Przed szkołą:
1. Wczorajsze małe doświadczenie
prawdy w ciągu normalnego dnia. Działa jak technika TM.
Podobieństwa i różnice?
2. Doświadczenie (przeżycie) prawdy
życia daje skutki "na śmieć i życie".
3. Roqueplo - doświadczenie świata -
doświadczeniem Boga? Blisko, blisko, ale moje „dotknięcie prawdy
– doświadczeniem Boga” uważam za bardziej właściwe. Gdyby
jednak nie Roqueplo, miałbym kłopot z publicznym formułowaniem
swojego odkrycia. Bo opisując prawdę naszego życia we wspólnocie
lokalnej dostałem w policzek nazwą "siewcy nienawiści", więc
opisywanie doświadczenia Boga zasłuży u nich na... Bóg wie na co?
Postąpią tak, jak faryzeusze "na krzyż z nim, na krzyż".
Stronnictwo prawdy zawsze będzie tak traktowane przez stronnictwo
faryzeuszy, nawet w tym samym (niby) kościele.
4. Ten drugi świat (ducha) jest
strasznie konkretnie realny, to on układa lub nie, do snu. To on lub
nie, daje pokój... Dopóki masz kasę i możesz sobie planować
reakcje na sytuacje życiowe... dentystę, zmianę opon, coś tam,
coś tam jeszcze... odpychasz prawdy wieczne, zadowalają cię
przejściowe. (ps. jak zestawienie „naród” - „społeczeństwo”?)
Kl.3
Sztuka interpretacji. To wszystko (w religii) się
w nas dzieje, albo ma się zadziać. Tak mam omówić całą liturgię
i czytania. Akcent zwłaszcza położyć muszę na wydarzenie
Zesłania Ducha Św.
Dwóch chłopaków ciągle zachowuje
się jak na pastwisku lub w budynkach gospodarskich, oborach,
stodołach... dziwne, ale wcale, nic-a-nic, na działają na nich
słowa, prośby, próba przemówienia do rozumu, zawstydzenia??? Co to jest???? Gdzie jest korzeń, oścień tego „małego” zła? Czy
tylko w psychologii dziesięciolatków? Wątpię, myślę, że
najbardziej w ich domach.
Uświadamiam sobie, że wszedłem na
niebezpieczną ścieżkę wewnątrz-lekcyjną i nieprzetartą ścieżką
wewnątrzszkolnego niby-dialogu. Nasze „domy”, w których
zakorzeniona jest nasza tożsamość, świadomość jako fundament i
mechanizm procesów edukacyjno-wychowawczych. Brrr!!! Prosta droga do
skonfliktowana się jeszcze większego z wieloma milczącymi. A tu
jeszcze przecież: modlitwa, msza, medytacja (także ta z artykułu
transcendentalna-TM/MT, zależnie od języka). Br! Skąd mi nadejdzie
pomoc? Pomocą może być tylko śmierć, albo renta. Zabierz mnie od
nich Boże, w miłości i pokoju! Nim wybuchną kolejne wojny z
powodów egzystencjalno-metafizycznych.
Ćwiczymy na koniec pewne słowo, to
słowo. Czy ktoś je usłyszy w kościele na mszy rocznicowej?
Kl.6
Zwykły/niezwykły nigdy/zawsze początek - modlitwa w ciszy przed krzyżem. Każda modlitwa jest moim nowym
narodzeniem z ducha. Jest rodzeniem. Stwarzaniem, początkiem. Mnie?
Religii? Mojego świata? Mojej przyszłości od teraz!...
Każda moja modlitwa na katechezie była
(bardziej już pasuje czas przeszły jeszcze niedokonany) nową
definicją, próbą definiowania od nowa i od nowa aktu modlitwy
właśnie, i siebie (w niej, przez nią), i Boga, religii....
kościoła..... to są do dzisiaj już tysiące definicji....
Ciąg dalszy lekcji dyktuje życie –
wtrącam się w przygotowanie do kolejnej debaty. Teza brzmi „Norwid
miał rację mówiąc, że naród z nas wielki, ale społeczeństwo
żadne”.
Tak na marginesie, czy wyobrażacie
sobie naszą szkolną codzienność i odświętność bez Cypriana
Norwida?
Naród a społeczeństwo? - w tym leży
gwóźdź, zagwozdka prawdziwa. Jak im pomóc, na ich poziomie?
Metodologią!
Rysuję na tablicy grubą krechę. Po
jednej naród, po drugiej społeczeństwo. Szukajcie a znajdziecie.
Nie ma wiary bez myślenia. Nie ma i katechezy. Norwida też nie ma.
Szukają w głowach, w rozmowach, robią
brudnopisy swoich myśli i map neuronowych. Kogoś wysyłam do
biblioteki po książkową encyklopedię, sam idę do Internetu.
Przepisują swoje nieliczne znaleziska
na tablicę, słuchają książkowej wiedzy, porównujemy,
wykreślam(my) to, co się powtarza, albo było kulą w płot.
Zostaje prawie kwintesencja w ramkach białą kredą na czarnej
tablicy.
Naród – trwała wspólnota na jakimś
terytorium, z kulturą (językiem), historią i tradycją.
Społeczeństwo – zbiorowość, w
której występuje względna intensywność oddziaływań (zachowań,
interesów, praw, obowiązków) wzajemnych między jej członkami.
Znaleźliśmy definicję narodu, czyli
tego, co naturalne i społeczeństwa, czyli tego, co poddane bardziej
wpływom działalności człowieka, naukowej, potocznej,
wszelako-różnorodnej (zależnej od mód, epoki itd.itp).
Konkretyzacja przychodzi sama - „Cały
naród cieszy się Euro, społeczność taksówkarzy chce załatwić
swoje interesy”. Może też są kibicami i się cieszą na Euro,
ale bliższa koszula ciału i życiowe interesy. A u nas w szkole,
gminie, parafii? Przechodzę(my) na nasze własne podwórko. Nie ma
to jak przykład z życia! Moja perora wygląda mniej więcej tak -
„wszyscy wiedzą, że jesteśmy jedną dumną pękną gminą,
Rzeczpospolitą Norwidowską, ale przecież są między nami
konflikty, różnice zdań, różne interesy? To jest normalne, tak
zawsze było (wieża Babel), jest i będzie. Nigdy wszyscy na danym
terenie nie będą mieli takich samych poglądów, wizji wspólnego
życia i interesów osobistych i grupowych.
Jeszcze bardziej konkretnie? No to -
kim jestem? Katechetą, mówią dziwiąc się pytaniu, podnosząc
brwi i ramiona ku górze. Co robi katecheta? - ciągnę dalej. Uczy o
Bogu. - Tak jest, świetnie to wiecie, rozumiecie, inaczej być nie
może. Tak jest. Katecheta uczy o Bogu, kościele, o prawdzie
wiecznej, niezmiennej, objawionej. A przecież wiecie, że nazywają
mnie siewcą nienawiści? Można to zrozumieć???
Żeby było bardziej jasne i
ostateczne, pytam o źródło prawdy, o drogę i życie. Czy Jezus
zrobił komuś coś złego? A wołali na krzyż z nim, na krzyż i Go
zabili. Dlaczego??? DLACZEGO?
Bo taki jest człowiek. Kain i Abel
byli braćmi. Dobro i zło walczy w nas. Zmagamy się, aby trwać
przy dobru, wartościach, ideałach. Tak jest i będzie. Taki jest
człowiek. Bez Boga i zbawienia dobro przegrywa z interesami w nas i
interesów doraźnych grup, w których każdy z nas może się
znaleźć. Jak to dobrze, że zaczęliśmy – zawsze - i kończymy
modlitwą!!!!
Kończymy modlitwą, która jest pełnym
realizmem, „stanięciem w prawdzie”, „rodzeniem w duchu i
prawdzie” do życia w duchu i prawdzie. OTO SEDNO RZECZY!
I znów „świadomość” upomina się
o właściwe miejsce w szkole! Jej różne poziomy, oddziaływania,
skutki, relacje, ogniwa, łańcuchy....
DOTKNIJ PRAWDY. GDZIE I
JAK? W GŁĘBI ŚWIADOMOŚCI!!!!!!
Religia (w szkole) – to walec
Ducha Świętego przechodzący przez społeczność szkolną. Od A do
Z.
Kl.1
Jakiej dziwnej religii dzisiaj (?)
uczę. Zawsze. Takiej, która nie mieści się w naszych
„nielogicznych głowach” bo złą logiką uporządkowanych, na
nasz obraz i podobieństwo.
Najpierw o panowaniu nad sobą. Kto nie
umie na (podczas) krótkiej modlitwie, to jak ma iść do I Komunii?
- sięgam po argumenty grubego kalibru. Kto nie umie panować nad
sobą na lekcji, jak ma iść na mszę świętą komunijną,
niedzielną, każdą inna? Nie wystarczy mieć dwóch nóg i dwóch
rąk, żeby nazywać się człowiekiem. Dopiero wtedy, gdy umiem
panować nad sobą! - nim się staję, jestem. „Braterstwo [wtedy]
ludom dam.” Myślę Norwidem? Mówię nim często, coraz częściej.
Przewidziałem to, raczej przepowiedziałem proroczo 12 lat temu w
rozmowie z Karoliną Wajdą, pod bramą dworu Norwidów.
Wystarczy tak niewiele, wystarczy ślad,
zwykła wieś, w której poznali się Jego rodzice, grób księdza,
który dawał ślub jego rodzicom?! Sakramenty, sakramenty. Czym są
sakramenty w naszym życiu? Wystarczy mały opłatek, by dotknąć i
POJĄĆ Boga. Pojąć, pojęcie, słowo, Słowo, które stało
się ciałem, które stale staje się ciałem. Na lekcji religii, na
(w) każdej modlitwie, w umyciu nóg żebrakowi (brrr!), w Eucharystii. Czy można tak wszystko wymieniać jednym tchem? Można
– mówi wam to „ja” katechety. Ja - katecheta? Co łatwiej
powiedzieć? - więc mówię „ja” katechety.
Chodząc z brzemieniem „siewcy
nienawiści”, ja-katecheta Słowa Bożego też może myję
nogi biedakom, żebrakom, łotrom dobrym i złym? Kto wie? Może.
Bogu niech będą dzięki, nawet za to "kto wie".
W każdym razie jest na tym blogu spora
porcja mistyki. Nie wymyślonej - zanotowanej na katechezach i po
nich, i między nimi. Może zrodzą się z niej nowi katecheci? Nie
żyłem nadaremno. Niech krzyczą, plują, biją, krzyżują. Możecie
być pewni, że nikomu nie wypomnę tego przed Bogiem, ani w godzinę
śmierci mojej. Amen. Nie potrafiłem nigdy nienawidzić. NIGDY.
Nie wiem, nie rozumiem, czym jest nienawiść, choć widzę takie
zachowania w świecie. Taki albinos wśród czarnych sumień
nienawidzących jestem :)
Myślę, że gmina mogłaby zarobić na
mojej inności. Wystarczy być realistą, widzieć to, co jest, co
rośnie i żyje, co się ma w gminie i tym się cieszyć, służyć,
eksponować. TYM JEST I PO TO JEST SAMORZĄD. Ale nie dla
dzisiejszych pseudo-. Wolą wymyślać jakąś inną nieistniejącą
gminę - własną produkcję ograniczonego pojmowania świata i
człowieka. Dziwadła.
Myśl przyszła, komputer schowany,
gdzie i jak zapisać, nim umknie wraz np. z czyimś pytaniem lub
innym odezwaniem świata? Łapię kartkę z parapetu i czyjś
długopis - „jak przejść od religii znaków do rzeczywistości?”
Kl.4
Idę mądrzejszy o lekcje i modlitwy w
poprzednich klasach. Malowanka być musi! Ona dzisiaj mnie/nas
prowadzi. Naprowadziła na odkrycie istoty religii. Bo jaki mamy
obraz religii? Jako obowiązku, przymusu, ciężaru nałożonych
zasad, czynności... A to FARYZEIZM, faryzejska postać religii.
Modlitwa nie jest obowiązkiem. Jezus
nie przyszedł, żeby nałożyć na nas nowe obowiązki. Przeciwnie,
schylił się, żeby przynieść ulgę nawet naszym stopom. Jak można tak
wypaczać obraz religii i religijności? Biada wam, faryzeusze.
Dzisiaj lepiej rozumiem mycie nóg, gdy
jest upalny dzień. Gdy katecheta i wuefista chodzą w sandałach na
gołe stopy. Gdy przypominam sobie drogę do kościoła sprzed lat, w
dzieciństwie, w młodości po piachach sławnych Strachówki i
okolicy. Zdejmowaliśmy buty, łatwiej było iść. Myliśmy nogi w
strudze, co za ulga! 400 metrów przed wejściem do
kościoła w parafii WNMP, na budowę której Królowie dali 27 sosen
i byli dobrodziejami parafii i proboszcza. Ja - w 2012 jestem siewcą
nienawiści.
Jezus przywraca świeżość, może
była burza piaskowa i u nich. Chłód, powietrza łyk, wody i może
kropla oliwy na brodę. I miłosierdzia.
Ostatnie 10 minut oglądamy kawałek
„Jezusa”, sceny krzyżowania, śmierci, pochówek w grobie Józefa
z Arymatei, zmartwychwstania, ukazania się czystego Jezusa po...
Kiedy wyszli, a ja zostałem aby spisać
notatki, przez drzwi widzę korytarz i uczniów. Patrzę jak z
wnętrza wapiennego(?) grobowca. Jakbym nowe widział życie, nową
szkołę, nowy świat. Może tak patrzył święty Piotr, gdy pobiegł
i zobaczył grób pusty i chusty?
Religia (w szkole) – to walec
Ducha Świętego przechodzący przez społeczność szkolną. Od A do
Z.
A Janusz Palikot i
inni rozpowiadają, że religia to oszukańcze znaki. Ja – że
realna OBECNOŚĆ.
Spór z Januszem
Palikotem, a jak trzeba będzie także z Donaldem Tuskiem, to mój
głos w sprawie obecności religii w szkole. Uważam, że to jest
spór o istotę Obecności, nie o religijną indoktrynację. Ja także
(30-letni katecheta) jestem przeciwko indoktrynacji, a za OBECNOŚCIĄ
(o której nie traktuje żaden inny przedmiot).
Kl.2
Długo próbuję
namówić ich na wypowiedzi od serca o ich (pierwszej) Komunii. Wiem,
że ma(ją) coś pięknego. Ale jak skłonić do mówienia. Tworzę
nastój modlitewny muzyką i słowami księdza Szelągowskiego „Bóg
jest Miłością”. Powtarzam słowa zwrotek, oni powtarzają, ot, takie nasze
ćwiczenie.
- poczułam się jakaś ważniejsza, bo do tej pory przy komunii świętej na mszy zostawałam sama w ławce, a teraz idę z innymi
- że niespodziewane coś się dzieje, że coś dobrego, a coś złego zostało z tyłu
- że nie jestem niepotrzebny, ale że jestem już w kościele
- kiedy przyjąłem komunię, to poczułem się lekko, miło
- gdy mówiłam wierszyki na podziękowanie, to się zawstydziłam, ale pomyślałam, że Bóg jest przy mnie i pomogło
Kl.5
Słyszę
niespodziewaną aklamację „lubię pana, lubimy. Ko lubi pana?” -
nie wiem za bardzo za co, dlaczego, może dlatego, że się trochę
spóźniła/spóźnili, co mało mnie dziś obeszło, zajętego
rozstawianiem sprzętu i rysunków na stole?
Modlitwa – wieczne świadectwo i wyznanie wiary katechety: „w
modlitwie i dzięki niej możemy odkryć skarby największe życia i
siebie samych, w sobie, gdzieś na dnie”. A w głowie myśl - „ja
- siewca nienawiści, żebrak modlitwy (wierszyki), biedny
rzeczywiście ekonomicznie”. Ale kiedy staję z nimi przed krzyżem
w ciszy do modlitwy, która jest wiecznym teraz i zawsze, nie mam lat
i nic się innego nie liczy. Jestem wtedy chyba najbardziej duchem
Józefa K – katechety :)
I im rozdaję obrazki „Jezus umywa
nogi uczniom”. Każę dopisać u góry „Istota religii”. Taki
temat jest w dzienniku, wielkimi literami. Dobry rysunek w skwarny dzień
Strachówki.
Podczas dyżuru mam przed oczami
zdjęcia i jedno zwłaszcza zdjęcie (jak zdjęcie z krzyż) Jana
Pawła II i siostry Aliny z naszym listem w ręku na kolanach. Obok
zdjęcia jest treść naszego listu do błogosławionego
Papieża-Polaka. Patrzę, patrzę. „Żeby się spotkać, trzeba się
napatrzeć” (JPII, Tarnów, do 2 mln pielgrzymów). Patrzyłem
czytałem po kawałku, myślałem, osłupiałem. Przecież wszyscy
obok tego zdjęcia i listu codziennie przechodzimy dziesiątki razy!
Prawda się nie ukrywa przed nikim. Bóg się nie ukrywa przed nikim.
Nasz Bóg się objawił. Jest OBJAWIENIEM. PROSTOTĄ!
A istota naszej szkoły i RzN jest
wyłożona w liście do JPII. To (jakby) nasz wzajemny testament
i zobowiązanie. Jest tam powiedziane, przewidziane, że powrócą
niedzielne msze szkolne! Spełni się wszystko, co tam zapisane.
Słowo w słowo. Co do kropki i joty. Wierzycie w to? I we mnie
wierzcie – powiedział Jezus.
Napisał ten list (z Bożym
natchnieniem) w 2003 roku siewca nienawiści w roku 2012. Nie mnie
jest potrzebne to podkreślanie i ciągłe przywoływanie tego
epitetu. Potrzebne to jest naszej wspólnocie lokalnej (gminnej,
parafialnej), by widziała, w czym żyjemy, jaki FAŁSZ chce przejąc władzę nad nami. By się otrząsnęła,
by wreszcie kiedyś zrozumiała. Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy!
✦ ✦ ✦
Już w domu - niesamowite jest, jak
Olek sprawdza zawsze, czy wszyscy już coś mieli, czymś się
częstowali, coś jedli – gdy chce dokładkę. - Ja wziąłem sobie
tylko połówkę, na wypadek, gdyby nie wszyscy jeszcze brali... do
Andrzeja. Niesamowite. To nie my wychowujemy. To dom wychowuje. DOM.
Podejrzewam, że rezydencje - bo w tę stronę ewoluuje budownictwo -
nie wychowują. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Błogosławieni
różni tacy, którzy niewiele mają. To już u nas nie sprawa
przekonań religijnych i ideałów życiowych, tylko realiów
szaro-świątecznej codzienności. To chleb nasz powszedni.
PS.1
Boże, jacy my mądrzy jesteśmy! Jakim
uniwersytetem (obywatelskim LGD?)! jest RzN.
PS.2
Jednak nie mogę wyjaśnić wątku białostocko-smoleńskiego, bo by było dużo za dużo.