"Do
tego, który Go zaprosił, powiedział: "Gdy urządzasz obiad
lub kolację, nie zapraszaj swoich przyjaciół, ani swoich braci,
ani swoich krewnych, ani bogatych sąsiadów, aby może i oni z kolei
nie zaprosili ciebie i już miałbyś zapłatę. Ale gdy urządzasz
przyjęcie, zapraszaj biednych, inwalidów, okaleczonych,
niewidomych, a będziesz szczęśliwy, bo oni nie mają jak ci się
odwzajemnić, więc otrzymasz zapłatę przy zmartwychwstaniu
sprawiedliwych" ("Dobra Nowina" według Łukasza)
Zaskoczyło
mnie nie to, że „
TO” działa, ale że takie silne jest to
działanie. Silne bardzo jest samo to zdanie, w kościele na kazaniach często
mówią „słowo”, ale przeważnie chodzi o całe zdania i większe fragmenty.
Powiedzieć coś tak radykalnie przeciwnego naszej teorii i praktyce
życiowej! Niesłychane! Jezus to był dopiero Ktoś obcy! Wszystkim,
całej ówczesno-doczesnej kulturze. Każdy inny buntownik, nawet
każdy z nas, to znikomy pikuś :-)
TEN
CI BYŁ OBCY! - że ho-ho i jeszcze dużo więcej. Powiedzieć coś
takiego!!! - prosto w twarz, patrząc na wylot.
Dostałem
solidnego kopa na moje dość trywialne lęki przed szkołą (i
wyobcowaniem). Napisałem o tym chlebowi-boskiemu przed wyjazdem, bo
jakże, to od niego biorę ostatnio (i ostatnie?) Słowo. Czasem
wchodzę – jak dziś – autorowi w słowo:
-
Autor - „Judejczycy
gardzili ludźmi, którym się w życiu nie powiodło: biednym,
chorym, upośledzonym, trędowatym, itp. Nie patrzono na przyczyny,
dlaczego tak jest, lecz oceniano ich jako gorszych.”
- Ja - „To
mi Rok Liturgiczny i ksiądz Autor dopasowali! Nie powiem, z której
strony stołu, zaznaczę jednak, że moja wyobraźnia została mile
pobudzona do wspomnień i marzeń o "zmartwychwstaniu
sprawiedliwych", a myślałem, że się dzisiaj nie podźwignę.
Cud?
Trwaj
obrazie i wiaro szczęśliwych, czyli błogosławionych”.
A
potem, już zaraz, albo zaraz już, pod koniec pierwszej godziny
„jednostki lekcyjnej” musiałem znów sobie szybko obraz
zmartwychwstałych szczęśliwych sprawiedliwych i błogosławionych
przypomnieć, by się duszkiem napić słowa,
bardzo-wielo-ponad-wszelkie-standardy-procentowego.
Choć,
napisawszy, co napisałem, już – znów już! - widzę, słyszę i
czuję, że niektórzy się żachną, a może nawet znów obrazili.
Za moje słowa. A jak mam nie czuć i nie domyślać się złego,
skoro – nic, literalnie - nie gadają. Kieby im się podobało,
toby rzekli jakie pół-słowa.
Zabierzcie
mi wolność słowa, a uduszę się na miejscu, „na cito”.
Wolność słowa czyni modlitwę w ogóle możliwą. Jakoś koronki
mi teraz nie podchodzą, inny rytm dziania się? A może po prostu -
są za słabe. Musi pójść Słowo z Samego Źródła.
Flagę
do szkoły wziąłem, noszę od tygodnia w torbie, coby nie
zapomnieć... Polski - w gminie :-)
Dziwne? Nawet
teolog-moralista napisał, że - "Dziwna
jest nasza scena polityczna, społeczna, religijna…”, co da się
przełożyć na moją mantrę, że tzw. wspólnota lokalna to parafia,
szkoła, gmina... Dziwna jest ta scena, dziwne są te niby i tylko
tak zwane wspólnoty lokalne, bo ciągle wśród nas obowiązuje
stara zasada z czasów komuny - „Jeśli myślisz – nie mów.
Jeśli mówisz – nie pisz. Jeśli piszesz – nie podpisuj. Jeśli
podpisujesz – to się nie dziw!” Obłuda i faryzeizm wyradzają
się na normy życia publicznego. Jeśli szybko, natychmiast, nie weźmiemy się za to, pójdzie w pokolenia.
Dlatego się nie poddaję i tak jak mądry ksiądz teolog, staram się
jednak „myśleć, mówić, pisać i podpisywać. I chociaż komuna
dawno minęła – [też] ciągle się dziwię!”, bo jak on „patrzę
na świat inaczej”.
Nie
wiem, czy ksiądz profesor zgodziłby się ze mną, że katecheza (katecheta myślący, czyli rozumnie wierzący) w
szkole jest szansą na skuteczną terapię z nadmiernego utylitaryzmu,
immanentyzmu, przesadzania z ujęciem przedmiotowym świata, z
niedorozwojem podejścia podmiotowego i w ogóle uczy
nonkonformistycznego myślenia wpuszczając blask prawdy
transcendentalnej, rozsadzając pokomunistyczne ramy państwa, szkoły
i nas-mało-obywatelskich, zamkniętych na dialog obywateli. Skoro
mnie, skołatany podmiot samorządowo-katechetyczny, potrafiła dziś wyciągnąć z
t
aaakich tarapatów :-)
Nie
wylejcie katechezy z kąpielą swoich ANTY-INTELEKTUALNYCH fobii
(nawet w Roku Wiary (i Rozumu).
Nic
mi na początku dnia pracy nie „chodzi”, to znaczy nie działa,
różne sprzęty ICT, część z domu, część szkolna, część
montowana, część w rozruchu, brak pen-drive'a, a w następnym
kroku i z pen-drivem... - niekompatybilność jest zmorą. Moja? Czy
moją?
Ale
to Słowo (przez dużą literę) płata nam psikusa! Nawet takiemu...
hm! blogerowi, jak ja, daje skrzydła! Co za sprawiedliwość. Dla jednych -
tak, dla drugich - jej brak. A nawet zaprzeczenie. I to wszystko już przed zmartwychwstaniem (chyba nie szarżuję zbyt teologicznie?)
A
ja bimbam na jednych i drugich (dopóki milczą, bo jak wyrzeka jakie
słowo, to wszystko się zmieni, tak wierzę głęboko po rękojeść
– staną się kochanymi siostrami i braćmi, bo inaczej? - Bóg
ich wie, co w kim siedzi). No więc, Słowo przywraca mi skąpy
uśmiech na obfitej twarzy ;-)
Kl.5 i 6 i...
Czy
mamy, za co Bogu dziękować jako kraj... - trudne? za trudne dla szósto-klasisty? Nie sądzę, widziałem kiedyś teleturniej, w którym magistrowie i inżynierowie przegrywając z uczniami recytowali formułkę "ja mgr.inż NN nie jestem mądrzejszy od piąto-klasisty :-)
Podprowadzam, że nam, ze Strachówki, z Jadowa, Tłuszcza, z Rzeczpospolitej Norwidowskiej, aż trudno jest nie mówić o "Cudzie Historii" na własnym powiatowym podwórku. I dalej tłumaczę fenomen II RP (mając godnych przedstawicieli w rodzinie).
Okrutne
- ciut-ciut - jest kazać mi mówić DZISIAJ! w drugim odcinku opowieści po, o Cudach i opowiadać "Pieśń
Konfederatów". Pogardzany (rodzice wypisują ode mnie dzieci z katechezy!) ma uczyć godności, dumy i honoru!? Wiary i Rozumu?
Dopadło
mnie, wróciło znienacka wzruszenie pierwotne z pierwszej naszej
wizyty w Ossowie, gdy spojrzeli na mnie kamiennymi twarzami krzyży
nagrobnych Ci, co wyszli spod Władysława IV, ze swoim młodym
ideałami kapelanem w kierunku Ossowa. Bez mała koledzy tych, którym
opowiadam Wielką Historię ich powiatu, gminy, wsi, Polski.
Przecież
wtedy mnie powaliło. Jak mam ustać na nogach dzisiaj? Jak muszę
aktorzyć, by dokończyć słowa, nie mówiąc o zdaniach.
A
Konfederaci, których słycham od 3.00 w nocy, którą to pieśń już
włączyłem do swojego śp. repertuaru pożegnalnego!? Zapomnieć
się nie da, że to był tenor buntu przeciwko FAŁSZOWI, komunie,
przeciwko czarno-okularzastemu generałowi WRONOWI, śpiewane do
utraty tchu, na przekór gwałconej historii, w pociągu z Jasnej
Góry i w kręgu zakazanym w podziemiach Warszawy Centralnej. O Roku
ów! - o straszny dniu.
Powiedzcie,
jak i kto jest tak okrutny, nieczuły, że mnie w
"dzisiaj" ubrał, jak do trumny (w Strachówce) wspomnień! Po
"przedwczoraj" długim jak z kolonii Annopol i lasu w Rozalinie przez
Węgrów do Siedlec i z powrotem. Jakim powrotem? Do czego?
To niech
ktoś mi odpowie, wójt albo któraś/któryś z radnych mojej gminy, dlaczego papież podniósł
głos w Kielcach'91 mówiąc bardzo NA DZISIAJ SŁOWA -
"Może
dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta
ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry!
I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych
spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie
mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest
zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba
intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!"
Jak
i dlaczego przeżyłem
te godziny? Nie wiem. Pewnie odchoruję.
Ale COŚ jednak ważnego się – dla mnie i dla tzw. wspólnoty
lokalnej: szkoły, gminy, parafii - stało. Katecheza. Mnie
prowadziła. Dałem się prowadzić. Objawił się kawałek
niechcianej tu prawdy. Więc?
Po
wenflonowe wzruszenia dołączając? A da się nie!? Cały się
zrobiłem wenflonem, muflonem, kroplówką i zwierzęciem nie z tego
świata. Bądź (tu) mądry, spokojny i pisz wiersze :-)
Ale
Ktoś – czytając na ukos i wspak wychodzi, że „Życie” -
wypisał mi usprawiedliwienie! - czyż można takie zdarzenia
przewidzieć? Zaplanować? A, w życiu (tu trzeba wzruszeniem ramion
podwyższyć ton, żeby wyszedł efekt właściwy tej prawie
onomatopei).
Takie
zdarzenia (
TO) mogą przyjść do Ciebie, do mnie – tylko jako
darmowy dar i zaskoczenie. Daj się za-chwycić. O ironio –
i kto TO mówi!
Ale
skoro przyszło, to Coś, i to w obfitości, ryzykującej skuteczne
doprowadzenie lekcji do zegarowo wyznaczonego końca, bo na szczęście
od lat dzwonków-elektrowstrząsów nie ma w naszej szkole, to mam,
ani chybi, usprawiedliwienie - na wszystkie ciężkie słowa, którymi
ludzi podotykałem. Wielu na pewno ciągle się czuje milczącymi-obrażonymi, bojąc się nadal, 22 lata po odzyskaniu niepodległości myśleć, mówić, pisać i podpisać.
T
aaaakie
usprawiedliwienie! Boże Święty! Warte życia, jak i śmierci.
Pierwszy lepszy – przepraszam za asertywność – nie wejdzie w te
buty, nie szyte na niego. Najpierw trzeba coś przeżyć, dać się
(w) życiu prowadzić, najpierw muszą nas, Ciebie i mnie pierwotne
wzruszenia za-chwycić w wieczne (skąd Norwid to wiedział?),
nie-do-podrobienia.
A czy Ty wiesz – na przykład - co to był 16
października 1978? Przeżyłeś go? Czujesz do dzisiaj? Really,
wirklich, konieczno?! Alleluja! A masz niemy krzyk w sobie podczas
manifestacji siły totalitarnie-mechanicznej ZOMO, MO, WP itd. Ci,
którzy mają ją w sobie, z nią zejdą, nie da się jej „sczyścić”
jak niechcianego płodu, czyli skrobanki historii.
Będę
musiał wieczorem zdać sprawę z dwóch znieczuleń – słowem
porannym na chlebie-boskim, i faktem, na katechezie, chyba, że
więcej się objawi, bo taki rodzaj pojawienia w życiu nazywa się w
naszej biblijnie zbliżonej kulturze Objawieniem.
Mało
kto mi wierzy - to nie jest rok wiary we mnie, ale w TO i KOGOŚ
większych i i rozum, którym został – jak kredytem - wyposażony
każdy
homo sapiens. Ale czemu Jemu nie wierzyć i odmawiać
prawa do okazania miłosierdzia nawet robakowi? Ja nie z królów,
ani z roli, jeśli, to chyba z robali :(
Nie
wierzą bliscy i dalsi i bardzo dalecy. Ale czasami ci z daleka
wierzą i traktują jak swego. Jak swego rozmówcę, któremu można
lub nawet się należy czasem, od czasu do czasu „like” kliknąć,
lub słowo komentarza, czasem nawet z buśką, uśmiechem i sercem.
Błogosławieni, którzy zdążą sobie powiedzieć dobre słowo,
pomachać ręką nieznajomemu, na roz-krzyżowaniu dróg życia. Milcząc, chowając głowę w piasek, świata - wokół siebie - nie naprawimy.
Nie
wierzą. Mają prawo, wcale się – za bardzo – nie dziwię. Sam
sobie też bym nie uwierzył, gdyby mi się dzisiaj na katechezie nie
zdarzyło. Dżentelmeni nie dyskutują o faktach, więc...
Więc,
nawet takiemu samemu sobie nie wierząc – przyjmuję. Z całym
dobrodziejstwem, czyli coraz większym odseparowaniem od innych
blisko żywych. Blisko-znacznych? Blisko-spokrewnionych? W tej samej
krwi i wierze? No chyba, że tak.
Tak. Bo nie słowa znaczą przede
wszystkim, lecz właśnie fakty. Zdarzyło się. Najbardziej dzisiaj
w klasie 6, nie wiem, czy ktoś się zorientował, co się ze starym
katechetą dzieje – tak wyszło, któż przewidzi. Reżyser
Wieczności.
Tak
bardzo się zdarzyło, i tak było silne, że śmiać mi się
zachciało ze dwa razy na korytarzu, na dyżurze. No bo coś takiego!
Jakby nic nigdy się złego między mną a światem wokół-gminnym
nie zdarzyło, a jeśli to... funta kłaków nie warte „to” było.
Jak - daleka analogia - kiedyś w Legionowie, kiedy błogosławiony Popiełuszko prawie
po sąsiedzku odprawiał msze za Ojczyznę, nasze 'duszpasterstwo
ludzi pracy' jeździło do niego z parafii, a my, a ja z młodzieżą - nie, bo
swoją ojczyznę mieliśmy jeszcze bliżej. Dopiero po porwaniu i
śmierci stał mi się drogi, wiersze ze dwa napisałem, mam taki
objaw, jeśli coś mnie trafi w punkt, to piszę. Muszę.
Kl.1
Święto,
znów święto! Chętnie sami intonują hymn szkoły! Ale, o dziwo,
nie wszystkich cieszy perspektywa święta, kilkoro czuje wielką
potrzebę zadeklarowania, że nigdzie nie idą, nie pójdą. Coś
manifestują. Mają przesyt kościoła? Świętości? Uroczystości?
A co? - ktoś ich zmusza? Do przykazań i sakramentów? Skąd ta
niecierpliwość w deklarowaniu złych wzorów wychowawczych? Nie
spotkałem przed laty takich zachowań. Uczę 30 lat! Skąd się u
nich biorą? - pytanie retoryczne, albo za dwa złote miedziane.
A
ja ciągnę, zagaduję i bawię, że chcę pokazać zapowiedź filmu,
o Polsce, o królu, który miał rodzinę w Strachówce, o Papieżu,
o wielkim zwycięstwie... itd. Zainteresować, rozszerzyć, uwolnić
z przyswojonych już ograniczeń widzenia świata i siebie, i nas, i
szkoły, i Strachówki, gminy, parafii... ze spłyconych
(fałszywych?) pojęć i wyobraźni zbiorowej. Jak wyśpiewać?
Pokazać pantomimą?... zrobić im, jak intelektualno-duchową
lewatywę, wprowadzenie w sens święta ojczyzny, święta Polski...
przecież nie mogę się poddać, bo mi jeden z drugą siedmiolatką
powiedzą, że takiej muzyki nie lubią! Zgroza wychowawcza.
Oglądamy
zajawkę „Bitwy pod Wiedniem” a potem patrzymy, nadziwić się
nie mogąc innym dachom, jak cebula lub burak. Rysują inne kościoły.
Inne kolory, inne krzyże. Inną wyobraźnię. Dużo koloru złotego, niebieskiego,
białego. I dzwony. „Panie zmiłuj się nad nami! Hospody pomyłuj!”
Każdego
może
TO dopaść, wszędzie. Jednego w kościele, drugiego w klasie,
na lekcji wszystkiego, trzeciego w cerkwi, monasterze, na polu i w
pracy biurowej. Każdego, wszędzie, kiedyś. Byle był otwarty i dał
się prowadzić.
Tak
się bałem wyjazdu do szkoły, obcości, pół nocy nie spałem,
dokładniej godzinę, a tu
COŚ takiego
! Masz ci los.
Masz babo placek :-)
Z
konfiturami :-)
Każde
takie zdarzenie (katechetyczne) zaczyna (nowy) czas. Zaczyna czas? jak Wielki Wybuch? -
to wiadomo, że nowy :-)
Staje
się natychmiast i bezwarunkowo początkiem i końcem równocześnie
czegoś. Czegoś ważnego, co daje nowe tchnienie... czego? Nie musi
od razu całego Życia, bo go już dużo mniej, raczej tylko nowego
TERAZ I WŁAŚNIE TU? Może być. Wszystko obmywa się jak w
kropielnicy. Lub źródlanej wodzie.
Kl.4
Pragnę
przerobić z nimi trochę technologii wspólnego śpiewania.
Wyjaśnienie każdego obcego słowa, nauka czytania ze zrozumieniem,
sylabizując wręcz, co samorzutnie staje się mocnym doświadczeniem!
Słowacki, poeta-prorok od papieża, umiał użyć ducha i słowa :-)
Dwie
ostatnie zwrotki-modlitwę śpiewamy
a capella. Jednak
zwycięstwo.
PS.1
To,
co Papież powiedział w Kielcach, ktoś inny gdzieś, a ja (powtarzam) w Strachówce, i co ksiądz prof. o
faryzeuszach i obłudnikach! pisze, przywraca rozmach i siły. NIE JESTEM SAM.
Co do katechezy, powtórzę swoją złotą zasadę - "
Daj się prowadzić, bądź uważnym uczestniczącym obserwatorem".
Katecheza (
TO) się dzieje na tym samym szkolnym poziomie, jak inne "przedmioty" i całkiem innym,
podmiotowo-osobowo otwartym, na ile tylko możliwe, na działanie Transcendencji.
Gdybym pracował rok, dwa, dziesięć, to bałbym się tego mówić.
Po trzydziestu – nie mogę zwlekać.
Niech się nawet wszystkim nie
podoba, ja muszę dać świadectwo Prawdzie o katechezie, której
jestem całe życie
podmiotem myślącym. Moje tłumaczenie jest zupełnie z
innego poziomu zdarzeń, choć dostępnego każdemu – Jan Paweł
II nazwał tę postawę - poszukiwawczą i służebną - postawą
miłości intelektualnej, szukającej tego, co istotowe i
konstytutywne, a nie powierzchownie dowolne, może i ministerialnie
nakazane, ale może być także przeterminowane, albo drugorzędne.
DAJ SIĘ PROWADZIĆ TRANSCENDENCJI? TEMU, KTÓRY JEST. Na pewno spoza własnych, ludzkich, jakichkolwiek
utylitarnych planów.
PS.2
Nie dam już dzisiaj oddzielnego posta z dnia katechetycznego. Jest jedność i tutaj.