W korespondencji z kimś (wewnątrz jakiejś instytucji, grupy ludzi, zespołu) zapisałem zdanie, które później mocno mnie zastanowiło i zmusiło do poniższej kontynuacji:
„NN, a co zrobić, żeby wciągnąć
w tę rozmowę innych, czyli toczyć ją w formule dostępnej dla
wszystkich?... Wychowują nie tylko sukcesy ale również porażki!”
Moje porażki:
- nieumiejętność przekazania
bogactwa, które jest mi ciągle dawane. Nie mogę być niemym
świadkiem Cudu, który dla mnie się zaczął 16 października 1978
roku. To mój OBOWIĄZEK indywidualny i pokoleniowy. Wiem już, że nie zdążę i nie potrafię go dobrze wypełnić, bo:
- nie zdążę – bo karteczek z notatkami mam tyle, że nigdy wszystkich nie spiszę, a każda jest zapisem jakiegoś wydarzenia (zew- lub wewnętrznego), ważnego, skoro trafiły na kartkę (bombardując wcześniej kosmicznie-eschatologicznie czyjąś świadomość)
- nie potrafię – bo jest między nami emocjonalno-intelektualny zgrzyt, wzajemna blokada itp., która ma – musi mieć - w czymś swoje korzenie lub rodowód. Nie rozpoznając go, przerywamy łańcuch przyczynowo-skutkowy fatalnie przysługując się rzeczywistości, w której żyjemy i którą kształtujemy (także w wielkim procesie wychowawczym). Nie mogę, nie wolno nikomu (prze)milczeć, jeśli widzi jakieś istotowe i konstytutywne aspekty świata. Ja kiedyś odejdę, problem pozostania.
Porozmawiałem dzisiaj z nowym znajomym
na Facebooku. O dziwo! - to już drugi Michał (Michael, czyli 'Któż
jak Bóg', ale także tytuł czasopisma wydawanego w Kanadzie promującego, ba apostołującego czemuś takiemu jak „kredyt społeczny”, co w czasie poszukiwania nowej społecznej ekonomii też jest bardzo ciekawe), tym razem nastoletni, który mówi o pustelni w
Czatachowej i tamtejszej wspólnocie „Miłość i Miłosierdzie Jezusa”.
Rozmowa z Michałem natchnęła mnie,
wręcz przymusiła, do rozesłania jej świadectwa do całego zespołu nauczycieli RzN
i do wspólnoty „jakiej-takiej miłości i takiegoż miłosierdzia” w
rodzinie Kapaonow, czyli do wszystkich swoich dzieci. Potrafią już czytać
ze zrozumieniem i samodzielnie myśleć. Przecież nie może być
tak, że rozmawiam o wierze i Żywym Bogu z (nie)znajomym
nastolatkiem na Facebooku, a z nimi - nie. I to nie ja, tym razem,
wciągam kogoś w rozmowę, tylko dałem się wciągnąć (nb. wczorajszy zapis w poście: xRy, x
wychowuje y, y daje się wychowywać przez x...).
Co znaczy być
wspólnotą wychowującą? Być jednym organizmem? No a szczytem jest
„być jednym ciałem” w małżeństwie i kościele. To jest
możliwe, jeśli rządzi nami jedna prawda, ożywia zaś jedna wiara,
nadzieja i Jedna Miłość Najwyższa.
Normalność naturalności i naturalność normalności niech rządzi nami wszystkimi. Przeczytałem sobie wczorajszego posta o tym właśnie i znajduje go ciągle wielkim. Prawie doskonałym. Pewnie mi to przejdzie i z czasem stanę się bardziej samokrytyczny odnośnie jego lub do niego (to normalny mechanizm i przeważnie tak się dzieje)?
Oby normalność (naturalność) nami
rządziły. Oby jak najszybciej. Pytanie teologiczno
zdrowo-rozsądkowe brzmi – kto z możnych tego świata najwięcej
korzysta na nienormalności (nienaturalności) gwałcącej rozum i
wiarę? Pozwólcie, że nie odpowiem. Żyłem w takim ustroju 37 lat,
więc niecierpliwię się na każdy kolejny jej wśród nas dzień.
Posłuchałem to i owo z Czatachowej, potrzebowałem wyrobić sobie zdanie. Zostałem ostrożnym
sympatykiem. Następnym krokiem poznania powinna być osobista lustracja :)
Lubię realizm życia religijnego. Źle powiedziałem,
lubię REALIZM w ogóle, jako fundament rozumnego i
normalnego życia. Nie przepadam za wyróżnianiem życia religijnego
jako jakiegoś podzbioru jakiegoś życia w ogóle(?). Mój realizm mówi o jednym życiu, jednym
Bogu, rozumie i wierze. Czy mam też wyróżniać życie naukowe, internetowe itp. w
moim życia-rysie? To jakieś igraszki lub wręcz absurd. Moje życie
ma być jednością, bardzo się o to staram, wchodząc z tego
powodu w liczne konflikty z publicznością.
W nocy, ale jakże mądrzejszy tą nocą
także w dzień, kiedy się odrobinę pogubię lub zagotuję sięgam do
doświadczenia - i słów, które tyle przyniosły i niosą pokoju -
z wczorajszej naszej mszy w intencji wychowania, a jak
wiadomo, wychowanie jest naszym wspólnym po-wołaniem -
„Abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa.”
Ten tekst można
sobie czytać, mruczeć, recytować, a nawet śpiewać – działa
jak mantra. Spróbujcie z psalmodią lub całkiem po swojemu :-)
PS.1
Przecież
to dar natury, że jedni są bardziej (uzdolnieni) praktycznie, inni
teoretycznie. Nienormalnym by było, gdy nie potrzebowali siebie i
nie potrafili cenić siebie nawzajem i efektów swojej ciężkiej
pracy. Muszą jeszcze umieć to sobie powiedzieć i okazać, czego
sposób też pewnie da się uzgodnić, dobre jest np. AI,
Appreciative Inquiry, doceńmy
się wreszcie, chętnie składając (liturgicznie i nie) Bogu i sobie
dziękczynienie. I co wtedy będzie? ŻYCIE wszystkich i każdego
ciekawsze, lepsze, piękniejsze i bardziej prawdziwe. Wierzę w to i
mam nadzieję.
PS.2
Czemu tyle Roberta Schumana u mnie dzisiaj? A czemu nie. Przecież 14 maja 2004 Kościół Katolicki rozpoczął jego proces beatyfikacyjny.
„W osobie Roberta Schumana, kandydata na ołtarze, nazwanego przez wielu „ojcem Europy” spotykamy prawnika, polityka i ekonomistę oddanego sprawie człowieka i jego kultury, a przede wszystkim kultury chrześcijańskiej Europy, z którego bogactwa sam nieprzerwanie czerpał, za którą cierpiał od dalekich i bliskich oraz dla której niestrudzenie pracował”.(JPII, 1982)
"Symbolem szczególnym jest wybór patrona Auli Głównej [UKSW] Roberta Schumana, ponieważ był on wielkim człowiekiem, wielkim politykiem, wielkim chrześcijaninem i katolikiem. Zasłużył na męża stanu będąc człowiekiem dalekowzrocznym. - Mamy więc wychowywać na tej uczelni ludzi, którzy potrafią myśleć daleko. Tej dalekowzroczności życzę wszystkim"(Ks. kard. K. Nycz, Wielki Kanclerz UKSW).
„Wasza Fundacja [im. Roberta Schumana na rzecz Współpracy Chrześcijańskich Demokratów w Europie] może brać przykład z osoby swego patrona. Jego działalność polityczna była bez reszty poświęcona służbie fundamentalnym wartościom wolności i solidarności, rozumianym w pełni w świetle Ewangelii.
Drodzy przyjaciele, w tych dniach, poświęconych refleksji nad Europą, warto przypomnieć, że wśród głównych rzeczników ponownego zjednoczenia tego kontynentu byli ludzie kierujący się głęboką wiarą chrześcijańską, tacy jak Adenauer, De Gasperi i Schuman. Czy możemy na przykład nie docenić faktu, że w 1951 r., przed rozpoczęciem trudnych negocjacji, które miały doprowadzić do przyjęcia Traktatu Paryskiego, postanowili oni spotkać się w klasztorze benedyktyńskim w dolinie Renu, aby modlić się i medytować?”(JPII, 7 listopada 2003 r.)