27 kwietnia 2025

Śmierć błogosławiona. Fenomenologia Jezusa Chrystusa

Semper in Christo vivas, Pater Sancte! /z tzw. rogito pp Franciszka/


A nasze oczy widziały. Tych którzy chcą. Patrzą i widzą. Bo patrzeć, zobaczyć i rozumieć to większy proces, pracy w pocie swego czoła. Rzeczpospolita Norwidowska mnie uzdatnia.

Kto widział i rozumiał jak ja? Że dzieją się takie rzeczy jak, nie przymierzając, przy stwarzaniu biblijnego świata, wyprowadzaniu Hebraiczyków z niewoli, albo uzdrawianie chorych przez Jezusa z Nazaretu, w czasie dziania się Dobrej Nowiny z jego ziemskim udziałem. Ja w każdym razie czuję się i jak ów Hebraiczyk i jak uzdrawiany np w Kafarnaum i wszędzie indziej, a nawet jakbym był przy stwarzaniu (biblijnego) świata. Ja annopolczyk, legionowianin z urodzenia, Polak swego czasu i obywatel Rzeczpospolitej Norwidowskiej. A i fenomenolog - jezusowy, chciałoby się dodać - bo nie scholastyko-metafizyk.

Dlaczego tak daleko się posuwam w swoim myśleniu (i pisaniu). Dlaczego tak śmiało? Sam nie odpowiem. Spytam Andrzeja Madeja (rozeznający i ten, który pomaga w rozeznawaniu, jak pisał papież Franciszek). A może zmusza mnie tzw. majestat śmierci, czyli chwila ostateczna dla wszystkich żyjących? I biada mi, gdybym milczał, po ludzku - wymiękł ze strachu przed panującymi dotąd przekonaniami. Po ludzku - pewnie bym się udusił, lub chociaż zadławił owym milczeniem. Wielkie dzwony dzwonią, gdy wyprowadza się trumnę z kościoła. A woń i dym kadzideł ulatuje ku (astrofizycznemu) niebu. Wiem już, bom stary, że wkrótce szumy i wiry medialne tego świata je rozwieją, zagłuszą, przywracając szarość i mętność współczesnej agendy spraw światowych, w pop-kulturowo-politycznym sosie. Kiedy piszę, lubię ciszę i ład (płynący skądinąd z sensu odczytanego mojej osobistej drogi-prawdy-życia). Więc z każdej strony biorąc doświadczenie-przeżycie wszelkich oddziałujących na mnie powiewów pod rozwagę - Ducha nie gaście.

Nie miałem takich myśli za życia papieża. A skądże. Cieszyłem się tylko 12 lat temu, że wybrali nie Włocha. Argentyńczyk? Ano, będzie ciekawie. 

Już pierwsze jego pokazanie się nam na balkonie zwiastowało przełom... ale rozumiem, jak wielkim, dopiero po jego śmierci i pogrzebie. Wtedy powiedział, nie nabożne "Laudate Jesu Christi", ale zwykłe dobry wieczór! A żegnając się życzył dobrej kolacji. Aż tak ludzki, że przerósł oczekiwania. Dopiero śmierć i pogrzeb wydobyły dla mnie jego pełną(?) wielkość. Choć z pewnością dokonają tego dopeiro przyszłe wieku historii Kościoła. I teologii - odważnej, bez schematów i dogmatyczno-tradycjonalistycznych uproszczeń. By się wszystkim kardynałom i bikupom podobało.

Dziękuję Ci Franciszku - pal sześć kościelną tytułomanię - za twoje życie, śmierć i pogrzeb. Dotąd mówiło się, głównie w naszym Kościele, o innej, zbawczej, triadzie - o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Jak widać, Boh ljubit trojcu - i niech tak pozostanie.</p>

W tobie i z tobą, w tych dniach oktawy wielkanocnej AD 2025, przekraczamy czas. Tak doświadczam, przeżywam. Opowiem.

Najbardziej doszło do mnie, to znaczy ten przekraczający wymiar-proces, podczas konduktu wiodącego twoją trumnę ulicami Wiecznego Miasta. Z Watykanu, do Santa Maria Maggiore. Tłumy wyległy dla ciebie, by pożegnać. Jak my kiedyś w Polsce, gdy przejeżdżał przez nasze miasta Papież Polak, Karol Wojtyła, św. JPII (ja doświadczyłem, przeżyłem to w Warszawie w czerwcu 1979, na stopniach kościołą Świętego Krzyża, w którym spoczywa serce Chopina i gdzie wisi tablica upamiętniająca Bolesława Prusa, a jakże autorstwa mojego wujka, brata babci Emilii Kapaonowej, Stanisława Jackowskiego).

Przekroczyć barierę czasu na odległość 46 lat to jest coś. Ale 2 tysięcy lat? Ba. Ponad 3.5 tysiąca! A jeszcze dalej - aż do początku naszego cywilizowanego świata?? Jak to możliwe.

Ano. Trudne to do wyobrażenia. Tak trudne, że nie usłyszałem podobnych pomysłów u wszystkich komentujących watykanistów. Trudno, pozostanę sam - to mi nie pierwszyzna. Ale... kto poważył się użyć w tytule fenomenologii Jezusa Chrystusa, ten niczego z ludzkich autorytetów (i wrogów?) się nie ustraszy. 

W annopolskim sanktuarium od dziesięcioleci rozbrzmiewają w wieczornych modlitwach słowa psalmisty - "na lwa srogiego bez obawy wsiądziesz i na ogromnym smoku jeździć będziesz...". No i spełnia się.

W czym papież Franciszek przekroczył wymiar nam współczesnych? W tym, co jest zadaniem, misją papieży. W otwieraniu przestrzeni, możliwości doświadczania Boga (wiarą i rozumem, w kulturze, psychologii, antropologii przyrodniczej i kulturowej itd.). W kulturze człowieka myślącego. A wraz z nami - w naturze, bo człowiek poznając doświadczająco Boga wpływa na cała rzeczywistość. Stajemy się tym co myślimy, przeżywamy (po pełną możliwą samoświadomość) i wcielamy w życie. Także - pisaniem i wszelką twórczością życiową. Bo nikt nie jest izolowaną wyspą. Jesteśmy drogą-prawdą-życiem. Każda i każdy przedstawiciel gatunku homo sapiens. Basta!

Ten papież uwalniał nas spod panowania schematów i uprzedzeń. Także w świątobliwej doktrynie i Tradycji. Z wielkim użytkiem - z pewnością - jezuickiego doświadczenia (i teorii) rozeznawania duchów. Jeśli rozeznajesz z całą uczciwością i w pocie swego czoła (dodałby Norwid), któż przeciwko tobie. Jeśli nie oskarża cię twoje serce... A Bóg biblijny jest większy niż nasze serca. I z tego - moim zdaniem - wzięły się jego słowa wypowiadane i zapisane kierowane do odrzuconych sióstr i braci. W konkrecie? Do LGBT, rozwodników, bezdomnych, więźniów... Dopisuję do tej listy onanistów, bo w tej formie to było najbardziej powszechne przekleństwo (chyba nie tylko męskiej części ludzkości). Właściwie trzeba to było nazywać terroryzmem. Tak, tradycyjny Kościół terroryzował grzesznością cielesną głównie dojrzewającą młodzież, ale nie tylko, bo masturbacja nie jest przyjemnością (albo problemem) tylko młodych. 

Mam przed oczami drzwi do łazienki w Choszczówce, w której często przebywał Prymas Tysiąclecia. Na ścianie, przy drzwiach, wisiała ikona Matki Bożej. Podobno zawsze się modlił przed wejściem. A inny obrazek z opisów książkowych, że św. Bernard rzucał się w pokrzywy, albo ciernie, gdy cielesność w nim narastała, zgodnie z rytmem natury i wydzielaniem hormonalnym. O, nieszczęśni. Ale czy mam im współczuć? Czego? natury? O nie, współdzielę ją z nimi. Współczuję im pseudo-kultury walki z naturą. Bezrozumną, w istocie. Poddaną tradycjonalistycznym wyobrażeniom o... Z tego, co normalne-naturalne udało im się zrobić na zbyt długie wieki coś nienormalnego - wcielenie zła. A co to ma wspólnego z Bogiem? I jego objawianiem się nam, w naturze i kulturze - jakie są, a nie jakie wymyślali świątobliwi klerykałowie (wcześniej jednoczyli się tak np. przeciwko obrotom sfer niebieskich, później ewolucji itd. itp.)! Dla innych, bo niekoniecznie dla siebie, czego niechlubnych przykładów w całym świecie multum. Poniekąd sami padli ofiarami swojej "nauki" i grzeszyli, ochoczo wykorzystując władzę owej "nauki" - i o zgrozo "duszpasterstwa" - nad maluczkimi. O tym doskonale napisał mój przyjaciel licealny w elektronicznie dostępnej powieści "Ćwiczenia z istnienia".

Basta. Papież Franciszek uwolnił następne pokolenia z okowów przeklętej w kościele (kościółku chyba) cielesności, seksualności, zmysłowości... co jest naturą - a nie przekleństwem - naszego gatunku. Trzeba to jeszcze wprowadzić w powszechne nauczanie katechetyczne (rekolekcyjne, misyjne).

Dzięki ci papieżu Franciszku, jezuito. Wszyscy mają - mogą mieć - dostęp do naszego (biblijnego) Boga. Rozszerzyłeś jego obecność i panowanie w naszej ziemskiej kulturze (rzeczywistości).

Oczekiwałem  na twój pogrzeb. Jakbym miał jakąś pewność, że będą mu towarzyszyły jakieś niezwykłe znaki. Jeden już opisałem, kondukt wśród tłumów, nawet rzucanie kwiatów przed i na samochód, który wiózł twoją trumnę (ciebie, twoje zmarłe, kuśtykające za życia, ciało). W komentarzach usłyszałem, że niektóre twoje działania były chaotyczne. No to muszę przyznać, że śmierć wszystko wyrównała i pokazuje w większej perspektywie - jakby soczewkującym działaniem drogi-prawdy-życia, którym byłeś. Tzn. jesteś już jak światło, które przeszło przez ten pryzmat. Albo jakbyś wracał do nas, po wydaniu o Tobie sądu Ducha Świętego!

Sąd Ducha Świętego

Jednakże mówię wam prawdę: 
Pożyteczne jest dla was moje odejście. 
Bo jeżeli nie odejdę, 
Pocieszyciel nie przyjdzie do was. 
A jeżeli odejdę, poślę Go do was (J.16.7)

Franciszku, pochowany w ziemi (tej, naszej-ludzkiej i kosmicznej), jak sobie tego zażyczyłeś, przyjmij mój podziw, zwykłego wiejskiego katechety na emeryturze. Kto by się spodziewał! Dokonałeś cudu. Przemiany religii na ziemi, otwierając i legalizując niejako dostęp do biblijnego Boga. Nie jakiegoś Boga teorii i teoretyków. Boga z naszej drogi i prawdy i życia. Boga naszej natury i kultury. Jak Jezus z Nazaretu. Zadałeś cios w miękkie podbrzusze współczesnego ateizmu - 'a myśmy się spodziewali... że religia wkrótce zaniknie, przynajmniej w Europie i zachodniej cywilizacji'.                                               

NIE! Kto ma oczy do patrzenia - widział. Kto ma uszy do słuchania... Kto ma wszystkie zmysły i centralny ośrodek mózgowy - doświadcza i poddaje refleksji. W pocie swego czoła. Prawy się zarazem dochodzi i czeka. Droga-Prawa-Życie - nie teoretyzowanie, zwłaszcza na temat sensu ludzkiego życia. Owszem, i całej ludzkiej rzeczywistości. Materia ma swoje tajemnice i one pewnie nigdy nie znikną. Nawet jak staną się (przejdą) na poziom wyłącznie matematycznych wzorów i rozkładu prawdopodobieństw. Co materia, to materia. Co duch, to duch. Nawet jeśli są powiązane na najgłębszym poziomie kwantowym. Ale redukcjonizm nigdy chyba nie jest dobrym rozwiązaniem. Basta.

Franciszku - wyobrażam sobie twoją radość z różnych spotkań w tłumie Twoich żałobników na Palcu Świętego Piotra , a szczególnie prezydenta Zełeńskiego z prezydentem Trumpem. Siedzieli na krzesełkach, twarzą w twarz, także w twojej i naszej bazylice Św. Piotra, która stała się domem poszukujących pokoju. Pusta bazylika, ogromny (liturgiczny) tłum na placu przed bazyliką i oni, jakby w liturgii życia, z nadzieją i błaganiem o pokój dla milionów. Prezydent Ukrainy powiedział później, że było to "bardzo symboliczne spotkanie, które ma potencjał, by stać się historycznym, jeśli osiągnięte zostaną wspólne rezultaty". Ba, nawet podziękował Trumpowi.

Tak, czy siak, Ty to Franciszku sprawiłeś. Przecież nie tylko śmiercią i pogrzebem, ale życiem, twoim stylem życia i nauczania zmieniłeś kawał współczesnego (i przyszłego) świata. Dlatego wspomniałem także o Mojżeszu. I kto by to za twojego życia pomyślał, z pewnością nie ja. Ale i ja coraz więcej rozumiem, odkąd umarłeś. Ale to... że będę wypisywał takie peany dla ciebie? Łamiąc schematy teologii i tradycyjnego nauczania naszego Kościoła? A kimże ja jestem? Owszem, mam za sobą doświadczenie pracy w pocie swego czoła nad tożsamością w Rzeczpospolitej Norwidowskiej i sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej. Ale kto by zrównywał to z akademickimi szlifami, profesjonalizmem, legitymizacją?

Umarłeś. A ja przeżywam radość, uniesienie, nadzieje wręcz nieskończone. Cóż zrobić, nikt nie jest wieczny. Miałeś 88 lat. Ja mam swoje 72, też o śmierci myślę co pewien czas.  

Franciszku, z tłumami na ulicach Rzymu, milionami przed telewizorami i dwoma prezydentami na krzesełkach na posadzce bazyliki... wyniosłeś Kościół znów na piedestał globalnego znaczenia. Chwała Tobie papieżu skromny jezuito z Argentyny. Chwała Tobie Boże. Alleluja!

*** 

szczęśliwe rozwiązania

miałem szczęście
urodziłem się po nowennie rodziców
i dostałem powołanie
zrozumieć jak najwięcej
nie odchodzę zawiedziony
(cdn)

✦   ✦   ✦

fenomenologia Jezusa Chrystusa

           /prawda się razem dochodzi i czeka/ 

to nagromadzenie wszelkich danych
tych z obserwacji i stanów wewnętrznych

nie przesądzające wyroki pośpieszne
zwłaszcza z tak zwanych autorytetów
autorytarnych wypowiedzi czyichś
i tych z podręczników

bo nie samą prawdą podaną człowiek żyje
ale tą której się dochodzi i czeka

dlatego metoda Jezusa jest niezawodna
to soczewkowanie drogą-prawdą-życiem

   (piątek, 25 kwietnia 2025, g. 13.13)

✦   ✦   ✦

kościół oczekiwania

w XXI wieku powinny być wielkie
bo już wiemy co stać się z nim może
w naszym świecie historii i kultury

rozmawiam z dziećmi rówieśnymi światem
w momencie dużej zmiany
po śmierci papieża Franciszka 

znaczenia odczytuję w blasku życia
długiej już drogi-prawdy-życia
tego co widziałem i przeżyłem

na pogrzeb przyjedzie pół świata
choć przecież nikt nie musi
a potem będzie konklawe

legendy wokół tego krążą
łącznie z kopułą elektroniczną
która ma odciąć elektorów od świata

wiem jak ważny jest wybór papieża
przeżyłem doświadczyłem rok 1978
jak wybuch ponad atomowy

skutki wtedy dotknęły całego świata
błogosławione skutki w przewadze
choć ciągle zarzucają krycie pedofili

może to i dobrze
nic doskonałego nie ma na tym świecie
nawet święty papież taki nie jest

ps
już wiem
że papież Franciszek niepozorny
rozszerzył na zawsze doświadczenie Boga
coś mnie z nim bardziej połączyło po śmierci

    (piątek, 25 kwietnia 2025, g. 12.26)

***  

logika osobowo-osobista

każda osoba może jej dojść
jako ja dochodzą

z wydarzeń drogi-prawdy-życia
co tak i siak jest niezwykłe
nie wiem czy są na to inne metody

pierwsze zdziwienie na dzisiaj
że śmierć papieża tak we mnie pracuje
przecież za jego życia nigdy aż tak
i wcale nie moim osobistym wysiłkiem
po prostu stwierdzam że pracuje

drugie uświadomienie sobie jest że
..................................
ten wątek przeplata całe moje życie
akurat wydarza się w 72 roku na koniec

odchodzenie i wybory papieży Kościoła
chyba by mnie nie wciągnęły
gdyby nie 16 października 1978
i w konsekwencji cała reszta życia
czyli Drogi-Prawdy-Życia

to nie spekulacje staruszka
to fenomenologia sensu mojej osoby
co do lat godziny i także minuty

     (Wielki Czwartek, 24 kwietnia 2025, g. 21.40)

✦   ✦   ✦

realny Kościół (wymiar duchowy)

             /prawda jest tak piękna/

nie jakiś konstrukt teorii
ale realna rzeczywistość ludzi
w naszym realnym życiu i jedynym

Papież Franciszek go rozszerzył
dla rozwodników LGBT onanistów
czyli realnych cielesnych seksualnych osób

to nie jest że nic jakby się nie stało
bo ktoś w Boga i Kościół nie wierzy
każdy żyje i dostaje sens na miarę
i faraon i bezdomny i największy miliarder

więc zmarłemu oddaję cześć i sprawiedliwość
bo miał odwagę (i/żeby/itp) być sobą
umarł i nikt mu tego nie odbierze
bez stawiania piramid i nagrody Nobla
na tej ziemi i w tym Kosmosie

śmierć potrzebna jak utrwalacz instytucji
którego następnik nie zmieni już
ani tego że musi być posoborowy
wyższej władzy kolegialnej w Kościele nie ma
on ten wymiar chciał umocnić na wieki

co śmierć papieża komu objawiła o Bogu
tak to przynajmniej wyglądu u mnie (lat 72)
no i miejscu Kościoła w tym świecie

utrwalą setki przywódców na pogrzebie
(i niezliczone wróżby dla konklawe)
o dziwo nie za bardzo polityczne przecie
ale dla realnej obecności tej prawdy
w historii i kulturze homo sapiens
zadumani nad przemijaniem lub zbawieniem

prawdę można poznawać i kontemplować
nie tylko nią walczyć o władzę i karierę (nauk)
ta w Kościele pomimo wad i błędów (zła)
daje świadectwo o innej sile duchowej
wielce znaczącej dla człowieka-osoby i świata

religia wypływa z doświadczenia
nie z woli przebiegłych władców na ziemi
jest Bóg siła duchowa spotkałem ją
śpiewam hymn dziękczynienia z radością

    (Wielki Czwartek, 24 kwietnia 2025, g. 19.22)

✦   ✦   ✦

Bóg odnaleziony (i dla mnie)

          /siostrze Aleksandrze Szyborskiej PDDM/

papież Franciszek umarł
o nim się mówi i pisze w świecie
pozwólcie że i ja

choć dla swojego osobistego interesu
że podziękuję jemu i podobnym
którzy rozszerzają doświadczenie Boga

on dla rozwodników LGBT i onanistów
inni dla tych którzy nie chodzą do kościoła
  
dobrze że twórczo traktują objawienie
które może dotknąć objąć i ciebie i mnie

że Bóg nie umarł w betonie tradycji
że nadal zielenią się jego łąki
jego wody źródlane przeczyste nie wyschły
w dziejach i kulturze homo sapiens

ma granice nieskończony
dla tradycjonalistów i dogmatyków
nie tylko dla ukochanych klerykałów

dziękuję Ci Franciszku
dziękuję siostro komentatorko w TVP1
z drogi krzyżowej w Colloseum tego świata
pontifex ma być zaiste budowniczym mostów

Boże odnaleziony w III Tysiącleciu
nie dałeś się zamknąć w teologii
zwłaszcza seminariów duchownych
i władzy tak zwanej duchownej
ani nawet uwięzić tako w tabernakulum
jako i w liturgii
na wieki wieków życia całego wszechświata
Amen

     (środa, 23 kwietnia 2025, g. 23.37)

✦   ✦   ✦

Wielkanoc 2025 w Annopolu

            /kto nie chce cudów nie widzi/

w ciszę się wgłębiam
plecami w fotel
za oknem ptaki śpiewają w obfitości
zachwycone ciepłem i zielenią
rozjechali się oni
dzieci i wnuki
zostałem sam w starym domu
w Watykanie umarł papież Franciszek
  
nie tylko kalendarzem świętuję
ja i dom mój-nasz mówiło się kiedyś
nb nasza kultura już raz 2025
  
świętujemy przede wszystkim kulturą
która przekazuje historię
tego co działo się znaczącego
obrosło tradycjami i rozumieniem
  
wielka była noc zmartwychwstania
wielka jest wiara nadzieja i miłość
związana z tamtym wydarzeniem
nie tylko religią się pisze i broni
  
wielkie dni przeżyliśmy i w tym roku
przede wszystkim Wielką Niedzielę
z dziećmi i wnukami
tymi którzy zjechali się w Annopolu
i tymi na Wyspach Brytyjskich
zdjęciami rozmowami tele i w necie
  
tu nas było piętnaścioro
z łącznej liczby 23 dziś w rodzie
prawie jak gwiazd na niebie
i piasku na pustyni
  
dzieci bawiły się wspaniale
dla rodziców zniknęli z pola obaw
wszelkich np. że będą się nudzić
skądże wspaniała piątka zaprzeczyła
  
od rana prawie do wieczora
zabaw wymyślali bez liku
z trampoliny robili użytek i z lasu
w którym czasami spotykamy łosie

dzieci clou poszukiwanie zajączków i jajek
słodkie niespodzianki skryły się w Ogrodzie
z wielkiej litery pisanym
ze względu na sanktuarium MBA
które trwa by chronić tożsamość
a ja tylko opisuję aby dać świadectwo
  
stary dom spogląda na dzieje cudów
od 117 lat
co dla historii niewiele może znaczy
ale w jednej rodzinie to już tak
która żyje tu teraz w szóstym pokoleniu
świętując drogę-prawdę-życie
  
oto tajemnica wiary i rozumu
kto chce poznaje prawdę i kontempluje
  
   (poniedziałek (po)wielkanocny 2025, g. 19.19)

✦   ✦   ✦

życzenie śmierci

          /nie wymyślone - przyszło do mnie (nie tylko) życiem/

myślę sobie marzę
(w bardzo wielkanocnym czasie)
by gdy do mnie przyjdzie
zastała mnie gotowego
we własnym łóżku
albo na fotelu
w stanie medytacji

legenda głosi o Asioce
że wszedł do namiotu dumania
krokiem ostatnim i już tam pozostał
papież by powiedział w domu ojca

ja też mam swoją mantrę
nie-ja
Ty-Bóg-miłość
Chrystus-pokój-dobro-Amen
i tyle a potem cisza
aby dobro i pokój rozeszły się dalej

ps
w rozszerzającym się tylko
(bezpieczniej powiedzieć dziejącym się)
czy i obracającym Kosmosie
a także jak wiadomo Wszechświecie
z nie do końca znaną rolą świadomości
i jego podmiotów

(W. Czwartek 2025, g. 10.08) - TU - Rok Norwidowski-widziane ze Strachówki

← PoprzedniTożsamość. Przez solidarność pokoleń, ku przyszłości narodówNastepny →Mój fenomenologiczny głos - o życiu i wyborach AD 2025 (po I turz