W istocie jest wszystko. Bóg jest w całości. Takie slogany mi się napisały. Ładne. W skrócie łatwiej zapamiętać wielkie prawdy.
Przeżyłem mały dramat. Przyszło coś wczoraj, zapomniałem. Żarło mnie to pół wieczoru. Przestroga dla wszystkich - dostajesz, natychmiast zapisuj. To jest powinność i wielka odpowiedzialność. Co innego, gdy sam coś wymyślisz. Nawet jak zapomnisz, widocznie nie warte było. Ale gdy dostajesz z wysoka! Przyjdzie się kiedyś rozliczyć.
Do tej pory wraca wewnętrzny niepokój. Co to było? Przeszukuję całą pamięć i wszystkie okoliczności wieczorne. Czy to było związane z robieniem herbaty, czy z kotkiem na stole. Kotek miauczał u Marysi za pazuchą, ale postawiony w zamęcie stołu wykazywał dużą werwę. Zbywał obawy i nurkował w nieznanym mu świecie. Myszkował między komputerem, książkami, szklanką itd. Instynkt poznawczy zwyciężył stres rozdzielenia z rodziną. Może wtedy pomyślałem, że poznawanie ma swój początek i kres. Początkiem jest matka, a kresem Bóg. Matka - bo najbliżej. Bóg - bo jest największym wyzwaniem dla rozumu i wiary i całego bytu ludzkiego. Także dla kultury. Jan Paweł II pisał, że "osią każdej kultury jest postawa człowieka wobec największej tajemnicy: tajemnicy Boga!".
Z Bogiem zaczęliśmy dzisiejsze posiedzenie Rady Pedagogicznej. Ogieńkiem świecy. "Oto światło Chrystusa". Nie jeden raz będzie mnie ratowało od frustarcji. Choć rada była piękna. Pokazała głębię. Wójt był na początku.
Świadomość dobra zwycięża pokusy złorzeczenia. Appreciative inquiry! Tej zasady nie tknęliśmy jeszcze od strony teoretycznej, ale w praktyce przyświeca większości naszych działań.
Najpiękniejsza była runda samozadziwień, odkryć, uświadomień. Czy dostrzegam jakąś zmianę? - brzmiała zachęta do wynurzeń (w bardzo dobrym znaczeniu, w najlepszym). To dzielenie się sobą. Osobowy wymiar naszej wspólnej pracy.
Padły piękne słowa - "dobrze mi tutaj". Ktoś inny się "zadomowił". Słuchaliśmy się w ciszy, w skupieniu i poszanowaniu. W poszanowaniu tajemnicy, którą powierzaliśmy sobie nawzajem. Tajemnicy, która przemawiała przez nasze osobowe losy. Świeca paliła się jasno.
W dużej beczce bratersko-siostrzanej wspólnoty, nawet przysłowiowa łyżka dziegciu nie jest w stanie popsuć smaku wartości trwałych, odwiecznych, które przechadzały się pomiędzy nami. Jak przybrane w greckie chitony: MIŁOŚĆ, DOBRO, WYTRWAŁOŚĆ, PRAWDA, MĄDROŚĆ, NIEŚMIERTELNOŚĆ(RELIGIA), WIEDZA, PIĘKNO, SZTUKA na festynie rodzinnym 5 czerwca. Kto nie był, nie rozumie o czym mówię. Gdy frustracja rosła, płomień świecy przyciągał spojrzenie. Przywracał pokój wewnętrzny.
Największy aplauz zgotowaliśmy CARITAS-owi. Szkolnemu - prowadzonemu przez Basię. To fenomen zasługujący na osobny artykuł. Pomagali pogorzelcom i afrykańskiej adoptowanej na odległość. Dobro (i pieniądze) rosły także przez zbiórkę w Renaty Stanisławowie. W tym kontekście nie mogłem nie upomnieć się o kolonie letnie Caritas diec. warszawsko-praskiej. One są dobrem od 12 lat. Są dobrem zakorzenionym. W ponad 2-tysiącletnim kościele. Dzisiaj się chwieją w sytuacji powiększającego się rynku usług wakacyjnych. Ale kolonie Caritas to nie tylko wypoczynek. To także formacja chrześcijańska w chrześcijańskiej wspólnocie (kościoła diecezjalnego i powszechnego). Oferty różnych organizacji, stowarzyszeń, projektów dziś są, jutro może nie być. Granty się skończą, skutki grantozy możemy odchorowywać bardzo długo. A Kościół trwa. Caritas jest czymś dużo więcej.
W moim apelu nie było podtekstów, choć przykłady mamy na swoim terenie. To jest obiektywna prawda. Jej analiza powinna stać się sprawą nas wszystkich - w szkole, parafii, gminie.
Moją zmianą, zmianą we mnie, w kontekście pracy w szkole, jest odnalezienie wspólnego korzenia katechezy, partycypacji publicznej, Oceniania Kształtującego i Appreciative Inquiry. Jest nim chrześcijańska wizja osoby, jako fundamentu cywilizacji współczesnej. Nie jakieś teorie od lewa do prawa, tylko koncepcja osoby - miary wszystkich rzeczy. Zarówno w oświacie, jak i w politykach społecznych. Jako katecheta wyczytałem to w dokumentach Soboru Watykańskiego i encyklikach Jana Pawła II. Jako kombatant-animator społeczny zobaczyłem na konferencji inaugurującej "Decydujmy razem" w warszawskim Novotelu, na szkoleniu nt. turystyki w Franciszkowie, na X Spotkaniu Organizacji Działających na Wsi w Marózie i na XIII Forum Animatorów Społecznych (CAL) Augustowie. Doliczyć trzeba warsztaty "Making the change happen" w Dobkowie i prymicje Mariusza, absolwenta-pallotyna. A spoza szkoły, chrzest Marianny przez Andrzeja Madeja. W istocie jest wszystko. Bóg jest w całości.
Jeśli ktoś kołował dzisiaj motolotnią nad naszą szkołą między 9.00 a 14.00, to musiał zauważyć, że jesteśmy szkoła niezwykłą. Grażyna ukończyła VI edycję Szkoły Liderów PAFW. Congratulations!!!