Gospodarzem szkoły jest Grażyna. Dzięki niej coś ciągle się w szkole dzieje. Pinokio to bohater z bajki. Nos mu się wydłuża po każdym kłamstwie.
Nie tak dawno ktoś wymyślił w gminie, że Grażyna jest złym gospodarzem. Śmieszny jest Pinokio, tak w bajce, jak w gminie. Nos znów mu urósł o parę centymetrów.
Głupotę łatwo się wymyśla i łatwo powtarza. Wystarcza zawiść i zła wola. Prawda wymaga wysiłku, trzeba poznać fakty.
Czemu mnie to złości? Czemu piszę teraz? Mam w pamięci wybiórcze wielkie chwile z życia szkoły i gminy i świeże fakty medialne.
Mam w oczach obraz jak na klęczkach malujemy na asfalcie, Grażyna, Iwona, pan Krzysiek i ja, linie do koszykówki. Farbę dała pani Danusia. Asfalt i konstrukcję razem z robocizna podarował starosta Konrad. Wójt nic nie dał. Z boiska korzystaja nie tylko uczniowie, ale każdy chętny mieszkaniec gminy.
Inny obrazek znam z opowiadań, bo sam nie pomagałem. Grażyna razem z nauczycielkami i rodzicami skrobie ściany, myje, aby pomieszczenia klasowe ładnie wyglądały. Po kolei klasy, korytarze. Jak trzeba było, ściany przestawiała, zmieniała wykładziny, zrobiła łazienki (poprawiała cudze projekty). Powstały nowe pomieszczenia, pokój nauczycielski, klasy, biblioteka, pokój socjalny, kuchnia...
Dzieci i młodzież wprowadzała w nowy świat, na salony, do kancelarii Prezydenta RP, na prezentację ich pracy na Zamku Królewskim. Grażyna, dyrektor i gospodarz szkoły, szukała i znajdywała hojnych sponsorów i darczyńców, zajrzyjcie na listę opublikowaną na www i na srebrne gwoździe na drzewcu pięknego sztandaru szkolnego. Dzięki Annie i Maciejowi Formanowiczom wysłała grupę 18 uczniów na darmowe kolonie artystyczne. Stworzyła szkolne koło Caritas, które teraz, pod kierunkiem Basi Janus owocnie pomaga nie tylko starszym mieszkańcom i uzbierało bardzo konkretne kwoty dla pogorzelców, ale jeszcze adoptowało na odległość dziewczynkę z Afryki i pokrywa koszty jej kształcenia. Trzeba mieć wizję. Trzeba być człowiekiem.
Norwidowską (cykliczną) imprezą plenerowym - Vademecum - Grażyna wyrobiła nam markę na całym Mazowszu. Nie tylko szkole. Gminie. Telewizja nie przegapiła tego wydarzenia. Trzeba być wrażliwym Polakiem. Trzeba kochać gminę i jej historię.
Szkoła nie tylko wyładniała, zmieniła całkowicie swoje oblicze. Ile osób z zewnątrz - z Mazowsza i z Polski - to dostrzega, chwali, nadziwić się nie może - "ach, jak u was czysto, jak ładnie". Szkoła ma tytuły - Szkoły z Klasą, Szkoły Uczącej Się (SUS), wprowadziła Ocenianie Kształtujące (OK) itp. Można sprawdzić statystyki, ile szkół postawiło sobie tak wysokie wymagania i im sprostało. Nie w gminie i w powiecie. W Polsce! Z zewnątrz widać lepiej. Wewnątrz - niektórych ludzi zaślepia zawiść, stara, chyba odwieczna polska wada narodowa.
"A mury runą, runa, runą...". Wiele murów musiało runąć, żeby powstała Rzeczpospolita Norwidowska. Dzisiaj każdy odpowiedzialny mieszkaniec jest z niej dumny. Każdy wójt, były, obecny i przyszli - musi sobie cenić i korzystać z takiej perły w koronie. To Dyrektor szkoły, jej GOSPODARZ, w największym stopniu przyczynił się do rozsławienia naszej gminy w ostatnich latach. Sprawdza się gorzkie powiedzenie - "żeby uznali twój sukces, muszą ci go najpierw wybaczyć"!
Żeby być gospodarzem nie wystarczy mury burzyć i wznosić. Gospodarz musi mieć wizję! Musi wiedzieć, czego chce dla placówki, za którą wziął odpowiedzialność. Musi ciągle się rozwijać, czytać, studiować, spotykać i szkolić. I nawet nie wystarczy żyć swoja pracą! Trzeba jeszcze być człowiekiem otwartym i szczerym! Trzeba rozmawiać, pisać, dyskutować o swoich wizjach. Tylko tak można je szlifować i udoskonalać. Nie wolno w sobie skrywać planów i pomysłów. Bo wtedy one się kiszą i wyjdą wszystkim bokiem. Bo wtedy rodzą się w nas dyktatorzy, albo żałosne 'dupki', które będą w sobie odmienić "ja" przez przypadki. Ja wam to, ja wam tamto, ja, ja, ja... Nikt wybierany nie ma do tego wystarczającego tytułu. Ma wypełniać funkcję, do której został wybrany, za co wyborcy z podatków mu płacą. Ani prezydent, ani wójt, ani, ani. Już bardziej właściciel i ktoś z konkursu. Żaden jednak kulturalny człowiek nie będzie nadużywał formy "ja", będzie się krępował, lub wstydził. Zwłaszcza chrześcijanin (ci mają nawet obowiązek nawzajem się pouczać).
Grażyna, dyrektor i gospodarz, potrafiła wprowadzić zmianę. To jest najtrudniejsze na stanowisku managera. Bo trzeba ogarnąć całość, trzeba ją przemyśleć i mieć siłę i determinację, żeby zaproponować nową jakość. Trzeba wykonać gigantyczna pracę, żeby przekonać do tego wszystkich pracowników i ich do nowej jakości przygotować, wyszkolić, dopracować, dopasować dziesiątki, setki (tysiące?) szczegółów. Ile projektów, programów, warsztatów szkoleniowych stoi za zmianą w naszej szkole! Kto to zliczy? Ile godzin - najpierw nad pracą koncepcyjną, potem nad pisaniem wniosków, pozyskiwaniem pieniędzy, trenerów itd. Ile wyjazdów, ile kilometrów przejechanych wzdłuż i wszerz Polski! Ile konfliktów - większych i mniejszych - po drodze. Ile bezsenności. Ile łez.
Porozmawiajcie z tym "złym" gospodarzem, przyjdźcie się podszkolić. Wiele cennych rad dostaniecie od niej za darmo. Chętnie się podzieli swoim doświadczeniem i wiedzą. Ogromnym doświadczeniem i ogromna wiedzą. Zmienił się nie tylko wygląd (na europejski) szkoły. ZMIENIŁY SIĘ JEJ FUNDAMENTY. I to w czasach nieprzyjaznej władzy(!), gdy gospodarz i gospodarze gminy nie sprzyjali zmianom. Ile można by zrobić, jak daleko można by zajść, gdyby nie kłody rzucane pod nogi. Przez rok były wójt (że nie wymienię nazwiska) intrygował, żeby tylko Grażyna nie została dyrektorem! (Czy ktoś go za to rozliczył?). Pięć lat czekaliśmy cierpliwie na łaskawe zaakceptowanie nazwy szkoły, która nas teraz rozsławia (w kraju i zagranica).
Fundamentem szkoły jest wizja, która obejmuje przede wszystkim procesy dydaktyczne, wychowawcze, funkcjonowanie zespołu ludzkiego, sposób oceniania, nagradzania, szkolenia, współpracę z rodzicami, integrację ze środowiskiem lokalnym, w tym międzypokoleniową (inni zaczęli to później naśladować)...
Większość nauczycieli porobiła nowe uprawnienia (w tym dyplomowania). Niektórzy stali się moderatorami nowego myślenia o szkole i szkolą innych nauczycieli w kraju.
Jeśli tyle zrobił przez lata (dni i noce pracy) "zły" gospodarz, to ile zrobiłby dobry? Chyba by całą gminę przeniósł do Ameryki i uczynił z niej kolejny stan USA :)
W każdym wypadku jedyną drogą do cudu jest wiara, rozum, szczerość, otwartość, wolność wewnętrzna (w przeciwieństwie do każdej formy wewnętrznego zniewolenia).
Nota bene, ciekawy jestem, czy wójt i Rada Gminy wiedzą, ile pieniędzy pozyskał "zły" gospodarz dla szkoły i gminy?
Szkoła jest najbardziej nowoczesną i nowocześnie zarządzaną instytucją w gminie. Daleko za nią zostały pozostałe. Skoro tyle można osiągnąć pod "złym" gospodarzem, to niech jak najszybciej ujawnia się ci dobrzy. Czekamy i życzliwie kibicujemy. Niech wprowadzą zmiany na swoim terenie, niech wprowadzą nowoczesność wizji i zarządzania. Każdy ich (wasz) sukces będziemy traktować jak własny. Będziemy się autentycznie cieszyć ze wspólnego dobra. Nie będziemy was szkalować epitetami w stylu "zły gospodarz". Ale najpierw trzeba się czymś porównywalnym(!) wykazać. Nie wkraczajcie bezpardonowo (arogancja władzy?) na nie swój obszar z arbitralnymi sądami! To łatwa pokusa, ale skutki opłakane dla wspólnoty lokalnej.
Tak łatwo jest, będąc na eksponowanym stanowisku, dać się uwieść pochlebcom. Podszeptywaczom obelg na innych. Tych zawsze jest wielu wokół rządzących. Jałowych zazdrośników. Pinokiów.
Trudno, ale coś przeciwnego - dostrzeganie nawet najmniejszego dobra - jest podstawowym obowiązkiem każdej władzy. Jan Paweł II powtarzał za Soborem Watykańskim II na spotkaniach z rządzącymi - "Jakie motywy życia i nadziei przedkładacie rządzonym". To jest trudniejsze, wymaga przede wszystkim postawienia na pierwszym miejscu postaw etycznych. Także samodzielnego, osobistego osądu. Rozróżnianie dobra i zła jest wyższą szkołą jazdy. Szczerość i przejrzystość jest w tym przypadku chyba szkołą najwyższą.
Są ustawy kompetencyjne. Jest ustawa samorządowa i o systemie oświaty. I o pracownikach samorządowych. Primum non nocere. Po pierwsze - nie szkodzić!
Dlaczego teraz o tym piszę? Żal do ludzi powtarzających złośliwie głupoty o "złym" gospodarzu mam w sobie od tygodni - siedzi gdzieś głęboko we mnie. Mnie niszczyli przez 16 lat, wiem, co czuje Grażyna. Dobrze, że Pinokio przyszedł do mnie z pociechą. Pomaga mi swoim długim nosem klikać w klawiaturę. Umiem się gorzko uśmiechać.
Wielkim bodźcem i znakiem była wczorajsza korespondencja. Najpierw z Caritasu - "pozwalam sobie do Pana napisać z prośbą o przekazanie informacji Pani Grażynie i kolonistom, że wszyscy się tu w Caritas nimi zachwycamy i info ślemy w Polskę.
Poniżej są dwa linki z tą samą informacją:
1) www.warszawa-praga.caritas.pl/
2) www.caritas.pl/news"
Raduj się wspólnoto gminna. To pochwały (podziw) dla naszej strachowskiej kolonii, tworzonej od 12 lat. Dla naszych zdolności organizacyjnych, pedagogicznych, wychowawczych. To, czym żyje kolonia, jest tym samym, co Grażyna, dyrektor, "zły" gospodarz, wciela w życie szkoły i gminy. Zajrzyjcie na zeszłoroczny projekt sierpniowy "Artystyczny Wóz Drzymały", a i na ogniska w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, czy w naszym ogrodzie, kończącego pracowite lato.
Druga korespondencja, permanentna od piątku przed-kolonijnego, od godz. 19.36, jest z USA. Korespondencja na wyżynach duchowych i intelektualnych - "To see you in Poland living and working with children is to watch the eucharistic life we share as a truly universal one. It affects me deeply to experience the universality of our church in this way.
Thank you for the compliments on our neighborhood. I admit the place where we live was a total gift from God. We get to be among priests and nuns and our children get to go to a school where hey get daily mass.
I am looking forward to hearing more about your school, Headmistress. Your new friend in Christ, Lucy".
Z kim mamy rozmawiać u nas o perspektywie współpracy ze wspólnotą amerykańskiej parafii Świętej Teresy z Lisieux (od dzieciątka Jezus)? Chyba trzeba poruszyć całą duchową Rzeczpospolitą Norwidowską.
Gdybym tego wszystkiego nie napisał, nie wyrzucił z siebie, droga do owocnego i zintegrowanego współdziałania (w tym szkoły, parafii i gminy) byłaby jeszcze trudniejsza. Wielkim sprawom niedomówienia nie sprzyjają. Potrzebują clearingu. Bo choć mój rozum i wiara nie pozwalają mi żywić uraz, to emocje siedzą głęboko. Jeśli ci, którzy lekkomyślnie, lecz jednak z jakąś ukrytą intencją, powtarzali oskarżenia o "złym" gospodarzu szkoły nie zdobędą się na słowo przepraszam, to choć będę z nimi rozmawiał i współdziałał, to zawsze (podśmiadomie?) będę widział ich dłuuugie nosy. Niczego nie oczekuję od osoby, która wymyśliła (wykoncypowała) tę obelgę. Zło rodzi się w niewidzialnym królestwie. To jest strasznie mroczne królestwo, lepiej niech się nie objawia. Niech zniknie.
Dlaczego teraz piszę? Bo to chyba jedyny moment. I możliwe jest tylko przed ich powrotem z kolonii. Przed powrotem "złego" gospodarza-dyrektora-matki-żony- kierowniczki, a przy tym - o paradoksie - prawdziwego LIDERA (dyplomowanego przez PAFW), bo a nuż by mi nie pozwoliła tego opublikować?! Na pewno zaś nie miałbym wtedy takiej jasności, ostrości i wolności widzenia spraw. Powróci młyn.
PS.
Czy tylko ja powinienem o tym pisać? Ruszcie się młodzi. Śmiało żądajcie nowoczesności w strukturach władzy. Stawiajcie im wysokie wymagania, na miarę czasu i na miarę osiągnięć szkoły - Zespołu Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Odezwijcie się czytelnicy bajek.