Ale najpierw była Yoga. Zawsze daje mi dużo. Rozciąga ciało i umysł. W tym znajduję punkt wspólny, "multikulturowy". Czyż każda kultura nie zaczyna się w nim właśnie? Od świadomego podmiotu? Który dotknął siebie? Siebie. Istnienia w formie upodmiotowanej. Oddzielny, świadomy siebie i otaczających go żywiołów: ludzi, takich jak on, przede wszystkim, ale także całej przyrody ożywionej i nieożywionej. Kosmosu cząstek elementarnych, także tych, których jeszcze nie odkryto i Kosmosu ciał niebieskich, oddalających się w nieznane.
Daj się prowadzić: Bogu, instruktorowi jogi, organizatorom warsztatów. Po prostu daj sie prowadzić dobru. Dobru. Temu, co niespodziewane. Miłości - odkrywanej na każdym kroku. Tej, którą otrzymujesz i tej, którą możesz dać/podzielić się. Miłości sie nie wymyśla, nie planuje. Miłość można tylko przyjąć i się nią dzielić, nieprawdaż?
Festyn przeszedl nasze oczekiwania i 'Farewell Party" :)