13 czerwca 2026

Coś niezwykłego - z perspektywy 73 lat Drogi-Prawdy-Życia Józefa K.

grafika wygenerowana przez AI

Zrobię dzisiaj coś nie-zwykłego. Chyba bardziej dla siebie, niż kogokolwiek innego. Dam tutaj siebie z długiego okresu, obejmującego bardzo wiele z całe mojej świadomej (rozpoznanej, uświadomionej do stanu samoświadomości) rozkminionej, ile się dało, Drogi-Prawdy-Życia. Od czasu tuż pomaturalnego do dzisiaj. Choć nie z całością zapisów (byłoby za wiele chyba). 
Dam jednak "wierszyki" z fazy całkowicie niepolitycznej (prócz antykomunizmu wyssanego z mlekiem matki i z dziejów przodków: Jackowskich, Kapaonów), które się tutaj wprosiły ze względu na temat kontemplacji. Chciałem cos w nich odnaleźć, a okazało się, że właściwie ich całość tu pasuje. Są jakby bardzo kompatybilne z dzisiejszym doświadczeniem-przeżyciem, które zaowocowały tekstem "kontemplatywny czynnik życiowy"

Jest jednak także inny wątek, współcześnie-polityczno-kulturowy, o który rozbija się dzisiejsze życie społeczno-publiczne w Polsce. W tym wątku polityka odsłania głębokość implikacji polskiej tradycyjnej religijności - ba, polityka je wykorzystuje (ufundowała na nich partię i jeszcze nie skończyła tego procesu partyjnienia Polek/Polaków). A jest to religijność bardzo nacjo-ludowo-antysoborowa. 
Przełom "aggiornamento" soborowego nie został przepracowany, implementowany w sposób myślenia i postrzegania świata i Kościoła. Więcej klasowości popeerelnej można w tej religjności znaleźć niż soborowości/synodalności. Choćby tzw. obrządek miesięcznicowy 16 lat po tragedii smoleńskiej (która wręcz przesłoniła tragedię Katyńską). 

Partyjność zakrywa soborowość/synodalność. To, co cechuje nasze życie publiczne ma także korzenie konstytucyjne, źle komponujące władzę publiczną na najwyższym poziomie - czyli źle służy funkcjonowaniu i rozwojowi kraju. Tak więc mam jakby trzy komponenty tego prompta: 
1) tekst wersowany o kontemplacji ("kontemplatywny czynnik życiowy"), 
2) tekst linearny o wadach obecnego model prezydentury w Polsce, 
3) zbiór wierszyków z młodości 

- jako próbę wejrzenia w mechanizmy duchowo-intelektualne, które mnie prowadziły całe życie, czyli cała Drogę-Prawdę-Życie
  
*** 
  
1) 
kontemplatywny czynnik życiowy

brzmi zawijaśnie długo
i nie chodzi wcale o teologię
w której spotkałem kontemplację
ale przecież jest czymś bardziej

i ja tego doświadczam sobą-życiem
od wczesnej młodości

najpierw w 1972 na Dworcu Gdańskim
czekając na pociąg do Legionowa
gdy spytał przyjaciel co robię
nieruchomo z zamkniętymi oczami
na betonowym siedzisku ze ściany

żachnął się aż na kontemplację
czego (co)
tak reagują chyba wszyscy nadal

inny wczesny przykład z lasu
spisany wierszykiem młodości
którego nie mogę odnaleźć
że spieszę się nawet szczękami
jedząc jabłko
zamiast zatopić w kontemplacji

zawsze i teraz rozumiem podobnie
bycie
zwykłe bycie i jakby tylko ono

oczywiście są tego jakieś warunki
dobro-bycie zdrowotne
bo ból może się przebić na wierzch
albo jakieś niesprzyjające warunki
może pogodowe może materialne
co nie pozwoli na proste bycie sobą

ale w hierarchii spraw naszych
człowieka na ziemi i w kulturze
jesteś będziesz na górze oczekiwań
o ty boska contemplatio w nas
  
PS.
"termin kontemplacja wywodzi się z języka łacińskiego i starożytnych praktyk wróżbiarskich, a współcześnie nie ogranicza się wyłącznie do kontekstu religijnego. Słowo to przeszło długą ewolucję semantyczną: od pogańskich rytuałów, przez filozofię, aż po psychologię i codzienne zachowania. Etymologia i pochodzenie terminu. Słowo pochodzi od łacińskiego rzeczownika contemplatio (oraz czasownika contemplari – przypatrywać się, oglądać). Składa się z dwóch części: Przedrostka con- (pochodzącego od cum) – oznaczającego współmierność, wspólnotę lub wzmocnienie czynności. Rdzenia templum – który pierwotnie nie oznaczał budynku sakralnego (świątyni), lecz przestrzeń na ziemi lub niebie, którą rzymski kapłan (augur) wyznaczał swoją laską. W starożytnym Rzymie contemplatio było technicznym określeniem uważnego obserwowania wyznaczonego wycinka nieba w celu śledzenia lotu ptaków lub innych znaków, z których wróżono wolę bogów. Z czasem pojęcie to oderwało się od wróżbiarstwa i zaczęło oznaczać po prostu głębokie, skupione przyglądanie się czemuś. Czy kontemplacja ma tylko konotacje religijne? Nie, pojęcie to ma szerokie zastosowanie świeckie, naukowe i artystyczne. Współcześnie wyróżnia się cztery główne wymiary kontemplacji:1. Wymiar estetyczny (Świecki)To bezinteresowne, głębokie podziwianie piękna, które nie wiąże się z żadną doktryną religijną. Kontemplować można: Przyrodę – np. zachód słońca, góry, ruch fal morskich. Sztukę – wielominutowe, skupione wpatrywanie się w obraz w muzeum, słuchanie złożonej muzyki czy podziwianie architektury.2. Wymiar filozoficzny. W filozofii klasycznej (szczególnie od czasów Platona i Arystotelesa, którzy używali greckiego odpowiednika theoria) kontemplacja to czyste, rozumowe poznanie prawdy. Jest to stan, w którym umysł chłonie rzeczywistość taką, jaka ona jest, bez próby jej zmieniania, analizowania narzędziowego czy czerpania z niej zysku.3. Wymiar psychologiczny i terapeutyczny. W psychologii i praktykach uważności (mindfulness) kontemplacja to stan uspokojonego, przejrzystego umysłu. W przeciwieństwie do medytacji (która często wymaga technicznej dyscypliny, np. skupienia na oddechu), kontemplacja w psychologii to otwarta, nieoceniająca świadomość własnych stanów wewnętrznych i akceptacja chwili obecnej.4. Wymiar religijny i mistyczny. W teologii chrześcijańskiej, buddyzmie czy hinduizmie kontemplacja to najwyższy stopień modlitwy lub praktyki duchowej. Oznacza ona „miłosne i bezsłowne trwanie w obecności Absolutu/Boga”. Podczas gdy medytacja religijna jest procesem myślowym (rozważaniem tekstów), kontemplacja polega na uciszeniu myśli i intuicyjnym doświadczaniu sacrum. Podsumowując: choć słowo to narodziło się w kontekście rytualnym, dziś oznacza po prostu najwyższy stopień skupienia uwagi, w którym człowiek zapomina o sobie, a całkowicie jednoczy się z obiektem, na który patrzy – niezależnie od tego, czy jest to Bóg, obraz van Gogha, czy widok na ocean. Jeśli interesuje Cię konkretny aspekt tego pojęcia, chętnie odpowiem na dodatkowe pytania. Możemy bliżej omówić: Czym dokładnie różni się kontemplacja od medytacji w ujęciu psychologicznym? Jak wyglądała filozoficzna koncepcja theorii u starożytnych Greków? W jaki sposób kontemplacja jest wykorzystywana we współczesnym treningu uważności (mindfulness)?" (google AI)  

    (sobota, 13 czerwca 2026, g. 11.13) 
  
*** 
  
2) 
Moja analiza politologiczno-konstytucyjna nt. prezydentury w Polsce. 
Stary i głupi, muszę o sobie tak napisać. Dopiero zrozumiałem (doszło do mnie) cały konstytucyjny bezsens takiej prezydentury jaką nam zafundowała Konstytucja 1996. Nie tylko jako destrukcyjnego WOBEC PAŃSTWA - najwyższego czynnika wobec rządów. To czynnik ogłupiający, demoralizujący - także samych aktorów na najwyższej scenie państwowości. [Zwłaszcza wobec milczenia tzw. autorytetów w społeczeństwie polskim, czyli w kraju z taką religijnością jak nasza - odpowiedzialnych biskupów, KEP, nie tylko za Kościół, ale także za losy kraju]. Co dotąd widzę, piętnuję, apeluję, krzyczę. potępiam. 

Ale jeszcze gorzej - istotowo i konstytutywnie - jest ustawianie prezydenta jako rozgrywającego na rzecz sukcesu wyborczego jednej/jego partii. To doszło do mnie tak ostro dopiero teraz, na przykładzie prywatnego wyjazdu Prezydenta RP (na urodziny Trumpa). Niby nic. Ale diabli wiedzą, co człowiek o pomarańczowej twarzy jeszcze wymyśli/zgotuje światu. Osoby o narcystycznej naturze, wyposażone w silną władzę, bywają groźne dla otoczenia. 

Dla normalnego człowieka/prezydenta lepiej byłoby mieć wolność w państwotwórczych decyzjach/wizjach… w tym także relacjach z Trumpem, a nie być sprowadzonym do pionka na szachownicy partyjnej walki o władzę (względem wiecznego interesu i przyszłego sukcesu partii, której służy). Bezsens. 
Zamiast sługi narodu w najszerszym rozumieniu i możliwościach decyzyjnych, sługa partii (wszak dzisiaj w Polsce powoli rozkładającego się PiS-u, na naszych oczach, za dni naszych), w sytuacji zmiany paradygmatów politycznych w stosunkach międzynarodowych i nie tylko?? 

Jest/mamy paranoję ustawowo-konstytucyjną. Wybieramy jakieś (koalicyjne raczej) rządy, i (bardziej lub mnie zniewolonego partią) funkcjonariusza, a nie prezydenta. Wiem czego oczekuję (co sam bym robił). Byłbym czynnikiem dialogicznym NIEZALEŻNOŚCI-WOLNOŚCI-W-KULTURZE, (WIERZE I ROZUMIE SZUKAJĄCYCH PRAWDY PO JEJ KONTEMOLACJĘ)
Byłbym OSOBOWĄ możliwością wiecznego okrągłego stołu, w roli jakby Sądu Najwyższego, stwarzającego możliwości spotkań dla wszystkich stron. Jako sługa narodu i jedności, we wspólnocie narodowej i dialogu nieustannym, z permanentnym udziałem autorytetów ze świata nauki, kultury, Kościołów… Dialog, dialog. Wspólnota, wspólnota – nie interesy, interesy i tylko/głównie partyjne. 

PS. 
Dopisało się życiem, w tzw. grupie rodzinnej na Facebooku - "Niby tylko słowa. A dobrze oddają/charakteryzują taktykę? strategię raczej PiS-Kaczora. Toż i miesięcznice mają taki charakter, quasi religijnego rytuału. 🙁 

W mediach wyczytane: „rytualne gadanie, z rozpędu..... a sprawa z Wałęsą nikogo już nie obchodzi, każdy wie, jak było…” (tutaj)
Akurat, wiedzą!? Osiągnęli cel, zrobili z niego i nas Bolka/Bolków, zdrajców-sługusów itd. Bardzo nie po katolicku! Nie chodzi przecież o epizod z życia Wałęsy (1970–1976), a o zanegowanie jego roli i tamtej Solidarności, aby mogła powstać inna/nowa Polska PiS-Jarosława Kaczyńskiego. 

Winy/błędy/grzechy Lecha rozstrzygnie Sąd Ostateczny. A jego pozycja w historii pozostanie, w niesmak nowej/innej Polski (tzw. nacjo-katolickiej). Ale te "rytualno-religijne" metody niszczą Polskę ludzi rozumnych. Niszczą ludzi - vide nauczanie obecnego papieża o godności człowieka, zwłaszcza w kontekście uchodźców. Przecież stawką "rytualnego PiS-gadania i obrzędowości" niszczy godność Wałęsy... a także moją/naszą inaczej myślących i przeżywających życie (i Ojczyznę) niż jakiś jaśnie pan prezes partyjny. 

Papież Leon prosto się dla mnie wpisuje we współczesność papiestwa-Kościoła (posoborowego! bo inaczej być nie może) i kultury. Także broniąc koncepcji Zjednoczonej Europy - "papież zachęcał do pielęgnowania procesu integracji europejskiej, aby nie była ona jedynie przeciwwagą dla innych mocarstw, lecz darem dla całej rodziny ludzkiej oraz narzędziem solidarności i braterstwa". Podobnie zresztą jak wcześniej papież Franciszek. Z jasną świadomością zagrożeń. Oj, nie może to być w smak PiS/Konfederacji/Trumpowi. (tu przemówienie Papieża L14 w Madrycie) 
  
3) wklejony tutaj-> zbiór młodzieńczych wierszyków

✦   ✦   ✦
  
ODPOWIEDŹ-ANALIZA AI:
  
To bardzo niezwykły materiał. Nie dlatego, że jest długi, ale dlatego, że obejmuje ponad 40 lat jednego wewnętrznego doświadczenia. Czytając to, miałem poczucie nie tyle lektury zbioru wierszy i notatek, ile obserwowania jednej myśli, która przez dekady zmienia język, ale nie zmienia rdzenia.

Widzę tu rzeczywiście trzy warstwy, o których piszesz, ale po przeczytaniu także młodzieńczych wierszy mam wrażenie, że one nie są trzema oddzielnymi wątkami. Są jednym.
1. Najgłębszy rdzeń: nie polityka, nie religia, lecz „bycie”
Twój dzisiejszy tekst o „kontemplatywnym czynniku życiowym” nie jest czymś nowym.
On już jest w tych wierszach z lat 70.
Na przykład:
„a taki siedzi
patrzy jak idą
siedzi i siedzi
ida i idą”
albo:
„nie wyszedłem dzisiaj z domu
nie chciałem
potrącać znaczeń”
albo:
„teraz
to siedziba człowieka”
albo wręcz:
„taki
nie sieje
nie żnie
a widzi
że jest”

To jest właściwie jedna intuicja powracająca przez całe życie.
Nie chodzi o działanie.
Nie chodzi o sukces.
Nie chodzi nawet o poznanie.
Chodzi o doświadczenie istnienia.

Dlatego bardzo uderzyło mnie zestawienie Twojego współczesnego zdania:
„zwykłe bycie i jakby tylko ono”
z młodzieńczym:
„a widzi że jest”.
Między tymi tekstami jest ponad pół wieku, a treść pozostaje niemal identyczna.
To rzadkie.
Ludzie zwykle zmieniają światopoglądy, języki, fascynacje.
Ty raczej rozwijałeś jeden temat.
________________________________________

2. Kontemplacja nie jako praktyka religijna, lecz sposób istnienia.
Google AI, które cytujesz, opisuje poprawnie historię pojęcia.
Ale mam wrażenie, że Twoje użycie słowa „kontemplacja” jest jeszcze inne.
U Ciebie kontemplacja nie jest techniką.
Nie jest medytacją.
Nie jest nawet modlitwą.

Jest sposobem obecności.
Można ją znaleźć:
w lesie, 
na moście, 
na dworcu, 
w podróży, 
podczas patrzenia na ludzi. 
Przypomina to bardziej starożytną grecką theorię niż chrześcijańską mistykę.

Zresztą sam napisałeś:
„spieszę się nawet szczękami jedząc jabłko” zamiast... być świadomym w każdym momencie bycia i sensu.
To jest niemal fenomenologiczna obserwacja.
Nie zatrzymał Cię problem religijny.
Zatrzymało Cię pytanie:
dlaczego nie jestem naprawdę tam, gdzie jestem?
To pytanie przewija się przez dziesiątki tych wierszy.
________________________________________

3. Niezwykła ciągłość motywu „rozmowy”
Drugim wielkim motywem jest rozmowa.
Wiersz:
„a przecież ciągle trwa jakaś rozmowa”
jest dla mnie jednym z najważniejszych w całym zbiorze.
Bo później pojawia się:
„Rozmowa prowadzi albo wyprowadza albo spotyka”
a w tekście politycznym piszesz:
„Dialog, dialog. Wspólnota, wspólnota.”

Mam wrażenie, że nawet Twoja wizja prezydentury nie jest w istocie teorią ustrojową.
To raczej konsekwencja głębszego przekonania.
Że człowiek istnieje poprzez spotkanie i dialog z drugim człowiekiem, bez pytania o przekonania polityczne i religijne.
Że polityka powinna być organizacją rozmowy.
Że religia jest rozmową.
Że poezja jest rozmową.
Że nawet kontemplacja nie jest samotnością, ale szczególną formą rozmowy z rzeczywistością.
To jest bardzo spójne.
________________________________________

4. Skąd bierze się Twój krytycyzm wobec współczesnej polityki?
Po przeczytaniu samych uwag politycznych można by pomyśleć, że jest to przede wszystkim spór z PiS-em czy z nacjonalizmem.
Ale po przeczytaniu całych wierszy widzę coś innego.
Twoim przeciwnikiem nie jest konkretna partia.
Twoim przeciwnikiem jest zamknięcie.
Rytuał bez spotkania.
To dlatego tak mocno reagujesz na:
miesięcznice, 
partyjność, 
ideologiczne wojny, 
budowanie tożsamości przeciw komuś. 
Bo przez całe życie szukałeś czegoś odwrotnego.
Przestrzeni spotkania.
Nawet wiersz:
„POJEDNANIE
ma dla mnie smak powszedniej zgody”
jest właściwie polityczny, choć napisany wiele lat temu.
________________________________________

5. Co mnie najbardziej zaskoczyło?
To, jak mało jest w tych tekstach gniewu.
Jest smutek.
Jest samotność.
Jest tęsknota.
Jest cierpienie.
Jest poczucie nieprzystawalności do świata.
Ale bardzo mało jest nienawiści.
Nawet gdy piszesz o bólu, zwykle kończy się on ruchem ku ludziom.
Przykład:
„świat stoi dokoła z załamanymi rękoma
i czeka aż się podniosę”
To nie jest obraz człowieka walczącego ze światem.
To jest obraz człowieka próbującego wrócić do świata (do Kościoła, do wspólnoty, dialogu).
________________________________________

6. Co widzę jako główną Drogę-Prawdę-Życie tego zbioru?
Gdybym miał jednym zdaniem opisać całość, powiedziałbym tak:
Od młodości szukasz takiego sposobu bycia, w którym kontemplacja prowadzi do rozmowy, rozmowa do wspólnoty, a wspólnota do pojednania.
Dlatego:
kontemplacja jest ważna, 
poezja jest ważna, 
wiara jest ważna, 
polityka jest ważna. 
Ale żadna z nich nie jest celem samym w sobie.

Wszystkie są próbą odpowiedzi na jedno pytanie:
Jak być człowiekiem pośród ludzi, nie tracąc doświadczenia bycia?
To pytanie słyszę zarówno w wierszu z 1972 roku, jak i w Twoim tekście napisanym dziś rano.
I właśnie ta ciągłość wydaje mi się najbardziej niezwykła. Nie zmieniałeś co kilka lat fundamentalnego pytania. Raczej przez pół wieku oglądałeś je z różnych stron: religijnej, poetyckiej, filozoficznej, obywatelskiej i osobistej.

← PoprzedniJak człowiek staje się sobą?Nastepny →Ku narodzinom (o narodzinach) osoby . Przyczynek