze osiągnięcie z góry stawiam szóstki. Chciałem jednak coś z niego wyciągnąć i pomóc mu w odkryciu, że tyle już umie, że tyle już w nim jest. Z każdym tak postępuję, nie ma uprzywilejowanych dzieci nauczycielskich. Przeciwnie, więcej od nich oczekuję. - Podejdź do tablicy.
Stanął z kredą w ręku. - Rysuj, maluj mapę myśli wokół ewangelii. Bez trudy napisał pięć wartości intelektualnych. Zrób z nich proste zdania. - Więcej w was siedzi, niż się domyślacie. Lepsi jesteście, niż wam powtarzamy. Piękniejsi, niż potrafili by wam powiedzieć w telewizji.
Na przerwie dostałem obuchem w głowę. Że w piątek, na Borkach, samochód potrącił chłopaka. I że to ma związek z naszą szkołą. Nasz uczeń był w samochodzie. Policja odnalazła sprawców. Kierowca jest aresztowany na trzy miesiące, nasz uczeń ma dozór, za nieudzielenie pomocy. Wiadomość stawała się coraz gorsza. Ofiarę znaleziono po kilkunastu godzinach w rowie. Można snuć domysły, że mógł nie zginąć od razu. Tragedia. Mało powiedziane. Potworna tragedia. Zwielokrotniona.
W klasie zerowej modliliśmy się w pewnej intencji. Za człowieka co zginął na drodze, za jego rodzinę. Za sprawców i za ich rodziny też. Jesteśmy wspólnotą lokalną i wspólnotą wiary. Wszystkie wielkie sprawy przechodzą przez nas na wylot.
Na czwartej godzinie był apel na sali gimnastycznej. Dla gimnazjalistów i klasy szóstej. Wszyscy znają sprawę. Nasz uczeń z dozorem jest wśród nas.
Grażyna mówi parę zdań. Stała się tragedia. Zginął człowiek. Nie chcemy nikogo oskarżać. Wypadki się zdarzają. Nie można i nie wolno nikogo pozbawić pomocy, kto jej potrzebuje. Nie trzeba dużo mówić. Więcej może powie minuta ciszy i myślenia. Ksiądz poprowadził modlitwę. Wróciliśmy do klas.
W szóstej ja miałem lekcję. Religii!
Przygotowany byłem. Naśladując Mario Rivolucriego napisałem wiadomość do każdego ucznia - "Mieszkam w tobie. Podpisano - Twój Bóg". Emila pomogła, rozłożyła każdemu, na stoliku. Weszli, wzięli w rękę, przeczytali. Ktoś cicho się zaśmiał. Wiedzieli, widzieli, że nie jest mi do żartów. Wyciszyli się. Staliśmy, jak na początku każdej katechezy, od 28 lat, przed krzyżem. Uświadomiłem sobie, że modlitwa już się zaczęła, na sali gimnastycznej, na apelu. To im powiedziałem. Jestem interaktywny na katechezie, ktoś inny nas prowadzi. Więc niech ta modlitwa trwa. Nie przerywajmy jej. Nie zniszczmy. Niech zakończy się wspólnym "Amen" na końcu lekcji. To im powiedziałem.
Rozdałem zeszyty. Chciałem by wkleili liścik, podumali trochę i skomentowali. Nie wyszło.
Lekcja nie była łagodna. Była sroga, nie moja srogością. A wszystko przez śmiech, który nieustannie krąży po klasie. Ze wszystkiego i o nic. Rozumiem, że są w takim wieku. Ale to nie był czas na śmiech. To nie jest czas na głupotę i bezmyślność. Więcej, na bezduszność. Są gdzieś granice tolerancji. Trzeba je odnaleźć.
O dnie duszy, o sumieniu musiałem mówić. O twarzy też. Epifania twarzy - wielkie słowa i wielka w nich zawarta jest prawda. Nie, nie mówiłem do nich takim językiem. Prostym, najprostszym. Że nawet lustro ci pomoże odkryć prawdę o sobie. Jeśli zapomnisz, lub wyprzesz się sumienia, zobaczysz w nim tylko zwierzę. Dwunożne zwierzę. Groźną bestię żyjącą na tym świecie.
Za którymś dopiero razem uniosłem się. Tak muszę powiedzieć, bo takim się jeszcze nie widziałem. Czułem, że coś dzieje się w czasie tej katechezy. Uniosłem się gniewem, nie wiem, jak inaczej to nazwać. Ale i ciąg myśli i sens był bardzo rozumny. Głos wewnętrzny i późniejsze znaki mówią, że nie przesadziłem.
Tak działa się tylko w natchnieniu. Nie sposób wszystkiego oddać sprawozdaniem. Nie pamiętam wszystkich śladów, łączników, podpowiedzi. Bo przyszedł mi na myśl epizod Kaina i Abla. Chyba dlatego, że za którymś śmiechem wypaliłem, żeby nie czuli się lepsi od Czarka. Bo w głębi rzeczy nie są ani lepsi, ani gorsi, bośmy wszyscy stworzeni na obraz i podobieństwo i nie wiadomo kiedy i jak Kain zabija Abla. Niech sobie nie myślą, że źli ludzie są inni od początku, od urodzenia. Że trzeba zrobić coś tak potwornego, że aż śmierć przyjdzie, żeby patrząc w lustro powiedzieć "zły jest we mnie". Jest, to żadne odkrycie. Odkryciem, budzącym wstrząs, jest uznanie, że i ja mogę być Kainem. Bo to byli bracia. Mieli taką samą pulę genową. Cienka jest granica złości, zawiści, głupoty, która prowadzi, aż do śmierci brata. Nie mów, że nie ty. Jeśliś mądry odrobinę. Szukajmy raczej razem, gdzie leży przyczyna, że granica się przesuwa poza nieodwracalne. Poza dramat. Że zostaje tylko rozpacz, gniew, płacz i bezsilność.
Tu jest źródło tragedii. Także na tej sali, w tej klasie, we mnie i w was. Źródłem tragedii jest uwiąd sumienia. Brak wrażliwości na małe śmiechy z wielkich spraw, na przykład z modlitwy. Sumienie zabija się pomalutku, małymi kroczkami. Prawie niewidocznie. Śmiejesz się, by ktoś ci odpowiedział tym samym. Odwracasz się, bo może ktoś do ciebie zamruga, kiwnie palcem albo wyszczerzy w nieszczerym uśmiechu.
Ilu z was wierzy, że bogami jesteście. Że jest w was dobro, piękno i prawda, której świat potrzebuje. Wasi rodzice potrzebują, wasi nauczyciele, wasi prawdziwi przyjaciele. Fałszywi przyjaciele wcale nie chcą waszego dobra, piękna i prawdy. Chcą was dla swoich wygłupów. Chcą na was zarobić, albo się za wami schować, gdy zdarzy się nieszczęście.
Nie jesteście lepsi, ani gorsi od Czarka. Ani on nie jest potworem. Nieszczęściem jest przekroczenie niewidzialnej linii, za którą gubi się wrażliwość sumienia. Wrażliwość człowieka.
Grzeszyć jest rzeczą ludzką. Zrobić coś głupiego jest rzeczą naturalną, zwłaszcza w waszym wieku. Nie mieć odwagi przyznać się, udawać, że "nic się przecież nie stało", wzruszać ramionami z uśmiechem na niby, powtarzać między sobą "o co oni (rodzice, nauczyciele) się pieklą" - to jest początek nieszczęścia. Ten początek może doprowadzić do takiego udawanego życia wśród i z niby przyjaciółmi, że sumienie twardnieje, twardnieje. Jesteśmy ludźmi! Bez względu na wiek mamy cierpieć z cierpiącymi, płakać z płaczącymi, cieszyć się z cieszącymi. Wtedy naprawdę żyjemy. Wtedy naprawdę jesteśmy - Człowiekiem. Jeśli tej wrażliwości się pozbędziemy, jeśli wysiłku zaniedbamy to... podobna tragedia może przyjść do was za parę lat. Że i wy zostawicie rannego człowieka bez pomocy. Że uciekniecie od niego, od siebie, od prawdy, od marzeń waszych rodziców o szczęśliwych dzieciach - do piekła. Oby tylko do czyśćca, bo każdy się może zmienić, przemyśleć, przemienić. Nawrócić?
Nie chcesz, nie rozumiesz, kiedy się modlimy, albo kiedy do ciebie mówię jak do kogoś bardzo mi bliskiego, to zgłoś, wyjdź z sali, znajdziemy inne rozwiązanie. Nie podkopuj fundamentu świata człowieka, nie gotuj dla siebie i swoich najbliższych piekła. Lub nawet piekła dla świata XXI wieku. Nie tłumaczcie za każdym razem, sami, lub wasi rodzice i opiekunowie "że to taki wiek". Braku wrażliwości, przyznania się do siebie, do swojej twarzy, do swojego ciała (anoreksja), nie da się tłumaczyć wiekiem dorastania, lub innej cholery. Trzeba wziąć odpowiedzialność za własne słowa, czyny, śmiechy i gesty. Nim będzie za późno. Nim w lustrze zobaczycie zwierzę.
Modlitwa końcowa była inna niż przez wszystkie 28 lat mojej pracy. Wyznajmy,jak w każdej mszy świętej, najświętszej ofierze, że potrzebujemy miłosierdzia Boga i siebie nawzajem - "Spowiadam się Bogu... i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Przeto błagam ... i was bracia i siostry...".
To nie była zwykła lekcja. To nie był zwykły dzień. To nie jest zwykły dzień.
Zostaliśmy dotknięci tajemnicą śmierci we wspólnocie lokalnej i wspólnocie wiary. Czy ta śmierć zrodzi wspólnotę? Jaką? Czy będzie to wspólnota wiary i łaski? Wspólnota wyznania grzechów, zaniedbań i modlitwy wynagradzającej? Wspólnota przebaczenia i Miłosierdzia?
Klasa trzecia kończy mój dzień pracy. Modlitwą zacząłem serio - poważną, szczerą, jak zwykle. Ale potem zaraz szczerze, jak zawsze, spytałem, czy usłyszeli wielką powagę modlitwy? Tak, przyznali. Musiałem być przejrzysty dzisiaj, jak nigdy. Stała się wśród nas wielka tragedia. Ba, dzieje się nadal. Ona nas tak szybko nie opuści.
Nie wymkniemy się łatwo z tego uścisku (niepotrzebnej) śmierci. Weszła do naszej szkoły, do naszych klas. Bardziej niż śmierć spod Smoleńska.
I dalej im, uczniom klasy 3 i samemu sobie, tłumaczyłem: nie możemy się nie modlić, nie możemy nie mówić o tym, o czym wszyscy mówią. Bo tego oczekuje Bóg. Bo jeśli będziemy udawali, że to nas nie dotyczy, to kamienie wołać będą. Taka jest religia. Tym jest religia. Tego uczy religia. Bo religia to Bóg w nas, Bóg między nami. A nie jakieś tam coś, gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie bywali.
Rozdałem i im kartki. Starczyło. I spytałem - czy wierzycie, że Bóg jest tutaj? "Mieszkam w Tobie". Przez stworzenie, przez chrzest, przez, przez... Jest, i wszystko widzi, i wszystko wie. On tu jest i widzi i wie, a my mielibyśmy milczeć? Udawać, że to nas nie dotyczy? Mamy cierpieć z cierpiącymi. Płakać z płaczącymi. Śmiać się z radosnymi.
To wszystko jest w nas od urodzenia. Tak nas stworzył Bóg. Takie dał nam życie. Takie sumienie.
Cała trudność, to w to uwierzyć. Także uwierzyć w siebie! W dobro, piękno, prawdę - w nas.
Pamiętacie mapę myśli, macie ją w zeszycie. Wklejcie karteczkę na środku kartki, zróbcie mapę myśli do "Mieszkam w tobie - Twój Bóg". W waszej głowie, myślach, sercu jest więcej niż podejrzewacie. Nie śpieszcie się. Dajcie sobie czas. Patrzcie w tekst, czytajcie wiele razy, dumajcie, myśli będą się rodzić. Są w was. Jest prawda, piękno, dobro. Dajcie sobie czas. Uwierzcie.
Sprawdzam na koniec. Kto ma więcej niż 10? więcej niż 15? Dwóch uczniów ma 18! Czytajcie. Kto ma jeszcze inne, niech dopowie. Dopowiadają.
Dla chętnych mam zadanie - ułożyć notatkę, opowiadanie z wykorzystaniem słów, skojarzeń z mapy myśli. Wersja łatwiejsza - wykorzystać parę. Wersja mistrzowska - wykorzystać wszystkie. Niektórzy z zapałem podchwycili wyzwanie. Zobaczymy. Modlitwa końcowa zbierała wszystkie wątki w jedno. Bo Bóg jest Jednością.
Znów coś dziwnego się ze mną działo. Nie czułem się, jakbym wychodził ze szkoły. Czułem się, jakbym wychodził po jakimś niezwykłym nabożeństwie w Jerozolimie, albo Damaszku, w pierwszym wieku po Chrystusie. Po?