Nawet gdybym nie chciał, musiałbym pisać. Paradoks? Nie w świetle tego, co zaraz napiszę :)
Skreśliłem parę słów do uczniów w Lincoln i parę zdań do Lucy. Do uczniów, bo tak ustaliliśmy w trójkę: Sebastian, Mila i ja na spotkaniu Szkolnego Zespołu Zadaniowego. Że będzie dobrze dołączyć do listów pisanych do Lincoln przez naszych uczniów nasze krótkie wypowiedzi.
Do Lucy - o rozumieniu i pożytku fenomenologii w życiu religijnym. Wyjaśniamy sobie używane przez siebie pojęcia i dzielimy się życiem wiarą. Boże, dlaczego to takie rzadkie wśród nas, sobie współczesnych rodaków.
Przepraszam, że nie odpisałem wszystkim, którym powinienem i bardzo chcę. Zrobię to natychmiast, jak tylko odbuduję siły mentalne, będę miał czas i warunki. Myślę o was nieustanne i dziękuję Bogu za to, że jesteście.
I jeszcze doświadczenie empiryczne z wczoraj. Kiedy kliknąłem "publikuj" pod wielkim postem miałem nie tylko uczucie radości, ale i nieśmiertelności. Tak, tak, poczucie pewnego rodzaju nieśmiertelności (wieczności) było mi dane. Pierwszy raz, więc musiałem dłużej się nad tym zastanawiać. To chyba efekt promieniowania prawdy. Naoczności prawdy, związanej z miłością intelektualną do świata, człowieka i Boga, o której powiedział JPII w 2003 roku do fenomenologów. Mało jest to komentowane. Za trudne? Wprawia w zakłopotanie?
Szkoda, że prawdziwe rozmowy intelektualno-duchowe są w naszej kulturze taką rzadkością. Każdy jednak kto chce, może sięgnąć np. do dzieł św. Teresy z Avila. Szkoda także, że ta część chrześcijańskiego dziedzictwa (religijności) jest tak mało znana. Z jednej strony nie ma znajomości Soboru Watykańskiego II, z drugiej "twórczości" (innego realizmu poznawczego) mistyków. Lubimy za to mówić o sobie (ale nie jako o osobie) - powierzchownie bardzo. Jakby o jakimś NN funkcjonującym wśród sklepów, mód, plotek o bliźnich, polityce itd.
Inaczej wczorajszego doświadczenia (rozszerzającego zakres dotychczasowego poznania) nie jestem sobie w stanie wytłumaczyć. Ale przyznacie chyba, że mało kto się zastanawia, co się z nami (naszą osobą) dzieje, gdy zbliżamy się do prawdy. I mało kto zaprasza nas na tę ścieżkę. Poeci, mistycy! Choć wielu powtarza i chciałoby zapewne, żeby było jak w wierszu Cypriana Norwida "odpowiednie dać rzeczy słowo".
A ja wam powiadam, za Jezusem, że "poznacie prawdę i prawda was wyzwoli". To był ulubiony cytat biblijny Jana Pawła II. A ja powiadam, że każde duże zbliżenie się do prawdy jest jakoś odczuwalne (całym swoim cielesno-osobowym bytem). Znane jest powiedzenie, że "do kogo Bóg chce się przybliżyć, tego najpierw osłabia". Dajcie mi pożyć, stwórzcie mi warunki, abym mógł prowadzić dalsze obserwacje, a powiem wam więcej. Nie jestem szarlatanem. Jestem rozumnie wierzącym ("Wiara i rozum").
- dałem bardzo szerokie spektrum zagadnień (w głąb, wszerz, wzwyż)
- nie było ono moim zamysłem, a jedynie wynikiem działania obiektywnie danych okoliczności mojego/naszego życia w tzw. wspólnocie lokalnej (szkołą, gmina, parafia, powiat, dekanat, diecezja)
- już dziś, a na pewno w przyszłości NIKT normalny (tzn. normalnie myślący i lepiej wykształcony, co nie znaczy z tytułami uniwersyteckimi) pragnący odgrywać jakąś ważną rolę w społeczności lokalnej: gminy, powiatu i kościoła nie będzie mógł pominąć milczeniem tego, co tam napisałem (autora można pominąć)
- wcześniej lub później tak będzie, bo "nie po to jest prawda, by pod korcem stała"
- będzie tak, bo ludzie których wizja świata i człowieka kształtowała się pod wpływem PRL-owskiego materializmu i utrwalała się na naszym terenie w epoce Kazimierza Łapki, będą odchodzić lub się zmieniać wraz z nowymi warunkami życia w globalnym (m.in.cyfrowym) świecie.
Myślenie, zwłaszcza w innym języku, męczy. Więc nie chce mi się (tak się mówi, ale tak nie myślę) - przez chwilę -więcej pisać. Ale nie jest to zawieszenie aktywności, czy pusta bierność. Zaczynam uskuteczniać wtedy, od jakiegoś momentu, inną aktywność. Całkiem niedawno zrozumiałem (albo tylko do mnie doszło), że kiedy wyłączam intensywne myślenie (pracę rozumu), mogę włączyć pracę wiary! Zamiast mnie pracuje wtedy Kto Inny. Lepiej i realniej ode mnie. Ja mam tylko analogiczne istnienie i możliwości. Nie mam ich sam z siebie.
Rozum i wiara nie mogą się eliminować. One mają i chcą w nas współpracować. Takie jakie są, byle łącznie! Ot i wszystko. Musiałem to powiedzieć, bo zbyt jest ważne, by się nie podzielić. Taka jest moja samoświadomość na dzisiaj.
Tytuł rozświetlił się też sam. Spojrzałem w okno, za którym Słońce grą światła icieni rysuje i maluje dęby w ogrodzie. Ten, centralnie przede mną, jest dębem mojej/naszej młodości. W dzieciństwie miał nisko gałęzie, wchodziliśmy na niego regularnie. Dzisiaj podniósł konary do nieba. Nie muszę już na niego wchodzić, żeby go doświadczać. Wystarczy patrzeć.
Człowiek nie jest dialogiczny. Człowiek JEST DIALOGIEM (a przynajmniej ma wszystko, aby w niego wejść i nim się stać). Kto go prowadzi - zrozumie. Kto nie prowadzi, a może nawet unika, niech mnie nie pyta. Pytanie w tam przypadku będzie ucieczką od samego siebie (i prawdy nam dawanej w każdej chwili). Zamiast pytania kogoś, zapytaj wpierw siebie, czemu i o co chcesz spytać kogoś innego. Zrozum najpierw, a przynajmniej postaraj się dobrze opisać swoją sytuację, właśnie jako pytającego. Jeśli jeszcze zechcesz się tym podzielić - jesteś poczwórnym skarbem na tej ziemi. Staniesz się rzadkim przypadkiem "ludzi pragnących się objawić [innym, całemu istnieniu]".
„BLASK PRAWDY jaśnieje we wszystkich dziełach Stwórcy, w szczególny zaś sposób w człowieku, stworzonym na obraz i podobieństwo Boga ... Odpowiedź [na najważniejsze pytania] można znaleźć tylko w blasku prawdy, która jaśnieje w głębi ludzkiego ducha” (JPII, Veritatis splendor).
Jasne jest, że dostęp do niej jest możliwy tylko dzięki wierze i rozumowi, działającymi łącznie. Cóż za demokracja - nie trzeba kończyć Oxfordu lub Yale. Byle mieć wiarę jak ziarno gorczycy i wiedzy jak najwięcej, ale wystarczy tyle, ile uda się zdobyć skromnymi środkami finansowymi i chętnym umysłem.
PS.
Telefonicznie szukam Łazarza. "Jestem w szkole." - Gdzie? "W Poniatówce. Właśnie kończę obiad". Nie wiem , co on tam robi, ale jest to wzruszające. CZYM MOŻE BYĆ SZKOŁĄ W ŻYCIU MŁODEGO CZŁOWIEKA! Najwyraźniej Łazarza Alma Mater nie jest UAM w Poznaniu (z prezydentem w środku), ale V LO w Warszawie. Dzięki ci książę Józefie, dyrektorze, profesorowie, a przede wszystkim przyjaciele i ich rodzice. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, a żołędzie od dębów.