Wyjeżdżałem do szkoły pełny, jak pustak. Masę wolnych przestrzeni do wypełnienia. Co mam im (klasom 0-6) zawieźć? Pustaka? No nie, wiarę. Miłość Boga. Wiarę w Jezusa, który jest Drogą Prawdą i Życiem. Wiarę w Prawdę Piękno Dobro, osobowe, aktywne, wyznaczające ludziom los. Narodom? Kościołowi na pewno. Choć...! Jeśli kościół chce słuchać Ducha Świętego, tak jak naucza Święty Powszechny Sobór Watykański II. Różnie bywa, są lokalne i globalne bunty przeciwko duchowi Wielkiego Soboru. Często o głupstwa, rzeczy zewnętrzne, drugorzędne, formę odprawiania mszy, przyjmowania komunii, przebudowę prezbiterium, nową architekturę, stroje i szmatki (generał jezuitów). U nas także nie ma zgodności, co gorsza, nie ma gotowości do dialogu (np. w formie katechezy dla dorosłych). Jest Rok Wiary ("i Rozumu", dop. mój jk).
Co robić z dziećmi,
które za dwa dni przystąpią po raz pierwszy do spowiedzi, a za
trzy – do komuni świętej?! Przecież nie temat z podręcznika,
ani – co byłoby dużo gorsze – robić sprawdziany, egzaminy.
Biskup Antoni Długosz opisał przypadki moczenia się (sikania pod
siebie) zestresowanych dzieci przed konfesjonałem. Wierzę, wiem, od
31 lat, że katechezy są dziełem Boga, jeśli zdamy się na Niego i
pozwolimy Mu działać. Bóg Żywy. Żywa religia. Katecheza jako
świadectwo i świadczenie osobowe o miłości do Prawdy
Nieśmiertelnej, większej niż katechizmy i podręczniki. Czy
kochający układa sobie plan, co odkryje z prawdy, piękna i dobra
kochanej osoby? Że swoją relację osobową, żywą, dynamiczną
ułoży w katalog punktów i podpunktów? Czy widzący może
opisywać, zanim ujrzy? Słyszący, zanim usłyszy?
Widzę i słyszę,
kiedy staję z każdą klasą przed krzyżem. Od 31 lat (choć nie
jestem ani doskonały, ani nawet bardzo dobry, ot, zwykły homo
sapiens religiosus).
Na pierwszej lekcji, właśnie w klasie komunijnej, wszystko potoczyło się pięknie.
Dominowała radość, spontaniczność, nawet elementy entuzjazmu
Minęło 45 minut, podziękowaliśmy modlitwą, śpiewem. Dostałem
niesamowite światło. Niesamowite, względem czarnej nocy i poranka.
Normalne, mogę rzec, rutynowe, względem tysięcy katechez w trakcie
31-letniej “kariery” katechetycznej :-)
“Zerówkę”
jednak musiałem opuścić (przepraszam dzieci i p. Mirkę), szukałem
pamięci. Na szczęście tylko komputerowo-cyfrowo-fotograficznej.
Były na niej zdjęcia z wczorajszego spotkania z siostra Tadeuszą,
misjonarką z Kamerunu. Pamięć się odnalazła.
W klasie czwartej
też mi (i im) się upiekło. Odbyła się piękna patriotyczna
uroczystość odłożonego 3 Maja. Odłożonego? Ależ skąd. U nas,
w gminie, a zwłaszcza dla obywateli Rzeczpospolitej Norwidowskiej
duch trzeciomajowy panuje bez końca. Początek miał w pracy i
listach z obrad Sejmu Wielkiego Józefa Sobieskiego oraz(!) w
powstaniu Solidarności w 1981. Przecież to nie był przypadek. To
była koincydencja zamierzona, intencjonalna.
Scenariusz
uroczystości był oryginalny, autorstwa Emili, tej od hymnu szkoły
(“z naszej ziemi się wywodził... jak być człowiekiem... prawdy
szukać w sobie...”).
Dużo dobra jest
wokół nas. Gdyby było więcej zła, świat by już nie istniał.
Dobro objawia się nam każdego dnia. Bywa jak błyskawica albo babie
lato. Jestem pewny, że każdy z nas ma takie poruszenia (dobrem,
pięknem, prawdą) codziennie, ale mało kto je zachowuje. Prawda
się daje, dobro i piękno też, ale nie narzuca. Jeśli jej nie
przyjmiemy, odejdzie (smutna). Moja nieodmienna rada jest – weź I
zapisz. Weź i zjedz, niech się stanie twoją cząstką. Zapisz,
utrwal, podziel się.
Możemy być pewni,
Ty i ja, my, wy, wszyscy, że zło nie śpi, że zaatakuje choćby po
to, aby wymazać, zatrzeć dobro. Dzieje się ten proces, ten
mechanizm, sinusoidalnie. Dzień w dzień, nawet czas w czas, godzina
w godzinę. ZAPISZ DOBRO, PRAWDĘ, PROMIEŃ ŚWIATŁA, PIĘKNA ZANIM
ULECI, ZANIM ZABIERZE CI JE CIEMNOŚĆ, NAWET W ŚRODKU DNIA.
Po akademii
trzeciomajowej (tak się kiedyś mówiło, były jeszcze akademie w
Dzień Zwycięstwa - 9 maja, dzień Wojska Polskiego itd.) były
dalej normalne lekcje, według planu Ja poszedłem do klasy trzeciej,
“rocznicowej”. W poniedziałek zapowiedziałem, dzisiaj
rozdawałem pokrojone porcje scenariusza Rocznicy I Komunii św.
Dzieci mogły czytać fragmenty na wielkim ekranie I wybierać według
gustu. Z niewielkimi oporami doszliśmy prawie do końca, gdy jedna z
uczennic spytała, czy to, co wzięła (dobrowolność, nie stosuję
przymusu) ma mówić po tym, co dostała od wychowawczyni. Przetarłem
uszy, oczy, pokręciłem głową w lewo-prawo, sprawdzając, czy się
nie przesłyszałem. Nie mam mentalności ubeckiej i nie prowadzę
śledztw, co, kto robi za moimi plecami. A do tego, po paru minutach od takiej pięknej patriotycznej uroczystości! Kiedy coś zaczęło do mnie
docierać, jak z ciężkiego, ponurego żartu, powiedziałem, że
jeśli jeszcze ktoś ma jakieś inne “rocznicowe” teksty, rozdane
za plecami katechety KK, to niech je odłoży, żeby mu się nie
myliły, odda, wyrzuci, zrobi, co chce. Że nie może być tak, że
siewca sieje w dzień, a w nocy przychodzi nieprzyjaciel i też coś
wsiewa, przeważnie kąkol. Spytałem dzieci, wszak ze wsi, czy znają
przypadki, że ktoś obsiewa po kryjomu cudze pole. Zgorszenie.
Sianie zamętu. Robienie wody z mózgu, inaczej - domu wariatów.
Rozpowiadając potem, że “katecheta opuścił dzieci i nie chce
przygotować do I Komunii, rocznicy itd.”. Tak było w zeszłym roku. Choć w
zeszłym roku też była rocznica komunii i odbyła się godnie, normalnie,
jak od dziesiątków lat. No pasaran.
Na lekcji w klasie
pierwszej znów zdarzyło się (jak wielkie?) dobro. Przyszła DyrKa
ze swoim ogłoszeniem roznoszonym po całej szkole. I cóż, że
małżonka sakramentalna! Śpiewaliśmy akurat za biskupem Antonim
Długoszem “Gdy na morzu wielka burza”. Teledysk z biskupem jest
wybrakowany, ma tylko ścieżkę dźwiękową. No to niech pani
dyrektor powygłupia się z nami, wiem, że zna gesty do tej
piosenki. I było tak: biskup śpiewał, dyrektorka pokazywała gesty
do teksty, a katecheta siedział i się przypatrywał (zachowując
wszystko w sercu swoim). Wreszcie się ruszył, pobiegł w te pędy
po aparat i utrwalił. Zachować (ratować) dobro! I jeszcze jedna myśl, ze mszy na Vademecum (Pójdź za Mną), że myśmy tylko
wykonali dzieło, “do którego zostaliśmy
przeznaczeni”.
Tym bardziej “No
pasaran”.
W
klasie szóstej spisałem zobowiązanie -
“Uroczyście
przyrzekam, że kto spełni trzy warunki:
1.
znajdzie ciekawy dla siebie filmik na YouTube z serii 3MC
(trzyminutowy katechizm)
2.
Udostępni na stronie internetowej, do której ma uprawnienia
3.
Zaprezentuje na lekcji i powie co-nie-co, dlaczego, co...
...
otrzyma “piątkę” na koniec roku.
Kto
zaprezentuje temat filmiku ze zrozumieniem przed klasą (bądź na
sali, świetlicy, na jakimś np. Szkolnym Festiwalu Religijnym Roku
Wiary (i Rozumu) – dostanie “szóstkę” z religii na koniec
roku. AMEN!
Klasie
piątej, w dowód uznania, za piękny program 3 Majowy, pozwoliłem
wyjść na zewnątrz (outdoor
activity),
cieszyć się wolnością, świeżymi promieniami Słońca, sobą,
młodością, Rzeczpospolitą Norwidowską... Posiedziałem z boku,
pomedytowałem, roz-ważając wszystko dobro, które mnie/nas dzisiaj
spotkało.