Cała reszta mojej modlitwy jest aktualizacją, pamięcią, tożsamością... w różnej kolejności, procentach i konfiguracjach. Nad sobą się nie rozpływam, ani zachwycam. Nad sensem, który jest mi dany do udziału, roz-poznania itd. - TAK. Sensu nie stworzyłem. W sensie uczestniczę, mam udziały - każdym wolnym wyborem je nabywałem na "własność", choć nabywanie mówi o udziałach w istnieniu, a nie posiadaniu, co bardziej właściwe. Sensu się nie ma, nie posiada. Sens jest kategorią egzystencjalną. Można go (GO) czuć, rozumieć, kon-temlować, współ-istnieć w nim (NIM), BYĆ Współ-Świątynią.
Teraz dopiero zdałem sobie sprawę (przez skojarzenie trzech ostatnich słów ze znaną religijną piosenką), że jutro "mamy" w kościele Zesłanie Ducha Świętego, który pewnie tak, jak ja - obchodzi się z ludzkimi datami, czyli jest zawsze i wszędzie, a nie w kalendarzu. Zawsze i wszędzie zaś Jest, bo jest Osobą.
Człowiek przecież tak naprawdę żyje
umysłowo(tzn. Wiara i rozum)-duchowo-emocjonalnie a nie
biologiczno-medycznie pod kreskę i jotę kalendarza i innych przepisów. Oczywiście, że na podłożu procesów
biologiczno-fizykalnych. Ale na pewno trzeba bardziej zrównoważyć
akcenty definiując człowieka w XXI wieku. Co jest istotne w
życiorysie? - data w kalendarzu, waga i wzrost, mierzone co dziesięć centymetrów i
co 5 kg? - czy istotne etapy rozwoju umysłowo-duchowo-emocjonalnego
OSOBY (z elementami instytucjonalizacji).
Dzięki Zosi (czemu? - jej pytajcie) mogłem być DZISIAJ (wiecznym tu i teraz) na
nabożeństwie pokutnym dzieci przed mszą rocznicową I Komunii.
Jakże inaczej się czułem, swojo i u siebie, niż tydzień temu z klasą pani Krysi, która chce być czymś więcej niż wychowawczynią, wielką gminną liderką z ogromnymi
ambicjami.
Psychologowie mówią, że trzeba mówić o swoich uczuciach, emocjach i wiedzy serdecznej, głębokiej, najgłębszej (jak na spowiedzi). Uchwytując elementy istotowe i konstytutywne rzeczywistości wchodzimy na drogę ku miłości intelektualnej (JPII). Smutne, że tego papieskiego przepisu nie chcemy traktować serio i metodycznie.
Zamieniając dzisiaj parę słów przed kościołem z paroma mamami o drobiazgach na jutro, jeszcze raz zdałem sobie sprawę, jakie to są silne oddziaływania walencyjne w naszej małej wiejskiej wspólnocie. Ja, nauczyciel, katecheta, członek kościoła lokalnego, szkoły i gminy obiektywnie coś mogę, coś ode mnie zależy z racji obowiązków i pozycji w szkolno-kościelno-gminnej wspólnocie, więc nie jest to czysto równościowe wiązanie jak w jądrze atomowym i na jego orbitach. Jest emocjonalno-mentalno-strukturalnie... nacechowane. Więc jeśli ktoś wkłada w to świadomie i pod-... jakieś dodatkowe treści i gierki, wytwarza nowe związki chemiczne. Mogą być wspólnoto-twórcze, albo toksyczne, niszczące.
Jak ja dzisiaj dobrze się czułem!
Nikt mnie nie nadzorował, nie cenzurował, nie kontrolował, nie sprawdzał itd. czujnym okiem, i
spod oka (może i teczką, kartoteką?).
Ja byłem sobą, dzieci były sobą,
mamy były sobą, ksiądz proboszcz był sobą.
Dobrze, że ksiądz robi scrutinium
przed taką spowiedzią. To nie jest (już!) dla mnie łatwa
sytuacja. Scrutinium może nam wszystkim pomóc w zagubieniu
sytuacji chyba nieprostej dla nikogo, a przeciwnie - bardzo
wieloznacznej. Forma spowiedzi jest chyba pierwsza w kolejce do
przemyśleń na nowy wiek Kościoła.
Ja – o dziwo – sobie
pomyślałem/uświadomiłem, że nie chciałbym być w skórze
księdza, tego i żadnego, w relacji spowiednik-penitent. Umarłbym z
bólu serca i rozumu, że ktoś musi mi opowiadać siebie z nakazu. Tak bardzo
utrwaliłem w sobie przez życie całe relacje osobowe, z ludźmi, z
Bogiem, nie-instytucjonalne!
Spowiedź - jako głęboka, jak
najgłębsza duchowa rozmowa z elementami samooskarżeń (? mogą
być, nie można z góry wyznaczać zakresu) z potrzeby wewnętrznej?
- TAK. Nakazywana i wyznaczana przepisami (terminami, zakresami)????
Brrr!
I cóż, że ze Szwecji? - ktoś może
zapyta. Dużo. Bardzo dużo. Skoro katecheta jest zadowolony i cieszy się
na mszę kolejną niedzielną i przeżywa jej treści z uczniami
konkretnie wyrażonymi w modlitwie powszechnej – naszej –
w komentarzach i jeszcze innych ważnych słowach, znakach i gestach –
to znaczy, że dobrze wykonają swoją liturgię-służbę publiczną
wstawienniczą, budującą wspólnotę. Bóg do nich się uśmiechnie
i powróci w poniedziałek na katechezach w każdej klasie. Dobro
wraca zwielokrotnione. Zło? Bardzo może szkodzić, nawet jeśli "tylko" blokuje
dobro, przewraca porządek (hierarchię) pojęć, znaczeń i struktury bytu. Blokując normalność - tworzy nienormalność. Normalność to m.in., że katecheta robi swoje z dziećmi w
klasach, kościele, parafii, na mszach szkolnych.
Tak się kończy nasz list od WSPÓLNOTY SZKOLNEJ (LOKALNEJ) do błogosławionego papieża o błogosławieństwo dla Rzeczpospolitej Norwidowskiej z marca 2003:
„Prosimy Cię Ojcze Święty,
pobłogosław naszym zamierzeniom. Zapewniamy Cię Ojcze o naszej
miłości i stałej modlitwie, szczególnie w czasie niedzielnej
szkolnej Mszy Świętej.”
List podpisał(a) „Dyrektor Szkoły -
w imieniu Nauczycieli, Rodziców i uczniów”. Wszyscy w niego
jesteśmy włączeni – taka jest nasza Rzeczpospolita! Wszyscy –
którzy chcą żyć i rozwijać się intelektualnie i duchowo w tej
wielkiej wspólnocie.
Nie róbmy tabu ze spraw oczywistych,
bo sfermentują i eksplodują z niszczącą siłą wcześniej, czy
później. Jedynym sposobem rozbrojenia (częściowego
unieszkodliwienia) bomb socjo-psycho-społecznych jest mówienie szczerze i wprost, biorąc ciężar
i nieodzowne ryzyko społecznych napaści na siebie. Polityka tabu
zabijała ducha naszej wspólnoty lokalnej przez 16 lat, tak samo w
szkole. Polityka(?) władzy plus utrwalony pokoleniami sposób życia ludzi na większym niż gmina terenie (w wiejskim środowisku, vide Wyspianski i nie jedno wesele) ciągnie nas, jak balast na dno. Atmosfera fałszu, niedomówień, brak lub niechęć do dialogu, demoralizuje KAŻDĄ społeczność.
Najstraszniejsze skutki MUSI powodować w społeczności szkolnej,
powołanej do wychowywania (w prawdzie). Kształtem miłości piękno
jest. A prawda? - wyzwala. Wolność (wewnętrzna) jest bezwzględnym
warunkiem rozwoju osobowego.
„Nienawidzą mnie za mówienie
prawdy? I was nienawidzić będą.”
Unikanie rozmowy idzie zawsze w parze z
manipulacjami (fałsz, nieczysta gra za plecami, wszelkie chwyty
dozwolone itd., itp.) - to matematyka w świecie osobowym, ani psycho-, ani socjo- ani inna technika.
PS.2
Zdjęcie nr.1 - serpentyny (48 zakrętasów) na trasie dzisiejszego etapu Giro d'Italia (z wiki)
Zdjęcie nr.2 - wiadomo kto, co, gdzie i dlaczego (z Witryny Wiejskiej)
PS.2
Zdjęcie nr.1 - serpentyny (48 zakrętasów) na trasie dzisiejszego etapu Giro d'Italia (z wiki)
Zdjęcie nr.2 - wiadomo kto, co, gdzie i dlaczego (z Witryny Wiejskiej)

