Delikatna to dla mnie kwestia. Bronię się przed indoktrynacją, choć wprowadzam w naukę kościoła. Nie chcę jednak niczego wmawiać (molestować doktrynalnie). Staram się przekazywać zdrową naukę dla ducha i ciała. Dla całego człowieka. Naukę doświadczalną, potwierdzoną przez pokolenia. Naukę zbudowana na dwóch skrzydłach, na których duch ludzki wznosi się do kontemplacji prawdy. Tymi skrzydłami są wiara i rozum. Nierozdzielone uprzedzeniami i pseudo-dogmatami (pseudonauki).
Przekazuję to, w co sam wierzę i czego sam całe życie szukam. Co jest w zgodzie z soborowa nauką kościoła i wiarą (oczekiwaniami) rodziców, w której wychowani są uczniowie. Nauka, którą przekazuję musi odpowiadać (bronić się) na pytania najdociekliwszego dziecka, studentów w Glasgow i Bolonii i na wszystkich kontynentach. Nigdy nie powiedziałem "masz w to wierzyć i już". Przeciwnie, mówiłem za św. Augustynem - "nie ma wiary bez myślenia". A za św. Hieronimem - "nieznajomość Pisma Świętego to nieznajomość Chrystusa". Czytaj, myśl, musisz też spotkać samego siebie na tej drodze. Bo prawdziwa religia jest osobowym spotkaniem człowieka z Bogiem. To człowiek jest drogą kościoła. Wolna osoba myślącą, obdarzona niezwykłą godnością i zdolna do ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje. Ile razy już to powtórzyłem! - ale chyba nigdy za wiele.
W tym duchu kończymy katechezy tegoroczne. Ciężkie to godziny i minuty. Radość przynoszą krótkie chwile, tak jak dzisiaj w modlitwie na koniec w klasie czwartej - "Dziękujemy za wszystkich, którzy wiedzą, że są w życiu ważne, wielkie wartości. Za to, że czasem o nich myślą. Za to, że w ciszy podczas modlitwy każdy może się nad nimi zastanowić. Za to, że każdy może dzięki temu być dobrym i szczęśliwym człowiekiem i dać radość innym. Ci, którzy szukają wielkich wartości są skarbem świata. Są szansą dla innych na dobrych przyjaciół" - w czasie tej krótkiej medytacji uciszali się coraz bardziej. W sposób zauważalny i odczuwalny. Amen.
W klasie pierwszej i trzeciej robiłem mały bilans roku. "Czego się nauczyliście? Co zapamiętacie?". Mówią o ciszy w modlitwie, która może być odpoczynkiem. "Tak, najważniejsze jest zachowanie podczas modlitwy. Nie słowa. Słów może nauczyć się papuga, ale ona nigdy nie będzie się modlić". Powtarzam pewne kwestie, których nauczyło nas katechetyczne życie w katechetycznej wspólnocie. Zachowanie - to człowiek. To panowanie nad sobą, by znaleźć coś więcej. By poznawać to, co niewidzialne. Blisko, bliziuteńko - w nas. W modlitwie uczę się tak samo siebie, jak i działania ducha. A może nawet samego Ducha Świętego. Warto. To pewna droga do szczęśliwego życia.
"Braterstwo ludom dam, gdy łzy osuszę, bo wiem co własność ma, co ścierpieć muszę - bo już się znam". Nie, Norwida maluchom tym razem daruję. Za gorąco, trzecią część lekcji niech spędzą na dworze, na nowiutkim placu zabaw.
Siedzę i patrzę jak się bawią. Myślę. Tego nie da się odstawić. A jak się obraca wśród myśli, a może i one mną - to trzeba pisać. Nie warto ich chować przed innymi i z nimi zejść z tego świata. Więc piszę. Życie w pewnym momencie staje się żniwami.