



Po "Wizji (kosmicznej) apokalipsy" w TV4 dopadł mnie transcendentalny smutek. Skąd? Dlaczego muszę go wyznać i opisać? Dlaczego ja? Dlaczego nie w Nowym Yorku, Paryżu, ani w Warszawie, tylko w Annopolu? Mój smutek ma wyraz pogodnej, wszystkim przyjaznej, rezygnacji. Tak było wczoraj wieczorem.
Dzisiaj szwendałem się po szkole, jak nieogolony abnegat. Dwie różne skarpety wyzierały z sandałów. Dziwak? A co mi. Nawet gdybym szukał dłużej, dwóch takich samych bym nie dobrał. A komu to szkodzi?
Katechezy były do rzeczy. W pokoju nauczycielskim też lekko i miło. Notowałem, przepiszę jutro. Dzisiaj nie dam rady. Ale zdjęcia wkleiłem. Są z dnia. Z przejścia przez korytarz. Szedłem, zobaczyłem, "zdjąłem". Zdążyłem uwiecznić finalistów z podstawówki. Pozostałe foto pasują mi do do tego, co zobaczyłem w tv z Sokołowa. Młodzież z I LO z wychowawcą, tak rozkręcili działalność charytatywna na rzecz kolegi, który zapadł na raka, że zebrali 116 tys. zł, a dyrektor mówił, że nie pieniądze go najbardziej cieszą. Że skorzystali wszyscy. Bo się uczyli nawzajem, jak być człowiekiem, pedagogiem, przyjacielem, kolegą. Czuję się przy nich malutki. Brawo, młode pokolenie - licealistów i nauczycieli.