Korytarz zapełniony ruchliwymi uczniami, ja - jak się okazało - nadprogramowy (nadgorliwość?) dyżurny nauczyciel. Coraz częściej nachodzi mnie ostra myśl, że przecież ja żyję już tylko z rozpędu, bo muszę. Patrzę, obserwuję, czuję... ale nie ma zapotrzebowania na owoce tej pracy. Nie ma zapotrzebowania na spotkanie, rozmowę, dialog?! Komu? Po co? OBCOŚĆ KULTUROWA.
"Pewna rozpowszechniona mentalność
utrudnia Kościołowi i chrześcijaninowi przekazywanie radości
Ewangelii... wiara jest wystawiona na próbę także
w epoce współczesnej, przenikniętej subtelnymi i podstępnymi
formami ateizmu teoretycznego i praktycznego...miniony wiek zaznał silnego procesu
laicyzacji, pod hasłem absolutnej autonomii człowieka, uważanego
za miarę i twórcę rzeczywistości, ale pozbawionego prawdy o tym,
że jest stworzeniem „na obraz i podobieństwo Boga”. Często wierzy się w Boga w sposób
powierzchowny, ale żyje się tak, „jak gdyby Bóg nie istniał”. W ostateczności jednak ten sposób życia
okazuje się jeszcze bardziej destrukcyjny...
... „bożki” fascynują człowieka,
kiedy nie wykracza on poza samego siebie. Jeśli Bóg traci miejsce
centralne, to człowiek traci właściwe mu miejsce, nie odnajduje
już swego umiejscowienia w rzeczywistości stworzonej, w relacjach z
innymi..."
Nic mnie prawie nie łączy z moimi "innymi"w tzw. wspólnocie lokalnej. Dlatego wracam śmiertelnie zmęczony ze szkoły. "Święty Augustyn napisał - "Nie chodź na rynek, wejdź w
siebie. We wnętrzu człowieka mieszka prawda”. To inny aspekt, który możemy utracić w świecie
hałaśliwym i rozpraszającym, w którym żyjemy! Tracimy zdolność do
zatrzymania się i spojrzenia w głębię nas samych oraz odczytania
tego pragnienia nieskończoności, jakie w sobie nosimy,
pobudzającego nas do wyjścia poza siebie i odsyłającego do Kogoś,
kto może je zaspokoić."
Choć jest "Rok Wiary (i Rozumu)" nie ma pędu do spotykania się i dzielenia większą prawdą. Dogmat o prywatności wiary i związana z nim nierozdzielnie postawa zamknięcia, blokady na spotykanie innych-siebie w większej perspektywie zbiera ponure żniwo w naszym życiu. Statystyki odnotowują rosnącą liczbę samobójstw.
Lekarstwo jest pod ręką, ale niechciane."Ten, kto wierzy, jest zjednoczony z
Bogiem, jest otwarty na Jego łaskę, na moc miłości. W ten sposób
jego życie staje się świadectwem nie siebie samego, ale
zmartwychwstałego Chrystusa i jego wiara nie boi się pokazać w życiu codziennym, jest otwarta na dialog wyrażający
głęboką przyjaźń względem każdego człowieka i potrafi
rozpalić światła nadziei, wyzwolenia, szczęścia i
przyszłości. Wiara jest rzeczywiście spotkaniem z Bogiem, który
mówi i działa w historii"
"Chrześcijanin i wspólnota, którzy są aktywni, wierni względem Boga, stanowią najlepszą drogę dla ludzi
pogrążonych w obojętności i wątpliwościach odnośnie
swego życia i działania. Dzisiaj wiele osób ma
ograniczone pojęcie wiary chrześcijańskiej, gdyż utożsamiają ją
jedynie z jakimś systemem przekonań i teorii, a nie z [poznawalną, dotykalną] prawdą
Boga, który objawił się w dziejach, który pragnie spotykać się i rozmawiać z
człowiekiem sam na sam, w miłości. W istocie u podstaw religii znajduje się wydarzenie spotkania
człowieka z Bogiem (w Jezusie z Nazaretu). Chrześcijaństwo jest nie
tyle moralnością czy etyką, ile wydarzeniem miłości, jest
przyjęciem osoby Jezusa".
Miałem nic nie pisać, tylko usiąść po pracy w fotelu i "niech się dzieje wola Boża". Nie pójdę na rynek, wejdę w
siebie. Tym bardziej, że wysiadają kolejne ogniwa naszego bytu, egzystencjalnie i materialnie, w samochodzie, w domowych urządzeniach... lawinowo, skoro nie ma pieniędzy na normalną ich eksploatację, niezbędne inwestycje itd. Ruina, ruina, ruina.
Ale obraz pióra na ekranie filmu wyświetlanego w Ostrówku, w Domu Św. Faustyny, nie dało mi spokoju. "Usiądź i pisz". Pisz, jak jest, a nie trele-morele, żeby się komuś podobać.
Stachura jak znalazł na taką chwilę, w wykonaniu Chodakowskiej. Dzięki ci, pióro na ekranie.
"Do Boga prowadzą świat, natura człowieka oraz wiara innych ludzi - katecheza Benedykta XVI 14.11.2012 r." - wszystkie cytaty strachowskiego katechety pochodzą od katechety watykańskiego :)
Dobrze, że Jasiek, (europejski) Strachowianin nie wytrzymał i napisał, w komentarzu do bezpłciowego strachowskiego anonima zbiorowego (111?!). Niech młodzi ratują młodych od bezpłciowości i innych zagrożeń mieliznami życiowymi. Wielu już się pogubiło. A my-dorośli mamy niechlubną zasługę w przekazywaniu polskich wad prywaty, zawiści i zamknięcia kolejnemu pokoleniu.
PS.
Sędzia wczorajszego meczu Polska - Urugwaj jest moim (i papieża) kolegą po fachu, nauczycielem religii! Herb rozpoczynający tego posta pożyczyłem sobie z jego szkoły. Założę się, że w Szkocji nikt nie wymyślił, aby katechetę nazywać "siewcą nienawiści".

