Brązowy Krzyż Zasługi nie mój. Żony, Dyrki, Prezeski RzN
Moje zupełnie amatorskie rozważania? Ale nie zdjęcia, które ukazują historię. To wszystko się wydarzyło i jeszcze się dzieje. Każdy widzący coś wypatrzy. Każdy myślacy-czytajacy coś znajdzie i zrozumie. Każdy na miarę. Droga-prawda-życie każdą i każdego z nas prowadzi w sposób każdej/każdemu - sobie samym i światu całemu w kulturze i wieczności - właściwy i niepowtarzalny. Nikt z nas nie jest jeszcze klonem drugiego człowieka, drugiej osoby.
Amatorskie - z punktu widzenia systemu nauki, czyli akademickich badań i promocji.
Nieamatorsko autentyczne - z punktu widzenia doświadczenia własnej drogi-prawdy-życia.
O możliwości teologii jako fenomenologii dowiedziałem się (usłyszałem-przeczytalem) dopiero 18 lipca br. Skądże mi więc tak śmiałe rozmyślania? Z DOJRZAŁEGO ŻYCIA, czyli człowieka bliżej kresu, a na pewno już nieaktywnego na rynku pracy (na żadnym rynku w życiu publicznym, za sprawą Kościoła, samorządu i wszelkich systemów mających wpływ na kształ kultury w Polsce). Takich prawd "dochodzi się i czeka" jeszcze bardziej życiem, niż naukowo, na sposób akademicki, w zgodzie z wymaganiami systemów i środowisk. Sens i Logos są dostępne każdej i każdemu szukajacemu.
Nikt nie może zdawać sobie sprawy, ile wydarzyło się w moim życiu duchowo-intelektualnym od tamtego dnia. W kalendarzu to tylko osiem dni. W moim życiu? Ocean. Moje posty wersowane i linearne są tego wyrazem i dowodem.
Przeszedłem skróconą trasę, od usłyszenia, aż po uwolnienie Boga. Wyzwolenie Jezusa spod władzy systemów religijnych. A te jak dotąd były budowane na metafizyce. To - według mnie - zwiastuje przewrót kopernikański wychodzący z terenu zastrzeżonego dotąd dla teologii, ale implikacje obejmą chyba wszystko pod Słońcem. Tyczą wszak Boga i człowieka, bo tylko człowiek może mieć teologię i jest twórcą kultury.
Dotąd żyłem/żyliśmy w Polsce i świecie, w którym nad sprawami Boga - a stąd i nad naszym doświadczeniem siebie i wolności - panowała i zarządzała religia, czyli stan kapłański (czasem kasta, korporacja?). Któż mógł się spod niej wyzwolić? Heretycy. Bunty zdarzały się pewnie każdej i każdemu, zwłaszcza w młodosci, ale jakby w ramach systemu - mało kto zrywał z nim, stajac się całkowicie akościelny, areligijny, aż po własne rozumienie człowieka, świata, kultury. Nad naszą Ojczyzną (zwłaszcza?) kościelność-religijność rozumiana po staremu wywiera wpływ wszechstronny, vide obecny system-ustrój ścisłego związku władzy państwowej z religią - we wszystkich dziedzinach - z tradycyjnym, przedsoborowym rozumieniem godności i wolności osoby, oraz religii i Kościoła. Systemy zawłaszczają Boga i reglamentują podporządkowanym, przedmiotom bardziej, niż podmiotom wolnym, świadomym swojej godnosci, zdolnych do wzięcia odpowiedzialnosci za swoje decyzje, myślenia, czyny, ba! za całe swoje życie.
Mnie życie poprowadziło inaczej. Duch Czasu decydował o wszystkim, nie moja buntownicza natura. Przyszedłem na świat w tradycyjnej rodzinie, po nowennie rodziców o syna (mieli już dwie córki). Jak widać pomodlili się i... jestem. A jakże - Józefem Antonim Władysławem. To trzecie imię po dziadku, Kronenberczyku, widać i to było ważne, skoro umieścili na nagrobku. Do dzisiaj nie zbadałem i nie wiem, dlaczego to było dla przodków ważne.
Wiem natomiast, dlaczego dla mnie i dla wszystkich w rodzinie ważny był Bolesław Prus, cioteczny, a jakby rodzony i najbardziej ukochany brat prababci, a może ona, jeszcze bardziej ukochaną siostrą dla niego, nb. obecną w jego utworach. Stąd i mój ojciec, stryj i ciotki do wdowy po Pisarzu zwracali się per ciocia Głowasia, a ona do nich "moje siostrzeniczki", tak jak wcześniej jej mąż. Co to znaczy dla nas, następnego pokolenia? OGROM, świadomy lub nieuświadomiony i nieprzebadany jeszcze we wszystkich aspektach.
Co współtworzy, wpływa, kształtuje... naszą pamięć i tożsamość? To nie podlega jeszcze obliczeniom matematycznym. Wiemy, na ile włożymy pracę w pocie swego czoła. Trzeba też mieć szczęście, zachowane dokumenty, ślady-tropy-stopy (patrz: Norwid, Moja Ojczyzna). My mamy dużo szczęścia, bo trochę zapisków przetrwało zagłądę Warszawy 1944. Mamy szczęście zamieszkiwać w Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej, wolności religijnej, wiary i rozumu! To nasze, a moje z pewnością "bauen wohnen denken".
Skoro wskazuję na znaczenie moich-naszych uwarunkowań w rodzinie, to muszę wymienić także ich ciąg dalszy, kolejne ogniwa współ-kształtujące moją pamięć i tożsamość: Mecenas Król, scalający majątekn arodowy po trzech rozbiorach i rozbiorcach, syn niepiśmiennego chłopa, mąż Marii z Jackowskich, siostry mojej Babci i siostrzeniczki Prusa (Prusowie byli oczywiście na ich ślubie i weselu), jej relacje z pielgrzymek narodowych do Ziemi Świętej i Kongres Eucharystyczny w Kartaginie, rzeźby jej brata Stanisława (w tym Kilińskiego w Warszawie, pamiętajac jej znaczenie i uroczystość-manifestację narodową odsłonięcia z Prezydentem Mościckim, także grobowiec Prusa na Powązkach i in.), znaczenie i rolę jej drugiego brata ppłk. Kazimierza, tego od Muzeum Technicznego, ofiary Katynia, trzeciego brata, ojca kochanego prof. Aleksandra Jackowskiego, zwanego papieżem polskich antropologów kultury).
Nawet historia związana z Wojną 1920 i Virtuti Militari dla 19-letniego chłopaka z sąsiedniej wsi ma aspekt rodzinny, w późniejszej miłości jego córki i mojego Ojca. Historia się dzieje - bez ludzi, losów osób jej nie zrozumiemy. Na miarę poznania naocznego, z dokumentów, opowieści i einfühlungsvermögen (specjalizowała się w tym zagadnieniu św. Edyta Stein, współpatronka naszej(?) Europy).
A potem była kolejna straszna wojna Światowa, dzięki której poznali się moi Rodzice (obóz przejściowy Nr. 25 DPAC Neumünster koło Hamburga) i zaistniała rodzina Kapaonów, potem czas totalitarnego PRL, wybór Papieża-Polaka, pobyt w Taizé, Solidarność (w Strachówce założona 3 MAJA 1981), stan wojenny (z niezwykłą łaską z Jasnej Góry w dniu 13 grudnia 1981), katechizacja młodzieży w Legionowie (1982-89), małżeństwo i biblijna liczba dzieci przychodzących na świat przez kolejne 10 lat, wójtowanie w I kadencji odzyskanej-odnowionej samorządności, katechizowanie dzieci i młodzieży w szkole w Strachówce, od 2008 im. Rzeczpospolitej Norwidowskiej, "Vademecum - w korowodzie weselnym Rodziców Norwida" od 2005, dyrektorowanie szkole przez Żonę Grażynę i jej prezesowanie stowarzyszeniu o tej samej nazwie (od 2000). Dzieje się dzieją. Od 2006 witamy na świecie kolejnych wnuków i jedną na razie wnuczkę. A tzw. świat walczy wytwale z nami, od jakiegoś bardzo uchwytnego czasu (wydarzeń, faktów, schematów i uprzedzeń w tradycyjnym katolickim społeczeństwie).
Możliwość teologii jako fenomenologii? A czyż ona sama się nie pisze naszym życiem, a dokładniej współ-istnieniem-działaniem trzech aspektów-wymiarów czyli Drogi i Prawdy i Życia?! Skoro prawdę możemy poznawać i kontemplować na dwóch skrzydłach, to przeciez teologia, jeśli chce pozostać w kręgu poznania prawdziwościowo-mądrościowego ze zdolnością przekazywania innym... Skoro "historia każdego człowieka, a przez człowieka dzieje wszystkich narodów niosą w sobie szczególny zapis eschatologiczny..." (JPII)
Pomysł, aby spojrzeć i próbować rozumieć siebie w pryzmacie tych trzech płaszczyzn, w których dzieje się osobowe życie, wziąłem od Jezusa z Nazaretu. On tak powiedział o sobie. Ja oczywiście nie mówię o sobie jako o drodze, o prawdzie, o życiu dla innych - tylko próbuję sam siebie zrozumieć z użyciem, posiłkowaniem się, tych wskazanych przez Jezusa płaszczyzn, aspektów osobowych dziejów i znaczeń. Nie jakichś (abstrakcyjnych, a priori) metafizycznych założeń, ale właśnie konkretnych, danych i dawanych nam faktów empirycznych (poznanie oparte na doświadczeniu a posteriorii).
Długo by trzeba i można pisać o fundamentalnym znaczeniu kopernikańskiego przewrotu w myśleniu teologicznym na faktach w Kościele i naszym życiu, a nie na abstrakcyjnych założeniach. W skrócie - na fenomenologii, a nie metafizyce. Chodzi o przemyślenie takiej możliwości, a nie o wojnę i eliminowanie wroga (jak we współcześnie podzielonej Ojczyźnie).
Próbowałem tym tekstem tylko wykazać, że moja religijność (i konsekwentnie kościelność) jest świadomą dzisiaj dużo bardziej, niż dotąd. Że ich wewnętrzny potencjał (prawda, sens, Logos) rozwijał się wraz z faktami życiowymi. A ja tylko staram się je "rozważać w sercu swoim", całym umysłem, i świadomą wiarą racjonalną (Fides et ratio). O możliwości takiej teologii i bycia w konsekwencji akceptowanym, a nie zwalczanym w Kościele Powszechnym (przemilczanie jest formą zwalczania, niszczenia człowieka, dla którego dialog jest warunkiem sine qua non istnienia w tzw. przestrzeni publicznej, w kulturze, "od której zależy przyszłość człowieka" w ogólności (cyt. za JPII, UNESCO, 1980).
Nie wymyśliłem mojej religijności-kościelności, jest ona formowana mową faktów w całym moim życiu. Kiedy Jan Chrzciciel chciał się dowiedzieć prawdy o Bogu, o Jezusie jego "Pomazańcu", postawił przez swoich wysłanników Jezusowi wprost i proste pytanie. Tak to leciało:
"Tymczasem Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" Jezus im odpowiedział: "Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi".
Nie wymyślam teologii, ja ją opisuję-relacjonuję na gorąco. Mogę powiedzieć, że to teologia jako fenomenologia mną pisze. Pewnie dostałem intuicyjnie jej przedsmak, kiedy startowałem jako katecheta, powołany w stanie wojennym "aby być z polską młodzieżą". Tak - proboszcz Józef Schabowski wiedział, kogo i po co zatrudnia - z moimi studiami filozofii na ATK, szkołą modlitwy medytacyjnej w Taizé oraz doświadczeniem polskiej Solidarności 1980/81. On też był czowiekiem bardzo otwartym i aktywnym, nie tylko budowniczym kościoła, w młodości sportowcem-sprinterem, a w latach 80-tych patronem działalności patriotyczno-opozycyjnej. Ma dzisiaj nie tylko swoją ulicę, tablicę pamiątkową itp.
On powierzył mi przygotowania młodzieży do bierzmowania (mając trzech wikarych i siostry zakonne-katechetki), grupy rodziców do uroczystości chrztu, jednego neokatechumana do przyjęcia chrztu w wieku dorosłym, wyznaczał mnie do przemawiania przed biskupami, a na koniec zrobił tzw. asystentem świeckim w ramach tzw. Duszpasterstwa Wielkomiejskiego. Był obyty ze światem. Dawał mi rady jak sie dostac z lotniska Kennedy'ego w Nowym Yorku do World Trade Center i dalej do New Jersey. Umarł nagle, w symbolicznym miejscu w Egipcie, w sanktuarium starożytnych Ojców Pustyni.
Największe sprawy teologiczno-religijno-kościelne działy się na katechezach i w młodzieżowej grupie modlitewnej, z ich ogromną pracą ewangelizacyjną organizacji Nocy Czuwań dla całej wspólnoty parafialnej i grup z Polski (jednego razu było ponad 400 uczestników w różnym wieku, od Białegostoku, po Wrocław, Poznań... itd.) Nasz "List modzieży z Legionowa do Papieża Jana Pawła II" też stał się faktem i wydarzeniem na wieki. Zachowaliśmy sie tylko przywoicie, na listy sie odpowida. Odpowiedzieliśmy na Jego "List do młodych" (1985).
Doświadczałem na każdej "lekcji", nie tylko własnych porażek i uniesień, ale przede wszystkim, że to Bóg ja prowadzi. Bóg, Duch Czasu i miejsca i wieczności.
Ze strony państwa polskiego PRL doświadczyłem zaszczytu oskarżenia o przewodzenie młodzieżowej grupie terrorystycznej. Na krótkim zatrzymaniu, rewizji w mieszkaniu i strachu się skończyło. Tym dziwniejsza wydaje się dzisiejsza walka z nami różnych układów władzy, a i przemilczajaca postawa obecnie odpowiadajacych za kościół diecezjalny. Może ma to związek z odkryciem, że i ja doświadczyłem seksualizacji ze strony księży w Legionowie w wieku lat 7, 13. Nie wiedziałem tego jeszcze katechizując w latach 1982-89. Wtedy jeszcze to nie wypłynęło na wierzch mojej świadomosci- dopiero gdy nasiliła się dyskusja w mediach o pedofilii w Kościele w latach dużo późniejszych. W roku 2008 spisałem świadectwo i wysłałem do ojca Marcina Mogielskiego OP, który zajmował się wtedy sprawą wykorzystywanych na Pomorzu.
Po paru latach praktykowania "swojej" katechezy - dostałem okazję na długą rozmowę dla powstającego wtedy, 1988, kwartalnika katolicko-społecznego "Odpowiedzialność i czyn" (w tytule - między słowami można wyczytać wskazanie na dwie książki Karola Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność" i "Osoba i czyn").
Padło do mnie pytanie od zastępcy redaktora naczelnego, Tomasza Bartla, potomka Premiera II RP, Kazimierza Bartla:
"- Za co czujesz sie odpowiedzialny w swojej pracy i na czym ona polega?
- Czuję się odpowiedzialny przede wszystkim za mowienie o Bogu aktualnym, obecnym i działającym, za ukazywanie obecności Boga w życiu młodzieży - i wszelakim ludziom - w sposób współczesny. Z tego wynikają konkretne formy działania w parafii." itd. itp.
Zaledwie 2 lata później według tych samych zasad chciałem budować samorząd w Polsce. Gmina jest zdefiniowana w ustawie jako "wspólnota samorządowa mieszkańców i terytorium". Samorządność wymaga nie tylko mądrości ludzi, ale i znajomości ziemi (z geologią, historią, genius loci...). Znajomość wspólnoty dało mi doświadczenie Legionowa (to coś więcej niż doświadczenie z Legionowa). Zrozumiałem, że wspólnoty nie można zadekretować, zorganizować, zbudować... Najważniejszym odkryciem (autorskim) była niezwykła prawda, ŻE W KAŻDEJ(!) WSPÓLNOCIE NAJWAŻNIEJSZY JEST DAWCA. Wspólnota rodzi się z/przez dobrowolne przyjęcie daru. Nie jest to wiedza (mądrość) powszechna. Polska samorządność, ani państwo, ani Kościół na niej nie buduje - wedlug mnie,b o gdyby byoł inaczej, to zechcieliby rozmawiać nawet z takim marnym świadkiem i obywatelem jak ja (analog literackiego Józefa K?). BTW. - buduja na władzy, posłuszeństwie tzw. "autorytetom", prawie, ale nie prawie rozumianym jako eksplikacja ludzkiego rozumu i kultury, tylko siły, poczynając od tej "niewinnej-idealizowanej" wyborczej...
Droga-prawda-życie mnie stworzyły takiego, jakim dzisiaj jestem. Rolę historii w łańcuchu pokoleń wykazałem powyżej (aż po świadomość narodową i tożsamość konstytucyjną sprzed 1773). Rola ziemi przyszła sama, z Duchem Czasu, Solidarnością z 3 Maja 1981, samorządnością, oświatą na naszym terenie-szkolnictwem i wychowaniem i odkrywaniem wspólnoty gminnej i dużo-daleko-wysoko ponad. Wredny (żadne słowo nie jest za mocne dla oceny tego, co zrobił z polską pamięcią i tożsamością) ustrój PRL zatrzymał/ukrył chyba właśnie dla nas odkrycie związku Cypriana Norwida z naszą ziemią. "Z naszej ziemi się wywodzi" zaczyna się hymn szkoły. "Ziemia Norwida i Cudu nad Wisłą" brzmi dewiza powiatu Wołomińskiego. Brzmi dobrze, ale naszego powiatu musimy bronić przed zakusami polityków obozu rządzącego. Drugi raz chcą nam go zdemolować. NORWIDA DZIEJE UCZYNIŁY PATRONEM JEDNOŚCI MAZOWIECKIEJ ZIEMI. Naszą stolicą nie jest i nie będzie nigdy Płock, ani Radom... Teologia na fenomenologii nas obroni. Następny rok jest 200-setną Rocznica Urodzin Jednego z Największych Chrześcijańskich Myślicieli EUROPY. Mało kto się dzisiaj z tym liczy (przejmuje, mało kogo ważnego obchodzi) w polskim rządzie i niestety w polskim episkopacie.
W ostatniej książce Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość" jest akapit o związkach narodu, kultury z ziemią:
„Widać z tego, że w obrębie pojęcia „ojczyzna" zawiera się jakieś głębokie sprzężenie pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co materialne, pomiędzy kulturą a ziemią. Ziemia odebrana narodowi przemocą staje się niejako głośnym wołaniem w kierunku „ducha" narodu. Duch narodu się budzi, żyje nowym życiem i z kolei walczy, aby były przywrócone ziemi jej prawa. Wszystko to ujął Norwid w zwięzłej formie, mówiąc o pracy: „(...) Piękno na to jest, by zachwycało do pracy - praca, by się zmartwychwstało. Skoro już weszliśmy w analizę samego pojęcia ojczyzny, to trzeba nawiązać do Ewangelii. Przecież w Ewangelii w ustach Chrystusa właśnie to słowo: „Ojciec", jest słowem podstawowym. Właściwie najczęściej je stosuje: „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój".
CZYŻ TO NIE JEST PRZYKŁĄD TEOLOGII NA FENOMENOLOGII!
Cypriana Norwida można uważać nie tylko za prekursora Vaticanum Secundum, ale chyba i fenomenologii? Jego rozumienie człowieka-siebie-osoby, ojczyzny, Boga... ma wielkie znaczenie dla mnie, późnego wnuka. "Pieśń od ziemi naszej", "Co to jest Ojczyzna", "Moja Ojczyzna", "Vanitas", "Do Stanisławy Hornowskiej", o grobie Stanisława Kostki- "W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu...", "Monolog", "Moja piosnka 1/2", "Modlitwa", "Promethidion" i całe "Vademecum".
O jak dobrze, że już nie muszę jeździć do bibliotek i księgarni, wszystkiego czytać, sprawdzać w indeksach, porównywać źródeł, ślęczeć z zapoconymi okularami nad stertą papierów i wykańczającego mnie zmagania z ICT! O:)
Możliwości teologii jako fenomenologii są bardzo intrygujące i dawane każdemu głównie ŻYCIEM.
Moja powinnością jest już tylko zebrać wszystko i dać świadectwo naocznego świadka - inaczej teologia na fenomenologii się nie dzieje. Ani Ewangelia, czyli Dobra Nowina. Z niej płynie opis faktów, które stały sie i są podstawą naszej wiary(rozumnej):
"Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono."
A słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Jest przede wszystkim słowem dialogu, nie konstrukcji metafizycznej. Zwłaszcza w świetle tej wypowiedzi JPII, Papieża-Polaka, fenomenologa tak samo jak i metafizyka:
"FASCYNUJĄCA PRZYGODA
22 III 2003 - Do przedstawicieli Światowego Instytutu Fenomenologii w Hanoverze (USA)
Czcigodni Profesorowie!
Bardzo mi miło, że mogę spotkać się z wami z okazji prezentacji w Rzymie dzieła Phenomenology World-Wide. Foundations — Expanding — Dynamics — Life Engagements. A guide for research and study. Gratuluję pani profesor Annie-Teresie Tymienieckiej, znakomitej redaktorce książki, i pozdrawiam każdego z obecnych. Wszystkim jestem wdzięczny za odwiedziny i ofiarowaną mi publikację, która budzi moje szczególne zainteresowanie.
Jednym z charakterystycznych aspektów tego dzieła jest jego "wielogłosowość", stanowi ono bowiem owoc współpracy ponad siedemdziesięciu specjalistów z różnych dziedzin badań fenomenologicznych. Ten, by tak powiedzieć, "symfoniczny" charakter pracy odpowiada jednemu z zamierzeń Edmunda Husserla, ojca fenomenologii. Pragnął on bowiem, aby powstała wspólnota badawcza, podejmująca na różne, wzajemnie uzupełniające się sposoby problematykę wielkiego świata człowieka i życia.
Dziękuję Bogu, że również mnie dał możliwość uczestnictwa w tym fascynującym przedsięwzięciu, począwszy od lat studiów i pracy dydaktycznej, a także później, na kolejnych etapach mego życia i posługi duszpasterskiej.
Fenomenologia jest przede wszystkim stylem myślenia oraz sposobem intelektualnego podejścia do rzeczywistości, który pragnie uchwycić jej cechy istotowe i konstytutywne, unikając uprzedzeń i schematów. Chciałbym powiedzieć, że jest to niejako postawa miłości intelektualnej do człowieka i świata, a dla wierzącego, także do Boga — początku i celu wszystkich rzeczy. Aby przezwyciężyć kryzys sensu, którym naznaczona jest część myśli nowożytnej, jak pisałem w Encyklice Fides et ratio, konieczne jest otwarcie się na metafizykę. Właśnie fenomenologia może w znaczący sposób przyczynić się do takiego otwarcia.
Drodzy Państwo! Ponownie wyrażając wdzięczność za odwiedziny i dar w postaci ważnego dzieła naukowego, życzę wam wszelkiej pomyślności w podejmowanych działaniach i z serca błogosławię was oraz waszych najbliższych". (TUTAJ).
Fenomenologia jest "postawą miłości intelektualnej do człowieka i świata, a dla wierzącego, także do Boga — taki punkt wyjścia musi być możliwy i realnie przedyskutowany! Nie po to się buntowałem na wykładach metafizyki prof. Gogacza w młodości, a potem przez całe dorosłe życie na jej dominujaca rolę w antydialogicznym Kościele w Polsce, żeby dzisiajp rzegapić ożłiwość postawienia kropki nad "i"! Jeszcze mnie nie zniszczyli, do reszty.
Czyż każdy z nas nie jest (może być) teologią na fenomenologii drogi-prawdy-życia! Eschatologicznie będziemy sądzenin a podstawie faktów życia, nie teoretycznej teologii na metafizyce.
PS.
Na zdjęciu w kolażu jest postać Mecenasa Andrzeja Króla, którego brat był księdzem mgr świetej teologii po Cesarskiej Akademii Duchownej w Sankt Petersburgu (jak wielu wtedy, także ks. Ignacy Skorupka, bohater spod Ossowa. Zdjęcie jest zrobione w 1929 roku przed naszym, tzn. ich annopolskim domem (wtedy letnisku). Na rękach trzyma śp. Krzysia Jackowskiego, "Żuczka" syna ppłk. Kazimierza Jackowskiego (awansowanego pośmiertnie ze stopnia majora). Mlody Krzysztof był uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Warto posłuchac audycji red. Piotra-Szymona Łosia w RDC pt. Pod wpływem przyjaźni z Prusem, z cyklu "Rody i Rodziny Mazowsza".
