7 lutego 2011

Błoto i hehodos, hohodos, że hej!

Błoto nas zalewa. Jeszcze nie tak, jak w tropikach, jest zimne, pośniegowe, od zeszłej wiosny niebywałe. Przez 21 lat jakoś sobie radziliśmy. Czyżbyśmy mieli polec właśnie teraz?
Szlag mnie trafia. Rzucam błotem na lewo i prawo. Skądże nadejdzie nam pomoc?
Pokazali gminę w poznańskim, w której, podobnie jak u nas, gdy poziom wód się podniesie, błoto odcina mieszkańców od świata. Nas, w telewizji interwencyjnej jeszcze nie było.
Mam wyrzuty sumienia, po świecku - kaca moralnego - że znów będę się wymądrzał, wędrując po wyżynach niebieskich, kiedy jednocześnie tkwimy rodzinnie w błotnej depresji.
Dobrze, że Jasiek, Zosia, Łazarz i Hela mogą suchą nogą wychodzić, wracać. Niech zamieszkają sucha ziemię i zielone pastwiska. Każdy musi iść swoją drogą. Każdy musi ją znaleźć. Droga w języku greckim to he hodos. Lekcję na temat słowa dał mi blog Jakuba Ruszniaka

Musiałem poszukać znaczenia słów. He hodos (choć zdarza się użycie z błędnym rodzajnikiem - Ho hodos). Znalazłem wstęp do greki.
Każdy język ma swoją filozofię zakamuflowaną w gramatyce. "The GENDER of a Greek word is indicated by the gender of the definite article ("the") that you learn along with the word. For example, when you learn the word for "general," you will learn it as ho stratêgos, and the ho will indicate that it is masculine. The word hodos, by contrast, meaning "road," is feminine, even though it has the same ending (-os) as stratêgos. You will learn it as hê hodos, and the hê will indicate that it is feminine. (The English term "odometer" derives from the combination of hodos [road] with metron [measure]".

Wczoraj do poduszki kołysał mnie papież. Myśląc o niepewności następnego dnia, choroby i błota, wyobraźnia przeniosła mnie do Watykanu. Co robi papież ze swoimi kłopotami i nastrojami? Robi swoje. Następnego dnia grafik mu pomoże. Wstanie o stałej godzinie, pomedytuje, mszę świętą odprawi, kawę wypije,zje śnaidanie, przeczyta, wysłucha nowości, będzie miał pierwsze spotkanie, audiencję króla, albo szejka itd.itd. Papież stabilizuje kościół. Papieża stabilizują nawet zwykłe, codzienne obowiązki. Czy może ich się wyprzeć? Czy może uciec? Może. Ale w imię czego? Nie wychodzi się z takiego ogromu w pustkę, nawet pod wpływem największych podłamań i wątpliwości. "Panie, do kogóż pójdziemy???".
Papież ustabilizowany, mnie stabilizuje. Stabilizuje ten świat.

Starałem się nie zgubić od wczoraj myśli, że "trzeba więcej Ewangelii w naszym życiu, niż katechizmu". Przyszło to do mnie z wczorajszych czytań liturgicznych. Odczytałem je jak głos w dyskusji, którą prowadzimy (prowadzą, ja tylko wpadam) chłopaki na Jaśka Fb. Wkleiłem wczoraj post z samych cytatów. One mówią więcej, niż ja mogę wymyślić. Stąd ta oczywistość, że bardziej potrzebujemy Ewangelii niż katechizmów i przywiązania do własnych upodobań religijnych. I tak, przez modlitwę rodzinną, notatki, myśl weszła do bloga.
Szkoda, że tak mało osób włącza się w tę dyskusję.

Czytając hehodos/hohodos.blogi zaszedłem na stronę pastora Jamesa H. Rickarda. Też ładna.
← PoprzedniJa, duszek dwunożnyNastepny →Non abbiate paura! - Nie lękajcie się! - Nie lękajmy. (1, 2)