Żebym wykonał wszystko, co do mnie należy. Żebym przyjął swoje obowiązki ina miarę swoich sił i możliwości im odpowiedział. Bym nie unikał powinności, czyli tego, co jestem WINNY innym. Amen.
Moja zwyczajna modlitwa poranna jest metafizyką. Każda modlitwa jest metafizyczna. Daru i powinności fizyka nie bada, nie opisuje. Wraz z człowiekiem wymiar wewnętrzny (duchowy) pojawił się we Wszechświecie. Wcielił się w ten świat. Dlatego Jan Paweł II w stosunku do człowieka używa określeń "duch ucieleśniony", "ciało uduchowione". "Róbta co chceta", ale człowiek ciągle jest (i pozostanie) tajemnicą.
Oczywiście, nie jestem teologiem i nie będę snuł rozważań stricte teologicznych, bo nie mam potrzebnej aparatury badawczej. Będę jednak teologizował, bo inaczej się nie da. Skoro coś nie jest fizyką, a JEST i jest jedne-jedyne, to muszę jakoś nazwać, no nie?
No więc Jezus z Nazaretu jest dla mnie wcieleniem miłości, dobra, miłosierdzia w stopniu nigdzie nie spotykanym. Taka jest moja wiedza o Jezusie.
Jest też Jezus moich (w tym rodzinnych, wspólnotowych) doświadczeń, przeżyć, modlitw i całego życia wewnętrznego.
Czy aura I Komunii objawi się i w dzisiejszych rozmyślaniach?!
Dzięki człowiekowi (dzięki temu, że jest homo sapiens) jest świat wewnętrzny. Czy ktoś sobie wyobraża Kosmos bez wewnętrznego świata człowieka? Bez wartości! Bez wiary, nadziei, miłości? Bez piękna, dobra, prawdy?
Obiektywizacja? - próbuje odnaleźć swoje miejsce w Całości.
Prywatyzacja? - wszystko chce podporządkować swoim celom. Wolę "prywatyzacja", od "subiektywizacja", chyba lepiej ujawnia/opisuje stosunki (mechanizm) podmiotu z "resztą" rzeczywistości.
W obiektywizacji znajduję dar i powinność (jakoś związaną z darem?). Dar i powinność wskazuje na relacje, na przekraczanie granic jednego i drugiego świata, dar przychodzi "z", powinność wychodzi "ku" - inaczej "transcenduje". Modlitwa jest moją rozumną (uświadomioną) odpowiedzią na dar życia we wszechświecie. Modlitwa jest uświadomionym trwaniem w transcendencji? Z antropologicznego punktu widzenia mogę chyba tak powiedzieć.
Modlitwa jest świadomym i dobrowolnym wejściem/przyjęciem w relację osobową między "moim" światem zewnętrznym i moim światem wewnętrznym, ukierunkowaną na ostateczną przyczynę i wyjaśnienie istnienia i trwania "wszystkiego". Moja modlitwa jest bardzo ukształtowana poznaniem i doświadczeniem zdarzeń i osób biblijnych i kościoła (rzeczywistość kościoła to historia, liturgia, wspólnota, moje w nim miejsce itd).
Gdyby mi nie zmarł promotor w trakcie pisanie pracy magisterskiej o istocie człowieka? - kto wie jak potoczyłyby się moje losy i mojej rodziny.
„Mam pomysła” – widzę
potrzebę nowego stanowiska pracy „koordynator medialny”. Wcale
nie chodzi mi o propagandę, ale o większy realizm w naszym życiu.
Jego zadaniem byłoby być na bieżąco ze światem
realnym/zewnętrznym we wszystkich możliwych dziedzinach,
wyłapywanie i podawanie do publicznej (gminnej, organizacyjnej)
wiadomości/świadomości. Jedynym kryterium dla tego stanowiska
pracy jest otwartość na rzeczywistość całą, jaką widzi/jest.
Jedynym akceptowanym ograniczeniem są
uczciwe/absolutnie-tylko-własne (i nie zawinione notorycznym
lenistwem umysłowym) ograniczenia osobowe (żadne polityczne,
światopoglądowe itd.). Myślę, że to jest jeden ze sposobów
byśmy – czyli także nasze wspólnoty lokalne – żyli na jakim
takim poziome realizmu. Inaczej – widzimy to – cofamy się co
dzień, co dzień...
Długość życia to nie liczba lat,
tylko odległość od prawdy. To nawet jest (może być) miara dnia - dotkniesz
prawdy, dzień można uznać za dobrze przeżyty! Dotknięcie prawdy
otwiera stan? przestrzeń? kon-templacji. Stajesz się w pełni
(świadomie) sanktuarium. Współ-świątyną. Możesz potem trwać,
albo być użytym do innych dobrych celów. Zło ci już raczej nie
zagraża, a przynajmniej nie powinno tak bardzo ci grozić. Powiem
nawet, że uważam poznanie prawdy za punkt osobliwy w życiu
człowieka. Potem, czy żyje, czy nie żyje jest i pozostanie w
prawdzie. Tego nie można zapomnieć, tak jak jazdy na rowerze i
pływania. Kto raz się nauczył...
Każe to inaczej spojrzeć na tzw. śmierć człowieka. Napisałem „tzw. śmierć” bo sama definicja się nawet zmienia w medycynie, a o śmierci osoby nikt nie mówi, oprócz religii. Religia zaś mówi o życiu wiecznym. Więc? Masz ci babo placek, po ludzku mówiąc. Ale to nie jest zmartwienie dla tych, którzy poznali prawdę. Poznali i osiągnęli wolność, zgodnie z obietnicą, która była ulubionym zdaniem z Ewangelii dla Jana Pawła II. Prawda, że szkoda, że nie ma miejsc spotkań w parafii na takie rozmowy! Dobrze, że choć w Internecie mam swoje spotkania i przeżycie(a) wspólnoty wiary (rozumnej).
Każe to inaczej spojrzeć na tzw. śmierć człowieka. Napisałem „tzw. śmierć” bo sama definicja się nawet zmienia w medycynie, a o śmierci osoby nikt nie mówi, oprócz religii. Religia zaś mówi o życiu wiecznym. Więc? Masz ci babo placek, po ludzku mówiąc. Ale to nie jest zmartwienie dla tych, którzy poznali prawdę. Poznali i osiągnęli wolność, zgodnie z obietnicą, która była ulubionym zdaniem z Ewangelii dla Jana Pawła II. Prawda, że szkoda, że nie ma miejsc spotkań w parafii na takie rozmowy! Dobrze, że choć w Internecie mam swoje spotkania i przeżycie(a) wspólnoty wiary (rozumnej).
Czekam na niedzielną Pierwszą Komunię. Nie
dajmy sobie odebrać tego święta (katechety, szkoły, parafii,
połowy gminy...) przez stronnictwo faryzeuszy. Niech właśnie takie święto
i sama świętość obroni się i nas w życiu tej wspólnoty
lokalnej. Kąkol i tak zostanie kiedyś oddzielony od pszenicy
(zboża). Z-Boża to rzecz, nie nasza.
Nie ma możliwości, żeby w prawie
każdej wspólnocie lokalnej nie działały stronnictwa faryzeuszy.
Około godz. 11.00 zostałem zaproszony
przez księdza Łukasza z Wołomina do przeżyć charyzmatycznych we
wspólnocie modlitewnej animatorów Odnowy w Duchu Świętym na stronie www. Skorzystałem, słucham,
wspominam, przeżywam, skomentowałem od razu - " Dwa razy uparcie dawałem
dzieciom w klasie 2-giej przed I Komunią obrazki cudownego rozmnożenia
chleba i ryb. "Bierzcie i jedzcie". Co to znaczy dla naszych
parafialnych wspólnot? Duch Święty, I Komunia (komunia w ogóle)... jak
wprowadzić równowagę między "bierzcie" a "dawajcie"???"
Nie mogę nie myśleć o I Komunii w niedzielę w Strachówce w parafii WNMP! Także z norwidowskimi akcentami. Przypominają się "Rekolekcje Norwidowskie" sprzed lat.
W trakcie adoracji podczas transmisji
zanotowałem – "Człowiek, generalnie, to miejsce, w którym spotyka
się to, co jest jednostkowym podmiotem i z tym, co jest poznaną i
uświadomioną całością. Człowiek nawet to nie tyle miejsce, co
samo spotkanie. Wydarzenie spotkania. Samoświadomość mówi mi, że
biorę i daję jednocześnie. Gdybym nie wziął (nie brał) to by
mnie nie było. Gdybym nie dawał – to któż i cóż by o mnie
wiedział?"
Dzięki transmisji w tv.odnowa.org
mogłem przeżywać WSPÓLNOTĘ WIARY, z zawsze wdzięcznym
pomrukiem/klekotem/muzyką sali podczas tzw. modlitwy językami (glosolalii).
Pomruczałem/klekotałem sobie i ja, nigdy nie miałem z tym kłopotów.…
Zobaczyłem na sali i usłyszałem swojego
dawnego profesora ks. Bronisława Dembowskiego, biskupa emeryta, w
którego życiu zobaczyłem kiedyś gołym okiem obecność Ducha Świętego od urodzenia i
w dziejach jego dzieciństwa, w tym w modlitwie maki ofiarowującej go na służbę Bogu, o czym dowiedział się, gdy już był w seminarium z własnej i "nieprzymuszonej" woli. Zawsze się wzruszę czytając, jak jego siostra
Małgorzata (19) szła na śmierć w Ravensbrück, w ślad za matką Henryką, a wcześniej o ich rodzinnej przyjaźń
z ks. Korniłowiczem (tym od Lasek) itd. Życie twoich wiernych jest jednością,
zmienia się, ale się nigdy nie kończy (o ile się naprawdę zaczęło
w Duchu Świętym).
Facebook wszedł na giełdę. Misja firmy brzmi - "Uczynić świat bardziej otwartym". Zarobili tylko dzisiaj ze sprzedaży akcji 18 mld dolarów. A mnie cieszą inne rzeczy, np. w jednym z komentarzy przyszło mi do głowy dziewiąte błogosławieństwo prawie ewangeliczne i bardzo praktyczne na tym etapie życia i rozwoju polskiego społeczeństwa "błogosławieni mający inne zdanie ode mnie".
Wszyscy się rozjechali. Andrzej na
turnieju piłkarskim z Koroną Jadów w Warszawie, Grażyna z
bliźniakami na zajęciach sportowych w ramach projektu w szkole.
Uff!! Mogę spacerować po meandrach bytu. Wszystkim wydaje się to
bezproduktywne? Produktywne, produktywne. W świetle tego, co
powyżej? I w wielu poprzednich postach?! Czekajmy końca (dnia, życia, epoki...).
Ten i ów jeszcze tu zajrzy. "Bo mnie
nie będzie".
PS.
Na ilustracji "Portret Faryzeusza", dzieło z roku 1493... Faryzeusze – nazwa pochodzi od hebrajskiego słowa peruszim – "oddzieleni", "odłączeni", z greckiego: pharisaioi. Sami faryzeusze nazywali siebie chawerim tzn. "równi sobie", "współtowarzysze". Zyskali sobie reputację ekspertów w dziedzinie interpretacji przepisów prawa [Pisma]. W dzisiejszych czasach mianem faryzeusza określa się człowieka fałszywego i obłudnego."(za Wiki)
