Prawda nie jest kochana. Muszę to powiedzieć. Muszę to mówić. Każdy musi zdać sprawę z włodarstwa swego. Święty i grzeszny. Dobry i gorszy. Mądry i mniej.
Ja muszę mówić (powiedzieć) to, co widzę.
Jest Polska 2012, jaka jest. Ma władzę, prawa, działa w niej kościół i wszystkie konstytucyjne organy.
Mamy też obciążenie, niechciany kredyt niespłacony, który jest potrącany na bieżąco ze wszystkich rachunków AKTUALNYCH, (czyli realnych, nie wydumanych).
Zadowalamy się pozorami rzeczy. Prawda nie jest kochana. A JEST PRAWDA. Jej głód? Jej wyczucie? - chyba zostało strasznie stępione przez 45 lat TOTALITARNEGO systemu anty-prawdy. Strachówka może prześledzić (jeśli kiedyś zechce) jak ten destrukcyjny mechanizm zadziałał na nas przez 16 (już 18, wliczając jego skuteczne promieniowanie na nasze 'dzisiaj') lat.
"Bez wolności nie ma moralności". Wolności nie ma bez prawdy.
To nie ja. To "ukochany" papież. Co myśmy zrobili z Jego nauczaniem, czyli z tym, co każdy piśmienny może przeczytać, wysłuchać, zobaczyć... jeśli będzie mu się kiedyś chciało. TO TEŻ JEST.
Prawda nie jest kochana, rzeczywistość nie jest szanowana. Zamiast patrzeć jej prosto w oczy, tworzymy sobie złudzenia, by żyć w (nie)świętym spokoju, przystosowani jedni do drugich.
Jest prawda. Jest fundament - ale stoimy, żyjemy na ruchomych piaskach, co i rusz wstrząsa nami oburzenie, konflikt jakiś "bo jak to! - bo nam (zawsze komuś) się zdawało i zdaje, że ma być tak, jak my sobie życzymy, a tu masz, nie jest tak, bo jest tak, jak jest. Bo jest prawda.
Szykując się na spotkanie szkolne na temat (roku) wiary przejrzałem "Fides et Ratio".
Można punkt po punkcie wynotować rozumienie wiary i rozumu z "Porta Fidei", "Fides et Ratio" i innych encyklik obu ostatnich papieży (na początek). Można dołączyć KKK, Breviarum Fidei itd.
Poprzestanę na dwóch pierwszych. Ale nawet jeśli uda mi się wykonać złożoną pracę to i tak nikt nie będzie chciał o niej mówić, a ze mną rozmawiać. Zostanę (zostanie) przemilczana, tak jak wszystko, co do tej pory powiedziłem. Zostanę (zostanie ) zignorowana. IGNORANCJA RZĄDZI - ponad konstytucją i wyznawaną wiarą. Miłość intelektualna? - która dociera do prawdy o człowieku, świecie i Bogu! - komu to potrzebne, to jakaś burżuazyjna nauka, godna potępienia. My chcemy żyć w (nie)świętym spokoju naszych ojców, matek, dziadków i babć (a oni prawie wszyscy żyli w PRL z jej definicją dobra, prawdy, piękna i szczęścia klasowego). Nie oszukujmy się, w większości przypadków wystarczy nam świat post-klasowego ujęcia rzeczywistości. Nie chcemy szukać większej prawdy, nawet u zmarłego papieża.
Jak to po-ranne, bardzo po-ranione
światło się przełamie w pryzmacie siedmiu godzin w szkole?
Zobaczę, zanotuję, jeśli wszystko będzie w porządku. Nie
kawałkuje życia na osobiste (rodzinne), religijne, zawodowe i może
jeszcze jakieś. Nie żyję w „mieć” (także własne rozumienie
swojej pracy i inne wizje życia wyobrażonego), podporządkowując
mu „być”. Chcę BYĆ, choć to często bardzo boli, bo otoczenie
bardzo raczej nieprzyjazne (potwierdzenie? - brak jakiejkolwiek
odpowiedzi na szczerą, prostą, zwyczajną i ufną prośbę w
dramacie straconego posta o najbardziej osobistych sprawach między
mną światem, Bogiem i śmiercią własną i bliskich nawet! Na Fb jest/mam ponad 400
znajomych, na stracony post było 143 wejść (samych hipokrytów? -
aż trudno i nie chce się wierzyć).
Będę jednak pisał, dopóki się da,
szukając prawdy z pomocą Norwida, JPII, B16 i innych wiary-godnych
świadkow i obywateli mojego świata. To
jest
moja
„Wojna
i
pokój”
codzienny/codziennie,
w
realu
i
na
blogu.
Mam
też
– na
szczęście
– swoją
Jasną
Polanę.
W 1980/81 stanąłem przeciwko
systemowi fałszu pod marką PRL, w obronie prawdy i jasności w
naszym życiu.
Dzisiaj trzeba nie mniejszego wysiłku,
by przywrócić prawdę w naszym życiu po 16+2 latach dłośnej lub
szeptanej propagandy fałszu pod marką byłego wójta i innych tzw.
liderów. Straconych lat w życiu naszej tzw. wspólnoty lokalnej nie
da się przemilczeć, tak jak mnie :)
Gdybym ja milczał, będą mówiły
(moje/nasze) vota na ołtarzu, będzie trąbił Anioł Stróż Ziemi
Wołomińskiej. A jak by do tego, papież Benedykt ogłosił
koniecznośc takich rozmów w Roku Wiary na wszelkich możliwych
poziomach (także właśnie o jego kontekście kulturowym, nie
żyjemuy i nie wierzymy w próżni).
Przebieg mojego dnia dowodzi, że
„najwyraźniej żyję nie-ja”, ale to coś większe we mnie, w
moim życiu całym, tajemnicza żywa wspólnota życia wiary i
rozumu. To ona płynie przeze mnie i przenosi mnie z domu do szkoły,
przez klasy, korytarze, stołówkę, zwątpienia, kryzysy, porażki i
załamania itd. Sam niczego bym już nie wskórał!, wystarczy na
mnie spojrzeć ;)
Tak dobrze widać właśnie na
przykładzie dzisiejszej roboczej dniówki (siedem
roboczo-katechetycznych-godzin, bo wyjeżdżałem TRUPEM,
wracam OŻYWIONY :-)
TO (życie wiary rozumnej) mną gra
i dzisiaj grało, nie – ja, czymś i coś (u)grałem!
PS.1
Mam nadzieję, że
zrobię wykaz cytatów - definicji i znaczników wiary - z „Porta
Fidei” i „Fides et Ratio” jutro.
PS.2
Integralną
częścią tego posta jest relacja z przebiegu dnia w szkole, tzn, z
katechez (lekcji religii).
Nie
kawałkuję życia na osobiste (rodzinne), religijne, zawodowe i może
jeszcze jakieś.
Relacja z katechez
(cierpliwości, niedługo tu będzie) jest odpowiedzią na pytanie: „Jak to po-ranne, bardzo po-ranione
światło się przełamie w pryzmacie siedmiu godzin w szkole?
Zobaczę, zanotuję, jeśli wszystko będzie w porządku”. Kto się z nią nie zapozna, będzie znał jedną stronę medalu (wycinek prawdy) i pewnie znów się na mnie obrazi.