Wróciłem z uroczystości chrześcielnych Marianny Sowińskiej. Dziecię ma parę miesięcy, jeszcze nie wie, co się dzisiaj wydarzyło. Ale jej rodzice, liczni przyjaciele i znajomi zachowają wszystko w sercu swoim.
Jeszcze przed wyjazdem przyszła do mnie myśl, która oczywiście zanotowałem - chyba w charakterze preludium z wysoka - że "w życiu dużo więcej dostajemy wielkich przekazów, niż jesteśmy w stanie załapać, a na pewno gdzieś, jakoś, zanotować.
W mojej głowie dzisiejsza uroczystość zapisała się w trzech fazach: dojazd, chrzest, powrót. Nie w samej głowie. Na szczęście dysponuję jeszcze zapisem cyfrowym.
O dziwo nie było we mnie wielkiego entuzjazmu wyjazdowego. Aż się dziwię, bo dotąd hasło 'Andrzej Madej' działało na wszystkie poziomy mojej świadomości, percepcji, recepcji i czego się da. Może dlatego, że miałem jechać sam. Grażyna ma zakończeniu "Liderów PAFW", starszyzna rozjechana, chciałoby się pozostać z młodszyzną w wiejskiej ciszy.
Jadę, jadę i nadziwić się nie mogę. Taki piękny dzień. Chciałbym zatrzymywać się w wielu miejscach, zdjęcia robić. A to klacz ze źrebakiem, a to pejzaż z chmurami, a to, a tamto. Już dziękuję w duchu Mariannie i jej rodzicom, że mnie zaprosili i wyciągnęli z krzaków. Dali mi okazję, aby się cieszyć pięknem świata i życia wewnętrznego. Nie zatrzymuję się, twardo mknę nowymi, europejskimi szosami (27-letnią "beczką"). Prowadzi mnie od środka sprężyna mojego chrześcijaństwa. Andrzej, spotkany w Kodniu 28 lat temu, ją nakręcał każdym spotkaniem. On mógłby być miarą wszystkich rzeczy. Tak wiarygodne jest chrześcijaństwo w nim. Bezapelacyjne. To znaczy, on jest bezapelacyjnym uosobieniem człowieka wiary.
Dojechałem. Cieszyłem się, że miałem nakazane wcześniejsze przybycie, aby uzgodnić z kim trzeba możliwość czytania liturgicznego. W Sławków parafii obowiązują pewne rygory. "Posiedzę sobie spokojnie w pięknym kościele - myślałem. Lubię to". Nie wiedziałem, że aż tak pięknym. Może coś będzie widać na zdjęciach.
Dostałem przypadkiem I czytanie. Nie przyszedł drugi parafialny lektor. Fuks. Czytanie o świętym mężu Elizeuszu, który zawsze się zastanawiał, co może zrobić dla innych. Dla mnie wielki zaszczyt.
Andrzej w kazaniu cieszył się, że chrzest to zaproszenie do świętości. To odwaga rodziców, aby dziecko wprowadzić w krąg świętości. A świętość wyznacza horyzont człowieczeństwa.
Andrzeja można rozpoznać po kazaniu. Jego pierwsze kazanie, jakie słyszałem, i potem wiele, zawsze nawiązuje do największego powołania człowieka, jakim jest świętość.
To go odróżnia, wyróżnia, cechuje. I nie są to słowa dla innych. Mówi to z mocą świadectwa. Mówi sobie i wieczności. Tak też odprawia mszę święta, tak sprawuje wszystkie posługi, tak żyje.
W jego posłudze najlepiej można go poznać. Po Ewangelii podnosi wysoko nad głowę Księgę Życia. To jest jego scenariusz i rozpiska żizni. Ktoś może woli go poznawać i smakować jego dobroci i intelektu przy stole biesiadnym, w rozmowie o wierze i rozumie? Wspominał dzisiaj swoje spotkanie (wykład) na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. Profesorowie dopytywali się o jego prostą, radosną wizję chrześcijaństwa. Kiedyś wspominał toast z prezydentem Władymirem Putinem w gronie całego korpusu dyplomatycznego w Aszchabadzie.
Chrześcijaństwo nie jest teorią. Jest drogą, prawdą i życiem. Dla tych, którzy je przyjmują prostym sercem. Można także oczywiście pogłębiać nawet najbardziej wykształconym rozumem. Jako teoria, jest do zawieszenia na kołku, a nawet do odrzucenia. Tyle jest w końcu teorii! Tyle jest pokus wygodnego życia! Jako droga, prawda i życie chrześcijaństwo jest ratunkiem (kołem ratunkowym) dla Ludzkości. Jest drogą prawdy, wolności, a przede wszystkim miłości. Miłości miłosiernej. Wybaczającej, ofiarowującej się dla i za drugiego człowieka. Wzorem i gwarantem ostatecznej skuteczności tej drogi (zbawienia) jest Jezus z Nazaretu. Jezus Chrystus, nie jako nauczyciel, może nawet nie jako cudotwórca, ale jako najpełniejsza (najpiękniejsza) osoba.(*) Amen.
Gromadka zaproszonych gości mogła po obiedzie w pałacowej restauracji spacerować z mistrzem alejami parku w Jabłonnie. Przeszliśmy pod Łukiem Tryumfalnym wystawionym dla ks. Józefa Poniatowskiego po zwycięstwie pod Raszynem. Z nami był ktoś większy, niż bohater narodowy.
Andrzej jest dłużej tym razem w Ojczyźnie. Jego ojciec przebywa w szpitalu, w stanie terminalnym. Miałem szczęście poznać jego rodziców, podczas ich złotych godów. Wypytywałem wtedy jego ojca o małego Andrzejka. Był prawie taki jaki znamy go dzisiaj. W jednej z młodszych klas chciał oddać połowę swoich ocen koledze, któremu groziła drugoroczność. A w Adwencie na roraty chodził do kościoła w Wilkowie tropem ojca, który zakładał mu szlak w kopnym śniegu (świecie?).
Przez całą mszę w kościele dochodził mnie zapach miodu. Dziwiłem się i rozglądałem. Skąd pszczoły i łąki w murowanym kościele, błyszczącym od marmurów? Myślałem nawet, że od tego bursztynowo-słodkiego wystroju wnętrza. Chyba zauważyłem wcześniej, że ojciec chrzestny Marianny trzyma woskową świecę, ale nie kojarzyłem obrazu z zapachem. Dopiero przy ogłoszeniach parafialnych. No i ja miałem coś osobnego, swoją wieś w mieście.
Zupełnie nie a propos i dopiero przy przeglądaniu zawartości aparatu fotograficznego przyszła do mnie kolejna myśl, że "żaden ksiądz nie może mi podać Pana Boga. Ksiądz podaje tylko hostię, komunikant. Bóg musi się narodzić we mnie. Tylko we mnie i aż we mnie. Oto tajemnica wiary. Osobo - czy rozumiesz kim jesteś? Czy rozumiesz siebie? Swoją godność? Jesteś jedyną wolnością na świecie. Ba, w całym Wszechświecie! I to taką wolnością, która może Bogu powiedzieć "tak", lub "nie". A On - zależny w tym względzie od ciebie - zrodzi się w tobie, lub nadal będzie czekał." (jak widać, w żadnych okolicznościach nie mogę przestać być sobą, jestem fotografującym katechetą :-)
(*) "Z racji godności swojej wszyscy ludzie, ponieważ są osobami, czyli istotami wyposażonymi w rozum i wolną wolę, a tym samym w osobistą odpowiedzialność, nagleni są własną swą naturą, a także obowiązani moralnie do szukania prawdy, przede wszystkim w dziedzinie religii. Obowiązani są też trwać przy poznanej prawdzie i całe swoje życie układać według wymagań prawdy." (Sobór Watykański II, Deklaracja o wolności religijnej)