Strona 91Strona glowna →
02 22 grudnia 2011

Misja madrycka i rozważania o sensie i nienawiści

Zgodziłem się, przez telefon, lecieć do Madrytu, a potem się gryzłem. Dawniej bym się nie zastanawiał, a tym bardziej łamał. Dawniej byłem głodny świata na tyle, żeby nie widzieć dwuznaczności i nie m

03 21 grudnia 2011

Moja szkolna wigilia 2011

Królami ich zwiemy, a to byli Magowie, albo z dzisiejsza, Mędrcy. Mamy z ich okazji dzień wolny. Choć to nie ich świętujemy. Cóż za paradoksy się z nimi powiązały! Świętujemy Objawienie. To zrozumiałe

20 grudnia 2011

Z pokolenia na pokolenie

Świat się dzieje, życie się dzieje - my w nich uczestniczymy. Takie spojrzenie i rozumienie życia i świata jest wielkim dobrodziejstwem. Uwalnia od egotyzmu i kieruje w stronę obiektywizacji. Nie jest

05 19 grudnia 2011

Kawałek Ojczyzny i nieśmiały apel o pluralizm

Ciężko się zebrać do pisania w poniedziałek, po pracy. Ale nie tylko zmęczenie psychiczne jest powodem. "Klimacik" bardziej. Podobno jestem ohydnym oszczercą. "Przyjaciele" swoją ustaloną metodą wmawi

06 18 grudnia 2011

Osoba i rodzina. Rodzina i osoba

Nie ma większego wyzwania dla człowieka na ziemi. Mount Everestem naszego życia jest dojrzała osobowość. Himalajami są rodziny. Są także nieliczni, którzy czują i wybierają powołanie do stanu bezżenne

07 17 grudnia 2011

Madryt - Foto-Re-Mini-Scencje

08 16 grudnia 2011

A través de Madrid (en passant par Madrid)

Myśli trzeba notować, gdy nas nawiedzają. Czemu nie w hotelowej restauracji? Przyjechałem obserwować, widzieć, słyszeć, czuć. także to, co mnie spotyka, a nawet i siebie, od środka. Szef sali kroi jam

09 15 grudnia 2011

Hiszpania, Ole!

Siedzę sobie na kanapie, w kapciach, albo bez, w hotelowej restauracji po śniadaniu, przy kawie i ratuję dzień. Wczoraj mam w zeszycie, zapiski z samo-lotu. Leciało się, pisało. Ale w zeszycie (może k

10 13 grudnia 2011

Schizofrenia prawie narodowa

Poszedłem wczoraj wcześniej spać. Nie chciałem słuchać ani wielkiego konkursu historycznego "Polska droga do wolności", ani programu Tomasza Lisa. Coś tam, piąte przez dziesiąte, i tak do mnie dotarło

11 12 grudnia 2011

12.12 - wigilia 13 Grudnia

Czuję się przez cały dzień, jak żuczek na plecach. Tak w szkole, jak i poza. Ślepnę, poddaję się. I szkoda mi każdej niepisanej minuty, może godziny. Pojąłem w pracy rzecz niezwykłą i ciekawą. Że rozm