Wczoraj zgubił mi się pierwszy wpis. Tak to bywa z kiepskimi komputerami i łączami internetowymi. Pierwszą część odtworzyłem - "sukces czy prawda". Drugiej nie. Było w niej "czekanie na śmierć". Ani się nie martwcie, ani nie cieszcie. Temat jest piękny. Wymaga wyjaśnienia. Wymaga ogromnej szczerości. Jak nie dziś, to jutro.
Dzisiaj zacząłem od Syllabusa Piusa IX. Nadrabiam zaległości w dialogu z Lucy. Syllabus (w tł. M.Wojciechowskiego, z którym uczestniczyłem w jakimś kongresie studenckich organizacji nt. turystyki, w Broku, w trakcie powodzi) zdziwił mnie aktualnością. Większość błędnych tez jest fundamentem dzisiejszego, niby "nowego" ateizmu.
Marysia myje rano zęby długo i dokładnie. Tyle wystarczy, żebym był szczęśliwy. Szczęście jest dla mnie sensowne. Nie wyobrażam sobie nawet szczęścia opartego na doznaniach zmysłowych. A, moim zdaniem, ateizm jest taką - bardzo nieraz zawoalowaną próbą. Wielkie uogólnienie? Być może. Wracam do syllabusa.
Nie chce mi się po nic jechać do Strachówki. Każdy wyjazd podkreśla inność. Tak się porobiło, trzeba uznać fakty. 16 lat pracowała na to grupa ludzi byłego ustroju gminnego. Wyobcować mogli tylko z oficjalnych struktur. Jest jeszcze coś więcej. Zwłaszcza wczasach internetu i globalizacji.
Czuję się częścią kultury światowej. Z wielu racji. Przede wszystkim jest katolikiem, jestem częścią apostolskiego, powszechnego kościoła - wspólnoty. Bez granic ras, języków, kultur i tradycji. Jesteśmy globalną wspólnotą - to najpierwszy i najwyższy przejaw globalizmu.
Olka kręci w głowie i chwieje. Kazałem mu dobrze umyć zęby i nawdychać się powietrza, by wykorzystał zawarty w nim tlen, O2. Potem zjeść śniadanie, kaszlał w nocy, słuchałem z małym niepokojem, teraz z przyjemnością go adorowałem przy jedzeniu. Ożył. Życie bywa takie proste.
Grażyna, animator i lider partycypacyjnej gminy, jest z grupą roboczą na styku trzech województw. Wizyta studyjna z AS-em. Tematem jest turystyka, a właściwie gminna polityka turystyczna.
Na mnie także spadł syllabus turystyczny nieoczekiwanie. Polska zwyczajność nadzwyczajna, która się objawiła w drugim pięćdziesięcioleciu XX wieku. Nazwę paru po imieniu ; św. Faustyna, św. Maksymilian, kardynał Wyszyński, Wałęsa/Solidarność, Jan Paweł II. A nawet nasz Norwid. Ludzie chcą poznać i jeśli się da, zrozumieć, co wówczas się stało (działo). Jest globalny katolicyzm, jest zapotrzebowanie. I dlatego też vice versa się rodzi. Jest nowy trend turystyki światowej - człowiek wierzący. Zapotrzebowanie na normalność!
Następnie zobaczyłem w telewizji reklamę fundacji mama i tata. Podpisałem list "Cała Polska chroni dzieci", zapisałem się na subskrypcję powiadomień o ich działaniach.
Nie jestem przeciw gejom. Bo cóż to by miało znaczyć u kogoś, kto jest tolerancyjny od urodzenia, nie uznaje rasizmu i innych -izmów. Są. Mają prawa obywatelskie. Mogą tworzyć stowarzyszenia, fundacje i grupy wsparcia. Ale małżeństwa mogą być tylko między mężczyzną i kobietą. I tylko w takich małżeństwach rodzą się dzieci. Tylko w kochających się rodzinach jest odpowiednie miejsce ich wychowania. Tolerancja wymaga najpierw logiki. Kto chce komuś pomoc, zawsze może. W pojedynkę lub w grupie wsparcia. Udawanie czegoś innego niż jest rzeczywiście - jest pierwszą formą oszustwa, krzywdy wyrządzanej innym. Jest echem "pierwszego oszustwa" - "Będziecie jako Bóg".
Jakie motywacje mają pary homoseksualne starające się o legalizację związku, jako małżeństwo, i adoptowanie dziecka?
Wracam do syllabusa Piusa IX.
PS.
Po rozmowie z Grażyną, z warsztatów partycypacji publicznej muszę dopisać, całkiem a propos -"jest integracja społeczna i schizofrenia społeczna".