Jastrząb gniazduje gdzieś w pobliżu. Przyleciał wreszcie do nas, do ogrodu. Usiadł na starej jabłoni. Wisiał dłuższą chwilę głową w dół, potem siedział całą nieskończoność jak sfinks. Nawet pies, znudzony, przestał szczekać. Podszedłem blisko. Odfrunął, prezentując ubarwienie.