Ot, zagwozdka; kiedy - się - co - i jak - pisze?
Jeździłem dzisiaj w naszych wspólnych sprawach. Zawiozłem staroście materiały RzN, bo prosił. Czy mógłbym nie rzucić wszystkiego i nie zawieźć plakatu, książeczki i folderu o Rzeczpospolitej Norwidowskiej "Tu się poznali rodzice Norwida"? Nawet na koniec świata! Toż to - jak własne dziecię. Czego się nie robi dla dzieci! Trudno o lepszą motywację.
Znalazłem sklep ze sprzętem fotograficznym. I aparat i ja potrzebowaliśmy konsultacji. W Internecie ten sklep był na szczycie tanich ofert. I blisko. W Wesołej. Wesoło i przyjaźnie zostałem obsłużony. Pogadaliśmy dłuższą chwilę. O sprzęcie, ale więcej o życiu, emeryturach (jego ojca i przyszłej mojej), o prezydentach, katechezie, wierze i wątpliwościach. W najlepszej z możliwych perspektyw - życiowych doświadczeń. Toż to sklep optyczny!
Cały czas jest we mnie święto, odkąd Lucy mnie znalazła, a ja - ją, ich rodzinę, parafię i miasto. Ciągle mi towarzyszą, kiedy śpię i kiedy wstaję, kiedy jadę samochodem i rozmawiam w sklepie, kiedy patrzę przez obiektyw aparatu i przez pryzmat całego życia (wiary).
Kiedy zasiadam do komputera zadaję sobie pytanie. Albo ono mi się narzuca - ot zagwozdka - kto, co decyduje w nas, ludziach myślących?
Wyjechałem z domu przed 9.00, wpadłem do szkoły po materiały promocyjne naszej rzeczypospolitej, jechałem drogami gminnymi, krajowymi, unijnymi, globalnymi, myślałem o Nebrasce. O, laska nebeska! Nebraska ma największą wspólnotę amerykanów czeskiego pochodzenia. Jadę sobie, jadę, patrzę sobie, patrzę. Widzę, słyszę, wącham, moknę trochę przez otwarte okno. Pogoda jaka jest, każdy widzi. Dane zmysłowe wpadają na kliszę (raczej na twardy dysk), zapisują się. Ciąg przeżyć świadomych płynie w czasoprzestrzeni. Podmiot świadomości jest (w różnych punktach czasoprzestrzeni). Na każdym kilometrze trasy jakiś ślad pozostał.
Co wybiorę z pliku myśli? Z którego kilometra? Jakim zdaniem zacznę? Od jakiego słowa?
Kiedyś opisując człowieka wystarczyło ciało i dusza. Dzisiaj mam przed sobą na biurku neuro-psycho-duchowo-somatyczną strukturę. Szukam istoty tej struktury. Od czasu nieobronionej - z powodu śmierci profesora - pracy magisterskiej, o tej istocie w pracach Romana Ingardena, sporo doszło danych. Kiedyś bardziej bym jej szukał w okolicach czystego ja, lub podmiotu świadomości. Dzisiaj powiem raczej - jest nią osoba dialogiczna - byt istniejący w dwóch wymiarach. A może trzech? Natura, kultura i duchowość. Patrząc z perspektywy integralnej koncepcji człowieka trzeba tak powiedzieć. Redukcjonizm nie jest wyjściem (chyba, że rakiem).
Zwał jak zwał. Zacząłem od dylematu. Zagwozdki. Buzuje we mnie biochemia. Neuroprzekaźniki łączą i nadają znaczenia (a przynajmniej biorą udział w tym procesie). Coś mi się jednak wydaje, że za mnie całej roboty nie wykonają. Potrzebna jest moja decyzja osobista. Z poziomu osoby świadomej, wolnej, zdolnej ponieść odpowiedzialność.
ŻYJEMY I ZAWSZE ŻYĆ BĘDZIEMY NA DWÓCH POZIOMACH (W DWÓCH ŚWIATACH). Profilem biochemicznym nas nie wyjaśnią. Szkiełko i oko ma ograniczony zasięg. Wiara i rozum więcej mówią o mnie, niż każde z nich pojedyńczo. Potrzebujmy dwóch skrzydeł, aby wznieść się do kontemplowania prawdy. Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. A nie poznając? Aż strach pomyśleć.
Konsultant w sklepie fotooptycznym powiedział, że swoje sprawy omówi bezpośrednio z Bogiem, bez pośredników. Nie miałem zamiaru go prostować. Jeśli chce kontaktu z Bogiem? To jestem mu wdzięczny za świadectwo wiary. Kwestię kościoła i sakramentów trzeba zostawić na inna okazję. Wspaniale się z nim rozmawiało, mogliśmy ciągnąć godzinami. Stąd mam nowe powiedzenie, że ktoś jest "do piwa i do różańca". Bez długiej rozmowy przy dobrym trunku, jak w Kanie Galilejskiej, tego załatwić się nie da. Jak i problemu katechezy i w ogóle głoszenia Słowa w dzisiejszym świecie.
Już wiem, co odpowiem Grażynie na pytanie o Objawienie, które postawiła na kolonijnym blogu. A zaraz potem przejdę na facebookową wymianę głębszej świadomości z Lucy. To ma sens. Głęboki sens. Na głębszym gruncie można łowić ewangeliczne ryby.