
1.
W telewizji króluje drożyzna, "jakiś" kolejny ślub stulecia i równe im w hierarchii bytów priorytety medialne. Dla mnie nadeszła chwila prawdy. Kolejna. Po, na przykład, decyzji małżeńskiej. Przepiszę notatki z wczoraj.
A) - Kiedy wchodzimy i klękamy/klękają (dzieci i niektórzy dorośli) w kościele na chwilę w ciszy, czasem oczy zamkną. Co wtedy jest w nas? Co się dzieje? Liczy się najpierw relacja, potem dopiero obraz jakiegoś boga. Ta chwila jest/może być wyznaniem i przyznaniem się do świata duchowego, do jakiejś realnej bardzo potrzeby; oczekiwaniem i nadzieją. Gdyby ją zapisał co niektóry!
B) - Rola gadżetów w moich katechezach. Zawsze staram się wziąć coś ze sobą, od 28 lat. Mogę to na lekcji jakoś wykorzystać, lub nie, może przeleżeć obok mnie na stoliku. Ale przeważnie coś jest. Czemu? Po pierwsze, zawsze jakoś samo coś mi wpada w oczy, w ręce. To coś jest jakąś wartością dla mnie. Intelektualną, artystyczną... Osobistą. To jakoś reprezentuje świat moich wartości osobowych, osobistych, nie instytucjonalnych na pewno. Czyli nawet w ten sposób, który poddaję jakiejś obróbce myślowej dopiero teraz, wyraża się moja metodyka "ja i ...". Na katechezie nigdy nie jestem - wobec uczniów - sam. Wobec Kosmosu i Wieczności. Jest oddech kultury i... Dech, tchnienie jest obrazem Ducha. Ducha Świętego też. Ruah!
C) - Wolność księdza Kubka też brała się m.in. stąd, że nia dał się zniewolic instytucjonalnie. "Nie miałem w życiu wrogów wśród ludzi świeckich. Wśród księży i owszem. Wielu nie mogło mi przebaczyć np., że nie sprzedawałem opłatków. A ja chciałem, żeby ludzie w święta mieli na stole coś ode mnie, od kościoła, więc chodziłem i rozdawałem. Nie brałem często za pogrzeby, nawet za śluby.
Nie tak dawno, z okazji 40-lecia kapłaństwa, przyszła pani redaktor i chciała przeprowadzić wywiad. Ale nie jakiś tam. - Będę zadawała pytania według "siedmiu grzechów głównych". Zgodziłem się, bo czemu z okazji rocznicy miałbym się chwalić. Wielu księży miało mi to za złe. Były biskup też mnie nie lubił i często dokuczał. Jak przyszedł nowy, wezwał mnie do siebie. Księża się cieszyli, że i ten mi wygarnie. Zeszło na sprawę wywiadu. Poprosiłem, żeby nim wyda werdykt, posłuchał. - Dostałem list, w którym jakaś pani napisała, że skoro ksiądz ma tyle na sumieniu, to i ona, po 40 latach przełamie się i pójdzie do spowiedzi.
Nie pamiętam, co ksiądz biskup na to. Chyba nic już nie mógł na to poradzić."
No i jeszcze ta dedykacja - "Józiowi, Cząstkę Piękna moich Karkonoszy, z okazji Imienin i Spotkania, w dowód Przyjaźni". KTO DZISIAJ TAK PISZE? Trzeba mieć dziecięcą duszę. Ot, i mam odpowiedź na pytanie księdza rekolekcjonisty. Szczerość i ufność - to chciałbym mieć od dzieci.
Księże Kubku, Żywa Książko z Żywej Biblioteki w Jeleniej Górze, księże od Michałowic w serc Twoich Karkonoszy - Dziękuję. Świętemu Józefowi, patronowi rodzin, także.
D) - Miejsce wartości duchowych w życiu wspólnoty - zapisałem także w kościele. Widać coś chodzi mi dłużej po głowie, bo aż trudno podać trasę tej myśli na kartkę w kościele, zapisaną Parkerem. Ale jestem pewny, że wszystko się łączy. Już od wyjazdu z LGD na Węgry, potem do Allendorf itd.
No bo proszę podać mi ostateczne powody, dla których w ogóle coś robimy! Nie wszyscy naraz, mówcie po kolei :-)
Ze mną jest tak:
- to na pewno nie są moje plany, i chęci. Raczej przyjęcie jakichś faktów. Uznanie i akceptacja konkretnej sytuacji. Jakiej? Jak ją zdefiniować? No właśnie, warto się potrudzić. Jak daleko zajdzie nasz rozum i pamięć w rozpoznaniu pajęczyny zdarzeń i przyczyn, bliższych lub bardziej oddalonych? No więc (wybaczcie tę stylistykę, przecież wszystkie panie od polskiego, pana nie miałem, powtarzały, że nie zaczyna się zdania od "więc") - muszę pominąć długie opisy i przejdę do pointy, która wyświetliła mi się w kościele.
ROBIMY TO, CO PODSUNIE NAM DUCH ŚWIĘTY.
W NIM/Z NIEGO PRZYCHODZIMY NA ŚWIAT,
W NIM JESTEŚMY
I Z NIM/W NIM ODCHODZIMY.
PRZEZ CHWILĘ JESTEŚMY JEGO UOBECNIENIEM
(I OBRAZOWANIEM) NA ZIEMI
(W ŚWIECIE KULTURY i NATURY).
E) - Ciąg dalszy był na lekcjach. W klasie 1-szej, stojąc jak zawsze na początku w ciszy przed krzyżem, stawiam pytanie sobie i dzieciom - "Umarł za nas na krzyżu. Dlaczego aż tak?"
Jak można nie próbować (całe życie) odpowiedzieć sobie na to pytanie?! Odpowiedź z katechizmu "bo nas kocha" - może być tylko początkiem (i końcem) myślenia. Jezus z Nazaretu to zrobił. Najpierw zapowiedział. I żył tak, by dorosnąć do zadania. I je wykonał. JAK MOŻNA NIE ZASTANAWIAĆ SIĘ NAD TYM FAKTEM! Bez względu na wiarę i niewiarę. Bierzmy sprawy historycznie i psychologicznie i filozoficznie i jak tylko chcemy. Ktoś umarł za nas, aby coś nam dać! Co dał, co ciągle daje?
Wymyślanie teorii i filozofii życia bez uwzględnienia tego faktu jest skrajną niewdzięcznością i ślepotą. Odrażającą, obrażającą dobre zdanie o człowieku. Dwa tysiące lat temu zostało nam zadane (Ludzkości) myślenie (nie lekceważąc i nie ignorując innych, wcześniejszych i późniejszych propozycji). Bez którego nie da się być homo sapiens.
Wiara i kościół dla mnie, to jest to pytanie. Instytucja kościoła jest tylko pomocną strukturą (czasem szczudłem). Wierzę mocno w osobę i wspólnotę. I jedna rzeczywistość i druga nie może istnieć bez dawcy. Bez owego "i"..., które biorę ze sobą na katechezy.
F) - Siedzę na jednej z gwiazd, choć pieski przydrożne obszczekują i łapią za nogawki. To jest moje tu i teraz. Mam poczucie, że tym blogiem zasłużyłem choć na połowę dyplomowania z katechetyki (choć się tak nie stanie miłości mojej - bo któż o mnie stoi - tęskno mi Panie):(
Tak, jak Małysza interesowały tylko "dwa równe skoki", tak mnie - udana katecheza. Tylko, i aż tyle. Jeśli udana, tzn. dotknęliśmy Boga i "wypełniło się".
G) - Maszyny od statystyk wykryły, że ten post ma coś zbieżnego z innym, wcześniejszym. Zajrzałem, potwierdzam.
2.
Kiedy napiszę coś mądrego, a zdarza się, wuj mówi, że napisanie nawet jednego dobrego zdania to już jest coś - nachodzi mnie błogość. Mogę jeść wszystkie niezdrowe rzeczy, bimbać, albo spać. Tak to działa. Cóż mi po jutrze. Wypełniło się. Teraz i tutaj.
Dziwię się tylko czasem, że świat nie drgnął w posadach. A potem znów jest wszystko, jak było. "Jedźmy, nikt nie woła".
3.
Pożyczyłem sobie zdjęcie z Jaśka bloga. Trójka młodych Polaków, dwa Erasmusy, Jasiek i Justyna z bezapelacyjnym zwycięzcą XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina (2005) Rafałem Blechaczem przed Sala Koncertową w Teatro Comunale di Bologna.
Rzeczpospolita Norwidowska mnie usprawiedliwia. I nam i jej potrzebne są takie chwile wytchnienia. W programie recitalu były utwory:
- Wolfgang Amadeus Mozart (1756-1791) - Variazioni in do maggiore KV 264
- Claude Debussy (1862-1918) - Pour le piano- Karol Szymanowski (1882-1937) - Sonata in do minore op. 8 n. 1
- Fryderyk Chopin (1810-1849) - Prima Ballata in sol minore op. 23, Due Polacche op. 26, Quattro Mazurche op. 41, Seconda Ballata in fa maggiore op. 38
Znam nawet ceny biletów - Costo dei biglietti: platea – palchi I e II ordine: euro 60,00; palchi III e IV ordine: euro 40,00; balconata: euro 10,00.
Recenzje z koncertu są tutaj :-)