Cóż za wydarzenie! Gdzie? W Internecie!
No i wysłałem dużo poczty z listem otwartym „O
deprawacji publicznej”, to też dało mi oddech spokoju. Do każdego dołożyłem list przewodni. Coś jednak w tej sprawie zrobiłem. Nie przeszedłem obok „leżącego
na drodze do Jerycha”. To – jak się okazuje – leży
współczesna pobita kultura (ofiara wojen czy bogactwa), już, albo się właśnie pokłada (wzdłuż drogi?). Powiedział mi to człowiek, którego spotkałem w
Internecie, z rana. Wypisałem mu się w mankiet, wygadałem, nie wiem, czy nie
za bardzo, za wiele. Zobaczymy, (jeśli) gdy odpowie, więc na razie
cieszę się na 97%.
Poszedłem
więc na tym głębszym oddechu w las. Oddychać jeszcze większym tlenem? Las sobie mnie przypomniał,
ja – las. Cztery grzybki znalazłem, malutkie, maciupeńkie,
ważniejszy był pierwszy spacer od dawna i myślenie, oddychanie istnieniem, jak przed naszą epoką lodowcową. Widać, że mógłbym jeszcze pochodzić, popływać i pograć w tenisa,
pojeździć na rowerze, może nawet na koniu :-)
Ale gdzie jest ten świat, ta moja wiecznie poszukiwana półkula prawdy?
Ja żyć bez prawdy nie umiem, na co mam dwa doświadczalne dowody.
Pierwszy – stopniowe zamieranie w epoce fałszu za wójta Łapki.
Drugi – ożywam, gdy spotykam
Porta Fidei, Fides et ratio, albo
podobne roz-ważenie prawdy do końca, szczerze, w istocie i
aspektach istotowych i konstytutywnych, bez zahamowań nijakich i
polityki.
A PO CO ŻYJE - dawny-stary - CZŁOWIEK, nie ponowoczesny? Z prawdy i
dla prawdy, która daje wolność i moralność, a bez której nic
się wcześniej nie stało, z tego, co się stało (także wśród
nas). Dawny człowiek spotkania, dialogu lub zwykłej rozmowy o sobie,
o swoim imieniu, w którym istota była kiedyś ukryta. I koniecznie
z (jednym) obliczem, które objawie (naj)WIĘCEJ.
Ile myśmy stracili tego świata i życia! Ile ja straciłem! W nieustannym festynie fałszu, który nastąpił
po I Kadencji był fałsz, tak jak, po festiwalu
Solidarności był stan wojenny. Żyć się ode-chcie-wało po trochu,
po trochu, zupełnie, kompletnie nie raz. Ile razy! tak myślałem,
czasem powiedziałem komuś. Żyć się przestawało kawałek po
kawałku. Nawet szkołę chciał likwidować
zły ktoś, nie sam, z
pomocą usłużnych beneficjentów tamtego systemu „wójtokracji”.
Jak bardzo ważne było po-ranne spotkanie w Internecie człowieka! Ile
mi wyjaśnił! Generalnie? - że to można już prześledzić w publikacjach naukowych i takichże badaniach (znów odwrotnie), że na naszej pół-kuli nie chce się już ludziom chcieć,
zwłaszcza bardziej być, chce się więcej mieć. Ot, i wyjaśnienie,
ale czy pocieszające?! Dotyczy sporego segmentu Ludzkości, może
całej pół-nocnej pół-kuli, więc nic dziwnego, że i nas, ludu,
który dopiero co uzyskał prawo do większej konsumpcji i posiadania
(odwrotnie?).
"Nigdy jednak wcześniej nie uczyniono ze słabości
człowieka wiodącego elementu konstytutywnego jego natury. Ponowoczesność przełamała
tę barierę osłabiając rozum poprzez podważenie zarówno filozoficznej, jak i teologicznej hierarchii prawd" naukowych, życiowych, egzystencjalnych! - co znamy ze staropolskiego zawołania „hulaj dusza, diabła nie ma”. Jak diabła, to i Boga i
drugiego człowieka, a nawet śladów podmiotu w sobie. Narodził się
nowy byt w kulturze – człowiek bez-podmiotowy.
Nastąpiło jakieś zachłyśniecie chwilą posiadania (zmylenie posiadania chwili?), niebezpieczeństwo znane wszystkim rodzicom małych
dzieci. I kwitnie w konsekwencji - tak lub inaczej - węziej lub
szerzej, negacjonizm i pozoranctwo. W miejsce negowanych wartości
coś trzeba przecież wprowadzić! Tak więc mało jest dla mnie
pocieszające, że dupeerele rodzą się z dwóch stron, z tego co
było, i z tego, co położyło się, a właściwie na naszych oczach
kładzie się dopiero na drodze (już nie pielgrzyma, konsumenta
kulturalnego, ze strukturalną blokadą rozwoju którejś pół-kuli,
a jakże).
Przyznaję, nie wi(e)działem tego tak. Myślałem, że
straty ponieśliśmy niepowetowane GŁÓWNIE przez brak wolności
lektur i myśli i wszystkiego w PRL. Że głównie to tak i już. A jest
jeszcze gorzej, głupota jest jeszcze bardziej galopująca, o rany! z
dwóch stron.
Co odkryłem i co dodało mi tlenu w procesie rozsyłania listu
otwartego „O deprawacji publicznej”? Otóż nie małe to było/jest odkrycie. Mianowicie, że tworząc grupę mailową „sejmowa” wszyscy byli mi bliscy, i równi jak litery w kodzie paskowym :-)
... bez rozróżniania przynależności partyjnej!
Mój kod paskowy barw partyjnych nie czyta, wyłapuje za to na kosmiczną odległość Człowieka. Tego najmniej się spodziewałem, a jednak. Tworząc
listę, dla wygody użyłem klucza alfabetycznego. Co mnie obchodzi
przynależność partyjna parlamentarzysty wybranego „przez naród”
dla podźwignięcia odpowiedzialności za nasze wspólne losy, kiedy
zwracam się uczciwie jak Polak do Polaka o bezinteresowne zainteresowanie i
podjęcie działań, które są w zakresie jego obowiązków i
powołania?!
Każdy może się nam dobrze przysłużyć - nie tylko Bóg Ojciec - jeśli usłyszy nasz głos i jakoś na niego odpowie. Każdy (wiedny i bezwiedny "obraz i podobieństwo"). Po cóż tu ideologia - jest prawo stanowione narodu, konstytucja! Telewizja
wypacza obraz życia, bo zawsze preparuje (kłótliwe) show, by podkręcić
licznik oglądalności.
Pocieszyło mnie, bo czyż nie jest wielkie i przez to także pocieszające, że
zajęli się już nami - i naszym coraz większym problemem, pomniejszającym się rozumem - naukowcy! Już to dostrzegają, może coś
poradzą? Mogę im pomóc swoim opisem „deprawacji publicznej”,
zaobserwowanej na samym gminnym dole. Ale smutna myśl druga – więc
na cóż Jan Paweł II napisał się tyle encyklik, posoborowych
of
course, skoro ludzie wierni z wiernych nawet, nie tylko, że nie chcą
czytać, ale przełamując się i czytając nie mogą zrozumieć!
Skoro wcześniej nastąpiło wyłączenie jakiejś części rozumu?
Pomniejszenie go. Z kim jak rozmawiać o wierze i rozumie, słynnym
Fides et ratio? Komu się chce szybować jeszcze na dwu skrzydłach
do kontemplowania prawdy? Lepszą rozrywką jest spadanie w
kosmicznym skafandrze z wysokości 40 kilometrw z prędkością
dźwięku. Ot, kultura...!? Raczej technologia.... życia.