Trzebaby chyba dokończyć rozważania
wczoraj (nie)napoczęte. Richard Dawkins mnie rozczarował i
ucieszył. Myślałem, że jego książka „The God Delusion” ma
większe ambicje, a zobaczyłem, że ambicje ma, ale zacięcia nie za
bardzo. Jej poziom (horyzonty) znajduję raczej plotkarski i
niskonakładowy, jak na doktora
honoris causa wielu uniwersytetów. Nikt nie musi wierzyć, on też nie, w tym ma pełną
rację. Oraz, że każda religia ma swoje wypaczenia. I tyle.
Nie dotyka jednak istoty rzeczy,
zresztą nie próbuje, bo też z zewnątrz się nie da, tak, jak
rozprawiać o smaku tortu przed zjedzeniem. Co do tortu, to można
opisać wygląd i poznane przypadki, kiedy komuś zaszkodził. Ale
jeśli są też smakosze, a są, to trzeba ich także pokazać i to
najlepiej w trakcie degustacji. Tak by postąpił każdy poważny
badacz tortów.
To całkiem (nie)poważna sprawa
metodologicznie, o ciężkich skutkach "być wiarygodnym". Tytuł - według mnie - jego książki powinien brzmieć raczej
„O rozczarowaniu, że nie spotkałem i nie poznałem Boga”. Gdy tymczasem... w jego kraju każdy architekt i człowiek kultury wie, jak projektować np. Canterbury, by z każdej strony i z każdego punktu było widać sławną katedrę. Tego się wyparł Dawkins, podobnie jak w Strachówce Solidarności wypiera się oficjalna władza od 18 lat (ale także np. SPS, ewangelizujący dzisiaj niektórych mieszkańców kolędnikami).
Ja GO spotkałem i też muszę mówić o
religii, w tym jesteśmy podobni. Ale ja - apologetycznie. Trzeba
mówić o tym, co stało się fundamentalnym faktem naszego życia.
Wczorajsza msza, między innymi i na przykład, na pewno do takich
należy. Użyłem na nią określenia
RZECZYWISTOŚĆ MSZALNA i będę
się go trzymał. Pozwoliłem sobie także po niej zestawić dwa dary
i dwie tajemnice. Tak Jan Paweł II mówił o swoim kapłaństwie, a
ja o rodzinie na mszy w Strachówce, w dniu Bożego Narodzenia 2012.
Myślę, że o każdej rodzinie da się to powiedzieć, która jest
zbudowana na tym samym fundamencie i używa rozumu. Nie mówię, że
tylko na fundamencie katolickim. Uważam, że każdy może wynaleźć
swój fundament Jedności i Pełni, niezależnie od denominacji. Bóg
nie może być zazdrosny o miłość. On sam jest Miłością. Innego
nie chcemy. Innego niech tropi Dawkins i inni aktywiści tego ruchu,
oddadzą nam przysługę. I światu całemu. Prawda, święta
Faustyno?
Ja się nie poddam tak łatwo Dawkinsowi
i wszystkim podobnym myślicielom. Nie mogę, bo bym się wyrzekł tożsamości,
którą sobie zbyt cenię. A wraz z tożsamością, jedności i
pełni. Przecież już w "Wierszykach" to wszystko we mnie było ;-)
Co znaczy – praktyka i praktycznie
wiara – Jezu ufam Tobie? Nie-ja-Ty-Bóg-miłość-Chrystus-Pokój-Dobro
i, że Bóg weźmie w obronę, otoczy opieką, uzdrowi, pocieszy...
bardzo praktyczne pytania, bardzo praktyczna sprawa. Na moją miarę.
Na miarę mojej wiary i rozumu.
Jak się do tego mają moje humory,
słabości i grzechy? Nijak. To znaczy mogą bardzo popsuć humor,
zdrowie i życie innym, ale nie są w stanie dotknąć mojego Boga.
On Jest ponad nami i w nas, w każdej chwili i od nas nie zależy.
Jedziemy na mszę. Jak dobrze. Wczoraj
to był punkt kulminacyjny. Garmażerka już zbytnio mnie nie cieszy, TV
tym bardziej, wizyt rodzinnych od jakiegoś czasu nie mamy. Msza jest
wszystkim. Bóg na niej mówi i działa. Nie mogę się nadziwić, że
gdy kogoś pytam - „co Ci Bóg powiedział?” odpowiedzią jest
wzruszenie ramion i tylko przez grzeczność rozmówcy powstrzymują
się od stukania w czoło. To w co oni wierzą?! Pewnie przeżywają
msze i religię jako sprawę prywatną (w skorupie prywatności?).
Dla mnie msza i religia są nieodwołalnie i nierozdzielnie
tyleż
osobiste, co społeczne. Dlatego niemożliwe, żeby Bóg nie
mówił, bo skoro jest nas wielu w kościele?! - to znaczy, że jakaś
siła większa nas zgromadziła i do nas przemawia i z nami coś
robi. Nie ma wiary, bez myślenia. Nie ma – bez logiki. Ale u ilu
proroków na takiej wymianie kończy się rozmowa i działanie? Bo
działa , czy nie działa odrzucone słowo? I czy można nazwać
prorokiem ducha czasu?
Co mnie powiedział? Wczoraj? Dzisiaj?
Opublikowałem, opublikuję.
Hypothesis - i notatek na mszy -
non fingo.
Dzisiaj zanotowałem:
1) na mszy jesteśmy duchowi bardziej
niż cieleśni, co jest moją własną myślą eksperymentalną, ale ma też swoje
expressis verbis u innych :) (plus czcigodny i PT imiennik Ratzinger i jego metoda!). Piękne odkrycie, objawienie, choć znów trudno potwierdzić w rozmowie i
badaniach ankietowych :-)
Uduchawiamy się (msza nas uduchawia) z
każdym słowem, znakiem, gestem, chwilą, ciszą... „Bóg (Pan) z
Wami! - I z duchem twoim!”.
2) Czytanie
listu JM x.Rektora KUL stało się „kluczowym” dzisiaj przeżyciem-objawieniem Boga-Prawdy-Żywej-Zawsze-Obecnej-Mocy-Działąjącej (Bóg przemawia nie tylko Słowem
Objawionym!).
Rodzice zawsze byli kwestarzami zbiórki, członkami
parafialnego Towarzystwa Przyjaciół KUL w Legionowie. „Rodzina
Rodzin” nie mogła nie wspierać i nie chronić katolickiej kultury! Bo
to było równoznaczne z popieraniem i ochroną każdego słowa i
działania Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa
Tysiąclecia, Wielkiego Kanclerza, formalnie 1946-48, nieformalnie zawsze, tej uczelni (dziś z dopisanym
imieniem Jana Pawła II).
Ad.2
Boże, jak mnie to przypomnienie
skojarzenie poruszyło (dzisiaj na sucho i bez dreszczy :-)
A jak miało nie poruszyć! Znów
zabrzmiał dysonans – wielkie Boże sprawy, którym zawsze
rodzinnie służyliśmy i służymy (inaczej nie potrafimy) i pogarda
jakiegoś sztucznego tłumu, który dzisiaj się gromadzi po kątach
gminy i parafii, wymyślił "siewcę nienawiści" i ma swoich liderów, politykierów! Zły duch ich
prowadzi, bo człowiek nie może być tak ślepy, głuchy i zły. „Miejcie się
na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą
was biczować... Panie,
nie poczytaj im tego grzechu!”
Obraz Rodziców zbierających datki pod
kościołem św. Jana Kantego (kościół Ducha Świętego
w parafii św. profesora z Kent) na podtrzymywanie i rozwój
Katolickiej Kultury Polski! - w PRL i po tym zgniłym ustroju, tak
mną potrząsnął, że miałem odwagę
TAK pomyśleć, na mszy w
drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2012, w dzień świętego
Szczepana, diakona.
„Dzisiaj na sucho i bez dreszczy”?
O, żebym nie wymówił w odpowiedniej godzinie ;-)
To działa i działa, po mszy. Teraz
znów działa. W sprawach Bożych nie ma było, jest i będzie, bo
zawsze jest teraz.
Choć nie powiem, o czym pomyślałem(?),
co „usłyszałem”? - bo już raz kontrę dostałem, niech się
samo broni, bez „moich” słów. Ale do listu rektora zajrzę, pod
wpływem jednej myśli (obrazu), którą zanotowałem i po swojemu
rozwinę. „Bóg
stał się człowiekiem i przyszedł do nas jako bezbronne dziecko,
które wymaga troski i opieki, które jest zależne od innych.”
Myślałem o tym w samochodzie w drodze do kościoła (związane ze
zwyczajem dziesiątka Różańca? - może, na pewno nie przechodzi
bez „jakiegoś” echa).
Co myślałem? - nie bez powiązania i
zakorzenienia w całości mojego myślenia. Że Bóg mój, to nie tylko
przekaz historyczny, Jahwe ze Starego Testamentu itd., ale WIECZNA
AKTUALNOŚĆ (Uaktualniająca Się Wieczność), która obejmuje się
w 'teraz' każdej chwili obiektywnego Wszechświata i myślącego
podmiotu człowieka-osoby. Na to nic Dawkins ani śp. Christopher Hitchens, ani-ani...
nic nie pomoże ;-)
Wieczne Boże (Na)Rodzenie! - delikatne
i słabe, jak dziecko w kołysce, albo żłobie.
Bóg – dziecko!, które da się jak diakon Szczepan zabić.
PS.1
"«To bycie z Nim» wprowadza do zrozumienia powodów, dla których się wierzy. Wiara, właśnie dlatego, że jest aktem wolności, wymaga również odpowiedzialności
społecznej za to, w co się wierzy”(J.Ratzinger, B16, Porta Fidei nr.10).
A cyferkę niżej, w tym samym liście okólnym, można u niego znaleźć to - „Wiara
bowiem rośnie, gdy przeżywana jest jako doświadczenie otrzymanej miłości i kiedy
jest przekazywana jako doświadczenie łaski i radości. Sprawia ona, że życie wiernych
wydaje owoce, ponieważ poszerza serca w nadziei i pozwala na dawanie twórczego świadectwa: otwiera w istocie serca i umysły tych, którzy słuchają, na zaproszenie
Pana, aby przylgnęli do Jego
słowa, aby stali się Jego uczniami”
Ktoś przeze mnie pisze tego bloga. Cięgi zbieram ja. Mam świadomość
misji (kanoniczej). Będzie pisał nawet po mojej śmierci, w
następnych pokoleniach, bo Autor był, jest i będzie wiecznym
teraz, daje się każdemu - dajmy się prowadzić, nie bądźmy
głusi, ślepi, źli na każde inne tchnienie, zamknięci i nieufni.
Nieufni nawet do własnego ciała. Bezpłciowi?
PS.2
"Dlaczego
podnosimy wielki krzyk, zatykamy uszy i chwytamy za kamienie? Co
stało się z naszą Ojczyzną... [gminami, szkołami, parafiami...].
Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II staramy się
uczyć cierpliwie mądrej i trudnej otwartości... W duchu prawdy i
miłości dążymy do jedności, pamiętając, że jedność to nie
płaska jednolitość. Jedność to wierność autentycznym
wartościom, ale jednocześnie to szacunek dla poglądów i postaw,
także tych osób, które myślą inaczej niż my. Uczymy się
współpracować ze sobą, dyskutować i mądrze różnić.
Pielęgnujemy naszą niepowtarzalną indywidualność, ale też
szukamy w innych sprzymierzeńców. Bronimy wyznawanych przez nas
prawd i wartości, ale też uczymy się kultury polemiki z
intelektualnym adwersarzem... aby nasi studenci, doktoranci i
absolwenci budowali społeczne więzi w swoich środowiskach... aby
mogli podjąć dialog w duchu prawdy, wolności i szacunku... aby
uczył się odpowiedzialności, „zbiorowego obowiązku” wobec
Kościoła i Ojczyzny... i wierności dziedzictwu naszego wielkiego
Patrona, którym jest bł. Jan Paweł II.”(list)
PS.3
Bez dialogu nie ma uniwersytetu i nie ma kultury (bo nie ma nawet języka). Bez dialogu nie będzie Polski, gminy, szkoły, parafii... Minęły dwa i pół miesiąca
Roku Wiary (i Rozumu) - jak wykorzystaliśmy szansę już, i jak
zamierzamy wykorzystać jeszcze?
PS.4
Zdj. nr.1 tzw.
stela Merenptaha
Zdj. nr.2 bł. małżeństwo Quatrocchi, ci, którzy poszli w ciemno za światłem :-)
Zdj. nr.3 Jezus z Cefalu, oficjalny obrazek Roku Wiary (i Rozumu)