Fenomenologia jest przede wszystkim stylem myślenia
oraz sposobem intelektualnego podejścia do rzeczywistości,
który pragnie uchwycić jej cechy istotowe i konstytutywne,
unikając uprzedzeń i schematów... jest to niejako
postawa miłości intelektualnej do człowieka i świata,
a dla wierzącego, także do Boga —
początku i celu wszystkich rzeczy.
Aby przezwyciężyć kryzys sensu,
którym naznaczona jest część myśli nowożytnej...
konieczne jest otwarcie się na metafizykę.
Właśnie fenomenologia może w znaczący sposób
przyczynić się do takiego otwarcia.
(FASCYNUJĄCA PRZYGODA, JPII, 2003)
Trudno mi być multimedialnym. Przy którymś (setnym) kliknięciu się gubię, muszę odejść od komputera.
Wszystko powstało i się dzieje dopiero w moim pokoleniu. Wszystko TO się dzieje naprawdę. Ja tylko zapisuję. Uważna fenomenologia staje się metafizyczną opowieścią. O dobru-prawdzie-pięknie. Czym ostatecznie jest każdego/każdej osoby droga-prawda-życie! Ot, jakie to proste. Tylko tyle? Tak, tyle.
***
METAFIZYJA CODZIENNOŚCI
/Bóg zawsze w trzech osobach/
jak to metafizyka ktoś spyta
skoro dominuje tu fenomenologia
opis soczysty nie spekulacja goła
ano tym jest droga-prawda-życie
nigdy w oderwaniu (strzępach)
to że opisuję
to co słyszę widzę czuję
jako osoba podmiot świadomy
co potrójną jest tautologią
słyszy widzi czuje rozumie osoba
ptaki za oknem od rana
rozmowy dzieci na werandzie
posty w Internecie od dalszych
osób rodzinnych we wspólnocie
dialog to jest coś więcej
do nieba nas przenosi (czyli raju)
nikt nie wie jak ono wygląda
nie odmaluje nie wysłowi
tego co widzi słyszy czuje
szczęście jest jednak podmiotowe
każdy z nas może doświadczyć
jeśli się wsłucha wpatrzy wczuje
matematyka mu na to nie odpowie
osoba osób dwie trzy i tak dalej
Bóg nas zbawia we wspólnocie
jaki Bóg znowu ktoś zakrzyknie
ależ tego wam nie powiem
każdy sam musi Go odpytać
na każdą okoliczność życia (prawdy)
i nazwać po swojemu (jak Biblia)
(piątek, 11 maja 2018, g. 12.42)
***
CZY WY WIECIE...
/czy tylko osoby objawiają.../
czy wy wiecie
że jesteście świątynią
śpiewany w katechetycznej piosence
czy my wiemy czego chcemy
a nawet kim jesteśmy
bo jeśli nie to niedobrze
czy my wiemy i od kiedy
czego naprawdę chcemy
za czym gonimy (tęsknimy) całe życie
tak myślę po sobie że nie
jeśli nie spróbujemy nazwać
dzień po dniu noc za nocą
odkrywam odkrywam nieustannie
każdym obrazem w telewizji
w dobrze zrobionej reklamie
w pięknych twarzach nade wszystko
potem dopiero widokach montażach
osoby i ich sytuacje nade wszystko
objawienia twarzy
epifanie
nie tylko przecież seksy
zapisałem przed stu laty (sobie)
że nie umiem mijać ludzi
za każdym zostaję spojrzeniem
(piątek, 11 maja 2018, g. 13.57)
Kto uważnie czyta (także) czyjeś blogi, ten wie, że pod filmikiem zapisałem tyyyyle nie tylko ptasiej treści:
"A to Polska właśnie! Te kukułki! Ta rodzina. Ten dom.
Sanktuarium Matki Bożej Annopolskiej z 1908/1910, sprzed jeszcze II RP.
Codziennie nam śpiewają, łańcuch pokoleń dostaje coraz nowszych ogniw. Dzisiejsze przeżycie zapisałem na Fb. Chciałem dołączyć obrazek - ten był pod ręką. I w uszach, oczach, sercu.
Zapisałem najpierw to: - Kwartet maturalny (no, o maturach). Na werandzie starego polskiego domu (z 1908). Olek ma za sobą, Marysia jest przed - jeśli idzie tylko o ustny z j. ang. Zosia i Hela do wtóru, ze wspomnień. Fajnie jest! W Sanktuarium MBA? - zawsze!
Tychże kukułek słuchał Andrzej Król (1866 - 1954), co zanotował w swoim pamiętniku, w tuż przedwojenny letni czas. Tak mi się spodobało, że dźwięczy we mnie wiecznie - dałem jako motto do książki "O miłości do Annopola, Strachówki, Polski i Kościoła" - nie jestem gołosłowny. Choć Wota Wdzięczności za Wolność, Godność, Polskość odzyskane Czynem Solidarności (3 Maja 1981), ksiądz Mieczysław, aktualny proboszcz, wyniósł sprzed ołtarza Boga i Ojczyzny w STRACHÓWCE.
„Jeszcze odwiedzają nas w Ogrodzie wilgi,
synogarlice, dzięcioły, szpaki,
no i oczywiście wróble i wrony, które
nie opuszczają naszego kraju nigdy.
Pierwsza opuściła nas kukułka”
(Andrzej Król, 20.7.1939)
A potem przerzuciłem wczorajsze nagrania z aparatu na Youtube. Wczoraj spróbowałem taką jedną skutecznie nagrać. W trakcie zrozumiałem, że to najdłuższe kukanie, jakie słyszałem dotąd, aż mi ręka trzymająca aparat mdlała."
Za godzinę, dwie od nagrania, zmieniła się melodia. Ba! Cała symfonia! Zrobiłem dokrętkę. REŻYSER I MIEJSCE bez zmian.
I to by było na tyle. Dzisiaj. Tutaj!