1.
"Stenogram" ze środowych katechez.
Klasa 5: Temat - "Znaleźć siebie, znaleźć Boga (i na odwrót)":
1. Przemiana Kevina = znalazł Boga, znalazł siebie (i na odwrót)
2. Odnaleźć dobrą drogę do Boga, do siebie = nawrócenie
3. Kiedy człowiek spotyka Boga, to tak, jakby spotkały się dwie gwiazdy na niebie. Powstaje jasność, światło, niczym Gwiazdy Betlejemskiej.
4. Przemiana (Kevina) = nawrócenie = Boże Narodzenie (Bóg się rodzi).
Klasa "0": Modlitwa za śp. Stanisława Balę i o duchowe pocieszenie i siły dla pani Agnieszki, wychowawczyni klasy 2, i za jej rodzinę (jej brat Adam był przed laty dyrektorem naszej szkoły). Znaliśmy Stanisława Balę. Pracował w naszym domu, ocieplił go. Był uśmiechniętym, ufnym, otwartym człowiekiem, kochającym Boga i ludzi.
Próbowałem urozmaicić "zerówce" nasze spotkania. Wziąłem książeczkę (z płytą CD) Jeanne Perego, z rysunkami Donata Dal Molina Casagrande "Kot i jego papież", do tego jeszcze ze wstępem osobistego sekretarza Benedykta XVI, ks. Georga Gansweina. Tekst na płycie czyta Anna Dymna. W książce jest I Komunijna dedykacja dla naszych dzieci od ojca chrzestnego, z dnia 25.5.2008. Autorka także dała dedykację "Pamięci taty, który w 2007 roku ukończyłby 80 lat, tak jak Józef Ratzinger. I mamie, z uczuciem i wdzięcznością". Pomimo tak szczerych intencji i sławnej aktorki, tekstu dzieci słuchać nie chcą. Nuży ich. Myślę, że wina może leżeć po stronie tłumaczki. Początek jest taki - "Miauuu! Ja jestem Cziko, a wy? Jestem kotem prążkowanym, czyli jednym z najzwyklejszych kotów, jakie można spotkać. Z pewnością nie po raz pierwszy macie do czynienia z kotem prążkowanym."
W nauczycielskim "okienku" się chowałem, boję się zastępstw. Siły przeliczone mam, starcza tyle, co na katechezy. Okno wykorzystuję na przygotowanie, skupiam się i mobilizuję. Mały już ze mnie mają pożytek, w szkole i w domu. No i wstyd zostaje, sumienie żre.
Z klasą szóstą wziąłem udział w świeckiej katechezie prawnej z panią komisarz. Bardzo mi (nam?) potrzebnej.
W klasie 1-szej spróbowałem sam czytać książkę o kocie i papieżu. Trochę zmieniałem, pomny doświadczeń z "zerówki". "Miauuu! ja jestem Cziko, a wy? Jestem kotem rudoszarym, prążkowanym. Takim zwykłym, jakie znacie. Chyba każdy z was je widział kiedyś, gdzieś..." Dodaję rytmu i bardziej znajomych słów. Sensu nie zmieniam. Jest o papieżu B16, który lubi swego kota i gra na fortepianie. Kocha muzykę, kocha Mozarta. Grając odpoczywa i łapie natchnienia. "Jak Dawid, jak Dawid, jak Dawid śpiewać (na każdej harfie) chce".
Nie każdy pomysł wypali. Mario Rinvolucri uczył, żeby nauczyciel przyznawał się przed uczniami do swoich pomyłek i niepowodzeń. Żeby nie kreował się na nad-człowieka. Ale czy będę miał kiedyś okazję rodzicom wytłumaczyć, co robi kot prążkowany w zeszycie ich dzieci?
Do klasy 4-tej niosłem kalendarz z chlebem czytań liturgicznych po włosku, wydruk z polskiego Mateusza.pl i świadectwo Kevina. "A te una spada trafiggera l'anima" . Więcej rozumiemy, lub się domyślamy, niż próbujemy. "Spada" - to miecz. "L'anima" - to dusza. "A duszę twoją miecz przeniknie", Maryjo. W kalendarzu kościelnym 2 lutego wiele znaczy. Klasa mi przypomniała, że to w języku pobożności ludowej zwie się "Gromniczną". Pobiegłem po wielką świecę. Niosłem ją przez szkołę zapaloną, na świadectwo.
Miecz cierpienia przeniknie, ale dlaczego Bóg zrobił to Maryi, młodej dziewczynie z Nazaretu? To było pytanie kluczowe na dzisiaj. "Aby na jaw wyszły zamysły serc wielu". Niezawinione cierpienie matki wzrusza wielu. Wzruszenie nadkrusza wrażliwość, nawet zakutych serc w pancerze. Otwieramy się na siebie, na drugiego człowieka i inne tajemnice. Wychodzą na jaw myśli, uczucia, emocje prawdziwe. Robi się więcej miejsca i dla Boga. Czego nie skruszy cierpienie mężczyzny, dokończy cierpienie "słabej", delikatnej, pięknej kobiety. Dobrze pomyślał to Bóg.
Wracałem z tej katechezy objaśniony. Niosłem zapaloną świecę. Zatrzymywałem się, jak na drodze krzyżowej, przy dorosłych (woźne) i uczniach i objawiałem - "Dzisiaj Gromnicznej. Maryja cierpiała, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu". W pokoju nauczycielskim też recytowałem, nim świecę zgasiłem.
- Aleś ty pobożny.
- Nie, to tylko happening religijny, jedna z powinności katechety. Jestem trochę pobożny, jak wielu, ale moja pobożność nie nadaje się do naśladowania. Za bardzo żyję w osobnym świecie. Pobożność kojarzy się raczej z ruchem masowym, przynajmniej w kościele.
W trzeciej klasie świeca się pali, jak przystało w dzień ofiarowania Jezusa w świątyni, w 40-sty dzień po Bożym Narodzeniu. Siedzimy i rozmawiamy jak 12-letni Jezus w świątyni. Może wiek i role odwróciłem, albo mi się coś pokręciło :-)
Przeczytane słowa nas dziwią. Symeon rośnie w naszych oczach. On mówi, co Duch mu objawił. Maryja i Józef się dziwią. Ho, ho. To i my możemy coś powiedzieć z Ducha, co zadziwi świętych.
Gdy wyszli, przepisałem z tablicy, com napisał na niej sam.
Temat - "Słownik wyrazów i zwrotów religijnych":
1. Ob-jawić - jest przeciwieństwem "zakrywać". Objawić - to uczynić jawnym, znanym. Podobne jest "objaśnić".
2. Wyszły na jaw = objawiły się, dały się poznać innym i wszystkim.
2.
Korupcyjna dziura w plocie
Zapowiedziana dziura w płocie zrobiła się korupcyjna pod wpływem audycji o Egipcie i krajach arabskich.
Wokół dawnej dziury w płocie zorganizować się chce jakaś nowa grupa opozycji wobec szkoły i w gminie. Kiedyś przez nią skracali sobie drogę do i ze szkoły uczniowie, nauczycielka, wagarowicze i inni wędrowcy "na skróty". Niestety także złodzieje. Pamiętam okropne telefony w nocy o włamaniach do szkoły. My i policja zajeżdżaliśmy od wejścia. Złodzieje podjeżdżali od tyłu. W nocy i w dzień było tam niemiło.
To się zmieniło od czasu nowego ogrodzenia szkoły. Z oczywistych powodów fundament i siatka poszły ruchem ciągłym, wzdłuż rowu. Tak było i znów jest. W żadnych planach nie ma mostka przez rów i przejścia. Bo to całkiem wbrew prawu do bezpiecznej szkoły i zdrowemu rozsądkowi. Nie znam szkół z wejściami od tyłu. Ani w Siedlcach, ani w Warszawie, choć kiedy tam byłem szukałem krótszych przejść do samochodu zaparkowanego po drugiej stronie wielkich terenów szkolnych. Trzeba było obchodzić. Bardzo się nie dziwiłem. Rozumiałem to rozwiązanie, jako oczywiste!
Takie same argumenty podawali wykładowcy na szkoleniach o bezpiecznej szkole - "Żadnych tylnych wejść".
Rozumiem, że dla każdego, kto się przyzwyczaił do krótszej drogi, kilkaset dodatkowych metrów robi różnicę. Ale nie rozumiem, kiedy słyszę o zbieraniu podpisów, zachodzeniu od tyłu dyrektora szkoły, gospodarza miejsca, i interwencji u wójta. Nie rozumiem działań "paranienormalnych".
Najlepsza jest droga na wprost. Proste zapytania do kogo trzeba, prosta rozmowa, nawet dyskusja w zespole i tyle. Wobec argumentów i właściwych dla sprawy kompetencji łatwiej porzucić kręte ścieżki.
Kiedy się głębiej zastanowić nad sprawą, przeziera podszewka. Wcale nie boża. Jakaś grupka chce stać się zarzewiem niegasnącego konfliktu. Konflikty - widać - służą ich planom. Widać, mają ukryte cele. Bo kilkaset kroków więcej, albo parę minut dłużej - to zbyt błahy powód, by rodzić kolejne wojny i podziały. Gołym okiem widać, że to tylko pretekst. Chcą uderzyć w dyrektora szkoły i uwikłać wójta. Może jeszcze jest dla nich ważna własna niezdrowa satysfakcja.
Najgorsze się dzieje, gdy konfliktowa grupa ma przyczółek w szkole.
Tytuł dzisiejszy jest ciągiem dalszym wczorajszego. Łączników jest wiele - "Wyczuleni na prawdę, są bardziej wrażliwi na fałsz. Szukam prawdy. Szkoła musi być zbudowana na ustawicznym poszukiwaniu prawdy. Życie i praca katechety tym bardziej. Fałsz ją niszczy. Nas niszczy. Niszczy każdą wspólnotę: małżeńską, rodzinną, szkolną, gminną, ba! narodową, jak i (drużynę) sportową. Fałsz zabija". W szkole fałsz marnotrawi pracę wielu osób.
Dyskusja w mediach dorzuciła do tematu wątek korupcyjny. Nie zawsze chodzi o pieniądze, jeszcze ważniejszy jest sposób działania. W Egipcie i innych krajach arabskich, w których "normą" jest dłuuugie panowanie władców: monarchów, prezydentów, premierów, szejków. Jak niektórych wójtów u nas, choć nie chcę robić zbyt ogólnych analogii. Na pewno chcę wskazać jedno ze źródeł zła dłuuuugiej kadencji Kazika.
Wykształca się wtedy - znajduje sprzyjający klimat - pewien mechanizm korupcji. Jest bardzo prosty. To nie racje, argumenty, kompetencje decydują o stanowiskach i sprawach, ale znajomości, powiązania rodzinne, ukryte układy i zależności, za którymi się kryje, tak czy owak, interes władcy. Władca staje się jedynym pracodawcą. Wtedy nawet parlamenty, cóż dopiero rady gmin! stają się tylko klientami, usługo-(nie prawo)-dawcami. Nie ma niestety łatwego przejścia ze starego do nowego porządku w państwie, ani w gminie. Dyskutanci podkreślali, że w tamtych krajach pojawił się ogromny dylemat "demokracja, czy stabilizacja". BEZ ZŁUDZEŃ. A w naszej sytuacji?
Prawo i jawność wszystkich działań władz lokalnych są niezbędnym lekarstwem w epoce przejściowej naszej wspólnoty lokalnej. Prawo jasno mówi, jakie są powinności, obowiązki, kto za co odpowiada w pewnej grupie społecznej, także w szkole i w samorządzie gminnym. Kto podejmuje decyzje, dlaczego, kto do kogo się zwraca w konkretnych sprawach, jaki jest normalny obieg dokumentów, jaka jest normalna kolej rzeczy. Na tym m.in. budowana jest demokracja i szacunek dla drugiego człowieka. Samorządność - na każdym szczeblu - nie znaczy, że ktoś dorwał się do władzy i może sobie porządzić. Że jego znajomi, rodzina, elektorat ma teraz lepsze dojścia i coś sobie załatwi.
Tak - dawnymi mechanizmami - próbuje rozgrywać dziurę w płocie pewna grupa osób. Poza jawnością, poza kompetencjami dyrektora i wójta. Chce wszystko (życie szkoły, wsi,gminy) zmącić i łowić płotki, czekając na grubą rybę.
Fałsz się z rozumem i demokracją nie liczy. Omija aleje wyznaczone prawem, ryje swoje ścieżki. Wzdłuż, albo w poprzek ogrodzenia.
Jawność, jawność, jawność - każda decyzja musi się obronić w publicznej dyskusji!!! Prawo i zdrowy rozsądek wyznaczają wymiar człowiekowi. Wyznaczają przestrzeń zdrowej wspólnoty lokalnej. Brak dla nich szacunku, to brak szacunku dla drugiego człowieka, nawet dla siebie.
3.
Z dzisiaj:
Grażyna pojechała do sądu. Stara sprawa sprzed 3 lat. Głupi i raczej nieświadomy czyn Marka, byłego ucznia. Napił się, chciał gdzieś się przespać, wybił szybę w drzwiach szkoły i wpadł w ręce policji. Jakby przyczynek do wykładu pani komisarz o konsekwencjach, o odpowiedzialności rodziców, o wadze życia i każdego czynu. Dla sprawcy, dla ofiar, dla rodziny. Prawo przychodzi z pomocą w przywracaniu normalności w Strachówce.
Olek i Marysia zostali w domu. Za lada moment wstaną. Wraz z nimi obudzi się kawał życia i objawi się siła uczuć i emocji, podszytych przędzą wiary i rozumu. Sfastrygowanych z całością. Całość - to moje osobowe życie i Osobowego Wszechświata, który jest historią człowieka. Dla mnie najlepiej się objawił w Jezusie z Nazaretu. Pilnuję słów i szyku zdania, aby nie dać nikomu pretekstu do nieporozumień i ekskomuniki.
Czyjeś przebudzenie może mieć tyle znaczeń. Czyjeś świadectwo wiary - jeszcze więcej! Każde świadectwo wiary rodzi nowe życie. Ten, co narodził się z Ducha, który jest żywy, jest Życiem Samym (nareszcie mam definicję), ma życie w sobie. Ma je w obfitości. Daje życie innym. Sami z siebie nic nie możemy. Oprócz klonowania.