"nie zmyślili tego wieszcze
bo zbyt jest piękne"
(C. Norwid, Ruszaj z Bogiem)
To nie to samo, co deja vu. Ale coś w tym jest podobnego. Zdarzenia, które się nam prawie narzucają z prośbą o namysł i interpretację. Wszystkiemu winien jest... człowiek, który pamięta, kojarzy, wiarą i rozumem szuka prawdy i ją kontempluje. Czasem, z zakłopotaniem.
Deja vu niech zajmują się psycho- i neuro- specjaliści. Moim przypadkiem zaś - fenomeno- i teo- logowie. Logos w przypadkach opisanych znaleźć. Poza drogą-prawdą-życiem pojętymi jako całość, w jedności, chyba się nie da, bo i po co. Sensu szuka i sens odnajduje człowiek-osoba. W osobowym bycie-istnieniu. Z samoświadomością.
Przypadek, nad którym chcę skupić uwagę swoją i czytelników, to dwa przypadki łącznie - a może i trzeci jest przypadek w przypadku - z wczoraj i z dzisiaj. Jakiś przypadek, w moim oczywiście życiu, je połączył. A dzisiejszy maszynowy post - efekt wiedzy ścisłej i pracy, w przypadku programisty - na stronie Facebooka, zmusił mnie do pisania. Chronologia jest tutaj niezbędna, fenomenologia first. Najpierw świat (wszech) musi zaistnieć i być poznawczo opisany. Potem dopiero idą metafizyki.
I
Wstrząsnął mną wczoraj post udostępniony, jako pierwszy, po otwarciu Internetu. Fejsbukowa maszyna wybrała i postawiła przede mną (nie tylko przed narząd wzroku) wspomnienie wizyty byłego biskupa mojej diecezji arcybiskupa Henryka Hosera w Zespole Szkół im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej. Zdjęcia z tej historycznej wizyty wraz z opisem żony, dyrektorki, wiszą na stronie szkoły. Udostępniłem wtedy, przed 4 laty, i zawsze, kiedy wpadną mi w oczy, rozum, serce... jakoś. Tak samo zrobiłęm wczoraj. Ale coś się wydarzyło, dużo więcej, niż ryutynowe kliknięcie. Prawda, wewnętrzna prawda tamtego wydarzenia, zaczęła we mnie rosnąć, przemawiać, animować... w sumie cały mój dzień. Musiałem zrezygnować z prostego udostępnienia, bo łańcuch doznań, przeżyć, skojarzeń, refleksji, rósł i rósł. Najpierw przekroczył ramy jedne, potem drugie. Jak widać przekracza jeszcze dzisiaj, transcenduje. Nawet po przetransponowaniu posta na Fb w notatkę, a potem w post na blogu. Żył we mnie, a ja w nim, aż tak, że przed samym opublikowaniem zmieniłem tytuł. Na papieski (bardziej)! Ale to nie był koniec.
Już - wydawałoby się - po skończeniu i opublikowaniu posta, resztka wspomnień z dnia 11 stycznia lat minionych, odkąd jestem na Fb, zaczęła migać i pulsować. Rzucały nowe światło, na to, co się z nami dzieje (z postem i ze mną, a nawet z całym lokalnym Kościołem). Doświetlała nas, ba, drążyłą w głąb.
Wiedziałęm już wtedy, wieczorem, że to się tak nie skończy. Że musze powrócić, w tych nowych od-blaskach prawdy większej, która się objawia - tym, co było i co jest. Było i jest osobowo, bo żadne inne ośrodki i laboratoria nie monitorują tych zjawisk. Tylko osoba tego, który przeżywa, poznaje, doznaje, reflektuje, kojarzy... pozwala się prowadzić pamięci, tożsamości i... Sensowi sensów. Prawd(y) kontemplacji - czyli być (w/i) współświątynią. Osobą osobową najbardziej?!
Zanim zdążyłem zasiąść do reflektowania i pisania o tym, co wczoraj się objawiło... sytuacja się powtórzyła. Tym, co pokazało się jako pierwsze, po uruchomieniu Internetu w piątek 12 stycznia 2018! Ale jeszcze bardziej. Nie była to zjawa/informacja o czymś nowym, z tego, co już było. Było to zdjęcie, które wczoraj się zjawiło, a trakcie pisania, w najbardziej końcowej fazie, przy udostępnianiu. Na koniec dobieram obrazek, przeważnie zdjęcie, które jakoś wiąże się z tekstem i duchem przesłania, posta. Wczoraj nie było co do tego żadnych wątpliwości, musiało to być zdjęcie, które wywołąło cały ciąg zdarzeń - to z wczorajszego pierwszego posta udostępniającego wspomnienia na Fb (sprzed 4 lat, abp HH w szkole RzN).
Zdjęcie/ilustracja, wizualizacja posta była oczywista. Potrzebowałem jednak właściwego rozmiaru i dlatego szukałem w archiwum zdjęć. Znalazłem, czego potrzebowałem, ale... obok było inne, na które padł mój wzrok. Wzrok obudził myślenie - coś w tych dwóch jest podobne. Coś woła, mówi, krzyczy. Co objawia? Jestem z gatunku homo sapiens. Tak działa osobowy intelekt, przez kojarzenie przeważnie i dopytywanie, czemu.
Na jednym zdjęciu był abp Hoser w naszej Rzeczpospolitej Norwidowskiej (z uczniami i DyrKa), a na drugim biskup Kazimierz Romaniuk, w naszym Sanktuarium Annopolskim Matki Bożej (Murillowskiej). Pierwsze zdjęcie, trzeciego biskupa warszawsko-praskiego, drugie zdjęcie - pierwszego-założyciela naszej diecezji. Od dwóch miesięcy jest czwarty, który był kiedyś kanclerzem kurii tego pierwszego-założyciela. Założyciel-diecezji, coś chyba znaczy. Na pewno. No i wpisał się w historię kultury, dokonując tłumaczenia całej Biblii z języków oryginalnych. Drugi, trzeci itd. już muszą czymś innym wpisać się do historii.
Zastanawiałem się wczoraj, przed publikacją posta, czy mogę dołożyć zdjęcie bp Romaniuka i dlaczego nie, a dlaczego tak. Zwyciężyło tak - jestem pozytywny. Ba, jestem realistą, który uznaje pierszeństwo Tego-Co-Jest, przed innymi względami stylistyczno-redakcyjnymi. Pierszeństwo bytu, ponad spekulacjami. Fenomenologii, przed metafizyką. Najpierw musi coś być, zaistnieć. Potem musimy jakoś poznać: usłyszeć, zobaczyć, dotknąć, poczuć węchem, smakiem. Są podobno jeszcze inne zmysły: głodu, równowagi, głębi, seksu... ale poprzestanę na tradycyjnie - i może najważniejszych - poznawczych. Zmysł metafizyki i sensu (dobra-prawdy-piękna)? Czemu nie.
A więc, zasygnalizowałm, jak do tego doszło, i że nie było to takie oczywiste. Dzisiaj mogę powiedzieć, Boże, jak to dobrze, że dołączyłęm, że dałem się poprowadzić Twemu tchnieniu. No bo, pomyślcie, czyje tchnienie zestawia nas z biskupami Ordynariuszami na zdjęciach?!
II
Pierwszym postem, zdjęciem(!), które na mnie spojrzało 12.1.2018, po uruchomieniu Internetu/Facebooka, było zdjęcie Pierwszego Ordynariusza-Założyciela w starym domu w Annopolu. To, nad którym zostało mi zadane myśłenie wczoraj, przypadkowo.
Tak, zdjęcie pierwszego biskupa, Ojca-Założyciela w Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej. A obok stoję ja-szary-człowiek-katecheta-ojciec-rodziny - pokazuję i objaśniam biskupowi skąd i dokąd zmierzamy. Najstarsze pamiątki rodzinne, z domu Jackowskich, inteligenckiej warszawskiej rodziny, na której jak na filmie można prześledzić polską drogę historii, wolności, kultury... - sięgają 1881 roku. Są to laurki dla pradziadków, Najukochańszych Matki i Ojca, pisane jak ikony, na klęczkach, z miłości. Wzorem poprzednich pokoleń Trębińskich, Głowackich, Prusów i Norwidów. Ad maiorem Dei gloriam, i ku pokrzepieniu serc, i ku wychowaniu pokoleń patriotycznych i religijnych Polek i Polaków.
Świadomość narodowa wśród nas zamieszkała. I Słowo, które stało się Ciałem. Więc i samośwaidomość Kościołą. Siostra babci, która wraz z mężem wybudowała ten dom i postawiła obok niego Matkę Bożą Murillowską, chciała być świętą - zachowały się jej panieńskie pamiętniki. Nie mogłęm ich nie pokazać swojemu biskupowi-ordynariuszowi-założycielowi. Ojcu. Jesteśmy Kościołem Powszechnym Świętym i Apostolskim. Człowiek (rodzina w ciągłości pokoleń) jest drogą Kościołą. Takiego Kościołą, nie tzw. polskiego, głównie na tradycji obrzędów budowanego i na posłuszeństwie włądzy. Nie - na Soborze Watykańskim II i wierze i rozumie (także tych, którzy nas poprzedzili).
W tym czasie, gdy abp Henryk Hoser odwiedzał szkołę RzN, jej absolwent, a zarazem pierwszy stypendysta naszej diecezji, z woli Pierwszego Biskupa, Ojca-Założyciela, pracował jako stażysta w kościelnej przybudówce w Unii Europejskiej w Brukseli, w COMECE!
"COMECE powstała 3 marca 1980 przy aprobacie Stolicy Apostolskiej. Jan Paweł II zaproponował, by Kościół był obecny w strukturach Wspólnot Europejskich nie tylko poprzez urzędników, którzy są katolikami, ale w konkretnej formie instytucjonalnej." Także i TO dobro zostało u nas zmarnowane. A abp HH wszędzie, więc i tam, bywał! Czy i o tym nikt mu (w kurii, dekanacie i parafii) nie powiedział?! Jasiek o tym pisał, prowadził blog stażysty (przynajmniej zaczął)!
nie ma wiary bez myślenia
nim w coś uwierzę musze poznać
inaczej się nie da
zobaczyć usłyszeć podumać
PS.
Smutne myśli dał mi kolejny post-wspomnienie, relację z wizyty abp Hosera w Urzędzie Gminy, spotkanie z samorządem. Czemu smutny i coraz smutniejszy? Bo poprzednia wizyta w tym miejscu, pierwszą taka, miała miejsce w kwietniu 1994. Na moje zaproszenie przyjechał ks. bp Romaniuk, aby uczestniczyć osobiście w czymś, co było pomyślane, jako podsumowanie I Kadencji Samorządu w Wolnej po PRL Polsce. By zbliżyć się do ideału wspólnoty samorządowej. By odkrywać jej powołanie/misję i moc. By przełąmywać lody i nieufność różnych światów (świeckiego i kościelnego). Co z tego zostało? Formy?! A duch???
Zawsze tak się kończy, gdy nie pyta się o pamięć i tożsamość - CAŁE NIEOCENZUROWANE, W JEDNOSCI. Jeśli chcemy zrozumieć człowieka, pytajmy i poznajmy jego drogę-prawedę-życie (i jego czasu)
Czy można nas (i wspólnotę lokalną i każdą) poznać, nie dociekając "jak to było na początku"? ABSTRAHUJĄC od życia, które dzieje się, bo cos wcześniej było, działo się - bo nic nie zaczyna sie z niczego!
Zawsze tak się kończy, gdy nie pyta się o pamięć i tożsamość - CAŁE NIEOCENZUROWANE, W JEDNOSCI. Jeśli chcemy zrozumieć człowieka, pytajmy i poznajmy jego drogę-prawedę-życie (i jego czasu)
Czy można nas (i wspólnotę lokalną i każdą) poznać, nie dociekając "jak to było na początku"? ABSTRAHUJĄC od życia, które dzieje się, bo cos wcześniej było, działo się - bo nic nie zaczyna sie z niczego!
Ostatnim denerwującym postem, łączącym się z pracą dnia w pocie swego czołą, były zdjęcia z pewnej chałtury duszpasterskiej! Dekanalno-dicezjalno-parafialnej?! Rok wiary przeminął z wiatrem. I Szkołą Przyjazna Rodzinie... Czy i deklaracja mojej osobistej wiary, napisana życiem i śmiercią tego dnia, 11.1.2014 - też ma pójść z wiatrem?! O nie. Żyje się na świadectwo. Wielkie rzeczy działy się w moim czasie - Cud Polskiej Wolności (i pierwociny Kościołą Posoborowego, nieklerykalnego). Ktoś kiedyś odkopie. Coś JEST, bo BYŁO coś wcześniej!
a) pulsować -
kurczyć się i rozkurczać w równych odstępach czasu lub cyklicznie zmieniać swoje właściwości
fizyczne, głównie będące wielkościami określającymi natężenie jakiegoś procesu
b) migać -
1. poruszać się szybko, sprawiając kłopoty patrzącemu; świecić przerywanym światłem, mienić się;
2. poruszać czymś szybko;
3. posługiwać się migami (znakami porozumiewawczymi);
4. migać się - uchylać się, np. od pracy; wymigiwać się
