25 czerwca 2020

Filozofia Drogi-Prawdy-Życia. Propozycja

zdj. z bloga "Dziennik jutra"

Nigdy bym nie przypuścił do głowy, że będę musiał pochylić się nad TYM. Uważałem do dzisiaj, że w naszym kręgu kulturowym jest to, jeśli nie zrozumiałe, to tak znane, ze tłumaczenia nie potrzebuje. A jednak.

Używam tego tytułowego sformułowania (droga-prawda-życie) od paru lat, kiedy tylko się da, w związku z pisaniem o życiu i prawdzie w największej osobowej perspektywie. Myślałem, że skoro pożyczyłem tę formułę zaproponowaną przez Jezusa z Nazaretu, to... oczywista jest przynajmniej dla wierzących i myślących o kulturze ze znawstwem. A jednak.

Będę próbował krok po kroku wyjaśnić, o co mi chodzi, jak ja to rozumiem i dlaczego uważam tę propozycję rozumienia siebie i świata za genialną. Nie czynie tego z musu teologicznego, ale z wewnętrznej wolności i światła z głębi samego siebie, czyli samoświadomości.

Przed chwilą też użyłem tej formuły do postu znajomego w komentarzu. On udostępnił wypowiedź mistrza Zen "In our world most people live together, sharing a lifestyle, mindlessly following their karma. Their lives just happen, without direction. They don’t see the terrifying thing waiting for them. When death comes, they are blind to what lies ahead". Niech ten przykład da nam dodatkowy asumpt do spojrzenia na prawdę jako rzeczywistość żywą, objawiająca się wszystkim, którzy jej pragną. Dzieje się. Wypełnia-dopełnia osobowo drogą-prawdą-życiem. Nie cyfrowo-statystyczno-maszynowym bezruchem.

Polubiłem post natychmiast, jak zawsze, gdy mogę zazębić się z czyimś punktem widzenia na życie, myślenie, rozumienie siebie i świata całego (także skądinąd nasza siostra Faustyna). Wpisałem swój komentarz – „samoświadomość to wielka sprawa. Znać siebie. Na sam koniec przyjąłem zasadę (całości-jedności) drogi-prawdy-życia i to mi wszystko tłumaczy!”

‘Droga-prawda-życie’ jako formuła tłumacząca mi, kim jestem, pochodzi od Jezusa z Nazaretu, choć jest przeze mnie ciut inaczej rozumiana niż w tradycji, po mojemu, a może całkiem nowatorsko?
Trudno, żeby w naszym kręgu kulturowym ktoś nie słyszał tej formuły w wywodach duszpastersko-kaznodziejskich, rekolekcyjnych… lub jej nie poznał własnym sumptem.

Krąg kulturowy nazywany również cywilizacyjnym to obszar, na którym występują wspólne dla wszystkich mieszkańców cechy kulturowe dotyczące wyznawanej religii, języka, tradycji, rozwoju społecznego.
Według Samuela Huntingtona świat jest podzielony na następujące kręgi kulturowe:
zachodni, wschodnioeuropejski, islamski, hinduski, buddyjski, chiński, japoński, latynoamerykański, afrykański”. (tutaj)

Każdy jako tako wykształcony człowiek, a przede wszystkim człowiek kulturalny zna (powinien, musi) to, co uformowało krąg kulturowy-cywilizacyjny, w jakim żyje. Inaczej klasyfikuje się jako narcyz, samolub, ciemniak, zaściankowiec… życiowy szkodnik dla innych. Nasza przyszłość i teraźniejszość zależy od kultury. Człowiek to ten, kto zna siebie. Mamy tylko z 3.5 tysiąca lat za sobą? A przed sobą pustkę zimnego, rozszerzającego się Kosmosu, lub jakiejś kosmicznej katastrofy. Dzisiaj - pandemii.

Apostoł Jan zapisał takie słowa Jezusa „Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca”.
Całe życie mówili mi w Kościele, jak mam rozumieć te słowa. Zawsze to było według schematu – Jezus powiedział, że jest Drogą. Powiedział też, że jest Drogą. I powiedział, że jest Życiem. Wszystko rozdzielone.

A ja nagle zobaczyłem tę wypowiedź jako całość, trzy w jednym (swoistą trójcę), która tłumaczy mnie samemu sobie i to najlepiej, ze wszystkiego co poznałem w życiu. Myślę, że Jezus się o to nie pogniewa, że czytam i słucham Go po swojemu. Osobowo, podmiotowo. A co do teologów? Niech się najpierw w ogóle odezwą, w zwykłym ludzkim dialogu z drugim człowiekiem.

Trzy w jednym - jedyna formuła, która wyjaśnia mi, kim jestem. Prosta i dostępna dla każdego (zdolnego jako-tako do głębszego-dłuższego myślenia). Kim jestem? Jako całość i jedność. Całość w jedności. Jedność w całości. Tą jednością jest moja osoba, podmiotowy byt w Kosmosie. Tożsamy sobie, od początku do końca (wiem, ze są przypadki rozdzielenia jaźni, chorobowo, wypadkowo-popiorunowo – cóż, nie ma nic doskonałego pod Słońcem). Wiem, że zasadą jednostkowienia w naszym świecie jest materia (wcielenie) , ale jako, że nic nie mogę na to poradzić – wracam do  doświadczania siebie, jako siebie, jako moje własne „ja”? Wyjątki potwierdzają regułę?

Drogę, którą idę (jeszcze) zawdzięczam najpierw innym, potem sobie. Nikt sam z siebie się nie wziłą na ziemi. Nikt nie żyje i nie umiera dla siebie. Każdy żyje i jest w jakimś punkcie przecięcia... Najpierw są ci, którzy mnie obdarzyli genami, miłością, wychowaniem, językiem, kulturą, tradycją w ciągu pokoleń. W którymś momencie sam przejmuję ster i kieruję rejsem. Sam obieram cele, dokonuję wyborów… Zawsze w jakimś czasie i miejscach, które są darem (przyjętym, zrozumianym, mniej lub bardziej), przeznaczeniem, albo tylko środkiem. Dobrze, gdy droga kieruje się busolą i ideałami wartości większych,  niż tylko anatomia, fizjologia, ekonomia i polityka.

Prawdę poznaję całe życie. Od rodziców, wychowawców, z podręczników szkolnych, akademickich, z dzieł kultury. Biblioteki, uniwersytety, Internet są dla mnie, na miarę aspiracji, talentów, możliwości. Nie ma prawdy bez rzetelnej wiedzy. Live and learn. Całożyciowa edukacja jest propozycją i ideałem naszych czasów. Przyszłość człowieka zależy od kultury. W takim klimacie duchowo-intelektualnym dojrzewałem, z pontyfikatem JPII w tle (nawet na pierwszym tle), jako darem dla Ludzkości i Kultury Człowieka na Ziemi.

„Jan Paweł II już w jednym z pierwszych wygłoszonych na forum międzynarodowym, i najważniejszych dla współczesnej kultury, przemówień w siedzibie UNESCO w Paryżu w 1980 roku… Trzeba zaczynać od pytania o istotę człowieka, jego człowieczeństwa. Jeśli kultura jest wyrazem pracy istot ludzkich nad własnym człowieczeństwem, podstawowym pytaniem domagającym się odpowiedzi jest: kim jest i kim ma być człowiek? Co ma w sobie doskonalić? Co jest istotą człowieczeństwa? Pytania te sprowadzają się do jednego: jaka jest prawda o człowieku? Czy da się ją poznać, nie szukając prawdy o świecie, o Bogu, o stosunku człowieka do siebie, do innych ludzi i do Boga? 

… JPII mówił: Kultura jest tym, przez co człowiek jako człowiek staje się bardziej człowiekiem: bardziej „jest”. Na tym także opiera się owo kapitalne rozróżnienie pomiędzy tym, czym człowiek jako człowiek jest, a tym, co posiada […]. Wszystko, co człowiek „ma”, o tyle jest ważne dla kultury, o tyle jest kulturotwórcze, o ile człowiek przez to, co posiada, może równocześnie pełniej „być” jako człowiek, pełniej stawać się człowiekiem we wszystkich właściwych człowieczeństwu wymiarach jego bytowania.

Koncepcja ta jest oparta na uznaniu bezwarunkowej godności osoby ludzkiej, jej wolności i rozumności, na orientacji na wartości duchowe – prawdę, dobro i piękno, na dążeniu do transcendencji, na spełnianiu się w byciu bezinteresownym darem dla drugiego, w konstruktywnym dążeniu do realizowania dobra wspólnego (rozumianego osobowo) we wspólnotach. Człowiek widziany osobowo, rozumiejący, że jest osobą, szanowany jako osoba, a także społeczeństwo respektujące w swoich członkach ich osobowy status, budują kształt życia społecznego tak, by każdy mógł bardziej „być” niż „mieć”. W ten sposób tworzona jest „prawdziwa” kultura. Równocześnie tylko kultura prawdziwa może sprzyjać rozwojowi osobowemu jednostek i społeczeństw….
Prawdziwa” kultura jest więc kształtem życia zorientowanego na prawdę, życia dążącego do kształtowania człowieczeństwa – własnego i innych – zgodnie z prawdą o człowieku i świecie… „ (prof. K. Olbrycht).

Co jest życiem? Biologia daje swoją definicję – modyfikowaną wraz z odkryciami nauki - ale na potrzeby tego tekstu posługuję się szerszym rozumieniem tego terminu. Przez życie, ostatni człon formuły droga-prawda-życie - rozumiem całokształt procesów, wydarzeń, spraw, dziejących się w całym świecie danym nam w jakikolwiek sposób i oddziaływujących na nasze warunki bytowania i rozumienia całej rzeczywistości.

ZAKOŃCZENIE
Propozycja mojej filozofii drogi-prawdy-życia polega na tym, żeby nigdy nie rozdzielać tej trójcy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że to jest niezawodna metoda poznania siebie i wszystkiego, co nas stanowi i stanowi świat, w którym żyjemy. Z jej użyciem, czyli w pełni świadomym, podmiotowym ujęciem rzeczywistości dochodzę prawd, które kontempluję. NIE MOŻNA WYJŚĆ POZA RZECZYWISTOŚĆ DROGI-PRAWDY-ŻYCIA. BA! W KAŻDEJ DZIEDZINIE BRANEJ Z ODDZIELNA MOŻNA SIĘ ZAGUBIĆ. KAŻDA ODZIELNIE MOŻE WYPROWADZIĆ W POLE. ALE... NIE MOŻNA SIĘ ZGUBIĆ W PUNKCIE PRZECIĘCIA ICH TRZECH. KTO WIE KIM JEST (POZNAŁ SAMEGO SIEBIE), MUSIAŁ POZNAĆ COŚ WIECEJ: ŚWIAT I JEGO KULTURĘ. WIEDZĄC, GDZIE I KIEDY ŻYJE W KTÓRYMŚ Z KRĘGÓW KULTUROWYCH TEGO (WSZECH)ŚWIATA.

Tak, wierzę, że JEST prawda, poznawalna w aspektach istotowych i konstytutywnych (czyli bez schematów i uprzedzeń). Jest sens. Sens poznaję i odnoszę w swoim życiu. Jest LOGOS. LOGOS odnoszę co całej Rzeczywistości Wszechświata i Wieczności. Ba, twierdzę nawet, że prawda ma nie tylko naturę dialogiczną, ale również OSOBOWĄ I ŻYWĄ (żyjącą przynajmniej dla mnie).
Kontemplacja prawdy, bez schematów i uprzedzeń, stała się już mną. Już nie mogę inaczej, choć nie znaczy, że stałem się doskonały. Spytajcie mojej żony, dzieci i wnuków.

***

rzeczy niemożliwe

           /Credo i tajemnice wielkie/

są widzialne i niewidzialne
są też niemożliwe
choć przecież dla każdego

jeśli ktoś chce zrozumieć
sprawy mnie dane opisywane
to hola-hola nie tak prosto

nie wystarczy skończyć seminarium
ani zdobyć tytuły naukowe
nie stąd czerpałem poznanie

droga-prawda-życie mnie prowadzi
ścieżkami osobami niesamowitymi
trzeba by przejść podobną drogę

wybuch objawienie ducha w konklawe
wybuch powstanie Solidarności po Taize
katecheza młodzieży w Legionowie

z nią nimi spotkanie poznanie Madeja
w Ekumenicznym wyczynie Koscioła
myślą duchem literą kulturą Soboru

odkryć Rzeczposolitą Norwidowską
nie w chmurach uczelni ale pod stopami
a potem czas i ducha sprzed Konstytucji

przekazywanego z pokolenia na pokolenie
w polskich rodzinach wiary rozumu kultury
Trembińskich Głowackich Jackowskich

Królów Kapaonów Borutów Wiatrów
Kołakowskich Załęskich Sanaghanów
Szkot Andrew Ferrie nad tym samym myślał

Szkot był burmistrzem Warszawy trzy razy
ludzkość w rodzinie ludów i narodów żyje
kto jest w stanie przemyśleć to wszystko

(śr. 24 czer. 2020, g. 14.56) TU - Niezjednoczeni...PL

← PoprzedniPiS-KEP-ustrój manipuluje religią. Hola-hola!Nastepny →Trzaskowskiemu - z polskiej wsi i powiatu (Annopol, Rozalin, Woło